Bordos i burgund - jeszcze obydwa przed szczytem
Blog o winach Roberta Szulca. Wina czerwone, wina białe i różowe. Wrażenia, recenzje i... refleksje
czwartek, 2 października 2025
Dwie czerwienie z Auchan o innych stylach
poniedziałek, 29 września 2025
Wina z festiwalu Auchan - czas na Bordeaux z 2019 i 2015
Chateau Florie Aude 2019
et Chateau Pomone Saint Emillion 2015
Jeśli październik, to czas na Jesienny Festiwal Win Auchan. Okazja do popróbowania win z oferty marketów francuskiej sieci tym razem odbędzie się 5 października, w fortecy przy ul. Zakroczymskiej w Warszawie.
Zastosuję sylogizm prostacki: jak Auchan, to Francja, jak Francja, to oczywiście Bordeaux. Czyli winna klasyka świata. I to dwa jego okazy - jeden do czekania, drugi już na teraz.
Usłyszycie o winach z Bordeaux, że drogie, że długowieczne, że dość surowe. I tak, i nie. Te drogie okazy będące przedmiotem spekulacji, aukcji, lokaty kapitału - to ułamek wszystkich bordoszczaków. Niedrogie i całkiem znośne kupimy w Polsce już za ok. 40 zł. Jak z czasem? Osobiście uważam, że to istotnie wina do czekania. Nawet te niedrogie. Wina 10-letnie z tego średniego segmentu są już w szczycie. Stają się zintegrowane, nie "świecą" owocem, są już winem, a nie sokiem z winogron, mają wyraźną i już oszlifowaną taninę, żywą jeszcze kwasowość.
Ta droga jeszcze przed Chateau Florie Aude 2019 (cena festiwalowa w Auchan - 25,99 zł). Bo jest jeszcze wciąż żywe, z dominacją owocu - mieszaniny jeżyny z ciemną wiśnią. Jest też echo wędzonej śliwki, pewna pieprzność. Tanina bardzo, ale to bardzo wyraźna, z grubsza ciosana. Kwasowość łamie to wino gdzieś tam w tyle podniebienia. Sam kolor - jeszcze lekko fioletowy - wskazuje, że wino zmierza z bazy drugiej do trzeciej. Ale już można się cieszyć do zrazów wołowych, ale i polędwiczek drobiowych w ciemnym sosie.
Nieco inaczej sprawa ma się z Chateau Pomone 2015 (61,99 zł). To już wino 10-letnie, jeszcze nietknięte zmianami klimatycznymi (wyobrażacie sobie czerwień mającą 13 zaledwie 13 proc. alkoholu?), w kolorze już bardziej ceglastym, w smaku o charakterystycznym roztrojeniu, jakby językiem dotykać elektrod "płaskiej" bateryjki (macie takie wspomnienia z dziecięcych lat?).
Tu już dojrzały bordoski nos - z charakterystycznymi nutami czerwonych owoców, o dobrej już integracji, z nutą leśnej ściółki, drzewnej, może nieco ziemistej, z ziołowym tłem. Jest aromat wędzonej czy może suszonej śliwki, beczka nie jest zbyt nachalna. Koncentrację określiłbym jako średnią, taninę bardzo ładnie wyrysowaną, a finisz całkiem długi. Pić już i cieszyć się smakiem!
Oczywiście, pamiętajcie zdekantować oba wina - nie pijcie ich od razu po usunięciu korka, tylko co najmniej po dwóch godzinach.
Wina otrzymałem od organizatora festiwalu.
środa, 10 maja 2023
O jaki przyjemny bordoszczak od Mielżyńskiego!
Chateau Lousteauneuf No.9 2017
Ciężko mi ostatnio - z bólem serca muszę przyznać - trafić na Bordeaux, które byłoby niezbyt drogie, a dawało całkiem niezłą satysfakcję. Tak, wiem - dzieje się tak z powodu kilku przyczyn.
