środa, 1 marca 2017

Sopot, Toro Albala i Festus - Podróż trochę sentymentalna

Podróż trochę sentymentalna czyli Toro Albala w Sopocie

Sopocki dom-wieża. Smukła kamienica warta fortunę. W oficynie sklep Festus

Coraz więcej koło mnie młodszych osób, więc od czasu do czasu można - i będzie to pewnie coraz częściej się działo - oddawać się rozkoszom wieku średniego i wspominać, jak to kiedyś bywało... A wszystko dzięki ostatniemu weekendowi i okazji do wizyty w Trójmieście. Weekend był słoneczny, bo w stolicy mieli akurat ostatni atak wściekłej śnieżycy. Trochę się rymuje, ale gdy staniesz na twardym, zimowym piachu plaży, to nie ma to żadnego znaczenia...

Morze nie szumi. To mit. Na pewno nie wtedy, gdy stoisz od brzegu - linii gdzie woda styka się z piachem - dalej niż 150 metrów. To choćby nie Bułgaria, gdzie Morze Czarne uderza z wściekłością o plażę, przynosząc co kilka dni tony kamieni, a huk niesie się na setki metrów. Tu nic z tych rzeczy. To taka nasza sympatyczna kałuża, ale dająca to - co najważniejsze. O tym opowiadał mi mądry - i nieco szalony architekt - "gdy wchodziliśmy do morza, podwijając spodnie, i zanurzaliśmy kostki, czuliśmy, że jesteśmy wszędzie. Bo jeśli morza są połączone, to stoisz w tej samej wodzie co Hindus, co mieszkaniec Grenlandii, Australii czy Japonii... Jesteś obywatelem świata!".

Z tego miejsca to wszystko wygląda pięknie

To, co widać na powyższym zdjęciu, wyglądało inaczej w 1990 r., kiedy w słoneczny lipcowy dzień ja świętowałem przyjęcie na studia, a moi dwaj koledzy z LO także. Nie było wielkiego krytego kamieniem placu, był skwerek z trawnikami, krzakami nasadzonymi tu i ówdzie, i z przypadkowymi jakby ławeczkami. Wina? Hmm, w eleganckich sopockich lokalach królowała polska odmiana Cherry - Kijafa (w wersji czarna porzeczka i wiśnia) wypierana przez Kirchberry. Podawało się to z lodem!

Potem mijały lata i nikt z nas nie wiedział - a bywaliśmy tu kilka razy w tygodniu, kupując pierwsze kompakty, przegrywając je na kasety, strojąc się we flanelowe koszule sprzedawane u podnóża kościoła św. Jerzego, w końcu odwiedzając Zagłobę, gdzie przesiadywała piękna właścicielka lokalu - że gdzieś w okolicy pan Wiktor Zastróżny zaczynał prowadzić winny sklep!

Komu trochę Burgundii?

W sobotę odwiedziłem sklep z winem Festus w Sopocie. I miałem przyjemność spotkać się z synem pana Wiktora - Piotrem, który także działa w sieci. Sieci Festusa oczywiście - jest już pięć sklepów tej marki w Trójmieście. I tylko ten główny, w oficynie na wskroś sopockiej kamienicy przy ul. Morskiej, jest w ustronnym miejscu. Ustronnym - to skromnie powiedziane. Nie wdziera się tu tłuszcza z "Monciaka", gdzie za żurek trzeba zapłacić 19 złotych (przysięgam!), a po bocznych uliczkach chodzą głównie miejscowi i fanatycy prawdziwych sopockich klimatów.


Może klasyk - Chateau d'Yquem 2013?

W pobliżu w 1958 r. Polański nakręcił jedną ze scen swojej etiudy "Dwaj ludzie z szafą". To ta, gdzie Kluba i Goldberg wnoszą szafę do małej restauracji. I za chwilę wygania ich kelner. Za moich studenckich czasów nie było już restauracji, tylko księgarnia.

Skrzynki z Porto

A Polański w 1965 roku, kiedy już kręcił i montował Wstręt - swój pierwszy zagraniczny film - pewnie nie wiedział, że właśnie dojrzewają winogrona Pedro Ximenez, z których powstało wino, które wyjął z zimnego zaplecza Piotr Zastróżny. Toro Albala Don PX Seleccion 1965 (989 zł) jest winem zadziwiająco płynnym! Pamiętam rocznik 1983 - który z okazji swoich urodzin zdobył Sebastian Zdegustowany Bazylak. To było wino, które lało się niczym ropa naftowa ze szkolnej pracowni chemicznej. A '65 jest w konsystencji jak normalne wino, choć ciemne, lekko słodkie (kwasowość neutralizuje ulepek), w nosie czuć orzechy i migdały, suszony owoc.

Toro Albala Pedro Ximenez 1965

Ale wróćmy do Trójmiasta. Cofnijmy się do roku 1955. Od roku w Gdańsku działa Bim-Bom Zbyszka Cybulskiego. Roman Polański - o którym była mowa - gra epizodyczne role w kilku filmach, studiuje na "Filmówce" w Łodzi, a gdzieś tam w Hiszpanii zbierają winogrona... Kiedy próbujemy z Piotrem mały kieliszek Toro Albala Don PX Convento Seleccion 1955 (1249 zł), możemy tylko zdziwić się, jak to wino jest inne niż to młodsze o 10 lat!

Toro Albala Don PX Convento Seleccion 1955 (1249 zł)

'55 jest już bardziej gęsta, ale słodyczy - choć jest jej pewnie z 300 g/l - nie czuć. Jest za to odczucie obcowania z syropem wyjętym po latach z apteczki babci. Jest niespotykana nigdzie indziej ziołowość, jest posmak mięty, suszonych grzybów, piwniczność, tytoń, odrobina rozmarynu. To wszystko jest jak rozpuszczone w całkiem żwawej kwasowości. W 62-letnim winie nie ma już niczego, co było kiedyś owocem. Jest tylko apteczka alchemika, który zdołał tamte lata - które nigdy nie wrócą - włożyć do butelki z etykietą zrobioną z prawdziwego drewna.


Wina degustowałem na zaproszenie importera :)