poniedziałek, 6 stycznia 2020

Śniegu nie ma, ale wino na zimę jest: rioja! Wzorcowa!

Marqués de Riscal Reserva 2015

W wersji mrocznej...

Przyznam się, że z odejściem ciepłej jesieni porzuciłem niemal całkowicie białe wina. No, było tam może jakieś lodowe i oczywiście bąbelki na powitanie Nowego Roku (ale nie szampan), ale to się nie liczy. Moim ulubionym winem tego sezonu stała się rioja. Czerwona.

To hiszpański klasyk, który na Półwyspie Iberyjskim jest elementem tradycji, a i w Polsce cieszy się sporym zainteresowaniem (no, niestety, po Primitivo). Czerwona Rioja powstaje głównie z gron tempranillo, ale też dochodzą czasem inne szczepy: graciano, mazuelo, garnacha tinta. 

Ostatnio poluzowano wymogi dotyczące Riojy - co pociągnie za sobą pewne znaczące zmiany. Jedną z nich jest możliwość produkowania win z małych parcel, "terroirystycznych", w uproszczeniu mówiąc: oryginalnych, nie posiadających tak mocnego wspólnego mianownika jak tradycyjne wino.

Ale wątpię, by zalały nas zaraz indywidualistyczne okazy. Oczywiście żałuję i czekam na te chwile. Ale na razie jestem skazany na bardziej anonimowe okazy polskich importerów. Choć teraz sporo radości przyniósł mi jeden z rojańskich wzorców metra - Marqués de Riscal Reserva 2015. Tę butelkę przywiozła z wakacji w Hiszpanii córka.

Jest tu to wszystko, za co Rioję uwielbiam - za tę ogromną zdolność ewolucji, która pozwala odsłonić różne oblicza, a nie prowadzi (jak w przypadku wielu win) na manowce i w pustkę. 

Otwieram i jest najpierw to, z czego czasem drwią miłośnicy win robionych w li tylko w stalowych baniakach: słodkawy atak, aromat wanilii i lukrecji, przysłaniające nieco owoc (dwa lata w beczce z dębu amerykańskiego, potem rok w butelce). Ale po dwóch kwadransach mamy pierwszy zwrot: wychodzi piękna wiśnia, lekka czarna porzeczka, z nutą balsamiczną, z dużą jeszcze kwasowością, ale już gładką - zeszlifowaną niczym powierzchnia głowicy magnetofonowej - taniną: drobną jak talk. Nazajutrz, w "winie dnia drugiego", pozostają już tylko nuty przywodzące na myśl krzepkie, może jeszcze za świeże bordoszczaki - do czerwonej lekkiej wiśni dochodzi szczypta papryki, pieprzu, kwasowość wciąż trzyma to wino mocno w garści.

Oczywiście, pamiętajcie, Rioja niejedno ma imię - w polskich sklepach do 30 zł zazwyczaj można dostać albo bezsmakowce, albo przebeczkowane potworki (lubię beczkę, często mocną, ale bez przesady). Za Marqués de Riscal Reserva 2015 trzeba dać w Polsce ponad 100 zł, importerem jest Vininova.


...i w wersji jasnej

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Musiaki w Wine Me. Szampan szampanem, ale Anglia!

Szampan szampanem, ale ta Anglia!



W nowym Wine Me na warszawskim Muranowie miałem ostatnio przyjemność posmakować - jakże to na czasie przed Sylwestrem - win musujących. Nie tylko "szampanów" - choć tych honoru bronił jeden przedstawiciel. Spotkanie prowadził, i o winach zajmująco opowiadał, pierwszy polski Master Sommelier Adam Pawłowski.

Trochę było też o zmianach klimatycznych - bo według starych akademickich przekonań to Szampania jest jednym z najbardziej na północ wysuniętych regionów winiarskich świata, stąd wina ostre, "żyletkowe", kwasowe. A tu proszę, w panelu zagościły wina wyprodukowane jeszcze bardziej na północ - angielski Henners z Sussex i polski Gost Art z lubuskiego. Ale było tez wino z Włoch i południowej półkuli...




