Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomerol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomerol. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2014

Lidl na czerwono - oferta win francuskich na październik 2014 r.

22 mgnienia francuskiej czerwieni

Czerwone wina nabierają powietrza w dekanterach

O winach białych (a także różowych) napisałem wczoraj, dziś czas na wina czerwone - te stanowią większą część październikowej oferty Lidla. Butelki różnych etykiet - od 14,99 zł do 149 zł - jest więc w czym wybierać. Tym bardziej, że mamy tu nie tylko wina z regionu Bordeaux (choć dominują), ale znajdziemy też Dolinę Rodanu i Burgunda.

Valréas Domaine Lacombe Mercière 2013 Côtes du Rhône - 17,99 zł
Jak to z tymi nie-bordowiakami? Ano różnie. Ale na pewno jest tanio. W winie Valréas Domaine Lacombe Mercière 2013 Côtes du Rhône (17,99 zł) nie jest też źle. Są tu w aromacie powściągliwe owoce, które kryją dziką kwasowość schowaną w głębi smaku. Taką rustykalną, swojską, zieloną, żywotną. Może za młode wino, ale pewnie za rok-dwa stanie się okrzesane. I bardziej przyjemne.

Puy Saint Roc 2012 Côtes du Rhône (14,99 zł)

Tańszy Puy Saint Roc 2012 Côtes du Rhône (14,99 zł) na degustacji prasowej wydał mi się bardzo zamkniętym winem. I o te trzy złote (a może i o sześć) gorszym. To dla mnie zielony świeżak. W kielichu niczym sztorm szaleją  agresywne taniny, przy małej kwasowości i zamkniętych aromatach. Ale w sumie to najtańsze wino, więc nie spodziewajmy się, że znajdziemy tu Artemię! 
Châteauneuf du Pape 2013 (49 zł)

Nie ma Lidl szczęścia do win marki Châteauneuf du Pape. To zaprezentowane na degustacji, z rocznika 2013, za 49 zł rozczarowuje. W aromacie są tu takie sobie czereśnie, ale jakieś takie zabite, stłamszone. Delikatnie mówiąc, średnio tu jest z finezją. W smaku jest już nieco lepiej, bo jest kwasowość, goryczka, nawet długi finisz, ale całość nie taka, jaką kojarzymy w winach tej marki. Pamiętam Châteauneuf du Pape Galets Roules (Centrum Wina), które było bardzo dobre, ale problem w tym, że ono kosztowało... 146 zł!

Les Chanussots Pinot Noir 2012 (24,99 zł)

Burgund - Les Chanussots Pinot Noir 2012 (24,99 zł) - wywołał na degustacji chyba największe kontrowersje. Wojciech Bońkowski z Winicjatywy się nad tym winem rozpływa, Gabriel Matwiejczyk z dotrzechdych.pl jest bardziej powściągliwy. Dla mnie może i troszkę typowy pinot, ale zdominowany przez fatalną słodycz spod znaku budyniu. Dla mnie to chyba najgorsze wino z tej oferty Lidla. Kwasowości to nie ma, tylko kwasek z torebki z PRL-owską oranżadą. Zaglądam do notatek z degustacji - dałem 1++.

Canon la Gouteyre 2013 Bordeaux (14,99 zł)

Tyle by było o czerwieniach "innych", teraz będzie o Bordeaux. A tu jest prawdziwe bogactwo. Oczywiście, można się zżymać - że marketing, że napompowana legenda itp. Faktem, jest, że Lidl konsekwentnie stawia na Francję, a stąd na Bordeaux. I to od dłuższego czasu. W tej ofercie znalazło się tylko jedno Grand Cru Classé (za 149 zł), ale jest za to więcej tańszych win, w znośniejszych cenach.

