czwartek, 10 stycznia 2019

Węgrzyn pomarańczowy z Erdobenye. Co za wino!

Abraham Pince Maceras 2015

Wygląda wspaniale. I równie dobrze smakuje

Do tego wpisu sprowokowałem - specjalnie, przyznam się do tego - Andrzeja, który jest znakomitym znawcą win tokajskich, bywa w tym węgierskim regionie często, bo i ma niedaleko. A i mi czasem wina stamtąd przywozi takie, których w Polsce nie spotkamy. Jednym z takich win jest Maceras... I w zasadzie w tym wpisie to Andrzej zrobił całą robotę i jest dominującym autorem tego wpisu. Ja tylko sobie wino smakowałem :)

Żeby spotkać alchemika tokajskiego winiarstwa - Roberta Petera z Abraham Pince - musicie specjalnie wybrać się do Erdobenye. Nie da się inaczej, gdyż ta tokajska wioska leży całkowicie na uboczu. Jadąc do Miszkolca przez słowackie Koszyce, wystarczy zjechać z głównej trasy do Encs i dalej kierując się na południowy-wschód wyboistą drogą po nieco ponad półgodzinnej jeździe osiągnąć cel.
 

Chociaż Winiarnia Abraham Pince znajduje się tuż przy głównym skrzyżowaniu we wsi, to jednak łatwo ją przeoczyć. A to za sprawą Winiarni Illes, której urokliwy budynek zasłania malutką chatkę Roberta Petera i Eniko Abraham. Parkując samochód tuż przy wspomnianym budynku Illes Pince od strony ulicy Rakoczego w zasadzie stoicie u niebios bram. 

Parterowy budynek jest osłonięty ogrodzeniem porosłym roślinnością, a brama szczelnie zasłonięta matą. Dopiero po dłuższej chwili obserwacji można dostrzec dotknięty czasem logotyp winiarni Abraham. I to utwierdzi was, że jesteście we właściwym miejscu.
 

 Robert Peter i Andrzej Wojciechowski (fot. Andrzej Wojciechowski)

Winiarnia Abraham Pince to najbardziej oryginalne miejsce w regionie tokajskim. Nie znajdziecie tu wypasionego budynku z wymuskaną salą degustacyjną czekającą na enoturystów. Jeśli oczekujecie garażowej atmosfery i pełnego swobody spotkania w nieformalnej atmosferze z jednym z najlepszych obecnie winiarzy tokajskich, to jest to strzał w dziesiątkę. Latem degustacje odbywają się na zewnątrz, przed domem Roberta. 

Z wykształcenia filozof, porzucił pracę w korporacji i przeniósł się z Budapesztu do malutkiego Erdobenye, gdzie jest spokój i cisza. Jego bezpośredni charakter i filozoficzne podejście do świata sprawiają, że w Abraham Pince można na kilka godzin zapomnieć o całym świecie. Robert to niezwykle gościnny człowiek i znakomity rozmówca. Poczęstuje kawą z ekspresu, który zabiera ze sobą w każdą podróż, gdyż jak twierdzi lepszej nigdzie nie dostanie. A do kawy zaproponuje mleczko z małych szklanych buteleczek produkowanych przez jakąś austriacką firmę. U Roberta kawa, wino i rozmowa są najwyższej jakości.
 

Żeby robić tak wspaniałe wina, to trzeba mieć duszę filozofa i eksperymentatora, łamać utarte schematy i nie bać się ryzyka. I taki jest Robert - radosny, skłonny do żartów, z dystansem do siebie, czasem nieco chaotyczny... Ale zawsze z mnóstwem pomysłów na kolejne eksperymenty. Nie ma w nim tej napinki do biznesu, do zarabiania pieniędzy na winie, do bogacenia się. Robi wina dla przyjaciół, w krótkich seriach, po kilkaset butelek, które znikają, zanim pojawią się na nich etykiety. Stąd napisy mazakiem na białej powierzchni obok charakterystycznego pionowego logo. Albo na samej butelce. Jednym z takich win jest Maceras 2015.