Prosecco to niewątpliwie musujący król polskich stołów, a raczej majówkowych koszyków i stolików działkowych. Najtańsze kupimy już za ok. 10-12 zł, najdroższe za ponad 100 zł. Z reguły owocowe, lekkie, czasem mocno perliste... Ale Malibràn Valdobbiàdene Prosecco Superiore Sottoriva Frizzante 2018 stoi w opozycji do tego obrazu. Oto wino mętne, niefiltrowane, lekko tylko musujące, zamykane kapslem, o aromacie białych kwiatów, ale i jabłek, i grejpfrutów. W smaku bardzo wytrawne, nawet wręcz słone. Bardzo gastronomiczne - ślinianki pracują intensywnie - wybitnie na aperitif! Kupicie za ok. 60 zł.



I teraz prawdziwy szampan - Pierre Gerbais Champagne 2016. Producent ma zaledwie (a może aż, bo Szampania to winny region o b. drogiej ziemi) kilkanaście hektarów nasadzeń. Co w butelce? Wino, które dojrzewało 30 miesięcy na osadzie. W składzie 50 proc. Pinot Noir, 25 proc. Pinot Blanc i 25 proc. Chardonnay. Jest w aromacie szczupłe, czyste, cytrusowe. Mocno pieniące. Ale bąbelki raczej z tych mikroskopijnych. Na podniebieniu eksplodują bardzo mocno. Bardzo dobre wino, znakomite na sylwestrowe toasty!

 


A gdyby tak zerwać z klasyką i sięgnąć po wino z Anglii? Henners Brut z Sussex to wino musujące zrobione z gron Chardonnay, Pinot Blanc i Pinot Meunier. Dojrzewały w butelce 5 lat. Producent ma zaledwie cztery hektary, ale zrobił z nich świetny użytek. Ileż tu się dzieje! Wino ma przepiękny złoty kolor. Jest nieco petrolu, przywodzącego na myśl Rieslinga, jest mnóstwo mineralności, ale też dojrzałej głębi. Jest delikatna, a jednocześnie zdecydowana kwasowość, palone masło, brioszka, miód, wosk... Znakomite wino!!! Ogromne zaskoczenie, bo o angielskich winach słyszałem, że szczupłe, że przypominają szampany... A tu ogromne objawienie! Cena niestety wysoka - ok. 200 zł, ale warto choć raz w życiu zdobyć się na taki wydatek.

 


Często gdy szukam bąbelków w rozsądnej cenie, sięgam po Cavę. Hiszpańskie wina musujące mają to coś, czego nie ma prosecco - ostrość, czasem mocno drożdżowy charakter, większą dawkę goryczy, dają większe orzeźwienie. Taki przynajmniej typ Cavy uwielbiam. Ale Celler de Les Sur Bruant 2017 ze szczepu Xarello jest trochę na innym biegunie. To, co wybija się na pierwszy rzut nosa to ogromny ładunek zielonego jabłuszka. Jest też lekka kwiatowość, ale to jabłuszko jest takie sugestywne...

 



Czas na Polskę! Gost Art (próbowaliśmy rocznika 2018) to wino produkowane przez pół-Francuza, pół-Polaka Guillaume'a Dubois koło wsi Gostchorze w Lubuskim. W środku 80 proc. Rieslinga, reszta to Pinot Blanc i Pinot Gris. Cukru troszkę jest, ale nie dominuje, wciąż mamy do czynienia z wersją Brut czyli mocno wytrawną. W aromacie fajny - brzoskwiniowo grejpfrutowy. W strukturze wyrazisty, o średniej i przyjemnej kwasowości. Maleńkie bąbelki, ale za to wariackie! Bardzo dobre wino, które nie odbiega poziomem od innych europejskich produkcji!