Terres Nouvelles 2012 (17,99 zł)

Najtańsze - Canon la Gouteyre 2013 (14,99 zł) - trochę trąci wątłuszem. W nosie niezwykłość - nieco jeżyn, nie za dużo, z miętą i bardzo wyraźną papryką. W smaku ciało wątłe. Jest za to sporo tanin, ale doznań za dużo to tu nie znajdziemy. Lepiej dołożyć te trzy złote i kupić Terres Nouvelles 2012 (17,99 zł). Mi wprawdzie wydało się nieco zielone i szypułkowe, lekko kwasowe, takie młode i niedojrzałe, ale sądzę, że postawione nawet na rok czy dwa odwdzięczy się czymś na pewno przyjemniejszym niż Rosja Ukrainie przez ten czas.
La Rose Videau 2012 (19,99 zł)

Dodajmy dwa złote i mamy La Rose Videau 2012 (19,99 zł). Mocno beczkowe, ale jednocześnie lekkie. Czuć taką babciną apteczkę - może nieco nachalną, i trochę czekolady. W smaku jest bardzo, ale to bardzo taniczne. Spróbować warto, ale zachwycać chyba nie zachwyci. Château Noble Meynard 2010 w tej samej cenie też nie zachwyci, chociaż wypić można.

1218 Naujan 2012 Bordeaux Supérieur (23,99 zł)

Ale już wino z czarną etykietką - 1218 Naujan 2012 Bordeaux Supérieur (23,99 zł) to ciekawa propozycja. Jest i lekkość, i pewna beczkowa ociężałość zarazem, ale mocno delikatna. Są w aromacie czereśnie i pestki od nich, jest tanina absolutnie nie "drutująca" nam jamy ustnej, ciała też jest naprawdę sporo! W kategorii cena do jakości to jest bardzo atrakcyjna propozycja.

Château Saint–Antoine 2010 Bordeaux Supérieur (23,99 zł). Świetne!

W tej samej cenie będzie pewien hit - Château Saint–Antoine 2010 Bordeaux Supérieur. Za 23,99 zł dostaniemy, o ile upolujemy, ciekawe wino. Jest w jego aromatach trochę dzikiego zwierza, takiego stajennego, ale po chwili stery przejmuje lekki owoc. W smaku pełne, z dużą porcją garbnika, ale nieprzegiętego. W finiszu ładne i długie. Bardzo, ale bardzo dobre!
Château Jansenant 2011 Côtes de Bourg (24,99 zł)

O złotówkę droższe Château Jansenant 2011 Côtes de Bourg (24,99 zł) na pytanie nosa o przepustkę pokazuje mu nutkę beczki. Z drobinką koziego serka. Ale nie dajcie się zwieść. Za beczką jest lekkie wino w odbiorze (13 proc.). W smaku jest ładny balans kwasu i tanin, chociaż ciała niewiele. Ale finisz długi i mimo to jest to dobre wino! Do pleskawicy będzie w sam raz.


Lavoy des Francs Château Moulin de La Roquille 2011 (27,99 zł)

Jeszcze bardziej podoba mi się Lavoy des Francs Château Moulin de La Roquille 2011 Francs Côtes de Bordeaux (27,99 zł). To wino gęste i ciemne w kielichu. W nosie stajenne, z takiej stajni co to konie świeżo wyprzężone z kwadrygi kopytami słomę "dziobie". A w smaku bardzo skoncentrowane, z mocą i ładnym kwasem, większym niż średnia. Takich win chcemy!!!

Château Laulan Ducos 2010 z Médoc (33 zł)

Przekraczając barierę trzydziestu złotych (ona otwiera wrota do fajnych win) trafiamy na Château Laulan Ducos 2010 z Médoc (33 zł). Coś dziwnego, choć także i dobrego, jest w tym winie - zielonego, dzikiego, paprykowego. Nieokrzesanego. W smaku też jest zieleń i agrest. Wydaje mi się, że teraz jest bardzo szypułkowe, gałązkowe. Ale i tak warto kupić, choć pewnie za 4-6 lat będzie o wiele lepsze - stanie się gładkie i jedwabiste.