To wino żywiołowe, nieuładzone. Ze szczepu furmint, ale próżno szukać tu czystego charakteru, który tak cenią inni twórcy. Tu wszystko działo się długo... Macerowanie na skórkach od 20 do 30 dni, dojrzewanie w beczkach 18 miesięcy, żadnego klarowania, filtrowania, siarkowania... 


Wystarczy zajrzeć do wnętrza kielicha i powąchać...

Wystarczy nalać do kielicha i czuć... z początku jabłuszko tylko dojrzałe, z lekką brzoskwiniową aromatyczną poświatą. Ale zabawa robi się dopiero potem, w miarę ocieplania... Wino dostaje nutek bardzo wyraźnego utlenienia, kościstego konturu jaki spotkamy w sherry. Nad tym wszystkim jest jednak kielich wybuchu owocowej bomby jądrowej - mieni się jakby mgnieniami różnych wydań: jest z jednej strony gruszka, z drugiej jest esencja gron, z trzeciej renkloda, z czwartej jaśniutkie rodzynki sułtanki (jeszcze takie młodziutkie, same zapadające się pod własnym ciężarem), z piątej pigwa z nalewki, z szóstej skórka pomarańczy, z siódmej... - tak można długo wymieniać. Są też nuty miodu, wosku tylko dotknięcie - jest pień świeżo ściętego drewna. 

W smaku jest wyraźna tanina, ale delikatna, wciąż młoda. Struktura porządna, ale całość nie jest aż tak ostra jak pomarańczowe wina Roxanicha. Gdy piję wina Chorwata, to czuję się, jakby sadysta-dentysta zgłębnik wbijał mi w kanał górnego przedtrzonowca, celując w sam nerw. Ale gdy smakuję Macerasa, czuję tylko eleganckie lekkie borowanie wolnoobrotową końcówką - nomen omen - znakomitej tokajskiej bormaszyny*.


* bor - po węgiersku wino

P.S.
Maceras to zakup własny. Wino można kupić u Roberta za 4000 forintów (ok. 56 zł)

niedziela, 23 grudnia 2018

Wina na Święta z Winnice.eu

Wina akurat do świątecznych potraw. Węgry i Francja!

Akurat tradycję kuchenną mamy taką, że dominują u nas potrawy rybno-kapustno-grzybowe. No i tu i ówdzie jeszcze "słodycze" w rodzaju kutii w postaci deserów. Co więc postawić na świątecznym stole?




Do ryb bardzo dobrym wyborem będzie francuska lekka i niedroga Burgundia - Jean Loron Bourgogne 2015 Aligoté (Winnice.eu za 59 zł). To dość lekkie wino! Niech nie zwiedzie was to, że to biały 3-latek. Dzięki wysokiej kwasowości upływ czasu jest zupełnie nieistotny. Struktura jest całkiem mocna i można je spokojnie zachować jeszcze na lata! Ale gdy pijemy już teraz, czuć jak ładnie aromat emanuje łagodnymi owocami - jabłkiem i cytrusami, a finisz lekkim gorzkim grejpfrutem. 


Jeśli ryby trafią się wam na świątecznym stole w wersji tłustej - nawet śledzie - warto rozważyć pewien ewenement - Tibor Gal Egri Csillag 2015 (Winnice.eu za 27,50 zł). O, to niezły staruszek, bo wino pierwotnie zachwalane - i tak rzeczywiście smakowało - jako lekkie, kwiatowe, do wypicia już. Ale z węgierskimi winami bywa tak, że są po prostu niedoszacowane (o czym pisałem choćby tutaj). Tak samo jest z tym Csillagiem! Po trzech latach Gwiazda Egeru od Tibora Gala pokazuje muskulaturę! Stało się cieliste, mocno owocowe, lekko maślane, a przy tym jest bardzo mocno kwasowe! Jest bliższe dobrej Kalifornii niż Węgrom! Poradzi sobie i z bigosem, i z pierogami z grzybami!


