wtorek, 17 marca 2015

Winne Wtorki: Polska na czerwono czyli wino Lucjana Uszoka

Da Luciano Nektar Ziemi Pszczyńskiej Pinot Noir 2012



Jeśli dziś wtorek, to czas najwyższy na odkorkowanie wina, które dostałem od rodziny z Pszczyny w prezencie. Bo w dzisiejszych Winnych Wtorkach tematem przewodnim jest Polska na czerwono (choć temat nie został wymyślony - miejmy nadzieję - jako zapowiedź wojny z tymi, co mają sentyment do czerwonej gwiazdy).

Mojej rezerwy wobec polskiego czerwonego wina nie ukrywam, szczególnie jeśli ktoś żąda stu złotych za butelkę wina z hybrydy - bo wtykam nos i owszem, aromat czuję ładny, niemal włoski, ale mój język i podniebienie przeżywają męki i bunt, krzycząc do mnie: "stary, do kroćset, wiesz jakie wino można mieć za sto złotych???!!!". A ja nie widzę żadnych argumentów, by się w takim przypadku przekonać. Że hybryda i jak na hybrydę super? No bez jaj... jakby ktoś postawił przede mną mini morrisa i 126p, i mówił, że każde z tych aut ma urok. No ma, ale czym wolałbym przejechać pół Polski?

Owszem, bardzo mi smakował riesling Marka Krojciga (oczywiście to wino białe, ciężko porównać z czerwonym), jakiego ostatnio kosztowałem, bardzo smakował mi Jaworek z króciutkiej serii, i na pewno jest sporo fajnych polskich win i wierzę, że będą coraz lepsze. A jak sprawił się ów sprezentowany Klejnot Ziemi Pszczyńskiej?

To nieco osobliwe wino. Na etykiecie producent deklaruje, że półsłodkie, ale słodyczy sporo. Kto wie, być może sztucznie dosładzane, na co wskazuje aż 15 proc. alkoholu, który wyraźnie czuć. W winnicy Lucjana Uszoka nie byłem, a z tego co wyczytałem, wynika, że to - on i jego brat Waldemar - pasjonauci z miłością samouków robiący wino od stosunkowo niedługiego czasu, niemal ze wszystkiego, uczący się na błędach i doświadczeniach.

W aromacie ów uszokowy Pinot Noir nieco truskawkowy, mocno alkoholowy, z kwasem wyczuwalnym pod kożuchem słodyczy, rozgrzewający i leciutko pieprzny. Goryczkowy w finiszu. Ciekawe, co z tego wyjdzie za lat 5 czy 7. Nie mam niestety skrzynki tego wina, by to ocenić, otwierając butlę raz do roku. Z każdym łykiem mam wrażenie, że obcuję z winem zrobionym trochę na próbę, z wielkiej pasji, i z odwagą. Bo żeby w Polsce próbować robić czerwone wino, trzeba mieć nie tylko duszę, ale krzepę i rosnącą wiedzę, a nie tylko tupet. I chciałbym, bym za kilka (może -naście) spróbować dobrej polskiej czerwieni!

A tak zmagali się z polskim winem czerwonym inni wtorkowicze:

- Dolina Mozeli próbuje Rondino z Winnicy Zadora

- Italianizzato zachwala wino za 49 zł (no, to jeszcze ujdzie)

- Winniczek zmagał się z Pałacem Mierzęcin za... 120 zł!!!



sobota, 14 marca 2015

Słoweniec cudownie słony, taniczny z Dolio Vini - 7 pkt.

Korenika Moškon
Paderno Istrska Malvazija 2007


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Dolio Vini i 80 zł (próbka importera)
Do Ideału? - Doskonałość!!!


Za oknem plucha, czas na butelkę z krainy mitycznej (takiej, co to wydaje nam się, że pluchy nie ma) - ze słoweńskiej Istrii. Korenika Moškon Korenika Moškon Paderno Istrska Malvazija 2007 z portfolio gdańskiego importera Dolio Vini. Wino niezwykłe, które zbiło mnie nieco z tropu.