Po pierwsze, to ostatnio było wiele Tokaju, białego oczywiście, bardzo dobrego. I niemal zero czerwieni. Po drugie - nie mieszkamy we Francji, a pamiętam (i wierzę, że to się wciąż tam dzieje) małe sklepiki z obecną półką win, gdzie kilka środkowych miejsc zajmowały bardzo przyzwoite bordoszczaki za kilka euro. Żadne tam Grand Crus, ale naprawdę przyzwoite i smaczne czerwienie. U nas to zjawisko nie występuje. Bo oto występuje zjawisko trzecie - nikt już w Polsce z importerów nie stawia na tanie, choć przyzwoite i przystępne Bordeaux, tylko na "pewniaki" - Portugalię, Hiszpanię, tzw. Kalifornię, może Gruzję, Mołdawię. Po czwarte - sam to słyszałem wiele razy z ust klientów sklepów winnych - "bo te wina francuskie to takie kwaśne...". Jeszcze można oczywiście dołożyć argumenty w postaci nazwy. Że pokażę - tytułem dygresji - jeszcze jeden "gwóźdź do trumny":
Nazwa Polaka nie zachęci, ale sam chętnie bym spróbował. Źródło: www.bordeaux.com
Coś takiego może zabić ostatecznie wszelkie próby dyskusji. Ale na szczęście nie wierzę do końca w takie zapatrywania i oto wiedziony ciekawością spróbowałem bordoszczaka (który chyba pojawił się dość niedawno, choć głowy nie dam) od Roberta Mielżyńskiego - Chateau Lousteaunef No.9 2017. Z Medoc.
I to jest to! Tylko uwaga, nie od razu po wyjęciu korka. To bordos - kocha oddychać. I musi to robić. Bardzo przyjemna czerwień - na początku tylko kwasowy, i lekko owocowo-ziemisty, ale potem rozkłada wachlarz... Jest wiśnia i ciężkie drewno, jest leśna ściółka i szafa pełna skórzanych torebek starej ciotki. Takich zamszowych. A może to biblioteka stryja z oprawnymi w skórę starodrukami. Na języku jest to, co prywatnie nazywam "bateryjką" (dotykaliście kiedyś językiem dwóch elektrod płaskiej baterii? To jest to!). Jest tu pewna słoność, lekka słodycz (to raczej powaga struktury), jest też kwasowość. I tanina. Wszystko naraz. Oraz jeszcze świetna - w punkt zarysowana - koncentracja. W butli zostaje całkiem sporo osadu czyli filtrowanie, jeśli było, zostało przeprowadzone z umiarem.
Bardzo fajny bordoszczak w cenie, która nie zabija, a daje nadzieję, że jeszcze nam Bordeaux nie zginęło!
(Wino - Zakup własny)
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
Bordeaux wraca do Winnice.eu!
Do portfolio Winnice.eu - skromnego, ale za to znakomitego sprzedawcy niedrogich, za to bardzo interesujących i dobrych win - powróciło Bordeaux. Château L'Heyrisson Frank's Reserve. Poprzednio w sprzedaży był rocznik 2011, teraz jest całkiem świeży (bo wino rok spędza w beczce) rocznik 2016. Zła wiadomość jest taka, że wino kosztuje 49 zł, cena rocznika 2011 była o 20 zł niższa.
Château L'Heyrisson Frank's Reserve to produkt bordoskiej spółdzielni Caves de Rauzan, działającej prężnie od 1933, której członkowie dziś posiadają 3,6 tys. hektarów winnic w Bordeaux i produkują 200 tys. hektolitrów win AOC. Winogrodników jest 340.
W butelce szczepy dla regionu oczywiste: Merlot (57 proc.), Cabernet Sauvignon (25 proc.) i Cabernet Franc (18 proc.) - co mniej więcej odzwierciedla stosunek szczepów uprawianych w winnicach spółdzielni. Tuż po otwarciu aromaty czarnej porzeczki i wiśni z bardzo wyraźną i wyraziście drzewną nutą wanilii. Beczka wyczuwalna - ale nie bójcie się. Nie ma tu tępego uderzenia kokosem, jest raczej leśna ściółka, wilgotne jeszcze wióry desek skrobanych w tartaku... Poza tym szczypta cedru, małe echo apteczki.
