poniedziałek, 22 lipca 2013

Francuzik ze spółdzielni, który pożąda dekantera - 3 pkt.

Cotes du Rhone Reserve Les Dauphins 2011



Półka - na wysokości piersi
Gdzie i czemu tak drogo - Leclerc na Ursynowie i 29,99 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Nawet może być (3 pkt.)

Dziś Dzień Stylu Zerowego - pogodowo. Ani za gorąco, ani za zimno. Kto chce, ubiera tiszerta, inny marynarkę i jedzie po pracy do Leclerca - legendarnego na Ursynowie, w którym (czasem) są dobre wina. I ulega złudzeniu marketingowemu - nieco na życzenie i programowo.
Les Dauphins to wielka spółdzielnia winiarska. A jak wielka - i cena na półce w Polsce nie przekraczająca 30 zł - to wino doskonałe być nie może? Od czego test!

Wrażenia? Mieszane, jak wino w kielichu. Bo oto po wydłubaniu piankowego sztucznego korka w nochala uderza alko-aromat. I to mocny! 13,5 proc., bardziej przywodzący na myśl produkty z Chile z mocnym alkoholem, który przykrywa aromaty takim futerałem, że mało co się wydostaje na zewnątrz.

A to co się wydostaje, nie jest tak proste i radosne jak Cotes du Rhone z Lidla (to, którego już pewnie nie uświadczymy). Jest troszkę czarnej porzeczki, pieprz, skóra, trochę tytoniu - gdy agresywnie wciągamy powietrze przez szpary między zębami. Problem tylko taki, że bardzo to mało subtelne.
Jak się zachowuje, gdy skażemy taką rezerwę na postój i "areszt wydobywczy" aromatów? Przeżyjemy niespodziankę. Bo winiacz zyskuje. Tak o punkt albo i… półtora. By stać się winiaczem, który nawet może być. Tylko czy dla wina za 29,99 zł trzeba używać dekantera, lodówki i czasomierza?

 
Winiacz na 3 punkty w 7-punktowej skali!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza