Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5 pkt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5 pkt. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Musiak niedrogi na Sylwestra z Tesco - 5 pkt.

Tesco Cuvée Cava Brut
 
 
Półka - na wysokości pasa
Gdzie i czemu tak drogo - Tesco i 17,99 zł (zakup firmowy)
Do Ideału? - Jeszcze trochę brakuje (5 pkt.)

Sklepowe półki już od co najmniej dwóch tygodni są nabite musującymi winami - czytamy na etykietach: "spumante", "prosecco", "metode champenoise", "metode charmat"... O co chodzi? O "szampana" oczywiście! Na Sylwestra!

W te 10 ostatnich sekund mijającego roku chodzi o to, by odkręcanie korka było momentem przełomowym. By ładnie huknęło, by smakowało. By było jak w 1908 roku - kawior i szampan (i tancerki - oficerskie śniadanie). By był zawrót głowy i radość.

Nie każdego stać na prawdziwego Szampana. Pol Roger, którego kochał Winston Churchill; Mumm, którym chlapią rajdowcy; Deutz, którego Robert Mielżyński otwiera wiosną razem z truskawkami...

Ale kto odwiedzi Tesco, znajdzie fajną butlę - Tesco Cuvée Cava Brut. Ma 11,5 proc. alkoholu i kremową nakleję. Dużo bąbelków, aromat lekko grzybowo-orzechowy, przypomina tlenione nuty wytrawnego sherry. Ciekawy musiak, zdecydowanie wytrawny. W smaku ładna, dość pełna struktura. Całkiem ciekawa propozycja - do wędzonych ryb idealna!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

sobota, 30 sierpnia 2014

Macedończyk ładnie pełny - 5 pkt.

Imako Muscat 2012

Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Dobrewina.pl i 29,90 zł (próbka importera)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)
 
Jedna z letnich jeszcze butelek macedońskiego ciekawego wina ze sklepu dobrewina.pl - Imako Muscat. Ale spokojnie - nie jest to wino, które trzeba pić w temperaturze górskiego strumienia, by czuć smak lizanych kamieni. Oj, muscat to fajny i ciekawy szczep do picia szczególnie wtedy, gdy wino nie jest przesadnie schłodzone.

Tak jak właśnie Imako Muscat. Po pół godzinie od wyjęcia z lodówki wydaje się idealne - aromat stapia się w ładną całość - lekko woskowo-kwiatową! Złote wnętrze kieliszka ogrzewa nas od środka - pijąc wyczuwa się ładną strukturę, pełną, leciutko oleistą.

Finisz nieprzesadnie długi, a kwasowość dość wysoka, choć nie jest jakaś dotkliwa. Całość sprawia przyjemne wrażenie bardzo ładnie skrojonego wina za 30 zł. Które umili i gorące spotkanie towarzyskie na tarasie, i będzie pasować do rybnej obiadowej przekąski (czy nawet owoców morza). Dobre, by wypić z dziewczyną... Następnego dnia smakuje równie dobrze. Ale to wiadomo - bo to po prostu jest dobre wino. Takie na piątkę! 
 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

sobota, 29 marca 2014

Hiszpan słomkowy, z "piłkarskiej" winnicy - 5 pkt.

Bodega Iniesta Finca El Carril Valeria 2011



Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - La Manita i 47,90 zł w hurcie (próbka nadesłana przez importera)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)

O czerwonych winach Iniesty, tego Iniesty - gwiazdy futbolu - już blogerzy winni pisali. Jakieś dwa lata temu Blurppp pisał o czerwonym Finca el Carril, a teraz próbkę do recenzji przysłał importer - firma La Manita.

Wino pochodzi z regionu Kastylia La Mancha. Andres Iniesta kupił - a w zasadzie dokupił i sfinansował rozbudowę małej winnicy (w apelacji La Manchuela), którą prowadził jego ojciec - José Antonio Iniesta. Teraz winnica to już ok. 120 hektarów upraw regionalnych i międzynarodowych odmian winorośli i własne hale produkcyjne, z których wychodzi kilka linii win. 