W ustach zadziwiająco lekkie (poprzedni rocznik - 2011 był cięższy, ale był też starszym winem), o bardzo żwawej i wysokiej kwasowości (ta w 2011 była niższa!) i garbnikach czających się gdzieś tam w przedsionku, przy wyjściu - są dość drobne, ale wyraziste. Idealne wino do krwistego steka!
Są takie wina, w których już na wstępie można wyczuć pewną piwniczność, pewno piętno "starości", nieco udawanej, tak na potrzeby pochwalenia się duszą Bordeaux. Tu tego nie ma. Pijąc ma się wrażenie "dotyku Bordeaux", ale też odczuwa się radość z obcowania z bardzo młodym winem. Jest wciąż pełne zieloności, tętni rześkością. Kto wejdzie w posiadanie i potrzyma ze dwa-trzy lata, będzie cieszył się znakomitością!
Próbkę do degustacji otrzymałem od importera - Winnice.eu
poniedziałek, 19 marca 2018
Wina Francji w Winnicy Lidla
W Winnicy Lidla ruch na całego. Są już i alkohole mocne, i piwa trapistów, zostało jeszcze sporo win z czasów inauguracji. A teraz czas na nowe wina francuskie. Pojawiło się kilka nowych roczników znanych już bywalcom sklepu z poprzednich lat. W czerwieniach króluje - jak to często w lidlowej Francji - Bordeaux. Jest kilka dobrych okazów. Ale kilka win wartych uwagi znajdziecie z etykietą Beaujolais oraz z Doliny Rodanu!
Nowy szampan Bernard Gantois Grand Cru Brut AOC Champagne (99,99 zł) jest bardzo dobry! Ma bardzo eleganckie i trwałe bąbelki, w aromacie dominują nuty dojrzałych jabłek, jest też pewne migdałowe tło i niewielka kremowość. Kwasowość bardzo przyjemna! Cena może i niezbyt wysoka (choć prawdziwe szampany z Szampanii dostępne są w polskich sklepach już za ok. 70-80 zł), ale Winiaczowa szóstka jest!
Niepozorne Chardonnay Bourgogne AOC w przyjemnej cenie 34,99 zł. Dość wstrzemięźliwe i lekkie, ze szczupłymi owocowymi aromatami w nosie i ładną mineralnością w smaku. Ma długi finisz i nadzwyczaj wysoką kwasowość! Dobrze będzie pasować do sałatek z sosem vinaigrette i na lato. Na Winiaczową 5 z minusem. Bo z plusem dostaje następne wino, tańsze o dwa złote!
Bo oto Domaine Saint Germain, Mâcon-Villages AOP za 32,99 zł jest jeszcze bardziej bardziej powściągliwe w aromacie i bardziej mineralne. Bardziej smukłe i eleganckie, choć ciała jest tu o wiele więcej!
Marc Alexandre Montagny AOP Chardonnay 2015 (39,99 zł) zrobiło na mnie już mniej wrażenia. Ma wyraźne aromaty białego melona, mango, trzciny i roślinności. Pojawia się w tle pewna kwiatowość i jeszcze przyjemna nuta świeżo wypranej i wyprasowanej pościeli. Pełne ciało o średniej kwasowości. Dobre, ale jakoś nie zachwyca.
Oryginalne Sauvignon to Domaine Saint Prix Saint-Bris AOP 2015 (39,99 zł). Czuć lekki proch oraz warzywny ogródek. Zieloność dopiero wychodzi w smaku. Ma szkieletową strukturę, bardzo duży kwas i ciało anorektyczne. Rustykalne jak wapnem bielona chata. Ale nie jest złe!
Bardziej wyraziste i cieliste jest Sauvignon Val de Loire IGP 2016 za 24,99 zł. Tu już aromaty są nie tyle drzewno-zielone, ile wręcz żywiczne! Poza tym także białe owoce i szczypta białego pieprzu. Kwas ładnie ułożony, nie bierze wcale jeńców. To raczej wino ładnej równowagi niż ofensywy.
Jedno z tańszych win - i w dodatku całkiem przyjemnych, wręcz bezpretensjonalnych. Białe z Doliny Loary Clos des Ronceveaux Sauvignon Touraine AOP (24,99 zł). Zrazu powściągliwe bardzo i mocno liściaste. Ale imponuje ładnym ciałkiem, o szczupłych, ale za to prężnych muskułkach. Pikanterii dodaje szczypta kwasu i radość, że nie płacimy 40 zł!