Białe ze szczepu Istrska Majvazija, z winnicy, która liczy sobie ok. 25 hektarów i leży w miejscowości Korte. Producent zachwala ekologiczną produkcję. W pierwszym kontakcie nosa z winem da się odczuć uderzenie hmm... miodu, żywicznego lasu, sosnowych trocin, ale i
liści, takich na skraju zbutwienia, krzaki po burzy, może pewna warzywność, odrobina nafty. Długo macerowane na skórkach, więc przypomina nieco gruzińskie Kvaliti, ale to nie ma tylu tanin (częściowo są obecne), za to tu dochodzi jeszcze coś - spora mineralność i słoność.

I to jaka! Po prostu szokująca - wino jest słone jak szprotki zapiekane w cieście, ale zarazem gładkie - jeśli zamkniemy odrobinę między językiem a podniebieniem, poczujemy oleisty film, z lekkimi szczypiącymi nieco w finiszu garbnikami. Ze sporą mimo upływu czasu kwasowością (to wina ma niemal 8 lat!)

Bez kontaktu z powietrzem wydaje nam się pełne, nieco słodkie, lekko garbnikowe. Ale wystarczy, że siorbniemy nieco, to właściwie zdajemy sobie sprawę, że to wino jest jak zawieszone dokładnie między niebem a ziemią. Jest częścią powietrza i częścią skały, która właśnie uległa natlenieniu i przechodzi w powietrze niedostrzegalnie, tak jak w promieniach wiosennego słońca topi się lód.

Drogie, to prawda, ale będzie pasować do ryb smażonych i grillowanych, na chłopski, rybacki, prosty sposób!


Winiacz na 7 punktów w 7-punktowej skali!

piątek, 13 marca 2015

Wina z Chile AD 2015. U mnie tylko na czerwono!

W winnicach zbiory, a wina u nas!

Morande Reserva Malbec 2013 Maule Valley

Chilean Wine Tour to cykliczna impreza, którą mamy właśnie za sobą. Tegoroczna była nieco bardzie kameralna niż ta w zeszłym roku, ale i tak trzeba oddać szacunek przedstawicielom winnic - tam zbiory w pełni, a wina i tak u nas! Zbieg pewnych okoliczności sprawił, że mogłem przyjrzeć się w zasadzie tylko niektórym winom (i to tylko czerwonym), które w zasadzie nie mają importera. "W zasadzie", bo jak zwrócił uwagę Tomasz Prange-Barczyński z Magazynu Wino, wina Morande mają u nas importera (Atlantika), co zapewne nie przeszkadza producentowi szukać także innych dystrybutorów nad Wisłą (W Niemczech jest na przykład 3 importerów). 



Sporo win sprawiało wrażenie bardzo młodych, zielonych, niektóre zdawały się wręcz kwaśne, niedotarte. Inne bywały jakby przegrzane, jak bywają wina z południa Włoch. Bezbeczkowa seria win Kenos z Vinedas Villaseñor miała w sobie spory pierwiastek ziemisto-trawiasty. Syrah (pierwszy z prawej, niebieski wzór) 2013 Valle de Cachapoal był miękki, ładnie taniczny, ale też trawiasty, wręcz chwastowaty. Carignan 2013 miał większe aromaty owocowe.

Vinedas Villaseñor Kenos Reserva Syrah i Cabernet Sauvignon 2013

Linię Kenos Reserva (12 miesięcy używanej beczki) reprezentowały wina z Curico Valley - Syrah 2013 i Cabernet Sauvignon 2013. Oba jeszcze młode (zaledwie 2 miesiące temu butelkowane) - Cabernet Sauvignon bardziej kredowy, ale obydwa wina jeszcze z zielonymi taninami, sporym kwasem, sporą warzywnością w pierwszym aromacie. Choć pewna miękkość w finiszu daje obietnicę czego możemy się spodziewać po tym winie za 2-3 lata.