Valeria (takie imię ma także córka piłkarza) ma kolor nieco blady, słomkowy, aromat średniointensywny, ale przyjemny - są nuty egzotycznych owoców, cytrusów, trochę drożdży. Etykieta ładna, choć szczerze powiem, że przypomina mi bardziej etykietkę oliwy, a nie wina. I, o dziwo, coś z oliwy jednak jest - pewna "lepkość", pełnia ciała - to zasługa tej odrobiny chardonnay (75 proc.), którego jest więcej niż macabeo (25 proc.). Za to temu drugiemu szczepowi wino zawdzięcza dobrą orzeźwiającą cierpkość i pewną goryczkę.

Z pozoru, z wrażenie pierwszego nosa tuż po odkorkowaniu (korek ma ładny inicjał), wino może sprawiać wrażenie utlenionego - ma w sobie coś takiego, jak stary węgrzyn, którego próbowałem niedawno. Ale to szybko mija.

W smaku okazuje się pięknie kwasowe, ma bardzo długi finisz. Gdy się w nim zapomnimy albo w niego się "wsłuchamy", odnajdziemy nutki drożdżowo-chlebowe. To dobre wino, o czym świadczy choćby to, że po podgrzaniu nie staje się paskudne. Jednego tylko szkoda - że jest to jednak dość drogie wino. Bo np. krakowski Prados sprzedaje to wino za 68 zł. Importer sprzedaje je - tylko partnerom z koncesjami - za niecałe 48 zł! 


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 20 marca 2014

Bracia giganci. Jeden dobry, drugi nie. Marne 2 i 5 pkt.

Giganci taniego primitivo

 Dwie butle. Zawartość dzieli przepaść

Gdyby wychodzić od korporacyjnych liczb, to można by owo porównanie nazwać "starciem gigantów" - bo oto na warsztacie - troszkę przypadkiem - znalazły się dwie butelki Primitivo del Salento pochodzące od wielkich wytwórni. Caleo Primitivo Salento IGT 2012 od wielkiego koncernu sprzedającego w 80 krajach świata 52 mln butelek włoskich win rocznie (Casa Vinicola Botter Carlo & C. Spa) oraz Primitivo Salento IGP 2012 od wytwórcy V.E.B. Loc. Colombara, który zaopatruje Lidla (podobno ok. 70 mln butelek rocznie).

Ale zejdźmy na ziemię, wolę je traktować jako dwa wina "dla każdego", bo oto można je kupić u nas w cenie do 30 zł. Caleo sprowadza olsztyński Win-Cin czyli sklepy Alkohole-Winoteka (ja kupiłem w Cabernet Wine & Restaurant Bar), a Primitivo Salento IGP 2012 - jak wspomniałem - sprzedaje Lidl.

Nikt rozsądny nie będzie porównywał dwóch win, tylko wariaci. Ale jakby ktoś chciał, to ma do wyboru: wejść na stopień, rozejrzeć się z wysokości, a potem runąć z cembrowiny do drugiego powiedzmy kręgu piekła Dantego (wszak jesteśmy we Włoszech) albo wejść na pierwszy stopień drabiny, a potem wspiąć się o jeszcze dwa wyżej.

 Primitivo Salento IGP 2012 od V.E.B. Loc. Colombara (Lidl)

Wszystko dlatego, że mamy dwa różne wina. Pierwsze - lidlowe - jest efemeryczne, mało skoncentrowane. Słabo aromatyczne, żwawe kręcenie kielichem wznosi trochę aromatów czerwonych owoców, z nutką dzikiej róży, ostatni nos z pustego szkła trąci żelazistością. Niby to charakterystyczne dla primitivo i zinfandela, ale w tym wydaniu żelazistość przywodzi mi na myśl… zapotniałą pachę! W smaku wino kwaskowe, lekko taniczne - ale cienkie, generalnie przytłaczające wodnistością. Normalnie mnie kusi, by wstawić do garnka i odparować trochę wody, ostudzić i zobaczyć, co z tego wyjdzie.

Caleo Primitivo Salento IGT 2012 (Casa Vinicola Botter Carlo & C. Spa) sprowadza Win-Cin

O ile lidlowe primitivo miało z chlebowo-czekoladowych aromatów jakiś ślad przywodzący raczej bułkę w mleku, taką z przedszkola, to primitivo Caleo ma już moc razowca, owocu czarnej porzeczki, jeżyn, palonego drewna, czekolady! Może to drewno troszkę za bardzo dominuje, ale wolę to niż pachę. W smaku jest to, czego nie ma tamto wino - jest koncentrat, są taniny ładnie atakujące w finiszu i kwasowość.