Pojawia się Korsyka - Umanu Chardonnay Vermentinu, Île de Beauté IGP 2016 (29,99 zł). Ale jak na Korsykę mało kwasowe, w strukturze bardzo szczupłe w smaku mało imponujące. Jedno z takich win, które nie zaimponowało.
Pod koniec 2014 Lidl pokazał Château Marjosse z 2009. Było tańsze i to o 15 zł! Tamto było lepsze, bardziej kwiatowe, a bieżący rocznik przechodził właśnie fermentację... Otwieramy go teraz. I mamy troszkę jakby bałaganu, a może trochę braku musztry. Jest pewien ogródek warzywny, z fajnym smakiem, bardzo też dużo zieloności, liści czarnej porzeczki, nawet jeszcze lekko agresywnej. Może wzorem poprzednika za jakiś rok-dwa się ułoży?
Jean Cornelius Pinot Gris Medaillé Alsace AOP 2016 (27,99 zł) to też dość stały gość na półkach Lidla. W tym jest mnóstwo ciała i więcej świeżości niż w poprzednich wydaniach (gdzie do głosu dochodził wosk i miód). Tu raczej króluje świeży biały owoc (morwa) i żółty (mirabelka). A koncentracja jest tak duża, że śmiało mogą sięgać po to wino wielbiciele win półwytrawnych.
Rzeczone już miód i wosk znajdziemy za to w półsłodkim Domaine du Châtellier, Coteaux du Layon AOP 2015 (34,99 zł). Poza nimi jabłko, brzoskwinia i lekki miód. Jest nieco przyjemnego kwasku, choć całość wielkiego wrażenia nie robi.
Bastide Miraflors Perlé 2016 to lekkie i radosne białe wino z południa Francji. No i jeszcze ma fajną cenę - mieści się w trzech dychach! Ma lekką rześkość strużyn z jabłka. W aromacie też kwiat i wiosenna trawa. Lekki cukier w smaku, ale całość bardzo ładnie utrzymana w tonie wina tarasowego, jak już będzie plus trzydzieści!
Jeśli szukacie różu na lato, to Domaine Vetriccie Corse AOP 2016 z Korsyki ma dobrą cenę (29,99 zł), ale valhalli smaku przed wami nie otworzy. Ale wydaje się poprawnym winem na taras. Ma dość powściągliwy owoc (malina i poziomka), sporo za to kwasowości i bardzo delikatna struktura.
Za to na wiosnę idealne będzie nieco droższe Léon Roux Saint-Amour AOP 2016. Za 34,99 zł dostajemy bardzo przyjemne czerwone wino ze szczepu Gamay. Jest pestkowe, wiśniowe, z akcentem gumy do żucia wyjętej dopiero co ze "złotka", charakterystycznym tzw. węglowym aromatem, miękkie w strukturze z ładną szorstką taniną, lekką skórzanością. Szósteczka Winiacza!
Drugi wart uwagi "bożolak" to Domaine Bergeron Julienas AOP 2016 (39,99 zł). Próbowałem z karafki - i wydał mi się miękki, by nie powiedzieć obezwładniająco miękki. Z butelki ma przyjemniejszą twardość. W aromacie królują truskawki, ale jest pewna czereśniowa nutka. Jest lekko zarysowana kwasowość i sporo pieprznej, ostrej cierpkości! Na Winiaczową 5+!
Tani (39,99 zł) burgund z podobno wspaniałego rocznika 2015 - Blanchard de Cordambles Hautes-Côtes de Nuits AOP - rozczarowuje. Czuć lekkie kwiaty, delikatne owoce. W smaku mało kwasowe tło, wyraźna żelazistość, delikatny na tyle, że ciężko powiedzieć, czy coś z niego będzie za 5 lat. Bo na razie jest niewiele.
Lepiej zaoszczędzić 10 zł i wybrać Dolinę Loary. Bo oto Domaine Claude Lafond Le Clos du Château Valençay 2016 (29,99 zł) uderza nutami pieprznej maliny, lekko palonej gumy, gorącej asfaltowości. W smaku do głosu dochodzi przyjemna wiśnia, struktura jest przyjemnie rześka, szczupła jak wierzbowa witka!