 



A jak musiak z południowej półkuli? Graham Beck Blanc de Blanc 2014 z RPA był częściowo w beczce. Cztery lata. Tu tylko Chardonnay, ale świetne! To wino wytrawne, ale pachnie słodyczą, palonym popcornem, pieczonym jabłkiem, karmelkiem. Jest pełne, oleiste, mocne. Ma nogi. Czuję, jakbym smakował pysznej szarlotki, ciasteczkowej, pięknej!


Spotkanie poprowadził Adam Pawłowski (w środku), pierwszy polski Master Sommelier

Jeśli szukacie super doznań wywołanych bąbelkami, radzę porzucić utarte szlaki. Jeśli prosecco - to wersja mętna Malibran będzie znakomita. Nie bójcie się Polski, ale przede wszystkim spróbujcie Anglii!!!

Musiaków próbowałem na zaproszenie Wine Me

wtorek, 10 grudnia 2019

Wina z Noblowskiego Bankietu: Taittinger, Lunadoro i Jurtschitsch!

Pochwała prostoty: szampan, sangiovese 
i wino lodowe

Jedna z kartek menu Bankietu Noblowskiego

Jeśli dziś wtorek, to Bankiet Noblowski! Wczesnym wieczorem rozpoczął się w sztokholmskim ratuszu. To kolejna wielka gala dla uczczenia tegorocznych laureatów nagrody, wśród których jest nasza Polka - Olga Tokarczuk (nagroda literacka za 2018 r.). 

Bankiet to wielka gala na 65 stołów, za którymi zasiadają znakomici goście - próbują (a najpewniej w chwili gdy piszę te słowa - dojadają deser) dań przygotowanych przez Sebastiana Gibranda i mistrza cukierników Daniela Roosa. Jest elegancko, zastawa jest ze złotymi zdobieniami i wizerunkiem Alfreda Nobla.

Jak przystało na tak elegancką okazję, dania są wyszukane, a wina dobrane do nich zapewne mistrzowsko, ale zarazem klasycznie i prosto!


Bo oto do do ikry małej sielawy z Zatoki Botnickiej (północna Szwecja) z ogórkiem z sosem chrzanowym podawano szampana Taittinger Les Folies de la Marquetterie N.V. Ok. 50 funtów za butelkę, ale jak piszą znawcy - ten szampan świetnie się sprawdzi nawet do wędzonych ryb. Zresztą, to akurat wino bardzo uniwersalne!

Co było głównym daniem? Kaczka faszerowana czarnymi kurkami i macierzanką, ziemniaki z karmelizowanym czosnkiem, marynowanym na złoto pikantnym buraczkiem, podawana z włoską kapustą, wędzonym twardnikiem japońskim (grzyby shiitake), pieczoną cebulką i świerkowym olejem. 

A do niej podano Vino Nobile di Montepulciano - Lunadoro 2015 Pagliareto. Podobno bardzo dobre (nie próbowałem niestety, ale wierzę na słowo) - 92 pkt. Wine Spectator, 3 kieliszki Gambero Rosso. Czyste sangiovese - również klasyka do mięsa. To wino także nie kosztuje fortuny. Butelkę można kupić we Włoszech za ok. 20 euro!



Bankietowe menu wieńczy deser zrobiony według zasad kuchni molekularnej: malinowy mus, z musem czekoladowym, malinowym kisielem i sorbetem. Do tego wino z Austrii - Weingut Jurtschitsch Grüner Veltliner Eiswein 2017. Tylko 9,5 proc. alkoholu, ale aż 207 g/l cukru resztkowego. Wino z pewnością pięknie aromatyczne i długowieczne, a do tego także niedrogie - bo za ok. 10-15 euro za butelkę. I jak tu nie mówić, że tanie może być także wytworne? Po prostu noblowskie! 