Wnioski? Lidlowe primitivo przegrywa i to z kretesem. Daję słabe dwa punkty w skali Winiacza, ale tylko dlatego, że jeden mam zarezerwowany dla wyjątkowych kiepściaków. Caleo zasługuje w tym towarzystwie na 5 punktów - głównie za to, jakim towarzyszem jest dla swojego brata - giganta. Brata brzydala!


Wina w cenie 29 zł (Caleo) i chyba 21 zł (Lidl) kupiłem sam

sobota, 18 stycznia 2014

Sycylijczyk przyjemnie pieprzny - 5 pkt.

Paccamora Nero d’Avola
 
Curatolo Arini 2012

 
Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Centrum Wina i 39,90 (próbka dystrybutora)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje ! (5 pkt.)

 
Marzę o tym, by zamknąć oczy i to widzieć - lato, słońce, ciepło. Może być wietrzne. Może nastąpić po deszczowej wiośnie. W sumie ponieważ taką właśnie deszczową wiosnę mamy tej zimy, to jest pewna nadzieja…

Druga butla z paczki z Centrum Wina - tym razem włoskie wino z Sycylii. Paccamora Nero d'Avola Curatolo Arini 2012. Produkt sycylijskiego producenta z ponad stuletnimi tradycjami - Curatolo Arini. To też ciemne w kolorze wino, ale wyraźnie ciemniejsze niż sąsiad z paczki, którego opisywałem poprzednio.

W dodatku o ile dornfelder był świeży i owocowy, to ten Sycylijczyk jest troszkę mniej intensywny. W aromatach. Jest nieco bardziej pieprzowy i dżemisty niż owocowy. Owoce, oczywiście są: śliwki i wiśnie, ale pieprz i przyprawy wyraźnie rozpychają się łokciami. Gdzieś w tle czai się nawet drobinka lukrecji.

W smaku bardzo konsekwentne - pieprzne, a zarazem kwasowe nuty dominują wyraźnie na podniebieniu i języku! Finisz jest pięknie długi. Całość jest pomimo tych przypraw świeża, warta łączenia ze świetnie grillowanymi mięsami czy ostrym serem.

Według producenta zasługa 2012: mokrej wiosny i gorącego, wietrznego lata na Sycylii. Wystarczy zamknąć oczy i już to widać… Potem można otworzyć i spróbować paccamory. Wina, któremu do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!

 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 16 stycznia 2014

Niemiec głęboko czerwony - 5 pkt.

Dornfelder trocken Kendermanns 2012

 
 
Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Centrum Wina i 39,90 zł zł (próbka dystrybutora)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje ! (5 pkt.)


Jakże miła styczniowa niespodzianka - nowości, jakie wchodzą do ofert Centrum Wina (będą też pewnie na Winezji) zaowocowały paczką próbek dla blogera. Na pierwszy ogień czerwony Dornfelder trocken Kendermanns.

Dornfelder to młody stosunkowo szczep winogron z Badenii-Wirtembergii, który w Palatynacie (Pfalz), w południowo-zachodnich Niemczech jest bardzo popularny. Jak głoszą różne źródła, ten szczep daje wina o ciemnym kolorze i aksamitnej strukturze. I to w tym przypadku prawda!

Kolor jest rzeczywiście głęboki, niemal jak we francuskich medokach, i dostojnie się prezentuje w dużych kielichach. Ale charakter zupełnie inny niż francuzy. Od razu po odkręceniu zakrętki i wlaniu, w kielich wpada jeżynową rześkość, wiśniową lekkość, jest jeszcze - jak informuje kontretykieta - aromat miękkiego drewna.

Są takie nutki, owszem, ale przede wszystkim jest tu przyjemna kwaskowość spotykana w białych winach! Gdyby podać to wino w absolutnie ślepej degustacji i kazać używać tylko nosa, niejedna smakująca osoba miałaby problem…

Smak już myli mniej - jest rzeczywiście kwasowy, taniny są delikatne, a posmak zostaje dość długo. Całość przy tym ma dobrą równowagę - nie zbyt rozwodnione, ani skondensowane. Owoce wyraźnie dominują, przywodząc na myśl ciepłe lato. Aha - co jeszcze zauważyłem - lepiej pić dość chłodne. Jakieś 17-18 stopni wydaje się w sam raz!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

wtorek, 14 stycznia 2014

Włoch dnia drugiego - 5 pkt.