Przenieśmy się do Doliny Rodanu. Tain Crozes Hermitage 2016 (34,99 zł)
Obórka. Mocne, ciężkie czerwone owoce w aromacie, w smaku króluje pewien dualizm - jest i żywiołowa kwasowość, i pewna gładkość, wsparta aksamitną taniną. Całkiem fajne wino za umiarkowaną cenę!
Kolejny okaz z Doliny Rodanu jest jeszcze lepszy! Vacqueyras AOP (37,99 zł). Kupaż Cinsault, Grenache, Mourvèdre i Syrah. Poważne wino z mocnym aromatem czarnych porzeczek, gładką taniną i kwasowością dobrze ukrytą. Przyjemne, mocne i jednocześnie całkiem gładkie. Z karafki, po długim napowietrzaniu wydaje się bardzo dobre!
Jedno z tańszych Bordeaux - Château Les Violettes, Blaye-Côtes de Bordeaux AOP 2015 (32,99 zł). Grona Cabernet Sauvignon, Merlot. Poza czerwonym owocem w aromacie jest ładna apteczność. O dziwo, dość szczupła struktura, by nie powiedzieć, że... chudzinka. Całość podszyta mocną taniną, ale kwasowości mało!
Za fajnego "bordosa" trzeba niestety dać więcej... Na przykład na Les Gravières de Tayac, Margaux AOC 2015 aż 74,99 zł. W butli kupaż Petit Verdot, Cabernet Sauvignon, Merlot. Cena może wysoka, ale za to fajne klasyczne Bordeaux, bardzo ciemne w sukni. Ma wyraźny bandażyk aromatyczny, ale i nuty ciemnych owoców! Wiśnia i śliwka lekko suszona, przyjemna wysoka kwasowość i szkieletowa struktura w ryzach szklistej taniny. Bardzo dobre!
Château Darius, Saint-Émilion Grand Cru AOC 2015 (69,99 zł) był już w tej samej cenie cztery lata temu (ale wówczas rocznik uznawany za gorszy - 2011). Tamten był ciekawy, ten jest wyraźnie bardziej owocowy. Czarna porzeczka, bardziej szorstka tanina, o wiele wyraźniejsza niż w poprzednim wydaniu. Jest też nieco mniejsza apteczność. Ale jest dymność, jest wanilia, jest liść tytoniu, jest ładna równowaga rokująca dobrze na przyszłość. Winiaczowa 6!
I czas na dswa najtańsze Bordeaux - Château Ponchemin "Cuvée Emma & Alexia”, Bordeaux AOP 2016 (24,99 zł). Kupaż Cabernet Sauvignon i Merlot. Tu jest pewna prostota. W aromatach na początku jakaś komplikacja - wiśnia, lukrecja... Jest na języku pewien elektryczna tanina, lekki kwas, który wychodzi jeszcze większy w finiszu. Ale super wrażenia nie robi.
Château Jansenant Côtes de Bourg AOP 2014 (24,99 zł) to szczuplak i to w dodatku prosty - w aromatach czysta czarna porzeczka, gorzka w smaku. Tanina średnio poprowadzona, kwasek jest, beczka także, ale ciężko powiedzieć wielkie superlatywy o tym winie.
Jeśli chcemy poczuć coś fajniejszego, trzeba dołożyć z 15 zł. Na przykład na Château Pey de Pont Médoc AOP 2014 (39,99 zł) znajdziemy grona Cabernet Franc, Cabernet Sauvignon i Merlot. Jest moc Bordeaux! Czuć apteczkę i czerwone kwiaty, pewne bogactwo. Jest też kawa, lekka skórka, nuta wyraźnego pieprzu. Tanina poszlifowana na maksa i bardzo aksamitna. Kwasowość wychodzi w całkiem długim finiszu! Bardzo dobre Bordeaux i w sumie stosunkowo niedrogie!