Jeśli na stół wjechały już desery, to czas na słodycz - z rodzaju lekkich, niezbyt nachalnych - Douceurs d'Aurélie 2017 Moelleux (Winnice.eu za 49 zł). Jest i słodko, i aromatycznie. A to dzięki Muskatowi, który całą swoją mocą nadaje sporo charakteru różanego. Poza nim są nuty cytrusów, brzoskwini i pigwy. I całość spięta ładną klamrą kwasu! Znakomity akcent na zakończenie świątecznych kulinarnych uciech!




sobota, 24 listopada 2018

Aromatyczny Niemiec z "Wina Konesera"

Schlossmühlenhof Gelber Muskateller 2017


Czasem mam wrażenie - pod wpływem wielu okoliczności - że jestem uwięziony jak podmiot liryczny "W poszukiwaniu straconego czasu" albo jak we śnie. To znaczy, nie udaje mi się wyjść na jakąś boską imprezę. Tak samo było z degustacją niemieckich win aromatycznych. Ale... z pomocą przyszedł Niemiecki Instytut Wina i dostarczył kilka tych fajnych butelek, które brały udział w degustacji! 

Tak więc dziś na warsztacie Schlossmühlenhof Gelber Muskateller 2017. Importowany przez Wina Konesera. Czyli Muscat blanc à petits grains, a po węgiersku Sargamuskotaly! Czy wino bardzo aromatyczne? W tym wydaniu jest chyba jednak bardziej mineralne, choć czuję lekką różyczkę, delikatną brzoskwinię z kredowym tłem, ulotnym i mocno kwasowym. Struktura w sam raz - średnia i idealna. Nie ma oleistości ani wodnistości. I znakomicie znosi nawet podwyższenie temperatury do jakichś 15 - 16 stopni! 

Do czego pasuje? Do naszego polskiego bigosu jak najbardziej! Ale jeszcze lepiej do golonki z chrupiącą skórką po saksońsku - z kapustą, pomidorkami smażonymi i z chrzanem! Niebo w gębie!!!

Wino otrzymałem od Anny Gmurczyk z Niemieckiego Instytutu Wina

poniedziałek, 12 listopada 2018

Colossal i nie tylko. Portugalia w Biedronce

Wina z Lizbony i okolic. Jedno jest super

U mnie z małym opóźnieniem - ale jeszcze w Biedronkach znajdziecie - wina z okolic Lizbony. Na ich temat wzmianki już się pojawiły: to m.in. regularny dość gość Casa Santos Lima Alenquer Quinta das Setencostas oraz Colossal - o którym padło dużo już tu i ówdzie słów - w wersji białej i czerwonej. 


Companhia das Quintas Quinta de Pancas Branco 2017 (15,99 zł)
Companhia das Quintas Quinta de Pancas Branco 2017 (15,99 zł) - Portugalię w Biedronce można kupić dobrą za 16 zł. Choć ta sztuka raczej udaje się w przypadku win czerwonych. Tu nie jest tak dobrze. W aromacie są kwiaty, trawa, mydełko. Struktura za to dość poważna, gęsta. Całość jednak nie sprawia imponującego wrażenia. Warto dopłacić 4 zł i wziąć białego Colossala.

Casa Santos Lima Colossal Reserva Branco 2017 (19,99 zł)

Casa Santos Lima Colossal Reserva Branco 2017 (19,99 zł) - tu czuć mniej owocu (przeważa biały melon) i zdecydowanie więcej mineralności, wręcz kredy. W smaku bardzo wyraźna grejpfrutowa goryczka. Ogólnie sprawia wrażenie wina o wiele czystszego niż Pancas.