Morellino di Scansano DOCG 2011
 

Półka - na wysokości piersi
Gdzie i czemu tak drogo - Lidl i 22 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)


Poza Francuzami, portugalskie wina cichcem się wkradają do Lidla, bez specjalnej promocji, i włoskie też. I właśnie takiego Włocha niedrogiego - za 22 zł wybrałem. Etykietka stylowa, choć bardziej mi jakiś leczniczy balsam przypomina.

Po odkorkowaniu trochę zawód. Ueee - pomyślałem - jakieś wonie kapuściano-ogórkowe. Dobra, poczekam. I opłaciło się już po… jakichś 6 godzinach! Gdy to czerwone wino z Toskanii nieco odetchnęło, pokazało całkiem przyjemnie oblicze - mocny rubinowy kolor z fioletowymi refleksami, aromatyczne średnio, a nawet średnio plus, w nosie leśne owoce, troszkę czereśni, trochę fiołków, ale jest też szczątkowy tost, może razowiec… Takie niemal chianti riserva, ale już niestety nie w smaku.

O ile nos jest zadowolony, to język i podniebienie mogą odczuwać lekkie rozczarowanie. Są przyjemnie garbniki, kwasowość i goryczka też - ale momentami mam wrażenie, że winnego ciała coś jakby mało. Jakby to wino było nieco rozwodnione, ale może to po prostu za młode - zielone jakby - wino?

I tak warto. Po pierwsze warto choćby tylko dlatego, by obserwować, jak ewoluuje wino po usunięciu korka. I by przekonać się, że drugiego dnia jest wyraźnie lepsze. Po drugie warto spróbować, bo jak na butlę za 22 zł, to mamy wino, któremu do ideału jeszcze troszkę brakuje!

 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

środa, 8 stycznia 2014

Włoch, który nie lubi karafki - 5 pkt.

Toscana Rosso IGT 2011
 

Półka - na wysokości kolan
Gdzie i czemu tak drogo - Marks&Spencer i 26,99 zł zł (zakup własny)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)

 
Są wina, które czekają wprost na dekanter, karafkę czy choćby długie napowietrzanie w kielichu o szerokiej czaszy. To, na które natknąłem się w Marks&Spencer kilka dni temu, może nie tyle tego nie znosi, ile tego nie wymaga.

Aromaty od razu po odkręceniu (te brytyjskie nakrętki nawet we włoskim winie…) średnio intensywne i przyjemne. W nos od razu uderzają czerwone owoce, jeżyny, śliwka, gorzka czekolada. Włoszczyzna od razu! Kontretykieta mówi, że tu poza sangiovese (80 proc.) jest trochę merlot i cabernet sauvignon - ten właśnie, który zaczyna przejmować władzę w miarę dostępu do tlenu.

W smaku konsekwentne. Jest i owoc, i świetny z tym owocem związany kwas. Taniny ziarnisto-wyraziste, tworzące grudki albo i grudy na języku! Myśli same kierują wyobraźnię we właściwe rejony - do tłustawego spagetti bolognese!

Jako samo solowe wino - to trochę gorzej, ale i tak nieźle. Ale już po 20 minutach okazuje się, że napowietrzanie zdecydowanie nie pomaga! Zdecydowanie lepsze, gdy butelka lekko schłodzona (jakieś 15 stopni max!) i jeszcze w dodatku zamknięta.

O godzinie w kielichu zapomnieć! Ale w towarzystwie pić jak najbardziej. Nalać, jak jeszcze na obrzeżach zostaną bąbelki, pokusić się o wdychanie aromatów, opowiedzieć krótką anegdotę i wznieść toast. Karafkę schować na inne okazje. Cieszyć się pulsującym jeszcze winem, któremu do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!

 

Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

niedziela, 29 grudnia 2013

Bio-Włoch z biedronką - 5 pkt.

Sensi Chianti DOCG 2012 Vino Biologico



Półka - Na wysokości piersi
Gdzie i czemu tak drogo - Biedronka i 19,99 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje (5 pkt.)


Nieufnie podszedłem do półki. Ueee… chianti i to jeszcze biologico? „Będzie pewnie nie dość, że sikacz, to jeszcze bio-sikacz” - daję słowo - takie miałem przekonanie, kupując w owadzim markecie Sensi.

Po otworzeniu i nalaniu miałem nawet małą satysfakcję - nutki takie z wody gazowanej, kapuściano-ogórkowe. „Ot, cała bio-materia teraz mi tu będzie gazować” - podsumowałem sobie w głowie i porzuciłem butlę wina dla innych, ciekawszych zajęć. Po to, by nieufnie wrócić i spróbować po dwóch godzinach…

I to był ten czas ewolucji! W aromatach jest naprawdę już nie „bio”. Jest klasycznie, nawet lepiej niż w sikaczowym chianti. Jest czarna porzeczka, jeżyny, potem skórki ciemnego chleba, ociupinka lukrecji.

Jest w kolorze piękny rubin, są taniny dyskretne, drobnoziarniste. Jest w smaku odrobina kwasu, ale przyjemna, akuratna, narastająca, nie ma nic z taniego sikaczowego Włocha, choć ten winiacz jest z Biedronki za niecałe dwie dychy! Jeszcze cwaniaki zamówili, zamawiając etykiety - w przypadki tu nie wierzę - biedronkę na liściu!  

Na pewno kto chce szukać finezji riservy, to tu jej nie znajdzie, ale po odstaniu wino robi się naprawdę dobre! I to na tyle, że śmiało mogę polecać jako chianti, któremu do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

piątek, 20 grudnia 2013

Węgier za 10 zł! - 5 pkt.

Teleki Villányi Hárslevelű 2010
 



Półka - na wysokości piersi
Gdzie i czemu tak drogo - Łup z Węgier i 699 forintów (9 zł 80 gr)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje ! (5 pkt.)


To może mała pora na mały gwiazdkowy prezent? Taki chowany do tej pory: jedna z butelek z węgierskiej wyprawy, bynajmniej nie pochodząca ze specjalistycznego sklepu, tylko z węgierskiego marketu. Za to za niecałe 10 zł! Wino z najbardziej na południe wysuniętego regionu winiarskiego na Węgrzech - Villány. Ze szczepu, który bywa składnikiem pysznych tokajów.

Ale w butelce nie mamy słodkości? Wino ma ładny kolor - ciemnej słomy, intensywny aromat stanowczo "wystający" ponad kielich. To, co wyczuwamy w pierwszej chwili, wydaje się troszkę wskazywać na wino z końcówki żywota - tak lekko może zredukowane. Z lekko warzywnymi nutami - jest jakby lekko cebulowe. Ale po pewnej chwili to wrażenie mija.

Pojawiają się mokre trawy, jeszcze potem całość ewoluuje w południowe owoce, kandyzowane. Dochodzą jeszcze wyraźne nuty lipowe, brzoskwiniowe, miodowe.

Za to smak?! Jest co najmniej równie ciekawy jak aromat. Jest tu taka jakby utajona kwasowość - wybuchająca nagle, po krótkim potrzymaniu drobiny wina między językiem a podniebieniem.

W finiszu długie. I wciąż kwasowe! Takie wino za 10 złotych?! Wyobrażacie sobie, że polski producent zrobi takie wino choćby za 15 zł? Chyba nigdy. Na pewno nie za wino, któremu do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!



Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

środa, 11 grudnia 2013

Francuz z Alzacji, z ciałem! - 5 pkt.

Domaine Rieflé Riesling 2012


Półka - nieznana

Gdzie i czemu tak drogo - Dom Wina i ok. 60 zł (próbka importera)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)


Paczka niemal Mikołajkowa przyszła niespodziewanie - i odczekała akurat na rodzinne przyrządzanie krewetek. Bo w środku paczki tkwił alzacki riesling Domaine Riefle sprowadzany do nas przez krakowski Dom Wina.

Żadnej nakrętki, tylko uczciwy korek. Po jego usunięciu wino jakoś w nos nie uderzyło - w sumie wzorcowo schłodzone, więc z drugiej strony nic dziwnego. Ale nawet w miarę nagrzewania się aromat do najbujniejszych nie należał.

Był raczej średnio intensywny. Ale za to całkiem przyjemny - i wzorcowo letni! Trochę trawy, trochę kamienia. Na końcu, po opróżnieniu kielicha i częściowym odparowaniu resztek, zostały nuty południowych owoców, może też jabłek. Ale bardzo odległe.

