poniedziałek, 11 października 2021

Blogerzy w winnej Saksonii - najpierw Karl Friedrich Aust (cz. 1)

Saksonia nie tylko dla Orłów czyli najpierw "Szwajcaria", potem Karl Friedrich Aust

 
Może nie 17, ale 8 mgnień Saksonii. Collage - fot. Olaf Kuziemka i Robert Szulc

Jeśli myślicie, że w tym regionie do degustacji wina wystarczy wam nos, t-shirt i sandały, jesteście w błędzie. Może nie jest tu tak stromo jak Calmont nad Mozelą, ale - zapewniam - łatwo nie jest. Sprawdziliśmy to na własnych nogach (i krzyżach) oraz oczywiście nosach. W gronie winnych blogerów odwiedziliśmy Saksonię.

 
Obłędny widok z tarasu leżącego jakieś 100 m ponad rzeką

To jeden z najmniejszych regionów winiarskich w Niemczech - i położony całkiem blisko naszego kraju. Dobre auto, godzina od Pałacu Łagów, gdzie spędziliśmy noc i jesteśmy na miejscu. No, jeszcze oczywiście wizyta w Szwajcarii Saksońskiej - świetnym miejscu dla amatorów górskich wypraw. Okolica Rathen w zakolu Łaby pełna jest wysokich formacji z fantazyjnie uformowanego przez naturę piaskowca. Tu warto poświęcić trochę czasu - bo jest ciekawie - leśne szlaki, skalne labirynty, zakamarki, przejścia itp. Mamy czas niestety tylko na wejście na słynny kamienny most Bastei wznoszący się jakieś 200 m nad nurtem Łaby. 

 
Jeszcze wyżej jest kamienny most! (fot. Olaf Kuziemka)

Wejście tam w wilgotny poranek, w lekkich adidaskach zakrawa na szaleństwo, ale nie buty są tu największą przeszkodą. Tylko kondycja. Ta nasza pod zdechłym azorkiem. Chodzicie po górach tylko we wspomnieniach z lat młodzieńczych? Znakomicie. Setki najpierw ziemnych, potem kamiennych i betonowych schodków dadzą wam w kość. Nam dały. Ale widok jest niesamowity - można dojść do kładki łączącej Bastei z resztkami średniowiecznego zamku Neurathen. Turystów dziesiątki - znakomicie kondycyjnie przygotowanych, w górskich butach. - Tak to można - mówi Jerzy. A jeszcze będziemy się wspinać! Niejeden raz. Może nie w lesie, ale na stoku, gdzieś między Rotterieslingiem a Weissburgunderem. 


A tak to wygląda u podnóży góry. By się tu dostać, trzeba pokonać psychologiczną barierę - wjechać w drogę ze znakami "Zakaz wjazdu" z niemieckimi napisami. Tylko dla Orłów!

Saksonia - świetna kraina, jeśli zamierzacie rozpocząć swoją przygodę z winem. W XVII wieku miała 5 tys. hektarów winnic, dziś jest tego z dziesięć razy mniej, ale powierzchnia upraw wciąż rośnie. Poważnych producentów jest niewielu, kilkunastu - jak podaje Niemiecki Instytut Wina, a winogrodników o wiele więcej. To ci, którzy sprzedają grona większym producentom. To świetna kraina, bo tutejsze wina znajdziecie w miejscowych sklepach - w okolicach i przedmieściach Drezna - Miśni, Radebeul, wzdłuż rzeki Łaby. Jeśli macie mnóstwo czasu i pogoda jest ładna, rower będzie idealny - ale kto ma mało czasu, stawia na samochód. Z nas tacy właśnie wygodni, winoturyści w niedoczasie, miłośnicy czterech kółek.

Główna siedziba Weingut Karl Friedrich Aust (fot. Olaf Kuziemka)

Niespełna godzina drogi i lądujemy w niepozornym miasteczku - wspomnianym już Radebeul. Tu, przy Weinbergtrasse stoi niepozorna - na pierwszy rzut oka - posiadłość z bramą-kamienicą z dumnym napisem "Karl Friedrich Aust". Krząta się tu kilka osób. 

Jeszcze dwa-trzy lata i będzie tu imponująca hala z pięknym tarasem na dachu - z widokiem na winny stok

Obok budowa przy sporej dziurze w ziemi - co wyjaśni się zaraz - i nagle zjawia się młodzieniec w marynarce i kaloszach. Szczery, bezpośredni, uśmiechnięty. Pozornym roztargnięciem maskujący wizję, którą nosi w sercu i niepokornej duszy. I trzyma w postaci technicznej wizualizacji na tablecie. Pokazuje nam. To we własnej osobie Karl Friedrich Aust. Jeden z tych winiarzy, którzy nie znoszą pośpiechu, szybkości, masówki. 

