niedziela, 3 listopada 2019

Europa na winnych szlakach. Od winnicy do winnicy

Tomasza winne opowieści

Tomasz Prange-Barczyński ze swoją książką i Ewa Wieleżyńska, naczelna "Fermentu"

Są winopisarze, których proza emanuje nie tylko winem, ile różnymi materiami, zaszytymi w DNA winnej gawędy. U pana Marka to czas, przemijanie, zaskoczenie; u pani Ewy - to delikatność, zdziwienie i walka o godność; u Tomasza to swoisty notatnik - łatwy do przyswojenia - łączący wspomnienie ulotnej chwili, wrażenie wywołane winem czy potrawą, zadziwienie i praktyczne porady. Nad tym wszystkim stoi oczywiście ciekawość człowieka, który za tym winem stoi. I o tym właśnie Tomasz Prange-Barczyński napisał książkę wydaną przez wydawnictwo Pascal: Europa na winnych szlakach. Od winnicy do winnicy.

Jest co czytać w jesienne wieczory

To czytające się jednym tchem 22 gawędy - o krainach, winach i ludziach, które za nimi stoją. Nieprzeładowane na szczęście technicznymi szczegółami, bo kogo w sumie (poza praktykami) interesuje miareczkowanie drożdży, wyliczanie proporcji siarczanów czy techniki zatapiania nowych beczek... Jeśli u Tomasza jest o terroir, to raczej w kontekście smakowania wina na miejscu, wraz z lokalnymi potrawami. I o głodzie - nowych pozycji w menu, nowych smaków, nowych wrażeń... 


Autor podpisuje książki. Dedykacje w starym, dobrym stylu: z datą i miejscem!

O tym głodzie opowiadał, w salce degustacyjnej Mielżyńskiego na Burakowskiej, sam autor. Przytaczając swoje doświadczenia z pierwszych w życiu spotkań z winem i winiarzami, o przygodzie z Beaujolais Nouveau, o nadziejach i kolejnych wyprawach, które okazują się wraz z mijającymi latami wstępem do nowych historii, o których pewnie kiedyś jeszcze poczytamy. Oby!


Rydze z mamałygą. Pyszne danie z kuchni Roberta Mielżyńskiego 

Po dyskusji o książce miałem przyjemność uczestniczyć w lunchu, na którym podano niektóre z etykiet, które Tomasz opisywał, w towarzystwie wspaniałych dań z kuchni Roberta Mielżyńskiego. Rydze z mamałygą do rieslinga to jest to!

 Gnocchi w dyniowym kremie! Super!

Do gnocchi na sosie dyniowym natomiast świetnie pasowało wino, po które Robert Mielżyński sięgnął "nadprogramowo" - austriackie Chardonnay Velich Darscho 2015. 


Velich Darscho 2015. Cudowne wino!

Złoto w kielichu wskazywało na to, że oto dostaniemy coś skoncentrowanego. Tak i nie! Z jednej strony znakomite świeże wino, z drugiej - rzeczywiście mocarne, pełne, krągłe. Ale zarazem ostre w swej wybitnie wysokiej kwasowości. Świetnie uzupełniające smak podanych potraw!

W spotkaniu uczestniczyłem na zaproszenie Tomasza Prange-Barczyńskiego i Roberta Mielżyńskiego.

sobota, 2 listopada 2019

Czy można białe wino trzymać 6 lat? Myrtusa można!

Myrtus Furmint Szaraz 2013



O węgierskich tokajach Myrtus opowiedział mi Andrzej Wojciechowski, wyjątkowy pasjonat węgrzynów (od niedawna prowadzi blog Smaki Tokaju). Że nieodkryte, że gładkie, dobre, "niespopolitowane". Kupił, przysłał. Rzeczywiście. Miał rację: gdzieś zawieszone w pół drogi między winem świeżym, a lekko utlenionym; wydało się zrazu świeże i kwasowe. Ale uwielbiam eksperymenty. Potrzymać, przechować, sprawdzić po kilku latach...

Gdy dwa lata temu jechaliśmy w grupie blogerów do Tokaju, Myrtusa otworzył jeszcze na polskiej ziemi Jerzy. Wydał się... nieco odległy od wyobrażeń o czystym furmincie. Jakby lekko przykurzony, zamglony... To nie była trzynastka.

Trzynastkę otworzyłem kilkanaście dni temu. Białe wino mające sześć lat! Mnóstwo "zwykłych" win znawcy radzą wypić jak najszybciej - w roku produkcji, następnym. No, może jeszcze w kolejnym. Ale sześć lat?! 

Z Myrtusem nie ma problemu. Stało się lekko oleiste, pełne, jabłkowo-gruszkowo (z bardzo małą nutką wosku), ale... jest czyste, wciąż kwasowe. Może nie tak szkliste jak niemieckie rieslingi, ale to naprawdę świetny tokaj wytrawnym wydaniu. Jeśli spotkacie, bierzcie śmiało!