Château La Croix de Chéreau 2010 Lussac Saint-Émilion - 34,99 zł

Château La Croix de Chéreau 2010 Lussac Saint-Émilion za 34,99 zł to jest pyszne wino. Ma pewną gładkość, jedwabistość, ładną kwasowość. Ma mnóstwo ciała! Będzie się podobać. Nie dane nam było spróbować Château La Branne 2010 Medoc (37,99 zł). Było już w zeszłorocznej ofercie, podobnie jak La Légende Fonreaud 2010 Haut-Medoc (39,99 zł). W tym winie znalazłem pewną dozę apteczności, witaminek z flakonika. To na pierwszy rzut. Potem już w smaku pojawia się kwasowość. Trochę szkoda, że nie ma ewolucji bardziej niespodziewanej (wino próbowałem świeżo nalane z butelki, a nie z dekantera - więc może to wina zbyt krótkiego otwarcia), ale całość ma ładną strukturę, przyjemny finisz i kwasowość.

La Légende Fonreaud 2010 Haut-Medoc (39,99 zł)

Tour Marcillanet 2008 Haut-Medoc (39,99 zł) troszkę zadziwiło na "in minus". Niby złota etykietka, jak w Riviere, ale... jakieś takie niedorobione. W nosie wyraźnie stajenne, dość proste. W smaku lekko cierpkie, mocno kwasowe, mało ciała. Lepiej wydać 40 zł na Château de Carolle 2006 Graves. Zadziwiająco okrągłe, ładne, pyszne, super. Jedwabiste i gładkie. Beczkowe, ale nienapastliwe. Jest tu moc i piękna struktura. Super!

Château de Carolle 2006 Graves (39,99 zł)

Powraca do oferty Lidla, i miejmy nadzieję, że na dłużej (było już we wrześniu 2013 r.) - Château de La Riviere Fronsac. Rocznik inny, bo 2010, a wówczas był 2008. Cena została (59,99 zł), ale co z tego, skoro wówczas wino było tak świetne?! 
Od Michała Jancika, sommeliera współpracującego z Lidlem, dowiedziałem się, że niestety, rocznik 2008 ma już wyraźnie wyższą cenę. Wszystko przez chiński rynek... Ale to nic. 2010 to i tak klasa - wino ma piękne ułożenie i równowagę. Nie sposób powiedzieć coś o słabościach. Wino jest ładnie wyważone, nie przechyla się w żadną ze stron. Zakup wart 60 zł!

Château de La Riviere Fronsac 2010 (59,99 zł)

Biedronka miała Mariusza, Lidl ma... Dariusza! Mam na myśli Château Darius 2011 Saint Émilion Grand Cru (69,99 zł). Trzeba przyznać, że to wino lepsze niż Marius. Tu w aromatach jest zawarta cała kompleksowość - jest i trochę stajni, i trochę kredy, troszkę wanilii beczkowej, troszkę apteczki. W smaku jest za to lekkość i przyjemność: średnie taniny, średnie ciało. Po nocy - czyli jako wino dnia drugiego - ujawnia się nam pokorną jedwabistością. 
Château Darius 2011 Saint Émilion Grand Cru (69,99 zł)

Na koniec pozostaje omówić już tylko dwa wina w cenie powyżej stu złotych - Château Vieux Maillet 2007 Pomerol (129 zł) i jedyne Grand Cru Classé - La Couspaude (149 zł) z Saint-Emillion.


Château Vieux Maillet Pomerol 2007 (129 zł)

Château Vieux Maillet Pomerol 2007 jest aromatycznie świetnie zbalansowany: mamy pierwiastek nieokrzesania - beczkę, cokolwiek dyskretną, mamy trochę witaminek z apteczki babci, ale w smaku jest już gładkie i jedwabiste, może nieco płaskie, wyczuwalnie ziołowe. Czuć w nim niewymuszoną moc i pewność. Coś jakby tajniak z HK Elite w kaburze.