Najdroższe wino tej oferty to Château Haut de la Bécade Pauillac AOP. Za stówkę bez grosza dostajemy ciemne, w aromatach syropowe, wręcz dżemiste. Ale gdy tylko przyłożymy kieliszek do ust, wino wyda się w smaku o dziwo szczupłe, z bardzo dużą kwasowością, która powinna utrzymać całość w świetnej kondycji na lata. Tanina jest gładziutka, choć całkiem wyraźnie widoczna. Moc jest w tym winie i bardzo dużo wytrawności! Kupić, można trzymać spokojnie z 8-10 lat, a może i dłużej! Winiaczowa 6 co tu mówić.
Château Tour de Castres, Graves AOP 2013 (44,99 zł) sprawia na pierwszy rzut oka stare wino. A to za sprawą jasnoceglanej barwy. Ale o dziwo, w aromacie nie ma żadnych "starczych" akcentów. Są całkiem żwawe czerwone owoce - wiśnia i truskawka - gdzieś w tle czuć serkowy akcent malolatycznej fermentacji, całkiem krągłe wino.
Nie ma nowości z Sauternes, ale są nowości z dziedziny czerwieni! Banyuls Grand Cru AOP 2009. Za 49,99 zł dostajemy wino w charakterze bardzo podobne do porto, ale bardziej pokomplikowane. Czuć duszony owoc, dżemistość, starą piwnicę, kwasowość jest, ale nie jestem do końca przekonany czy potrafi zrównoważyć tę ilość cukru, którą znajdujemy w tym winie. Może jeszcze za młode? Ale nie jest to złe wino. Dałbym Winiaczową 4++!
Win próbowałem na degustacji podczas zlotu winnych blogerów
środa, 23 sierpnia 2017
Winne Wtorki: Pierwszy krok w świat wina
Półka - na wysokości pasa
Gdzie i czemu tak drogo - Inwino (import M&P) - ok. 45 zł
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje (z plusem!)
Dawno mnie w Winnych Wtorkach nie było, ale oto jestem :) W temacie, który sprawia, że serce bije nieco bardziej - pierwszy krok w świecie win. Tak, tak, pamiętam. W podstawówce, zamiast iść na przedstawienie "Zemsty", woleliśmy iść za stary mur obronny z XV bodaj wieku, gdzie wychyliliśmy - uprzednio odkorkowawszy za pomocą scyzoryka - plastikowy kapsel szczelnie okrywający szyjkę zielonej butelki. To był chyba klasyczny jabol, którego wziąłem łyk i szczerze mówiąc to był mój łyk jabola ostatni - bo nic w nim fajnego nie znalazłem. Oddałem tę przyjemność kolegom.
Porównanie miałem wówczas tylko z domowym winem z czerwonych porzeczek, które było o jakieś siedem razy lepsze niż ów wytwór fabryki w Dwikozach czy innym Pikutkowie. Nie mogłem pojąć, jak to się dzieje, że w jakichś filmach zachwycają się winem, wyczuwają te wszystkie nuty, dzięki którym potrafią zidentyfikować wiek i umiejscowienie stoku itp.
Pomyśleć, że gdy to wszystko się działo, była zima 1986 r., w bordoskich piwnicach fermentowały sobie grona z jednego z najlepszych roczników XX wieku! O, tak... Bordeaux. To byłby dobry start. Problem w tym, że nie każdy miał - czy będzie miał - okazję zaczynać od wzorcowych butelek Mouton Rotschild, jak te na fotografii poniżej.
Bordeaux to oczywiście wzorzec wina - jak zauważył Sławomir Chrzczonowicz w jednym z artykułów na Winicjatywie - ale do tego wniosku nie dochodzi się tak od razu. Niektórzy cenią Nowy Świat - za jego świeży i intensywny smak; Hiszpanię - za krągłość, cenę i łatwość; Włochy - za sławę i splendor; Portugalię - za dostępność i klasę. No i francuską Burgundię - za mistrzostwo i ulotną niebiańskość.