 
Za zdjęcia menu dziękuję Danielowi Zyśkowi, korespondentowi Polskiej Agencji Prasowej, który relacjonował wydarzenia noblowskie


poniedziałek, 9 grudnia 2019

Gdzie na wino w Warszawie: Wine Me

Wine Me z pasji. Korkowego nie będzie!

Załoga Wine Me w dwa tygodnie po otwarciu

Okna mojego mieszkania wychodzą na wolską część Muranowa. W pogodny, i oczywiście zawsze w mroźny dzień widzę, jak samoloty wznoszą się gdzieś tam w kierunku lepszego świata. W perspektywie - gdzieś bliżej niż samoloty - jest pętla autobusowa Esperanto kończąca ul. Anielewicza, a w pobliżu kilka nowych apartamentowców przy Dzielnej - w jednym z nich (nr 64) nowy winny lokal Wine Me! To sklep, a niedługo winebar!



Trwa degustacja wybranych win z oferty jednego z importerów

Winny przybytek powstał - jak to zwykle bywa - z miłości do wina Mateusza i Agaty Rokity. - Lubimy wino, lubimy je odkrywać i to, co było wokół przestało nam wystarczać - mówi Agata. - Jest ono czymś, za czym stoi człowiek, konkretna historia, jest osadzone w czasie i konkretnej przestrzeni. Zaczęło się, że próbowaliśmy różnych win, ale nie wiedzieliśmy co mamy kupić, jak wybrać... Pomyśleliśmy, że zrobimy sklep dla takich ludzi jak my!

Najpierw był biznesowy pomysł na abonament - wysyłkę win w kartonie wraz z ulotką, wyjaśnieniem aromatów, swoistą "instrukcją obsługi" łączenia wina z potrawami. Pomysł dobry - płacisz 119 zł za karton, dostajesz kilka win. Najpierw wybierasz jeden z trzech typów, możesz wymienić... Zresztą, wszystko jest opisane wyczerpująco na stronie Wine Me.

Jest trochę bąbelków - akurat na grudzień!

Właściciele przewrotnie mówią, że to nie jest sklep dla "miłośników wina" - trochę skrót myślowy, ale dla mnie zrozumiały: nie dla tych, którzy się pasjonują ideą win biologicznych (choć jest tu Wieliczka!), nie dla tych, którzy przedkładają wina pomarańczowe (choć jest qvevri) czy dla zadurzonych w Douro (choć Douro jest całkiem spory wybór)... Ale dla tych, którzy lubią wino i chcą je odkrywać!

Jest i Portugalia!

- Wina mają być zróżnicowane. Dążymy do tego, by było do 300 etykiet - mówi Mateusz. - Nie chcemy się wiązać z jednym importerem, ale mamy w ofercie wina od ponad 30 importerów. Czasem po jednej butelce od jednego. To rodzi problemy logistyczne, ale chcemy panować nad ofertą - uśmiecha się Mateusz.


Jest coś dla miłośników win węgierskich i to poniżej 100 zł!

Sklep z barową wyspą ma ok. 70 mkw. Nie ma kuchennego zaplecza, ale będzie można napić się wina z selekcją serów, droższe wina będą na kieliszki (ech, ten Coravin). I nie będzie korkowego - zapewnia Agata!!! Wina selekcjonowała Monika Bielka-Vescovi i Mariusz Napora. 


Co można kupić/spróbować? Jest tu mnóstwo win. Ja spróbowałem kilka - m.in. Kate Wine Qvevri rkatsiteli 2017. Biała Gruzja z qvevri. Wino pomarańczowe, herbaciane. Lekko miodowe, o delikatnej taninie. Ale z ciekawym charakterem. - 85 zł


Kto celuje w lekką czerwień, może spróbować Dissenay Pinot Noir 2018 Pays d'Oc z oferty Wineonline. Czuć wiśnię, lekką, słodką, krągłą, nieskomplikowaną, gładką na podniebieniu. Ok. 60 zł