Château La Couspaude 2011 Saint-Emilion Grand Cru - 149 zł
Château La Couspaude 2011 Saint-Emilion Grand Cru Classé to najdroższe wino z oferty (149 zł). To czuć. Winnica, z której gron powstaje to właśnie wino ma tylko 7 hektarów. Dojrzewa 18 miesięcy w nowych beczkach. Dostarcza je - w różnym stopniu wypalenia - 7 dostawców. Rocznik 2011 jest ładnie owocowy - czuć w nim jeżyny i wiśnie. Trochę czekolady... W smaku piękne, drobne taniny, choć nie tak jedwabiste jak w Maillet. Ale tu jest także świetna kwasowość, naprawdę ładna i imponująca. Całość wyśmienita, cena uczciwa, wino bardzo dobre. Tylko brać!

czwartek, 4 lipca 2013

Grands Crus de Bordeaux w Warszawie

Rocznik 2010 świetny, ale będą lepsze!
I pewnie droższe, bien sur...

Goście zaraz będą...

- 2009 i 2010 to wielkie roczniki naszych win, wybitne, porównywalne z rocznikami 1959 i 1961. Idziemy w stronę pełnej naturalności wina, w stronę wierności ziemi, a nie w stronę techniki wykształconej przez człowieka. To trudna droga, wymagająca wielkiej inteligencji. Ale wierzę, że następne roczniki będą jeszcze lepsze. To zasługa naszych winiarzy, którzy się rozwijają, a dla tego, kto się nie rozwija, nie ma wśród nas miejsca - zapowiada Olivier Bernard, prezes związku Grands Crus de Bordeaux, który otworzył w Arkadach Kubickiego u podnóży Zamku Królewskiego w Warszawie wielką degustację Grands Crus rocznik 2010.
Olivier Bernard, prezes związku Grands Crus de Bordeaux i Michel Oldenburg z UBIFRANCE
Co to Grands Crus? Każdy amator win słyszał nazwy Pomerol, Margaux, Pauillac, Saint-Émilion - to tylko niektóre z okręgów i apelacji Bordeaux, z których pochodzą sławne wina. Te z niektórych posiadłości, które wchodzą do związku Grands Crus de Bordeaux, są przy okazji potwornie drogie. Cena 100 euro za butelkę w sklepie nie jest niczym nadzwyczajnym. Ale zdarzają się i droższe.
Cenę kształtują tzw. negocjanci - pośrednicy, którym winiarze sprzedają swoją produkcję. - Moje wino na półce w sklepie kosztuje sto euro za butelkę, a ja sprzedaję negocjantowi za 34 euro - mówi przedstawiciel Château la Lagune (Haut-Médoc). Zapytany, czy dobrze być pośrednikiem, tylko się uśmiecha. Wino świetne, okrągłe i łagodne. Mieszanka cabernet sauvignon (60 proc.), merlot (30 proc.) i petit verdot (10 proc.). Pycha - szczególnie na tle niektórych niedojrzałych, bardzo tanicznych, kwaśnych win z Pessac-Léognan, które będą pewnie pyszne za 4-5 lat.

Papierek lakmusowy "ziemistego" rocznika - Château Giscours

Tylko czy im droższe, tym lepsze? Niekoniecznie. Spróbowałem ok. 50 win z rocznika 2010. Według prezesa Oliviera Bernarda to rocznik "wina ziemistego, księżycowego, raczej zimnego, męskiego". Pięknie brzmi i marketingowo, ale istotnie w niektórych przypadkach tę ziemistość istotnie dało się czasem wyczuć. Takie było np. Château Giscours. Mocno ziemiste już w aromacie, w smaku zaokrąglone i… wzorowe.