Lata ogólniaka i studiów to raczej czas wielkiej umownej dowolności - Sophii i innych wynalazków. Na szczęście wszystko ma swój koniec i następuje moment olśnienia. To był Pomerol Château de Bel-Air z rocznika 1995, kupiony w jednym z paryskich sklepów. Nie mogę znaleźć zdjęcia. Ale wino było głębokie, skórzaste, zamszowe, zachwyciło mnie swoim przytłumionym owocem i tym czymś, co ciężko zdefiniować. Może to fotel skórzany w zakurzonej bibliotece, może mech w lesie o poranku, może zamglony jesienny zagajnik w ciężki dzień...
Tak to się zaczęło. Dziś za równowartość tego, co wówczas mnie zachwyciło, można kupić butelkę Château de Bordes-Quancard 2011 AOC Bordeaux. I sądzę, że to wino dziś oferuje podobne doznania, które pamiętam z owego czasu - trochę je dziś idealizując. Ale w Château de Bordes-Quancard 2011 mamy klasyczną bordoską mieszankę Cabernet Sauvignon i Merlota, przyciężki już owoc, spod znaku czarnej - lekko dżemowej już - porzeczki, jest ładny garbnik o niewielkiej fakturze, doprawiony zgrabnie cząstką kwasowości. Ale kto chce szukać absolutu, może zaczynać od takich butelek, jak poniżej :)
sobota, 29 października 2016
Wino i jedzenie: Art de Vivre duetu Maciejewski & Pawłowski
Gdy tam, we francuskich winnicach winobranie pełną parą, u nas czas na prezentację francuskiej Art de Vivre - sztuki życia. A to jak wiadomo sztuka zupełnie inna niż nasza: świetne jedzenie, świetne wino... Jak to połączyć? Tę tajemnicę posiedli Maciej Maciejewski, executive chef w La Brasserie Moderne (mieszczącej się w Warsaw Sofitel Victoria) i Master Sommelier Adam Pawłowski. Może nie tyle się tą tajemnicą podzielili, ile dali nam jej posmakować! A był to koncert na pięć dań, deser oraz na sześć francuskich do szpiku kości win!
Na przystawkę - do szampana championów Formuły 1 (Mumm Brut Cordon Rouge, który został też podany jako aperitif) każdy z gości dostał Ostrygę Rockefeller - nazwaną tak na cześć najbogatszego niegdyś Amerykanina. Podana na szczycie gustownego pudełeczka, na ciepło z bułeczką i szpinakiem. Akurat na zaostrzenie apetytu! Co tu dużo mówić - słona zielona faktura krewetki pięknie stapiała się z musującym Szampanem!
Z kolei miałem wrażenie, że Champagne Mumm Rosé troszeczkę dominował swoim mocnym charakterem nad Escabeche z tuńczyka z bakłażanem i ziołami. Tuńczyk pokrojony w kosteczkę rozpływał się w ustach, zioła go pięknie uzupełniały, a bakłażan w postaci musu stanowił miękki akcent. Ale kto powiedział, że wino zawsze ma chować się pod potrawą?
Do czego pasuje Chablis Premier Cru "Vaillons"? Do zapiekanki z makaronu z foie gras i truflą. Całość nieco grzybowa, gładka, świetna. Samo Chablis zielone, trawiaste, ale i leciutko maślane.
Druga ryba - okoń morski z karczochami oraz krewetką piaskową i cytrynowym sosem do Pouilly Fumé Laporte Les Duchesses 2014 była według mnie najlepszym zestawieniem wieczoru!!! Sam okoń rozpływał się w ustach, brązowy sos z kości stapiał się z cytrusowo-mineralnym winem, tworząc wspaniałą całość o zupełnie innym charakterze niż ryba i wino traktowane osobno! Warto w życiu posmakować właśnie takiej potrawy z tym winem!
Jak mięso, to Bordeaux! W tym wypadku Chateau Villa Bel-Air Graves 2011 do jagnięciny z czerwoną kapustą oraz "ziemniakami Anny". Samo bordeaux w aromacie kawowe, czekoladowe, jeżynowe, lukrecjowe, z lekką choć dobrze zarysowaną kwasowością, znakomicie zagrało z chrupkim mięsem i jedwabistymi maślanymi ziemniakami.