Gdyby nie wrześniowy ziąb i deszcz, to mogłaby być niezapomniana degustacja w winnicy. W tle góra - parcela Karla Friedricha Austa z wieżą Bismarcka 

- Robię wina tak jak chcę, na nikim się nie wzoruję - deklaruje. Bez żadnej pychy. Raczej jest tu introwertyczna skromność. Z dumą mówi o synu, któremu nie dał na imię jak on sam. Rośnie nowy Aust, ale nie Karl Friedrich. Posiadłość liczy w sumie 6,5 hektara - akurat, by samemu kontrolować wszystko.

Deszcz zmusza nas, byśmy degustację przenieśli z winnicy, gdzie trwają zbiory, do "Chateau". Kładziemy kieliszki, niesiemy to wszystko, chwilę trwa składanie prastarego stołu, potem zasiadanie. Wyjmujemy elementy blatu, zsuwamy szkielet, nakładamy blat, deski w kolejności, którą zna tylko Karl Friedrich... Wszystko to przywodzi na myśl świat, który odchodzi, z którym nie od dawna, goniąc za codziennością, nie obcujemy.
 

Auxerrois 2020. Jeszcze dwa tygodnie temu było w zbiorniku (fot. Olaf Kuziemka)
 
Próbujemy win. Od podstawowego Auxerrois 2020. Jest jak żyletka. Nic dziwnego, bo dwa tygodnie temu spuszczone z tanka. Wciąż stalowe i bardzo kwasowe, choć ma 8,7 g cukru i "tylko" 6 g kwasowości. Bardzo fajne wino. Wyśmienite do owoców morza na przykład. Kerner - to też wino wybitnej świeżości, o bardzo wysokiej kwasowości.
 
Aust Traminer & Riesling 2020 

Ale Traminer & Riesling 2020 choć także świeże, to już okaz o "gęstszej" strukturze. Przy 6 g kwasu ma 9,1 g cukru i - już na pierwszy rzut okazuje się, że wino głębsze, z dominacją egzotycznych owoców w aromacie, z bardzo wyraźną słodyczą - na pewno doskonałe do pikantnego drobiu na grillu. 

Aust Riesling Goldener Wagen 2019. Petrolowo.... rieslingowo...

Jeśli szukamy petrolu - a tak zazwyczaj mam, gdy próbuję rieslinga - to Riesling 2019 Goldener Wagen - z jednej z najlepszych austowych parceli - jest świetnym przykładem. Miłe petrolowe nosa początki... Tu dopiero jest kwasowość i elegancja. Wino niewątpliwie do wstawienia do piwnicy. I poczekania. Tak zresztą zrobię. Bo udało się kupić to i owo. A czas i wino - to para, która wiele nie kosztuje, a radości i zaskoczenia da kiedyś tak dużo!
 
Karl Friedrich Aust ze swoimi butelkami (fot. Olaf Kuziemka)
 
Chwilę o tym rozmawiamy. Karl przyznaje, że trzyma część win, po to właśnie, by się cieszyć zmianą ich charakteru. Bo już po dwóch - trzech latach widać wspaniałą ewolucję. Że jego marzeniem jest posiadanie kolekcji takich wiekowych nieco win - by cieszyć się próbowaniem na własnym języku tego, jak czas obraca świeżość w dojrzałość. I jak potem ta dojrzałość w kieliszku zmienia się jeszcze bardziej z każdym kwadransem.  
 
Aust Spätburgunder 2018. Dajcie mu trochę czasu, a on się odwdzięczy (fot. Olaf Kuziemka)
 
I na takie wino trafiamy. Spätburgunder 2018. 9 miesięcy w barrique, ale z początku, tuż po odkorkowaniu wydaje się zbite, mało charakterystyczne. Ot, malinowy, czereśniowy i kwasowy okaz. Bardzo nieśmiało wchodzący w rejestr wiśni i czereśni, może delikatnego zamszu. Na początku jest ściśnięte i to bardzo. Nie robi na nas wrażenia... do czasu. - Weźcie tę zaczętą butelkę do hotelu, spróbujcie za kilka godzin, pod koniec dnia - zachęca twórca.
 