Przyznam się, że wiele win smakowało mi - nie nowość żadna - podobnie. Nic w sumie dziwnego, jeśli zważyć na słowa prezesa, że wszyscy producenci wkładają serce w pracę, a ziemia - na której żyją jako bliscy sąsiedzi - wkłada swój pierwiastek w wino. Zadziwiające jednak jest to, jak niewiele smakowo dzieli wina za 80 zł od tych win, których butelkę trzeba kupić w sklepie za sześciokrotnie wyższą cenę. No, ale to potęga marketingu.


Château Pape Clément - piękno białego ciała!

Z win białych wytrawnych zachwyciły mnie szczególnie Château Pape Clément i Château Larrivet Haut-Brion. Pierwsze (51 proc. sauvignon blanc, 33 proc. semillon,  13 proc. sauvignon gris i 3 proc. muscadelle) za apetyczny dojrzały ananas w aromacie i piękne ciało. Mocno kwasowe w finiszu, zachwycające doskonałością. Cena? ok. 160 dolarów za butelkę. Larrivet Haut-Brion Blanc (czterokrotnie tańszy według wine-searcher.com) jest jeszcze bardziej kwasowy z przyjemnie długaśnym finiszem.

Château Malartic-Lagraviere jeszcze czeka na swoją chwilę

Przy nich Château Malartic-Lagraviere (80 dolarów) jest bardziej wytrawny, jeszcze bardziej kwasowy - ale testowanie tego wina teraz to trochę jak jazda porsche tylko na pierwszym biegu. Czuć moc, ale wino jeszcze zbyt młode! Podobnie jest w przypadku Château de Chantegrive oraz Domaine de Chevalier.
A czerwone? Żal, że nie można było spróbować najsłynniejszych - Château Mouton Rothschild, Château Cheval Blanc, ale było za to mnóstwo innych smakowych wspaniałości. Od niedojrzałych jeszcze, strasznie ściągających usta win, w których zielone szypułki tak dominowały, że wydawało się, że można je z ust wyjąć.

Château Canon - jeszcze mocno niedojrzałe. Cena? Bagatela na Zachodzie 160 dolarów za butlę

Tak smakowało mi m.in. Château de Chantegrive, Domaine de Chevalier, Château Canon (160 dolarów za butlę - bardzo taniczne, dykretne w aromacie), czy Château Desmirail (ok. 35 euro we francuskich sklepach).

Château Brane-Cantenac z Margaux - co za głęboki kolor, a i smak też!

W stanach średnich znalazłem Château Brane-Cantenac z Margaux - o przepięknie ciemnym kolorze, z aromatami śliwek i czarnej porzeczki, Château La Tour de By (ok. 18 euro we Francji na sklepowej półce) czy nieco lepszy Château de Camensac (30 dolarów za butlę) o zachwycającym mocnym aromacie czerwonych owoców, ale o smaku jeszcze młodym, choć agresywnych tanin już mało. Eleganckie jest już Château La Tour Figeac, spójne, ale nie zachwyca szczególnie.


Château La Couspade - kredowe, z okrzesanymi taninami

Ziemistość - o której wspomniał prezes Olivier Bernard - reprezentują wybitnie dwa wina z Saint-Emilion: Château Franc Mayne i Château La Couspade. Obydwa nieco kredowe, z okrzesanymi taninami, które czujemy gdzieś daleko w głębi, w finiszu. Ziemiste o niezwykle pysznym smaku jest Château la Cabanne (Pomerol).

Château la Cabanne - ziemiste, ale pycha!