Chwilo trwaj! - chciało by się zakrzyknąć... Ale czas na deser. Na mus z białej czekolady z yuzu oraz liczi. Oraz alzacki Gewurztraminer Dopf Reserve 2015. Połączenie znakomite - wino niezbyt obezwładniające słodkością, raczej chrupkie, z cytrynowym pazurkiem. Dla takich chwil warto żyć!
wtorek, 18 października 2016
Winne Wtorki: "Bordeaux" z Ameryki Północnej: z Kanady!
Dzisiejszy temat Winnych Wtorków to mój wybór. Wino z Ameryki Północnej... Jak go dokonałem? Hmm, przyznam, dość karkołomnie łącząc pewne myśli i wydarzenia. Maciek, z którym służbowo spędziłem kilka dni w zeszłym roku racząc się (w wieczorowych przerwach) Bordeaux, był na rodzinnym wyjeździe w Kanadzie. I przywiózł mi stamtąd miejscowe wino. A gdy dowiedziałem się, że 18 października wybieram temat WW, zacząłem poszukiwania łączącego te fakty ogniwa. Wino, Ameryka, 18.10... Znalazłem!
18 października 1824 r. urodził się Leopold Moczygemba, syn Leopolda, karczmarza ze wsi Płużnica Wielka koło Toszka. To pewnie była profesja z dziada pradziada, bo dała źródłosłów nazwisku. Nazwisko zacne - pasuje na patrona winopijców, choć niewykluczone, że sam Leopold junior wina nie nadużywał. Został zakonnikiem, franciszkaninem. Pijał na pewno symboliczne ilości, a jako że we Włoszech studiował, na pewno miał kontakt z tamtejszymi butelkami. Drogę życiową obrała mu familia duchowną, bo bieda w domu aż piszczała (był Leopold jednym z siódemki latorośli Leopolda seniora).
Ojciec Leopold zawędrował przez Niemcy do Ameryki, do Teksasu, gdzie był zresztą zaczął ściągać ziomków spod Opola i Śląska, założył osadę Panna Maria... - jego życiorys pewnie posłużyłby za scenariusz niezłego westernu. Dość, że zmarł w stanie Michigan, to może i w Kanadzie kiedyś był? Stąd więc dochodzimy do wina z Kanady!
Osoyoos Larose 2012 to oczywiście zupełnie inna bajka niż ta o polskim zakonniku. To butla z zachodniego krańca Kanady, z Okanagan Valley, leżącej w Kolumbii Brytyjskiej, na północ od stanu Washington (USA). Winnica jest własnością grupy Taillan, mającej winnice w Bordeaux (m.in. Chateau Broustet, Chateau Citran i Chateau Gruaud Larose) - stąd bordoski styl. To widać nawet już w składzie. W roczniku 2012 (twórcy określają to lato jako idealne) jako 50 proc. Merlot, 24 proc. Cabernet Sauvignon, 13 proc. Petit Verdot, 9 proc. Cabernet Franc i 4 proc. Malbeca. Maceracja na skórkach przez 25 dni, starzenie w beczkach (60 proc. nowych, 40 proc. jednorocznych) z francuskiego dębu od 18 do 20 miesięcy! A potem półroczne układanie w butelkach.
Wychodzi pięknie skoncentrowane, ciemne wino! Pełne elegancji. Pachnące czarną porzeczką, jeżyną, z domieszką tytoniu, pieprznością, nutką wanilii... Na dnie spójnego owocowego smaku czuć pieprzność oraz zaokrągloną - ale dojmującą w finiszu - taninę, współgrającą z dobrze ułożoną kwasowością. Hugh Johnson daje tym winom 3 gwiazdki w Pocket Wine Book 2017, nie jest więc źle! Warto dodać, że cztery mają m.in. Angelus, Haut-Brion i Lafite-Rotschild.
Dla mnie jedno z win bliskich doskonałości. Troch żal, że otworzyłem, bo według producenta śmiało można trzymać do 2023 roku. No tak, ale ja wtedy będę miał... 51 lat! Wtedy w Winnych Wtorkach będziemy pisać o czymś zupełnie innym...
A tak pisali inni blogerzy:
- Czerwone czy białe: wino z Oregonu
- Enowersytet: wino z Meksyku!













