Seria Premium Vinedas Villaseñor

Linię Premium (od 12 do 16 mies. w beczce) reprezentowały na stoliku trzy butle z doliny Curico: Cabernet Sauvignon z Syrah 2010, Cabernet Franc 2010 i Blend 2009 (Carmenere 40 proc., Merlot 25 proc., Cabernat Sauvignon 20 proc. i Syrah 15 proc.). Tu już nie było żartów - gęste jak zupa, skoncentrowane, mocne, z pięknymi taninami. Najbardziej spodobało mi się Cabernet Franc. Klasa na Winiaczową szóstkę! Piękna kwasowość, garbnik jak roztarty w moździerzu, drobniuśki. W nosie dym, skóra i czekolada. Blend 2009 troszkę bardziej warzywny, ale też dałbym szóstkę. Cena tej linii? Eksportowa - 80 dolarów za 12 butelek czyli... 6,66 dolara za butlę. Nawet niech będzie 28 złotych. 

Valle Frio Pinot Noir Reserva 2013

Pinot Noir VF Reserva 2013 z Valle Frio nie zachwycił mnie szczególnie. Zielone, botwinkowe, liściaste (ale 4 dolary za butelkę, więc nie szukajmy tu "Burgunda" za 299 zł). Merlot 2012 wciąż jeszcze zielony, szypułkowy - do schowania do piwnicy na 5 lat.

Valdivieso Single Vineyard Old Vines Cabernet Franc 2010

Z Valdivieso podobały mi się trzy butle. Single Vineyard Old Vines Cabernet Franc 2010 smakowało świetnie. Aromaty marcepanu i lukrecja, nieco skóry, dymu, troszkę śliweczki i włoskich fiołków. Single Vineyard Lot Gran Reserva Carmenere 2012 jak "wino chłodnej ziemi" - brak warzywnego ogródka, średnia tanina, miękkość i aksamit. 

Valdivieso Single Vineyard Lot Gran Reserva Carmenere 2012

Szalony koń - Caballo Loco No. 15 (nierocznikowy blend Cabernet Sauvignon, Carmenere, Malbec i Syrah) to klasa sama w sobie - smoliste wino o aromacie czarnej konfitury, skóry, czekolady, ale też z pierwiastkiem ziołowej kwasowości. Wino robione co kilka lat, systemem Solera, jak widać z nazwy piętnasta partia w historii.

Szalony koń czyli Caballo Loco No. 15

Z siedmiu czerwonych win Morandé najmniej do gustu przypadło mi Sangiovese 2012 - pierwszy rocznik z winnicy. Robione na włoski wzór w wielkich beczkach, jakoś wydało mi się przegrzane, zbyt mało finezyjne, może przemęczone.

Morande Gran Reserva Carmenere 2011 DO Maipo Valley

Za to Gran Reserva Carmenere 2011 DO Maipo Valley było na drugim biegunie - napakowane czarnym owocem, z odrobinką stajni i ziemi. W smaku skoncentrowane, choć nie do granic możliwości, momentami delikatnie słone na języku.

Gran Reserva Cabernet Sauvignon 2011 DO Maipo Valley

Cabernet Sauvignon 2011 z tej samej linii nieco lżejszy, także mocny i głęboki, ale bardziej tytoniowy, ociupinkę bardziej zielony.

Morande Edicion Limitada Carignan 2011 Loncomilla Valley

Edicion Limitada Carignan 2011 Loncomilla Valley - głębokie i owocowe, ale w finiszu odsłaniające nawet nie kwasowość, tylko kwaśność!

Edicion Limitada Black Mezcla de Campo 2013

Piękną za to kwasowość ma Edicion Limitada Black Mezcla de Campo 2013 (Malbec, Cabernet Sauvignon i Carignan) i żadnego przegrzania - a to stąd, że parcela leży w miejscu dość krótkiej ekspozycji słonecznej. W aromacie zdecydowany owoc i delikatna nutka czekolady. Na języku zwarte garbniki. Cena eksportowa za 12 butelek to 45 dolarów - czyli na dziś... 14,6 zł za butelkę.