Zabieramy. Pod koniec dnia całkowita zmiana... Wino się otwiera. Jest już jak wiekowe, o wzorcowej strukturze. Jest nieco asfaltu w gorący dzień, jest wiśnia ze starej konfitury, jest boczek, jest suszone mięso, jest skóra. Taniny wciąż jeszcze szorstkie i bardzo ładna kwasowość. Finisz długi jak dolina Łaby w chłodną wrześniową noc. Bardzo dobre wino. 
 
Podarowaliśmy Austowemu Spätowi cząstkę czasu, a on nam oddał ją z pięknym, smakowitym naddatkiem. A my nazajutrz wróciliśmy na winne zakupy. By jeszcze coś zabrać do domu i otworzyć za rok, może dwa...

Do Saksonii podróżowaliśmy na zaproszenie Niemieckiego Instytutu Wina

C.D.N. 

Tak swoje wrażenia opisał Olaf w Exumagu

A tak Jerzy Moskała z bloga Winne Okolice 

 

środa, 14 lipca 2021

Francuz idealny na upał

Domaine de la Bretonnière

Muscadet Sèvre & Maine sur Lie 2019

Upały rekordowe. W Warszawie na stacji IMGW Filtry 33,4 st. C, a w Cicibórzu - aż 35 st! A to jeszcze nie koniec - wieszczą wróżbici i synoptycy. Tak, że przez żadne rozpalone czaszki myśl nawet nie przejdzie o żadnych winnych czerwieniach ze 130-letnich krzewów. Ja bym oczywiście pił, ale wszyscy wkoło marzą - zdawało by się - o szczupłych, kamiennych rieslingach, lekko słodkim vinho verde, może o jakimś różowym bandolu...

O nie! Jest rozwiązanie prostsze, które - sam przyznam - straciłem z oczu na jakiś czas. Ale przypomniał je podczas niedawnej degustacji winnych skarbów z zachodniej Loary nieoceniony Tomasz Prange-Barczyński z Fermentu - Muscadet! 

Pozornie proste i szczupłe wino ze szczepu Melon de Bourgogne, dojrzewające kilka miesięcy na osadzie, dzięki czemu zyskuje nieco krągłości, kremowości, może i ciała. W filmie "Somm" jest scena, w której jeden z sommelierów stojąc na tle bodaj Loary lub może Atlantyku otwiera nożem świeżo złowioną/kupioną ostrygę, zjada ją i popija właśnie muscadetem. I mówi, że nic więcej nie trzeba.

O właśnie! Teraz, w głębi Polski nie trzeba nawet tej ostrygi. Wystarczy mi to doznanie słonej mineralności, szczupłość zielonych cytrusów, lekka, bardzo delikatna kremowość. Schłodzone do 10-12 stopni jest idealne na upał. 

Polecane do owoców morza i ryb - raczej nie w tłustych sosach. Choć jeśli znajdziecie dostatecznie wiekowy egzemplarz, będzie pewnie pasował! 

Ten egzemplarz w City Wine kosztował 64 zł. W marketach można dostać proste muscadety już za od ok. 30 zł. Jeśli jeszcze nie znacie lub zapomnieliście jak ja - spróbujcie koniecznie. Bo to Francuz idealny na taki upał!

 

 

niedziela, 13 czerwca 2021

Pakt z francuską beczką czyli Rioja el Pacto 2018

Bodega Classica el Pacto 2018

"Z tych gron ciężko wyprodukować złe wina" - głosi jedna z maksym winiarzy z Hacienda Lopez de Haro, działającej w hiszpańskim regionie La Rioja, odpowiedzialnych za wina - m.in. el Pacto. 

La Rioja - region chyba najsłynniejszy jeśli chodzi o hiszpańskie apelacje. Ponad 60 tys. hektarów, na których rosną grona białe i czerwone. Dwa lata temu zmieniono nieco reguły, m.in. dopuszczając nowe odmiany, zmieniając nazwę subregionu Rioja Baja na Rioja Oriental i stawiając bardziej na terroir (jeśli traficie na butelkę z napisem Vinedo Singular, kupcie koniecznie!), ale żelazne zasady pozostały. Taką z nich jest król czerwonych gron z Riojy - tempranillo.

W el Pacto 2018 nie ma innych gron. Były zbierane w październiku z liczących ponad 70 lat krzewów ekologicznie prowadzonych winnic. Dały wino o ciemnej sukni, jeśli je klarowano, to delikatnie. 