Kto chce poważnej czerwieni (będzie za ok. 80 zł), może skusi się na Centanni Montefloris. Montepulciano z Marchii. W aromacie grzyby i mokry las, ale w smaku jest świeże i bardzo ostre, kwasowe. Świetne wino dla osób, które miłośnikami win nie są, ale na pewno nimi zostaną!!!

niedziela, 3 listopada 2019

Europa na winnych szlakach. Od winnicy do winnicy

Tomasza winne opowieści

Tomasz Prange-Barczyński ze swoją książką i Ewa Wieleżyńska, naczelna "Fermentu"

Są winopisarze, których proza emanuje nie tylko winem, ile różnymi materiami, zaszytymi w DNA winnej gawędy. U pana Marka to czas, przemijanie, zaskoczenie; u pani Ewy - to delikatność, zdziwienie i walka o godność; u Tomasza to swoisty notatnik - łatwy do przyswojenia - łączący wspomnienie ulotnej chwili, wrażenie wywołane winem czy potrawą, zadziwienie i praktyczne porady. Nad tym wszystkim stoi oczywiście ciekawość człowieka, który za tym winem stoi. I o tym właśnie Tomasz Prange-Barczyński napisał książkę wydaną przez wydawnictwo Pascal: Europa na winnych szlakach. Od winnicy do winnicy.

Jest co czytać w jesienne wieczory

To czytające się jednym tchem 22 gawędy - o krainach, winach i ludziach, które za nimi stoją. Nieprzeładowane na szczęście technicznymi szczegółami, bo kogo w sumie (poza praktykami) interesuje miareczkowanie drożdży, wyliczanie proporcji siarczanów czy techniki zatapiania nowych beczek... Jeśli u Tomasza jest o terroir, to raczej w kontekście smakowania wina na miejscu, wraz z lokalnymi potrawami. I o głodzie - nowych pozycji w menu, nowych smaków, nowych wrażeń... 


Autor podpisuje książki. Dedykacje w starym, dobrym stylu: z datą i miejscem!

O tym głodzie opowiadał, w salce degustacyjnej Mielżyńskiego na Burakowskiej, sam autor. Przytaczając swoje doświadczenia z pierwszych w życiu spotkań z winem i winiarzami, o przygodzie z Beaujolais Nouveau, o nadziejach i kolejnych wyprawach, które okazują się wraz z mijającymi latami wstępem do nowych historii, o których pewnie kiedyś jeszcze poczytamy. Oby!


Rydze z mamałygą. Pyszne danie z kuchni Roberta Mielżyńskiego 

Po dyskusji o książce miałem przyjemność uczestniczyć w lunchu, na którym podano niektóre z etykiet, które Tomasz opisywał, w towarzystwie wspaniałych dań z kuchni Roberta Mielżyńskiego. Rydze z mamałygą do rieslinga to jest to!

 Gnocchi w dyniowym kremie! Super!

Do gnocchi na sosie dyniowym natomiast świetnie pasowało wino, po które Robert Mielżyński sięgnął "nadprogramowo" - austriackie Chardonnay Velich Darscho 2015. 


Velich Darscho 2015. Cudowne wino!

Złoto w kielichu wskazywało na to, że oto dostaniemy coś skoncentrowanego. Tak i nie! Z jednej strony znakomite świeże wino, z drugiej - rzeczywiście mocarne, pełne, krągłe. Ale zarazem ostre w swej wybitnie wysokiej kwasowości. Świetnie uzupełniające smak podanych potraw!

W spotkaniu uczestniczyłem na zaproszenie Tomasza Prange-Barczyńskiego i Roberta Mielżyńskiego.

sobota, 2 listopada 2019

Czy można białe wino trzymać 6 lat? Myrtusa można!