Casa Santos Lima Colossal Reserva 2016 Tinto VR Lisboa (19,99 zł)

Casa Santos Lima Colossal Reserva 2016 Tinto VR Lisboa (19,99 zł) - o to wino pytało mnie już kilka osób. Czy to prawda, że takie wspaniałe. Hmm... Jest czerwony owoc, nieco przykryty beczką i nieco przykurzony. Wino o ciemnej czerwonej treści, w strukturze wydaje się, że będzie ciężkie, ale to tylko pozory. Jest lekkie. Ale czy łatwe i przyjemne? Hmm... Uwielbiam beczkowe wina, ale tu czuć niestety coś w połowie drogi. Cena niewysoka, może idąc gdzieś do "nieznawców" bym się skusił i takie wino im przyniósł. Ale sam znalazłbym przyjemniejsze wina. Nawet w Biedronce, nawet w niższej - lub bardzo porównywalnej - cenie.
 
Casa Santos Lima Rerserva Do Monte 2016 (15,99 zł)
Casa Santos Lima Rerserva Do Monte 2016 (15,99 zł) - tu aromat jest bardzo ładny. Czuć czysty czarny owoc: dojrzałe jeżyny i jagody. Natomiast w smaku sprawia wrażenie bardzo, ale to bardzo lekkiego, o delikatnej i rozwodnionej strukturze. Tanina niewielka, kwas też.

Casa Santos Lima Palha Canas Reserva 2015 (39,90 zł)

Teraz debiutant w Biedronce - Casa Santos Lima Palha Canas Reserva 2015 (39,90 zł). O, to w końcu dobre wino!!! Jest gęste, mocne, skoncentrowane. W aromacie żurawina, jeżyny. Całość podbita bardzo drobnymi, ale wyczuwalnymi (zupełnie jak ziarenka żwiru pod stopą) garbnikami. To wino drogie jak na biedronkowe standardy, ale za to z wyraźnym charakterem, "z biglem" - bym powiedział. Największy hit tej oferty, który Colossala zmiata nie tyle machnięciem ogona, ile podmuchem z tego machnięcia!

Casa Santos Lima Alenquer Quinta das Setencostas 2015 (24,99 zł)
Casa Santos Lima Alenquer Quinta das Setencostas 2015 (24,99 zł) - W aromacie jagody. Ciemne i delikatne, pełne. Z lekką pieprzną nutką. W smaku wino łagodne, ale z wyraźnie zarysowaną kwasowością i przyprawą. W strukturze jednak zaskoczenie. Bo wydaje mi się, że (takie mam doświadczenie po poprzednich rocznikach), że w smaku jest z rocznika na rocznik delikatniej, spada koncentracja. Smak rocznika 2015 sprawia wrażenie postawionego między sokiem, a prawdziwym winem - takim kwasowym, dorodnym.


Wina do degustacji nadesłał importer - Jeronimo Martins Dystrybucja

niedziela, 4 listopada 2018

Wina z RPA szukają importera!

Afryka nie taka dzika!
Piękna promotorka win z RPA Ida Kymmer i bateria pustych butelek po winach, których... nie spróbowałem

Jako człowiek pracy innej niż branża winiarska (która ma szczęście - albo i nieszczęście degustować wina z rana, bo pracuje ciężko wieczorami) w wielkiej degustacji win z RPA nie zdołałem wziąć udziału, ale... w redakcji Fermentu mogłem zapoznać się z kilkoma winami, które zachowała niestrudzona ambasadorka win południowoafrykańskich Ida Kymmer. Ich producenci szukają w Polsce importera.



Ses'fikile Chenin Blanc / Rousanne 2017 - taka południowoafrykańska Prowansja. Ale zaskakująca! Wino lekko intensywne w aromacie, ładnie trawiaste. Wysoka i bardzo fajna kwasowość - a w strukturze bardzo oleiste i bogate. Bardzo fajne wino!

282 Elgin Ridge Sauvignon Blanc 2016 - wino z organicznej winnicy położonej 282 m nad poziomem morza (stąd nazwa). Tu nie stosuje się chemikaliów. Wino jest poważne i ciężkie, solidne. Jest tu więcej owocu (brzoskwinie) i mineralności niż delikatnej trawiastości. Za kwasowość jest bardzo przyjemna i spora!