W nos uderza od razu leśna, cedrowa, drzewiasta warstwa nałożona na aromaty czarnych owoców - jagód, jeżyn. Ale, uwaga, ta "drzewiastość" to nie beczka dębu, tylko żywe drzewo, jak z mokrego lasu - całość delikatna, subtelna. Jest też to, co uwielbiam w winach z Rioja - czekolada i pieprz oraz w gdzieś w głębi trochę kurzu ze starych skórzanych mebli. 

Tanina jak z czystego brązowego zamszu - dobrze wyczuwalna, ale dość drobna. Co zaskakujące - ciało jest dość subtelne, szczupłe, nieco podobne do bordoskiego ducha. Koniecznie zdekantujcie przed podaniem i poczekajcie jakieś 90 minut. 

Winiarze z Hacienda Lopez de Haro piszą, że każde wino jest rezultatem jakiegoś paktu, po hiszpańsku możemy przeczytać, że to układ natury, winnicy, klimatu i pracy. Tu w dodatku pakt z beczką z francuskiego dębu (14 miesięcy) - z klasą, bez ulepkowatej wanilii - co uwielbiam. Dla mnie całość świetna - na 5 i pół punkta w skali Winiacza!

Wino próbowałem w ramach degustacji win ekologicznych z Hiszpanii – Organic Spain.

A tak o innym winie z tej degustacji napisał Jerzy z Winne Okolice:

https://winneokolice.wordpress.com/2021/06/11/vinya-la-scala-jean-leon-cabernet-sauvignon-gran-reserva-do-penedes-2013/

 

niedziela, 14 marca 2021

Turnau. Powrót po latach

Wielkie beczki, elegancki musiak i tajemnica czasu

 
Główny budynek winiarni pod gwiezdnym niebem (fot. O.Kuziemka)

1881 - ta data widnieje na starej stodole, która jest symbolem Winnicy Turnau. Odnowionej oczywiście wielkim nakładem sił i środków, o czym kiedyś dawno temu pisałem. Od czasu postawienia tej oryginalnej budowli minęło już 140 lat. Niemal półtora wieku, a od mojej z kolegami blogerami ostatniej w winnicy wizyty - minęło zaledwie pięć... Pamiętam jak smakowały wina po raz pierwszy prezentowane w Warszawie. Podczas gorącego wiosennego wieczoru. Były słodkie, mocno owocowe, świeże, radosne. Tegoroczny powrót do winnicy - po tych ledwie pięciu latach - pozwolił na konstatację, że nawet tak krótki interwał ma znaczenie i całkowicie odwraca wszystko, co jest naszym doświadczeniem. 

 
Nowy budynek już prawie gotowy
  
Winnica Turnau w Baniewicach (zachodniopomorskie) jest jedną z największych w Polsce. Ma w sumie 34 ha - a czego ponad 27 okala jeziorko, które działa jak piec akumulacyjny. Gdy jest lato, gromadzi ciepło, gdy nadchodzi zima - oddaje je, co chroni przed mrozem. - Dzięki temu my mamy jeszcze miękką ziemię, a w innych miejscach ziemia jest zmarznięta - mówi Jacek Turnau, który oprowadza nas po posiadłości.

Niebezpiecznie robi się podczas wiosennych przymrozków, ale na to zaradzić pomagają... wysokie na kilka metrów wiatraki. Napędzane mocą traktorów potrafią spowodować ruch mas powietrza w winnicy. - To podnosi temperaturę o dwa stopnie. I wystarczy - mówi Jacek. 

Winnica z lotu ptaka. Widać jeziorko i wiatraki (fot. O. Kuziemka)

Katarzyna Kasicka opowiada o tym, jak zeszły rok był trudny, chłodny - zbiory solarisa były w połowie października zamiast w połowie września. Ale po winie, które wciąż jeszcze leżakuje w stalowych zbiornikach, tego nie widać. Próbujemy je do obiadu - solaris z kadzi 11c. Sporo cukru resztkowego, jeszcze mętne, ale już czyste, kwiatowe. 

 
Solaris prosto z kadzi 11c - jeszcze przed filtrowaniem

Inwestycje u Turnauów wydają się nie mieć końca. Taki biznes - zresztą nic dziwnego: wino ma być lepsze i lepsze. Gdy byłem tu pięć lat temu, stał tylko budynek główny. Dziś w zaawansowanym stanie budowy jest kolejny - już teraz widać, że choć nowy, to architektonicznie spójny ze stodołą z 1881 r. Przed frontem charakterystyczny dla Turnauów kształt. 