Myrtus Furmint Szaraz 2013



O węgierskich tokajach Myrtus opowiedział mi Andrzej Wojciechowski, wyjątkowy pasjonat węgrzynów (od niedawna prowadzi blog Smaki Tokaju). Że nieodkryte, że gładkie, dobre, "niespopolitowane". Kupił, przysłał. Rzeczywiście. Miał rację: gdzieś zawieszone w pół drogi między winem świeżym, a lekko utlenionym; wydało się zrazu świeże i kwasowe. Ale uwielbiam eksperymenty. Potrzymać, przechować, sprawdzić po kilku latach...

Gdy dwa lata temu jechaliśmy w grupie blogerów do Tokaju, Myrtusa otworzył jeszcze na polskiej ziemi Jerzy. Wydał się... nieco odległy od wyobrażeń o czystym furmincie. Jakby lekko przykurzony, zamglony... To nie była trzynastka.

Trzynastkę otworzyłem kilkanaście dni temu. Białe wino mające sześć lat! Mnóstwo "zwykłych" win znawcy radzą wypić jak najszybciej - w roku produkcji, następnym. No, może jeszcze w kolejnym. Ale sześć lat?! 

Z Myrtusem nie ma problemu. Stało się lekko oleiste, pełne, jabłkowo-gruszkowo (z bardzo małą nutką wosku), ale... jest czyste, wciąż kwasowe. Może nie tak szkliste jak niemieckie rieslingi, ale to naprawdę świetny tokaj wytrawnym wydaniu. Jeśli spotkacie, bierzcie śmiało!


  

wtorek, 17 września 2019

Winne wspaniałości ze Strasbourga. Vins d'un Cantalou à Strasbourg

Un Cantalou à Strasbourg

Ludzi nie ma na zdjęciu tylko dlatego, że bar jest już zamykany. O północy w powszedni dzień!

Niedawna służbowa wizyta w Alzacji była dla mnie okazją do spaceru po pięknym Strasbourgu. I oczywiście okazją do zauważenia - trochę przypadkiem - jednego z najlepszych (przynajmniej według internetowych przewodników) winebarów w tym mieście - Un Cantalou à Strasbourg.

Kilka stolików przed lokalem, w środku także. Wina sprzedawane na butelki, ale także i na kieliszki z enomatików na kartę - zupełnie jak w nieodżałowanym Win'sky w naszej Warszawie. Można próbować w trzech różnych pojemnościach: 30, 60 i 100 ml. Oczywiście z kieliszków drogich i luksusowych - Riedla! 

Po niedawnej mojej wizycie w jednym z krakowskich winebarów, który nie zachwycił ofertą wina na kieliszki, godzina z okładem spędzona w Un Cantalou była jak objawienie. Choć próbowałem tylko i wyłącznie win już załadowanych przez obsługę baru. Opisuję kilka najlepszych win z Alzacji, choć dla porównania spróbowałem także i coś z Burgundii. Ale wiadomo, co Alzacja, to Alzacja! No, dobrze, dodam jeszcze perełkę z Niemiec. Tylko dlatego, że jest to szczep, który w tanim wydaniu nie robi na mnie absolutnie żadnego wrażenia. Ale po kolei...


Domaine Loew Riesling Grand Cru Altenberg de Bergbieten 2017
2,70 euro za 30 ml. Złoty riesling - pełny w smaku i aromacie. Czuć lekkie utlenienie, ale jednocześnie na języku rozrabia bardzo wysoka kwasowość. Jest poza tym akcent rustykalny - trochę słomy i siana, trawy. Taki trawiasty sierpień, a nie zimowy magazyn szkła (jak to w przypadku wielu rieslingów znad Renu). To wino jest lekkie i pełne powietrza, choć ma też sporo ciała.


Josmeyer Grand Cru Hengst Riesling 2014. Ceny nie zanotowałem, ale coś koło 4 euro za 30 ml. W aromacie także zielono-trawiasto-tropikalny. Szparagi i trawa. W smaku bardzo wyraźne nawiązanie do gorzkiego grejpfruta i nieco ciała. Wolałbym poprzednika, choć ten ma wyraźnie więcej świeżości.