A te bardzo dobre wina - niekoniecznie te, za które trzeba dać się pokroić? Były i takie - pysznym i wyjątkowym winem jest Château la Louviere, z aromatem kawy, czekolady. W smaku już gotowe, już dojrzałe. A to - jak tłumaczy Florence Ducross - zasługa bardzo późnych zbiorów w jednej z części winnicy. Stąd i aromat i smak wyjątkowe.
Florence Ducross z Château la Louviere
Dobrze smakuje także Château Larrivet Haut Brion oraz Château Malartic-Lagraviere, który już za dwa lata ma być pięknie dojrzały. Mocą razi Château Smith Haut Lafitte - wprawdzie pierwszy aromat to uderzenie mocnego alkoholu (14,5 proc.), ale już w smaku jest pyszne, lekko taniczne, o średnim finiszu, zachwyca elegancją.


Château Smith Haut Lafitte - jest i moc, i elegancja

Bardzo dobre wydają się być takie "krainy łagodności" z Pomerola, jak Château Clinet, Château Gazin (nieco miętowy) i Château Maucailou - solidne, lekko taniczne, ale krągłe.
Château Gazin z miętowym nieco aromatem
Za jaką czerwień dać się pokroić? Mojemu podniebieniu najlepsze wydały się wina z Haut-Medoc, Medoc, Margaux, jedno z Pauillac i jedno z Saint-Estephe. Château de Pez - to jest siódemka winiacza (ok. 50 dolarów). Świetne, głębokie, nieco śliwkowe.

Château de Pez - 7 punktów w skali Winiacza!

W granicach tej samej ceny jest elegancki Paulliac Château Haut-Bages Liberal. Niestety, na degustacji niezdekantowany, z osadem. Ale co tam… Świetny, pyszne, głębokie wino - dałbym między 6 a 7 punktami Winiacza!


Château Beychevelle - drakkar wiedzie w krainę świetności

Tej samej klasy jest Château Beychevelle (ok. 100 dolarów za butelkę), okrągłe, mocne, świetne, jeszcze młode, ale już pokazujące mięsistość. Château Prieure-Lichine jest ociupinkę słabsze, ale i tak dostałoby szóstkę.

Château Kirwan - po prostu klasa. Zachwycające wino!

Jeszcze ostatni cios przyjąłbym w obronie Château Kirwan - po prostu klasa! Krągły aromat i smak, świeże i dębowe zarazem, wyważone. Zachwyt. Nie wszyscy zachwyt tym winem podzielają (Wojciech Bońkowski z Winicjatywy nie podziela), ale cóż: de gustibus... Dostępne w Polsce, ale problem w tym, że straszliwie drogie! U Roberta Mielżyńskiego za 346 zł.

Średniak z Sauternes - Château de Fargues

Co do słodziaków z Sauternes - deseru degustacji - można powiedzieć krótko: wspaniałości z jednym średniakiem: Château de Fargues. Dałbym tak 4 winiaczowe punkty, bo owszem, oaza słodyczy, ale w smaku syropowate, nic nadzwyczajnego.
Château Guiraud z ciekawą nutką kwiatową

O niebo lepsze były Château de Rayne Vigneau (kwiatowe, pełne ciężkiej słodyczy) i Château Doisy Daëne (bardziej kwasowe, gęste aż od słodyczy). Ciekawą nutkę miało Château Guiraud (niestety 309 zł za butlę w VinoTrio). Więcej sauvignon blanc dało posmak czegoś kwiatowego wśród ananasów.
Ale perełką wśród rodzynków jest niewątpliwie Château la Tour Blanche. O najświetniejszym aromacie wśród wszystkich zmakowanych sauternes, rodzynkowy, z kwasowością tak wyważoną i miękką jak zawieszenie francuskich prezydenckich citroenów.
Czy taka impreza w Polsce ma sens? Skoro wina w cenach straszliwych, z reguły  niedostępne - a jeśli już, to z wyjątkowym przebiciem? Różnie można to odbierać. Ja jestem za. Chwała i brawa dla UBIFRANCE za świetną organizację i doskonałe warunki degustacji (choć czasu było o godzinkę lub pół za mało). Czekam ze zniecierpliwieniem na przyszły rok - bo warto czasem posiorbać ideału.

Sam prezes wie, że warto posiorbać :)