 
Stalowe tanki w winiarni (fot. O. Kuziemka)

Przybyło też beczek! Podczas naszej poprzedniej wizyty były w zasadzie tylko 225-litrowe barriques do starzenia win. Dziś stoją tu wielkie beczki do fermentacji - po 1200 litrów, ze stalowymi wkładami do kontrolowania temperatury. 

 
1200-litrowe beczki do fermentacji (fot. O. Kuziemka)

Największa ma 4800 litrów - w niej fermentował i leżakował Riesling. W oddzielnej hali stoi linia do butelkowania. A jest co butelkować - bo Turnauowie wypuszczają co roku ok. 150 tys. butelek wina. 

 
Turnau Classique Brut

Najnowszym dzieckiem jest wino musujące - Classique Brut. W pięknej smukłej butelce, z elegancką owijką ze złoconej folii. Skład jakże odmienny od prawdziwych szampanów - 30 proc. Pinot Noir, 20 proc. Chardonnay, ale aż 50 proc. Seyval Blanc. 

Wino dojrzewało 11 i pół miesiąca na osadzie. Powstało w sumie 7 tys. butelek. Jeszcze świeże, z delikatnymi bąbelkami, szczupłe, ale aromatyczne. Bardzo orzeźwiające. Oczywiście ze względu na krótki czas dojrzewania na osadzie ciężko szukać komplikacji, to Jacek Turnau nie wyklucza, że w przyszłości pojawią się okazy dłużej dojrzewające na osadzie. A za chwilę stwierdzimy na własnych podniebieniach - próbując kilka roczników Seyvala, że ten szczep świetnie radzi sobie z upływem czasu.

 
Seyval Blanc - przegląd roczników. Od lewej 2019, 2018, 2016 i 2014 (fot. O.Kuziemka)

Seyval Blanc 2019 - najbardziej złote wino w kieliszku. Aromat od razu "uderza po nosie" - są ananasy i ciepła szarlotka. W smaku biały melon i trawa cytrynowa oraz nieco grejpfrutowa goryczka. Cukru mało - najmniej ze wszystkich nas próbowanych Seyvali (7 g cukru na litr). Jest sporo ciała, choć w finiszu wino dość krótkie.  

Ale już Seyval Blanc 2018 (30 g cukru na litr) jest bardziej skomplikowany, choć na pewno już mniej aromatyczny. Ale za to wydaje się bardziej kwasowy - w sumie nic dziwnego, bo jest go więcej - 8 g na litr. Całość ładnie dostrojona - choć raczej w rejestr win półsłodkich. Wino wydaje się bardzo gastronomiczne - do sushi jak najbardziej!

Seyval Blanc 2016 to największa niespodzianka - próbując w ciemno, orzekłbym, że to... kilkuletni Riesling. Pełno tu nut petrolowych, jest też wyraźna kwasowość, choć w stosunku do młodszego wina zaokrąglona. Cukru wciąż sporo - bo 21 gramów. Dzięki temu po chwili robi się rodzynkowe, z tłem tropikalnych suszonych owoców. Świetne wino, którego - o ile nie zrobiliście zapasów - dziś nie kupicie.

Najstarszy z dostępnych - Seyval 2014 - który podczas warszawskiej premiery wydawał się wręcz różany, dziś stracił tę wielką kwiatowość. Już czuć tylko w zasadzie drugorzędowe aromaty, ale wino otwiera się bardzo długo. Gdzieś po godzinie wychodzą kandyzowane owoce - w smaku pojawia się przyjemna harmonia. To wino wymaga czasu - każdy kwadrans przynosi coś innego. Zresztą, dwa ostatnie wina są przykładem tego, że
upływ czasu może być wielkim dla wina błogosławieństwem. 

Ale czasu - napowietrzania - wymaga też Riesling 2019. W ciele szczupłe, smukłe. W aromacie eleganckie, pełne cytrusów i jabłkowego tła. Po półgodzinnym oczekiwaniu przyjemnie mięknie. Wino leżało 10 miesięcy w dużych beczkach.

Chardonnay 2019 - wzorcowa elegancja. Więcej tropikalnych owoców, więcej ciała. Pełne i nie różniące się od kuzynów z Francji. Świetne wino z Polski!


Ambré 2018 - modne ostatnimi laty wino pomarańczowe

Ambré 2018 - tzw. wino pomarańczowe - z białego szczepu, ale bardzo długo - bo tygodnie - macerowane na skórkach winogron szczepu Solaris. W aromacie jest miód, wosk, nuta rozmarynu i herbaty. Taniczność świetna, zmuszająca ślinianki do pracy. Kwasowość niewielka, ale... to jakby zupełnie nie grało roli. Jak zniesie upływ czasu? Zobaczymy. 