Smak był za to bardziej sugestywny, nieco mocniejszy. Były tu i zielone jabłka, i cytrusy. Ten riesling nie jest tak "stalowy" w smaku jak austriaccy kuzyni (nie jest też na szczęście tak kosztowny), tylko bardziej kwiatowy, mocno cielisty. Kwasowość nie jest z cyklu kwasów-alfa - wyżerających jaskinie w podniebieniu, ale raczej grzeczna, bardziej obecna jako "przyjaciel rodziny" niż gospodarz domu.

Z krewetkami w czosnkowych nutach komponował się wyśmienicie. A smakowany solo jakby pytał: - Hmm, a nie zostało tych krewetek jeszcze odrobina? Nic dziwnego, bo taki riesling to winiacz, któremu do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!

 

Wino na 5 pkt. w 7-stopniowej skali

sobota, 7 grudnia 2013

Serb z trzech szczepów - 5 pkt.

Triada White Vino Budimir 2008


 
Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Fwine i 61 zł (próbka od importera)
Do Ideału? - Już ciut ciut!! (5 pkt.)

Drugie wino od polskiego importera win bałkańskich Family Wine Select. Z tym, że wówczas próbowałem wina czerwonego z północy Serbii, a teraz niemal z południa - z winnic leżących lekko na północ od Kosowa. Ale o ile Portugizer to taka czerwień północy, to Triada Vino Budimir 2008 to już w zasadzie wino krain południowych.

Sama nazwa wskazuje na kupaż trzech szczepów: sauvignon blanc , chardonnay , tamjanika. Ten ostatni rośnie głównie w Serbii i Macedonii. Wino w aromacie dość intensywne i złożone. Nieco trawiaste, trochę kwiatowe (rumianek), troszkę też stalowe. Gdy już przestanie być wzorcowo chłodne i nabierze tak z 14-15 stopni, to wychodzi trochę miodu i wanilii.
W smaku jest już bardziej jednorodne - ma średnią kwasowość (ale dzięki jabłkowym nutom wydaje się przyjemnie cierpkie), sporo ciała, a finisz niezbyt długi. Trzecia część Tamjaniki dojrzewa w wielkich dębowych beczkach (3 tys. litrów), ale czy tę beczkę czuć? Hmm, może. Chociaż na tylu dużo tu równowagi, że czuć także chłodną stal sauvignon blanc.

Bardzo ciekawe wino, choć cena dość wysoka. Mimo wszystko warte spróbowania - bo do ideału ma już tylko ciut-ciut!

 

Wino na 5 pkt. w 7-stopniowej skali

poniedziałek, 4 listopada 2013

Węgier jaśniejący złotem - 5 pkt.

Egri Leányka Joseph Hagymasi 2011

 
Półka - na wysokości kolan
Gdzie i czemu tak drogo - Łup z Egeru i ok. 30 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje ! (5 pkt.)

Mówią, że nie wszystko złoto, co się świeci. A węgierskie? Sciślej mówiąc Egri Leányka Hagymasi 2011 to złote wino. Przynajmniej z koloru. Jeden z łupów węgierskiej letniej wyprawy. Butelka przeleżała w kartonie szmat czasu, ale w końcu ujrzała to nasze polskie, przydymione nieco, jesienne światło dzienne.
Aromat po wyjęciu korka wydał się nieco siarkowy. Taki pudełkowo-zapałczany. Ale po godzinie zapałkowa draska znika bez śladu. Zostają może tylko echa. To, co dochodzi po godzinie, jest już kwiatowe, nieco miodowe, a nawet odrobinę cedrowe nawet. Na drugi dzień jest najlepsze - i wtedy słychać ostatni dzwonek. Trzeci dzień to już wyraźny zmierzch tego wina.

Ale o ile aromaty są dobrą stroną, to smak jest jeszcze lepszą - mocno kwasowe, ale także dodatkowo i słone. Ale dobrze wyważone, nie sprawia wrażenia cienkiego. Gdy się lekko ociepla, robi się lekko oleiste. Wielka szkoda, że w Polsce nie do kupienia. Bo tak dobre, że do ideału jeszcze trochę brakuje!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

niedziela, 27 października 2013

Portugalczyk czyli pamiątka lata - 5 pkt.

Cruzeiro Minhoto Vinho Verde, Branco


Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Auchan i 11,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje!! (5 pkt.)