Florian et Mathilde Beck-Hartweg Cuvee Lily Grand Cru Frankstein 2017
To wino biologiczne, niefiltrowane. W zasadzie biała reprezentacja Alzacji w środku: Riesling (30 proc.), Pinot Gris (30 proc.), Gewurztraminer (20 proc.) i Pinot Blanc (20 proc.). Fajne. W wyglądzie jak lemoniada. Mętne. W smaku zadziwiająco pełne. Ale i czyste. Biały melon, jabłko, grejpfrut (ten dojrzały). Nazwane Cuvee Lily na cześć córki winiarzy. To częsta praktyka - że wspomnieć TiTi Tibora Gala. I tak się złożyło, że... Florian i Matylda Hartwig byli właśnie na zewnątrz baru. Udało mi się z nimi porozmawiać i namówić do zdjęcia. Oczywiście wraz z samą Lily!

Florian, Lily (w chuście) i Matylda Hartwig ze swoim winem

Najlepszy z rieslingów - Kientzler Riesling Grand Cru Geisberg 2016. Tylko 4,20 euro za 30 ml. Mistrzowski, mega kwasowy riesling jako diament w pierścionku zaręczynowym miejscowej księżniczki. Żadnej miękkiej gry. Żadnej trawiastości. Mega kwasowość. Czystość i szkielet wina. Zaledwie trzyletnie, ale sądzę, że po 20 latach będzie świetne. W Londynie za równowartość 200 zł butelka.


Teraz trochę z innej beczki - czyli alzacka czerwień. Domaine Albert Mann Alsace Pinot Noir "Clos de la Faille" 2012. 8,50 euro za 30 ml. Internet wskazuje, że wino do Polski sprowadza Winoteka13, ale w ofercie brak. Bardzo, ale to bardzo dobre wino. W aromacie jest anyżek, cukier, jest lekko palony karmel. Po chwili dopiero wychodzi waniliowa beczka. Może jest jej pozornie za dużo, ale wino zrobione wspaniale! Bo oto po chwili pojawia się też rustykalna stajenka. W smaku wytrawna, lekko drzewna tanina.


Teraz wino, przy którym odpadłem. Veronique & Thomas Mure Clos Saint Landelin Pinot Noir 2012. Według portalu Winesearcher kosztuje ok. 138 zł. Ale doznania oferuje jak za 5 razy więcej! Są w aromacie truskawki i śliwki. I balsamico. Wino w barwie już brązowe. Jak brunello. Kwasowość dojmująco szkieletowa - punktowo wbijająca się w kubki smakowe mojego podniebienia. Jest też lekka obórka. Jest tanina akuratna. Jest głębia. Wszystko ułożone w punkt!!! To Kontemplacyjne wino. To takie Pinot Noir, które pokazuje prawdziwą klasę tego szczepu.



I teraz czas na wisienkę na torcie. Na niemieckiego Spatburgundera. Czyli Pinot Noir, tyle że w niemieckiej wersji. Zazwyczaj te wina dostępne w Polsce za znośne pieniądze (do 100 zł) są dla mnie niepojętym fenomenem. Ludzie się nimi zachwycają, a ja wącham, piję i działa to na mnie jak marihuana. Czyli wcale. Ale Weingut Friedrich Becker Rechtenbacher Spatburgunder 2013 uderzył we mnie jak Gołota tego tam (nie pamiętam) w krocze. 14 euro za 100 ml. Dużo, ale wrażenia nieziemskie. Nie-niemieckie. Z początku truskawka i tanina. Przyjemna i lekka. Ale potem cała feeria aromatów: boczek, anyżek, skóra, mech, biblioteczka w starym domu... Kontemplacyjne wino, jakiego nigdy pewnie nie spotkacie!



I żałujcie! No, chyba że odwiedzicie Un Cantalou à Strasbourg. W samym sercu miasta. 

 Ech, ta piękna Alzacja...