Próbujemy!

Cabernet 2019 - kupaż trzech cabernetów - cantor, cortis i dorsa. Dwa tygodnie macerowania na skórkach, a potem 10 miesięcy w nowych dębowych beczkach o wypaleniu średnim plus. Bardzo ciemny kolor, bardzo aromatyczne - czuć wiśnię, porzeczki, pieprz, kakao. W smaku szczupłe, po kwadransie pojawia się wyraźna słodycz (cuktu ok. 5 gramów na litr). Wino nieco jeszcze za młode - ale jak znam konsumentów Turnaua - szybko zniknie z półek sklepów stacjonarnych i online. Oby po to, by otworzyć za 5-6 lat!

 
Winnicę Turnau odwiedziliśmy podróżując toyotą camry!


wtorek, 29 grudnia 2020

10 musiaków zamiast. Jeśli nie szampan na Sylwestra, to co? (cz. 2)

Od Cavy po Clairette 

Jeszcze kilka dni na poszukiwanie czegoś na sylwestrowo-noworoczny toast. O fajnym winie już pisałem, ale dziś kilka typów "musiaków", które nie są szampanem, ale mogą go całkiem udanie zastąpić - szczególnie jeśli nie każdy przepada za winem z okolic Epernay!

Allini Prosecco 2019 DOC Brut Treviso (Lidl)

Allini Prosecco 2019 DOC Brut Treviso (Lidl) - Prosecco to z pewnością najbardziej popularny w Polsce rodzaj musiaka. Najtańsze okazy kupimy już za jakieś 20 zł, za najdroższe - ze wzgórza Cartizze w Valdobbiadene już kilka lat temu trzeba było zapłacić ponad 100 zł. Tu próżno szukać komplikacji z Cartizze. Ale jest to, co lubią tygrysy i raperzy - złota butelka! Jest owoc, ale i lekka skórka od chleba. "Nos wpadający" w cytrusy i melony. Wino sprawia wrażenie lekko ciasteczkowego! Cena koło 40 zł.

Bepin deto Conegliano Valdobbiadene Brut 2019 (Centrum Wina)

Ale możemy wejść stopień wyżej. Bepin deto Conegliano Valdobbiadene Brut 2019 (Centrum Wina 72,99 zł). Tu już "noblesse oblige" czyli więcej charakteru niż eteru. Bepin jest ostrzejszy w aromacie. Ma małe bąbelki. Tu już czuć większą komplikację niż w Allini, nie ma prostego jabłuszka, ale jest nieco grejpfruta. I ładna koncentracja, więcej kwasowości, i przede wszystkim jest długie w finiszu! To jest bardzo dobre Prosecco w segmencie do 100 zł. 
 

 
Freixenet Cava Brut Gran Seleccion (Biedronka)

Freixenet Cava Brut Gran Seleccion (Biedronka, 26,99 zł). Cava to dla mnie taki przedsionek prawdziwego szampana. Najlepsze smakowo (i niekoniecznie cenowo) mają surowy charakter, mocne drożdżowe nuty, nieco surową goryczkę, cechuje je czasem - w odróżnieniu od szampanów - pewien brak miękkości, ciasteczkowości, słowem: szampańskiej finezji. Owoc jest tu, w odróżnieniu od Prosecco, bardziej szorstki. Tu - we Freixenecie Brut - mamy świeżość spod znaku grubo ciętych skórek jabłek, w smaku lekkie dotknięcie cukru. Spore bąble na początku, później malejące. Tło nieco imbirowe, finisz średnio długi, ale za to cena niezbyt dotkliwa.

Castillo Perelada Stars Organic 2017 (Centrum Wina)


Więcej wrażeń za więcej grosza - czyli Castillo Perelada Stars Organic 2017 (Centrum Wina 70 zł). Tu jużto, co jest cechą droższej Cavy: fajna komplikacja i wielkie bąble. Jest całkiem sporo ostrej żyletkowej drożdżowości. Wino ma długi finisz, owoc jest oczywiście zredukowany, ale to naprawdę dobre wino na sylwestra. Taki kompromis do 100 zł - i dla konesera, i dla laika.

Rebmann Cremant d’Alsace Brut (Leclerc)

Ale wróćmy w stronę miękkości czyli Rebmann Cremant d’Alsace Brut (Leclerc, 34 zł). Tu 12,5 proc alkoholu. W aromacie gorzki grejpfrut. Ma średnie bąbelki i jest tu coś zarazem delikatnego i wycofanego. Wino ma średni finisz, ale przypadnie do gustu fanom "krainy łagodności".