Rok temu leżał śnieg, a dziś wyjechałem na rower w… krótkim rękawku!!! Było jak latem! Trzeba więc lato kultywować i wspominać wielopłaszczyznowo - choćby pijąc vinho verde. Lekkie, łatwe i przyjemne - jak zielone jabłuszka w wiklinowym koszyku. Są tu też nuty limonkowe, może i delikatnej niedojrzałej brzoskwini.
Cruzeiro Minhoto Branco świeżo nalane pokrywa ścianki kielicha mikrobąbelkami, które łączą się w coraz większe. A potem znikają. Ale na języku posmak zostaje - taki szczypiący, rześki. Wino jest mocno kwasowe, a przy tym jeszcze pieprzne w finiszu, gdzieś daleko na końcu gardła.

Świetnie pasuje do kurczaka orientalnego, do gładkiego brie, a nawet do kalafiora! Bo to wino, któremu do idealnego jeszcze tylko troszkę brakuje!

 
Wino na 5 punktów w 7-stopniowej skali!

poniedziałek, 16 września 2013

Hiszpan zadziorny - 5 pkt.

Las 2 Ces Tinto 2011



Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Próbka otrzymana z VinoTrio
Do Ideału? - Już ciut ciut !! (5 pkt.)

 
Zioła, trawy, gleba, mocne kwiaty - w nosie esencja ziemi, a w kieliszku piękne fioletowe refleksy. To hiszpańskie wino Las 2 Tinto 2011 z oferty VinoTrio - przytulnego sklepu na Marszałkowskiej. Kupaż trzech szczepów bobala, tempranillo i syrah. Te dwa ostatnie to (absolutnie im nie uwłaczając) powszechność w kielichach. Ale bobal to rzadkość. U nas, a nie w apelacji D.O. Utiel-Requena (Walencja), gdzie dominuje i jest obecny od wieków. Maurowie widać nie wycięli bobala w pień i dzięki Bogu, bo wino jest pyszne!
Zadziwia. Na początku oczywiście aromatem. Jest ostry, zadziorny, ziemisto-kwiatowy. Ale nie odrzuca, jest magnetyczny. Wyraźnie można tu wyczuć aromaty geranium. Gdzieś głębiej pojawiają się nuty lekko balsamiczne i wiśnie. Ale nie takie świeże, tylko wyjęte z domowego kompotu, kwaskowate.
W smaku nasz Las 2 jest kwasowy, spiczasty. Finisz długaśny i zadziwiająco mocny, ściągający taninami. Drugiego dnia wino nieco tylko łagodnieje, nie tracąc nic a nic z charakteru. Butelka kosztuje 40 zł, ale wytrawnego bobala warto posmakować. Bo winiacz z niego przedni, któremu do ideału brakuje już tylko ciut ciut!

Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

sobota, 31 sierpnia 2013

Chilijczyk całkiem przyjemny - 5 pkt.

Monte y Rosa Gran Reserva Cachapoal
 
Carmenere 2011

 
 
Półka - na wysokości pasa
Gdzie i czemu tak drogo - Biedronka i 17,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)

Rzekomo wielki atak win Nowego Świata w owadzim dyskoncie, ale w moim najbliższym raczej strategia ostrożnego rzucania posiłków na front wschodni. Z kilkunastu opisanych przez Winicjatywę winnych nowości w mojej macierzystej Biedrze jakiś papierek lakmusowy oferty. Z białych nic, ale to mnie akurat nie martwi.
Za to jest kilka czerwonych, w tym Monte y Rosa Cachapoal. Aromatyczne dżemowo Chile. Nawet jak na Nowy Świat niezbyt mocne, bo standardowe 13,5 proc. W aromacie pierwszym mocne, wyraziste, charakterne. Trochę przyjemnej śliwy, trochę czarnej porzeczki, czarnej czekolady, pieprzu.

W smaku nieco już inne: owoc nieco przyćmiony, cierpkie w finiszu. Szkoda, że im dłużej stoi otwarte, tym szybciej się utlenia i ewoluuje w stronę goryczy. Dlatego śpieszmy się pić, tak szybko Monte odchodzi. Do picia warto nieco schłodzić!

 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

piątek, 30 sierpnia 2013

Węgier elektryzujący - 5 pkt.