Holden Manz Barrel Fermented 2017 Avant Garden Collection - to pozycja nie tylko dla zwolenników beczki w białym winie. Bo owszem, beczkowe i maślane, ale nie jakoś przesadnie. I struktura o dziwo lekka! Jest w aromacie sporo grejpfrutów i mandarynek, w finiszu lekka goryczka i spora kwasowość, ale całość nie jest "przewalona" w żadną ze stron. Bardzo dobre wino nie tylko do gastronomii!



Holden Manz Rose 2017 - To wino z Syrah (35 proc.), Grenache (26 proc.), Cabernet Sauvignon (21 proc.), Cabernet Franc (12 proc.) i Cinsault (6 proc.). Ma lekki prowansalski kolor i leciutkie bąbelki po otwarciu. W aromacie na pierwszy plan wybijają się ostre leśne poziomki, jeszcze niedojrzałe, blade... Bardzo wyraźna kwasowość i na szczęście zero landrynkowości (coś ok. 1,2 g cukru na litr). Ja bym pił szklankami do krewetek!

Ses'fikile Shiraz/Cinsault 2016 - zadziwiająco delikatne wino czerwone spod znaku stalowości. Jeśli szukacie tu mocy Shiraza, to raczej znajdziecie delikatność w stylu Pinot Noir. Tanina ładna i równa, choć nieco szorstka. Ale wino całkiem fajne.



Holden Manz Vernissage 2014 - Shiraz, Merlot, Cabernet Sauvignon - w tej kolejności na kontretykiecie, ale ja wyczułem większą dominację ciepłego Caberneta (i w fiszce technicznej na stronie www producenta rzeczywiście CS dominuje). Jest w aromacie czarna porzeczka, jest wiśnia. W smaku bardzo ładna pieprzność, moc - choć struktura wąska, żyletkowa. Do mięs mocno pieprznych bym pił!



Cape Five Reserve Cabernet Sauvignon 2017 - tu klasyczny nos CS. Jest owoc i pieprzność. Poza tym w strukturze lekkie, "potoczyste" i bardzo pięknie kwasowe. Jest lekkość i "uszczypliwość". Bardzo fajne wino bez zadęcia!



Holden Manz Cabernet Sauvignon 2013 - to dopiero jest Cab! Wiśniowo-porzeczkowy, dżemowy, mocny! Z dodatkiem zdecydowanej lukrecji, mięty, może eukaliptusa. Mocne, ale zarazem lekkie - o bardzo wysokiej (6 g/l) kwasowości! To jest super wino - chyba najlepsze z całej degustacji.



Holden Manz Shiraz 2012 - to jedno z takich win, za które dałbym się pokroić. Bo jest poważne ciemne i likierowe. Ma 14,5 proc. alkoholu i to czuć. Było 18 miesięcy w beczkach z francuskiego dębu (ale tylko 20 proc. wina w nowych!) - ma ładną kwasowość, wciąż pełną i bogatą mimo upływu sześciu lat! Aromaty raczej dżemowe, mocny smażony owoc, z tłem anyżkowym, miętowym może także cynamonowym... Po chwili napowietrzania staje się dzikie, pyszne!



Momberg Middelvlei Rooster Merlot 2017 - to mocno owocowe wino, choć lekkie, z niezbyt rozbudowaną strukturą i z małymi garbnikami. Za to kwasowość wzorowa - trzyma wszystko świetnie w ryzach. Raczej do jedzenia niż do kontemplacji.



Fort Simon Michele D'Or Merlot Cabernet Sauvignon 2014 - w nosie czuć niezbyt finezyjne aromaty, ale za to jaka kwasowość!!! Jest coś bardzo przyjemnego i bardzo tanicznego, nieokrzesanego w tym winie. Do steków stanowczo!



niedziela, 21 października 2018

Gruzja w Polsce nieznana

"Książęce wina" w Winsky

Cała paleta win Prince Alexander Chavchavadze Tsinandali Estate

Można by o nim nakręcić niejeden dobry film - jak walczył, zakochał się, pisał wiersze, założył winnicę, zginął... Gruziński książę Aleksander Czawczawadze to w Gruzji legenda. Patriota (choć rosyjski generał), romantyk, poeta, administrator i jeden z ojców, a może raczej wskrzesicieli ojczystego winiarstwa. Winnica przywołująca jego imię w nazwie - Prince Alexander Chavchavadze Tsinandali Estate - działa do dziś, choć win w Polsce nie uświadczymy. A trochę szkoda. Miałem je za to przyjemność zdegustować razem z innymi winomaniakami w modnym Winsky Wine&Whisky Bar nad Wisłą. Jak smakują?