Purple Heron Chenin Blanc (Lidl)

Coś zupełnie z innej beczki - czyli Afryka. Purple Heron Chenin Blanc (Lidl, 59,99 zł). To wino o ogromnym ciele. Pijąc je, mam wrażenie obcowania z dżinem z butelki. Jakbym zasiadł do wieczerzy z potężnym Zulusem. Jest w tym winie pewna metaliczność, jest ogromny aromat zieloności. Do tego dochodzi spora kwasowość. Mam wrażenie, że to coś innego niż wzorzec próbowania: Prosecco-Cava-Szampan. Ale warto to poznać!

Marchese Antinori Franciacorta Tenuta Montenisa (Centrum Wina)

Teraz Franciacorta - "włoski szampan", którego nie zna wielu Włochów. Większość chyba nawet. Marchese Antinori Franciacorta Tenuta Montenisa (Centrum Wina, 139 zł). Wino bardzo bliskie szampanom. leżakowało na osadzie 30 miesięcy (Szampany muszą co najmniej 15, choć są i takie, co leżą o wiele dłużej). W promocji kosztuje 112 zł. Najpierw czuć aromat żabiego stawu. Delikatne uwalnianie aromatów autolitycznych - jest orzechowe i ma sporo ciała. Trochę prochowości i krzemienia jak z francuskich białych Pouilly... Kwasowość niezbyt wysoka, ale jest pewna zieloność,palone masło i ciasteczkowość. Całość spójna, ładna, krągła. Uwielbiam i szczerze polecam!
 
Ferrari Brut (Centrum Wina)

Ferrari Brut (Centrum Wina, 176 zł). Drogo, bo wiecie - Ferrari. Jest sporo ciała! Świeżego, a zarazem gęstego. To wino ma coś wspólnego z cavą. Ma mnóstwo ciała i mnóstwo jabłkowości. Całość jest niezwykle spójna. Owoc jest średnio kwasowy, nie ma brzytwiastej drożdżowości, ale dla mnie to świetna alternatywa Franciacorty.

Clairette de Die Biologique (Lidl)

I teraz dwa słodziaki - będą się świetnie komponować, o ile nie smakujecie w sylwestra krewetek, tylko szarlotkę od cioci. Dwa razy Clairette! Pierwszy - Clairette de Die Biologique (Lidl, 35 zł). Słodkie wino musujące, pełne w aromacie słodkich owoców. Jest gruszka i ananas. Trochę żywicy jakby pod spodem. Zaleta druga - wynikająca z niskiego cukru - 7,5 proc alkoholu. Ale w odróżnieniu od wielu "potworków" w rodzaju igristoje - to wino nie jest przykre i nie ma chemicznego posmaku!

Jaillance Clairette de Die (Leclerc)

Drugi - nieco droższy słodziak - to Jaillance Clairette de Die (Leclerc, 38 zł). Te trzy złote robią różnicę. Wino ma nieco bardziej dyskretniejszy aromat. I mniej cukru niż poprzednie. Czuć też więcej kwiatów i brzoskwiń. Charakterystyczna nuta muszkatu jest może nie obezwładniająca, ale bardzo wyraźna. Całość jest przyjemnie spójna. Polecam!

Większości win próbowałem w towarzystwie Roberta i Sebastiana. Oto typy Sebastiana


niedziela, 27 grudnia 2020

Jeśli nie szampan na Sylwestra, to co? (cz. 1)

Dr. Loosen Dr. L Riesling Sparkling Sekt

- Co by tu kupić na Sylwestra?! - zaczepił mnie wczoraj kolega z pracy. - Jakiś szampan, ale nie taki drożdżowy, nie taki "szampanowy" - dodał, gestykulując. Przebiegłem myślami. I bingo! - Ale szampan? Może nie szampan, ale musujące wino, o nieco innych aromatach, na pewno nie drożdżowych. Czyli Riesling, czyli Sekt!

Przed nami kilka dni na polowanie na bąbelki. Ostatnich dni przed zmianą tego fatalnego 2020 roku na (mamy nadzieję!) lepszy 2021. Z wyborem nie należy się spieszyć, bo i tak najkorzystniejsze zakupy poczynimy właśnie pod koniec grudnia. Taka wojna nerwów. Importerzy "musiaków" w Polsce jakieś 5-8 ostatnich dni grudnia mają tak jak (w normalnym, nie-epidemicznym roku) mieszkańcy Jastarni przez lipiec i sierpień. A im bliżej północy 31 grudnia, tym taniej. Zdążycie. Poczytajcie, "z czym jeść" różne bąbelki.