Edicion Limitada Black Mediterraneo del Maule 2013
Chilijska Langwedocja czyli Edicion Limitada Black Mediterraneo del Maule 2013 (Grenache, Syrah, Carignan, Marsanne i Roussanne) powstaje w nakładzie 6 tys. butelek. Miękkie wino, dla mnie we wrażeniu mięsiste, skomponowane bardzo fajnie, z cudowną "bateryjką" szczypiącą w koniec języka. Mnóstwo czarnej porzeczki okraszonej ładną kwasowością. Tak naprawdę do odkorkowania za 4-5 albo i 10 lat.

Bisquertt Q Clay 2011 Colchagua
Czas pozwolił mi na odwiedzenie jeszcze jednego stoiska - winnicy Bisquertt, która ma już importera (Mondovino). Ale dwa wina zasługują na szczególną uwagę - chciałoby się rzec, że jedno jest jak ganek nieba, a drugie jak jego przedsionek, ale ciężko się zdecydować. Q Clay 2011 Colchagua (Syrah, Cabernet Sauvignon) powala miękkością, finezją, głębią. Jest owoc, jest śliwka, w smaku jest trochę zielonej kwasowości, rokującej na bardzo długą przyszłość.

Bisquertt Tralca 2010
 
Tralca DO Marchigüe 2010 (kupaż Cabernet Sauvignon, Carmenere i Syrah) - z błyskawicą na etykiecie - to rzeczywiście błyskawica smaku. Grona wyrosłe na czerwonej wulkanicznej ziemi, z krzewów głęboko zapuszczających korzenie. Wino bardzo, ale to bardzo owocowe, z aromatem kawy, eleganckie, lekko likierowe. Dojrzewało dwa lata w beczce, ale wciąż lekkie, nieprzytłoczone, z wyraźną pieprznością (14,5 proc. alk.). Tych win powstaje, w zależności od rocznika, ok. 6 tys. butelek.  

Wnioski i żale? Szkoda, że wielu świetnych win w Polsce nie uświadczymy, choć z drugiej strony gdyby były, to na pewno w cenach wielo-, wielokrotnie wyższych niż eksportowe przysłowiowe 16 złotych. Żal też otwierać niektóre butelki - bo wino było wyraźnie za młode. No i jeszcze osobisty żal, że czas nie pozwolił mi na wizytę u innych producentów. Do następnego Chile!

Degustowałem i biesiadowałem na zaproszenie organizatorów: Pro Chile i Tratoria Dom Przyjaciół Wina

wtorek, 10 marca 2015

Odkrywanie Californii. Kto górą?

Ameryka wciąż za mało znana

14 win panelu

231 tysięcy hektarów upraw, ponad cztery tysiące winnic, butelki wraz z zawartością wysyłane do 125 krajów świata - po prostu Kalifornia! To ten kraj, który jest wymieniany na etykietce jednego z najczęściej sprzedawanych win w Polsce, ale niech to absolutnie nikogo nie zwiedzie. Bo wina, jakich miałem przyjemność spróbować na zaproszenie California Wines-Polska oraz Stowarzyszenia Sommelierów Polskich podczas seminarium Discover California Wines, nie mają z TAMTYM winem wiele wspólnego.

Claudia Schug Schütz

Degustację w warszawskim hotelu Regent prowadziła pani Claudia Schug Schütz, przedstawicielka Wine Institute, pochodząca z rodziny także prowadzącej winnicę w Kalifornii. Towarzyszył jej Piotr Kamecki, prezydent SSP. Wina, których próbowaliśmy, są dostępne w Polsce, w sklepach specjalistycznych. Szkoda, że na szerokim popularnym rynku (poza Horecą) są dość rzadko spotykane.

Mirassou Sauvignon Blanc 2013

Pierwsze spośród białych - Mirassou Sauvignon Blanc 2013 (import PWW Sp. z o.o.), choć pochodzące z wytwórni należącej do kalifornijskiego potentata (Gallo), imponuje rześkością i długością. Dojrzewające w zbiornikach ze stali na osadzie, urzeka aromatem cytrusów, delikatnej "kociej kuwety" i imponuje długim finiszem. Żywiołową kwasowości także. Do ryb świetne tak samo, jak i na początek przyjęcia.