Prince Alexander Chavchavadze Tsinandali Estate Tsinandali 2015

Tsinandali 2015 - z gron Rkatsiteli (70 proc.) i Mtswane (30 proc.). Mocno mineralne w ustach, a w aromacie z lekkim, wietrznym utlenieniem i woskowatością. Struktura całkiem przyjemna, nie za wodniste. Z pozoru czuć małą kwasowość, tylko pewien świeży anyżek. Po chwili jednak ujawnia się ładna kwasowość - wrzyna się w podniebienie. Jest tu tu jednak więcej mineralności niż owocu. Jak na białe dość sporo alkoholu - bo 13.5 proc.! Wino jednak całkiem dobre!

Prince Alexander Chavchavadze Tsinandali Estate Rkatsiteli Qvevri 2015

Gruzja słynie z win pomarańczowych - czyli białych, macerowanych bardzo długo na skórkach w kvevri (gliniane amfory zakopane w ziemi), co daje napojowi i mocno złotą (czasem pomarańczową) barwę, i sporo tanin pochodzących z tego, co zazwyczaj w białym winie jest odrzucane jak najszybciej - skórek i szypułek. Bo do kvevri wrzuca się wszystko i wino "samo się robi"! Rkatsiteli Kvevri 2015 jest takim winem pomarańczowym, ale nie do końca. Widać, że przeszło filtrowanie lub porządne klarowanie, zostaje nam na szczęście złoto w kieliszku i charakterystyczna nuta herbaty w pierwszym ataku na nos. Zwykle wina pomarańczowe to dzikie potwory. Tu jest spokojne i grzecznie, bez dzikości. Jest spore ciałko, czuć garbnik, z łodyżkową goryczką. Mógłbym pić zamiast wielu białych win!

Saperavi Rosé 2016

Saperavi Rosé 2016 - to zadziwiające, że grona Saperavi, które dają potężna czerwone wina, w obliczu różu tak więdną... Tu podjęto próbę wykonania rose. Z soku, który w naturalny sposób jest czerwony. Tyle, że wdziera się tu jakaś nuda - trochę cukru, trochę szmatki. Jest trochę garbnika, jest mocny kolor. Całość nie powala na kolana - ale to może ta nasza butelka była wadliwa?
 

Saperavi 2015

Jak w takim razie czuje się czyste, czerwone już w pełni, Saperavi 2015? Jest o dziwo lekkie jak na czerwień (13.5 proc. alkoholu). Pachnie nie żadną dżemoladą, ale lekką maliną i wiśnią z pestką z kompotu babci. Jest lekkie bardzo i przywołuje na myśl rustykalne, nieco nieuładzone wina. Trzy słowa klucze: malinka, lekkość, rustykalność!

Prince Alexander Chavchavadze Tsinandali Estate Saperavi 2014 
 

Saperavi 2014 to wino, które w nowej beczce z francuskiego dębu spędziło 14 miesięcy. W aromacie głęboka wiśnia, nieco ziemistości, skóra, leśna ściółka... Jest bardzo francuskie w charakterze i bardzo przypomina okazy z Bordeaux. To bardzo dobre wino do poważnych steków i innych ciemnych mięsnych okazów!
 