Wyżej wzmiankowanemu koledze doradziłem coś z Niemiec dzięki pewnej interesującej degustacji on-line zorganizowanej przez Niemiecki Instytut Wina (o Sektach z pasją opowiadał Tomasz Prange-Barczyński, red.nacz. Fermentu), w której nie zdołałem przez nawał obowiązków uczestniczyć. Zresztą, butelki kurier dowiózł 3 dni później...  Cóż nawał pracy. 

Kolega nie lubi drożdżowego posmaku, a wielbiciele najsłynniejszego gatunku wina na świecie za nim przepadają. Mało tego, niektórym mało 15 miesięcy przepisowego dojrzewania na drożdżowym osadzie. Mało im nawet 36 miesięcy! Ale w przypadku tego Sekta - Dr. Loosen Dr. L Riesling Sparkling - nie ma obaw o drożdżowość.

Pamiętajcie, nie każdy niemiecki Sekt będzie drożdżowego posmaku pozbawiony, bo mnóstwo producentów robi wina musujące metodą szampańską, choć nie mogą używać tej nazwy.

Sekt Dra Loosena nie został wyprodukowany metodą szampańską (wtórna fermentacja na osadzie drożdżowym w butelkach), tylko metodą Charmata - w kadzi, w której kontakt z drożdżami nie odciska na winie tak dużego piętna. Są bąbelki - przynajmniej na początku. Za to od razu czuć zamiast charakterystycznego szampańskiego aromatu spod znaku skórki od chleba i ciasteczek - świeżość spod znaku owoców egzotycznych oraz skórek od jabłek. Bąbelki ulatują w średnim tempie, po pewnym czasie zostaje nam bardzo przyjemny, lekko słodki (18,8 g cukru na litr przy 8,5 g kwasu) Riesling. Nada się doskonale do wielu dań na świątecznym stole - począwszy od ryb, poprzez owoce morza, po niezbyt słodkie ciasta.

Wino dostaniecie w sklepach sieci Vininova. Ja swój egzemplarz otrzymałem dzięki uprzejmości Niemieckiego Instytutu Wina

O tym winie pisali także:

Winne Okolice

A tu o innych propozycjach 


sobota, 31 października 2020

Riesling z Biedronki. Świetny. Oby zawsze trwało lato!

 Greyrock Riesling Special Edition 2019

Pamiętacie wina "do trzech dych"? To swojego czasu - tak w 2012-2014 roku był przełom. Nie mam na myśli portalu "Do trzech dych", który owe wina popularyzował, ale właśnie owe wina, które wprowadzały w Polsce - na masową skalę - najpierw trzy, potem dwa dyskonty. Łamiąc w pewnym sensie umowy społeczne, ale także łamiąc (choć nigdy pewnie nie zyskamy potwierdzenia) cenowe ustalenia między producentami i importerami. 

To dziś mało ważne. Ważniejsze jest to, że dziś możemy w Biedronce kupić jeszcze więcej win wystawianych pod marką, która jest już troszkę klasykiem - i to z drugiego końca świata - wciąż dostępną za 30 zł (bez grosza)!

Od kilku lat jest dostępny Greyrock Sauvignon Blanc. Incydentalnie pojawił się jakiś Pinot i niedawno Riesling. Z napisem "Special Edition". Udało mi się go dostać w jednej z pobliskich Biedronek. 

I powiem tak: za 30 zł ciężko będzie dostać coś tak dobrego. Zwłaszcza, jeśli priorytetem jest cena i smak/aromat dostępny szybko, już, teraz! 

Co do ceny - w tzw. sklepach specjalistycznych można znaleźć całkiem niedrogiego Rieslinga z NZ, ale tak o 1/4 drożej. W granicach 40 zł. Uwielbiam rieslinga Old Coach Road z Vininovy - ten jest nieco droższy, nieco pełniejszy, jest sprężysty jak moje łydki w roku 1988.

Ale Greyrock to i tak bardzo dobre wino. Ma nieco więcej powietrza, przestrzeni, jest może troszkę bardziej płaskie, ale to wciąż solidny zawodnik, który swoją pewną "wąskością" przypomina niemieckie egzemplarze, ale po dłuższej chwili oddaje tę szeroką panoramę egzotycznego owocu Nowego Świata. 

Wina na 6 (z minusikiem) stopni w skali WINIACZA!