Panamera Chardonnay 2012

Panamera - to nie porsche tym razem, ale Chardonnay z 2012 (import Cerville Investments Sp. z o.o.), lekko beczkowe, o gładkiej fakturze, ale też przyjemnej kwasowości. Po poprzednim winie troszkę mnie rozczarowało. Za to Ironstone Reserve Chardonnay 2012 (import Wine Avenue), okazało się winem bezkompromisowym - jeśli chodzi o ciężar. Mimo mocnej beczki wyraźna kwiatowość przebija się na zewnątrz przez nutki wanilii i białej czekolady.

Marimar Estate La Masia Chardonnay 2009

Najwięcej jednak dzieje się w Marimar Estate La Masia Chardonnay 2009 Russian River (import Piwnica Wybornych Win). Wino tłoczone tylko najlepszych gron ma zdecydowanie jogurtowo-mleczny nos, łagodny, z początku lekko warzywny, ale potem czysty, bogaty. W smaku czuć potężną strukturę i piękną kwasowość. To bez wątpienia najlepsze białe wino seminarium.

Robert Mondavi Pinot Noir Carneros 2009 (import Partner Center) urzeka prostotą i czystością aromatu. Nie ma może francuskiej komplikacji, ale wyraźnie czujemy truskawki, maliny, pieprzność, jest nieco warzywności i nuta balsamico, ale garbnik tu drobnoziarnisty, kwas lekki. Do prostej wołowiny czy kaczki w sam raz.

Marimar Estate Torres Family Pinot Noir 2004 Russian River

Do potraw z dominacją grzybów chciałbym za to pić Marimar Estate Torres Family Pinot Noir 2004 Russian River. To 11-letnie wino, w świetnej formie. Lekkie brązowe obwódki w kieliszku, który bije w nos piękną dżemistością starych truskawek z babcinego słoiczka. Poza dymem jest też i śliwa, taka nieco zredukowana, nieco piwniczna, w finiszu lekko ziemista. Wciąż duża kwasowość jakby jeszcze mówiła za butelkę - nie otwierajcie mnie jeszcze!

Wente Sandstone Merlot 2011 Livermore Valley

Po takich pinotach Wente Sandstone Merlot 2011 Livermore Valley (import Vininova) pokazało twarz wina świeżo owocowego, z dominacją wiśni i jeżyn. Taka owocowa piguła mimo 16 miesięcy beczki. Drugi biegun w królestwie merlota zajął Noble Vines 181 Merlot 2012 Lodi (import także Vininova). To krewny Pomerola, niezwykle gładkie wino stylu bordoskiego w smaku, o garbnikach drobnych niczym drobiny mąki. Dżemiste, beczkowe, z tytoniowym nieco aromatem.

Ironstone Reserve Old Vine Zinfandel 2012 Lodi

Ironstone Reserve Old Vine Zinfandel 2012 Lodi (z 60-letnich krzewów) sprawił na mnie wrażenie wina nieco zmęczonego, choć wciąż z wyraźną czarną porzeczką, małą kwasowością i niewielkimi taninami - rosnącymi w finiszu. W pierwszym zetknięciu ust wydawał się słodki, a w tle balsamiczny, ale to przez ładną koncentrację. 

Seghesio Zinfandel 2012 z Sonomy

Seghesio Zinfandel 2012 z Sonomy (import Mielżyński) imponował świeżym czarnym owocem, aromatem czekolady, ale jeszcze większymi garbnikami, drutującymi pięknie usta od środka.

Louis M. Martini Cabernet Suvignon 2010 Napa Valley

Cabernetów spróbowaliśmy na końcu - Hess Select Cabernet Sauvignon 2010 (import Sommelier Dystrybucja) nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia. Aromaty warzywne, mniej owocowe. Tanina średnia, niby wzorowe cab-sauv., ale bardziej do gustu przypadł mi Louis M. Martini Cabernet Suvignon 2010 Napa Valley (import PWW Sp. z o.o.). Co za cudna owocowa bomba! W aromatach czarne porzeczki, spora dawka mięty i ziół, pieprzność przy ładnej taninie.