Saperavi Tsinandali Red Semi Sweet
 

Na deser coś, co Polacy uwielbiają - słodkość na czerwono. Półsłodkie Saperavi Tsinandali. Tu o dziwo nie słodki potworek, ale fajne wino nieco przypominające Porto. Jest wysoka tanina, jest głęboki owoc. Alkoholu mało - 11,5 proc. Na szczęście i owoc, i cukier, i kwasowość się tu ładnie zintegrowały i całość nie straszy. Takie słodziaki mogę pić!


A tak wina widział Jerzy z Winne Okolice

 

poniedziałek, 15 października 2018

Nowości w Winnice.eu

Dzieje się w Winnice.eu!

Pierwsze minuty degustacji w Winnice.eu

Zaledwie w maju siedzibę prężnego - i niedrogiego (co tak cenne w tych czasach) - importera Winnice.eu odwiedziła Sandrine Delgado z winiarskiej spółdzielni w Ardéche, to we wrześniu przyjechała, by zaprezentować kilka nowości! Choć także mieliśmy okazję spróbować i innych okazów, już obecnych od dawna na półkach importera - gdzie winnych zakupów można dokonać po prostu "wchodząc z ulicy".

Vignerons Ardéchois Sparkling Chardonnay

Vignerons Ardéchois Sparkling Chardonnay (ceny nie pamiętam, ups) to wino musujące wytwarzane metodą tradycyjną - zupełnie jak prawdziwy szampan! Wciąż świeże, choć już nie tak mocno owocowy jak można byłoby to sobie wyobrazić, z lekko gorzkim, grejpfrutowym zabarwieniem smakowym. Ciało średnie, ale całość sprawia dobre, świeże wrażenie.

Vignerons Ardéchois Orelie Blanc 2016 (25 zł)

Vignerons Ardéchois Orelie Blanc 2016 (25 zł) ma po dwóch latach więcej wyczuwalnego Chardonnay niż Sauvignon Blanc, które się wybijało, gdy było młode. Powiecie, że wina białe dobre, gdy młode - tu wciąż jest żywy pierwiastek!

Vignerons Ardéchois Amandier Chardonnay Terre d'Ardéche 2017 (39,90 zł)

Nowość to Vignerons Ardéchois Amandier Chardonnay Terre d'Ardéche 2017 (39,90 zł) - wino białe, wytrawne - lekko migdałowe w charakterze. Lekkie w strukturze,  przywodzi na myśl Macabeo ale o lżejszym ciele. I mniejszej soli. Ma lekko maślany charakter. Sandrine deklaruje, że spokojnie przetrwa nawet do 5 lat i nie ma powodu, by jej nie wierzyć. Rocznik 2017 został zabutelkowany w sierpniu, więc całość jest bardzo świeża, może wręcz nieuładzona. Winogrona zostały zebrane z jednej, 17-hektarowej parceli.

Vignerons Ardéchois Eglantier Viognier Terre d'Ardéche 2017 (39,90 zł)

Eglantier Viognier Terre d'Ardéche 2017 (też 39,90 zł) to wino o jeszcze wyższej świeżości. Gdyby ktoś zmusił mnie do opisania jednym słowem - rzekłbym: potoczyste. Jak woda ze strumienia o wysokiej świeżości, z domieszką białych owoców. Całość jest bardzo ładnie kwasowa, atakuje podniebienie z całą mocą. Bardzo drobna, imponująca aksamitem faktura.

Douceurs d'Aurélie 2017 Vendange Tardives (49 zł)

I wisienka na torcie degustacji - Douceurs d'Aurélie 2017 (Vendange Tardives) - tak, tak. Polska nazwa jest właśnie taka: słodkości Aurelii! W środku trzy słodkości - Viognier, Sauvignon Blanc i Muscat (odrobina). Ale to właśnie ten ostatni szczep o różanym charakterze przejął kontrolę nad aromatem. Jest wyczuwalny w nosie, a w smaku czuć mięsistość Viogniera oczywiście. W smaku można wyczuć soczystego ananasa i lekką pigwę. Wino kosztuje 49 zł i jest to pierwsze słodkie wino w ofercie importera!




Wina próbowałem na publicznej degustacji w Winnice.eu!