Starmont Cabernet Sauvignon 2010 Napa Valley

Więcej pierwiastków ziemistych miał Starmont Cabernet Sauvignon 2010 Napa Valley (import Mielżyński). Tu owoce z aromatu - jagody i czarne porzeczki - zostały przykryte przez ziemię, miało sporą warzywność. Ale to może wina czasu? Wino o wyczuwalnej wielkiej koncentracji może nie zdążyło się jeszcze w pełni otworzyć?

Wnioski? Wiadomo już, czemu bohater filmu Bezdroża kochał pinoty. W kalifornijskiej wersji są po prostu wspaniałe!

niedziela, 8 marca 2015

Austriak z morzem aromatów na języku! - 6 pkt.

Graf Hardegg Steigbügel
Brut Rose 2011
 
 
Niedawna degustacja Win z Austrii w Warszawie była okazją do spróbowania tak wielu win, że aż szkoda, że nie sposób wszystkich opisać (nie mówiąc już o powrocie do nich). Na pewno jednak napiszę o kilku wspaniałościach - moich gwiazdach tej degustacji - które na mnie zrobiły ogromne wrażenie.

Jedną z takich iskierek jest różowy musujący sekt - Graf Hardegg Steigbügel Brut Rose 2011. Importerem win Graf Hardegg jest firma Austrovin. Producent to rodzinna winnica, licząca 35 hektarów, na północ od Wiednia. Różowe wina musujące to bez wątpienia najciekawsze z "musiaków", wprowadzające nutkę życia do stalowej kwiatowości charakterystycznej dla białych braci. Czy i tu czeka nas podobna niespodzianka?
 
Może nie czujemy jej od razu, od pierwszego przybliżenia nosa do kielicha, bo poza powściągliwością jabłek z rustykalnego sadu czuć zrazu niewiele, ale wystarczy wziąć choć łyka i już wiemy. Niespodzianka i to jaka! To takie uczucie, gdy rozgrzani wskakujemy "na główkę" do chłodnego dość jeziora - zupełnie inny świat...
 
Najpierw wino wydaje się drożdżowe, chlebowe, skórkowe, potem właśnie jabłkowe, potoczyste, lekkie i orzeźwiające, a zarazem bogate i absolutnie odległe od kamienności. W sumie nic dziwnego, że tak bogate, bo po pierwotnej fermentacji w beczkach fermentowało jeszcze z drożdżami w butelce trzy lata. Wszystko, by pokazać się nam teraz od wspaniałej strony.

W austriackich sklepach internetowych ten Sekt kosztuje niespełna 20 euro. U nas pewnie cena poniżej 110 zł będzie zapewne marzeniem ściętej głowy. Ale i tak bije na głowę wiele prawdziwych szampanów, za które trzeba wyłożyć przynajmniej trzy razy tyle.


Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali

poniedziałek, 23 lutego 2015

Cimarosa z Lidla - odsłona druga (Sauvignon-Blanc, Syrah i Malbec)

Wina spod znaku krzepkiej kibici

Cimarosa Sauvignon Blanc Marlborough 2013

O wprowadzeniu do dyskontów nowoświatowej serii Cimarosa - która kiedyś już (w brzydszej wersji) była obecna, pisałem kilka dni temu - biorąc na celownik Carmenere. Teraz czas na kolejne trzy etykiety - Sauvignon Blanc, Syrah i Malbec.

Smakując te wina odnoszę wrażenie, że wszystkie są krzepkie niczym kibić Jagny z Krzyżaków. Takie fest, po byku. Ale trochę ta krzepkość jakby narzucona na siłę, na grono. Jedyne w tym zestawie wino z Nowej Zelandii - Cimarosa Sauvignon Blanc Marlborough 2013 wydaje z siebie charakterystyczne tchnienie kociej kuwety, owszem, ale większe niż siki to tu są chyba kwiaty - nagietki, polne, aromatyczne.

Kwasowość niezbyt wybujała, ale wino długie w finiszu, a przy tym spore w kręgosłupie - nie jest cieniutkie, jest fest-mocne niemal jak austriacki Gruener. Alkoholu - jak to Nowy Świat - 12,5 proc., ale kwas, który nie ma zamiaru się wrzynać w podniebienie (szkoda) wszystko ładnie neutralizuje. Mimo wszystko mam wrażenie nieco męczącego wina - w życiu nie poleciłbym go do ostryg, a większej ilości niż butelka w gronie dwóch-trzech przyjaciół. W przypadku SB wolę wina w tylu l'Escargots z Francji. Winiaczowa czwórka!

Cimarosa Syrah 2012 Valle de Colchagua
Pierwsze z czerwonych - Syrah 2012 Valle de Colchagua (Chile) wita nas od razu po otwarciu wyraźnie beczkowym charakterem, ale co najciekawsze nie pustą klepką, ale i w smaku bogatym jak kromka pumpernikla winem, kromką razowca. Całość ładnie zabudowana, imponująca - z akcentem czekoladowym, ale... taki charakter wino ma tylko pierwszego i drugiego dnia. W trzecim traci nieco charakteru - zostaje winem bardziej zielonym, warzywnym itp. Tylko w sumie kto wino z dyskontu będzie trzymał trzy dni? Nie jest złe - dałbym Winiaczową piątkę!


Cimarosa Malbec 2013 Valle de Colchagua

Najmniej męczącym z tej właśnie trójcy wydał mi się Malbec. Mało w nim beczki, stanowczo więcej ładnych, nierozdyśdanych owoców. Wino od razu po otwarciu bardzo zamknięte, ale potem następuje ewolucja. W smaku znakomita konsekwencja - najpierw następuje atak słodkości, choć to wino wytrawne. Garbnik średni, ale ładnie trący między językiem a podniebieniem - choć na początku wydawał się taki, że nóż moczony w gorącej wodzie dałby tylko radę... Bardzo fajny nowoświatowy Malbec! Na winiaczową piątkę!

Jedna rzecz narzuca mi się jako naczelna refleksja towarzysząca odbiorowi tej serii - szkoda, że wszystkie butelki są po 24,99 zł. Ich jakość jest różna - gdyby towarzyszyła im różna cena, "gonienie króliczka" było by o wiele przyjemniejsze.


Wina do degustacji dostarczył Lidl

Świetny riesling z... Polski - 6 pkt.

Marek Krojcig Stara Winna Góra
Riesling Liryczny 2013


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Prezent (dostała Lepsza Połowa)
Do Ideału? - Już ciut, ciut!!


To uczucie, gdy spróbuje się zimnego górskiego strumienia albo płynnego (lodowatego) kryształu... Sceptycznego stosunku do polskich win czerwonych nie ukrywam, tym bardziej, że kilka razy pysk mi wykręciło coś tam zachwalanego polskiego (szczególnie przez organizatorów eventów), więc każdy wyjątek od reguły pochwalam - i nie omieszkam o tym oznajmić. Ale tym razem po prostu perełka!

Riesling Liryczny 2013 z winnicy Marek Krojcig Stara Winna Góra. Dowód na to, że co polskie białe, to dobre. Co ja mówię - świetne! Pewnie nie doczekam za życia dobrych czerwonych z Polski, bo korzystna zmiana klimatu nie dokona się za 20 ani 30 lat, ale takim Rieslingiem można się rozkoszować już dziś - bez żadnego wstydu, nie oglądając się na Mozelę. 

Etykietka ładna, niemal niemiecka. Że polskie wino zdradza imię Marek (zamiast Mark). Jasny niemal słomkowy kolor, a w aromacie wszystko co "rieslingowate" - cytruski, zielone jabłuszka, nuta brzoskwini, trochę gałęzi umoczonych w górskim strumyku, jak się ociepli, to i miodku. Krystaliczne, szklane, kwasowe i w dodatku długie. Wydaje się, że przechowywane w dobrych warunkach będzie się ładnie starzeć.

Nie wiem, ile kosztowało, bo małżonka dostała prezent, ale na stronach kilku sklepów (brak w magazynie) widywałem ceny rzędu 85 zł. Za tyle możemy kupić prostego Rieslinga z Niemiec, ale przy Lirycznym pozostaje pytanie: po co? Bo Risling Liryczny 2013 to winiacz niemal doskonały.


Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!