Egri Bikaver Hagymasi 2008



Półka - na wysokości pasa
Gdzie i czemu tak drogo - Łup z Egeru i ok. 28 zł (1800 forintów)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)


Blogerzy z bardziej lub mniej mainstreamu walczą właśnie słowem o to, czy Nowy Świat z Owadziego Dyskontu jest świetny w całości, części czy ułamku, a mnie to dynda! Bo jako poszukiwacz ideału smakuję moje węgierskie łupy. I u progu jesieni wspominam palące słońce, w którym brnąłem do Doliny Pięknej Pani…
Egri Bikaver Hagymasi widziałem w Warszawie w karcie restauracji Borpince za ponad 100 zł. A ja kupiłem w piwniczce nr 19 w Dolinie Pięknej Pani (Szépasszony-völgy) kilka skarbów. W tym Egri Bikaver  2008 za równowartość niecałych 30 zł. Doskonała przebitka… Tak wiem, wiem: akcyza, transport, marża, serwis kelnerski, zapłacić czynsz, ZUS itp. itd.

Jakie jest to wino? Intrygujące. Ma niezwykły dość zapach - jest i czarna porzeczka, i aromat niedawno położonego asfaltu, może nieco lukrecji. Jest nie tyle owocowe, co już ziołowo-ziemiste. Stworzone przez egerskiego winiarza Józefa Hagymasi, który gospodarzy na 27 hektarach winnic. Zresztą można o nim poczytać na jego stronie, także po polsku (!).

A smak? Pamiętacie ten charakterystyczny smak, gdy w dzieciństwie dotknęło się językiem dwóch elektrod polskiej bateryjki? Hmm. Z tymi współczesnymi takiego numeru bym nie próbował, bo pewnie język urwie, ale mam na myśli te stare, płaskie, które w latarce świeciły po trzy godziny i powoli umierały, gasnąc. To wino ma właśnie taki posmak - kwasowy, elektryzujący czubek języka.

Poza tą "iskrą" czuć piwniczną ziemistość, taką w przyjemnym wydaniu. Może nie jest tak gładkie i okrągłe jak Egri Ferenca Totha, ale ma w sobie fantastyczną dzikość. Jest winiaczem przyjemnym, któremu do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!

 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Francuz okrągły za 7,25 euro - 5 pkt.

Saint-Emilion Pierre Chanau 2011



Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Prezent od Francuskiego Łącznika
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje (5 pkt.)

Druga butla przesłana przez Francuskiego Łącznika. Saint-Emilion z Auchan, po 7,25 euro. Mieszanka klasyczna bordoska - merlot, cabernet franc i cabernet sauvignon. Pysznie okrągłe wino (13 proc. alkoholu).
Aromaty czerwonych owoców, może z nutką trawiastą lekko, w smaku pełne, lekko taniczne, ale nienachalnie przyjemne. Jakby wzorzec wina ktoś wykonał.

Nie powiem, by było takie jak któreś z wielkich Grand Crus, ale to fajne wino bez ambitnych szaleństw,  smaczne. Wino, któremu do pełnego ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!

 

Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

niedziela, 18 sierpnia 2013

Włoch trochę śliwkowy - 5 pkt.

Salento Rosso Feudi Nigri


Półka - na wysokości głowy
Gdzie i czemu tak drogo - Vino Trio i 32 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje (5 pkt.)

 
To niepozorna butla. I jakże zwodnicza! Etykietka z wyglądu mocno supermarketowa, korek plastikowy, co to go nie sposób wykręcić bez grubej ściery z korkociągu… A środek? Niezwykły.
Wspaniałe śliwkowo-balsamiczne lekko aromaty, malinowe, mięsiste. Łzy na ściankach kielicha regularne niczym fotki hipstera na instagramie.

Smak świetny. Bardziej owocowy, choć troszkę (odrobinę) też ziemisty. Nieco dżemikowy (wiadomo, 100 proc. primitivo), ale nie ma tu nic takiego zwodniczego jak w nieco "oszukanych" winach, gdzie aromat i smak idą zupełnie nie pod rękę. Taniny troszkę schowane, bardziej wiśniowe niż winogronowe. Producent zaleca łączyć z makaronami, ale to bardzo dobre wino do picia solo.  Wino, któremu do pełnego ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!
 

Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Francuz z początku goryczkowy nieco - 5 pkt.

Chateau Prignac Medoc 2010
 


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Zakup Francuskiego Łącznika (8,29 euro)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje (5 pkt.)

Francuski Łącznik znów nadaje. Czy poczytał na winiaczu o Grands Crus z 2010 roku, czy nie bardzo, właśnie butlę ze zbiorów w 2010 r. przysłał. Chateau Tour Prignac to nie jakaś tam butikowa produkcja, tylko wino wypuszczone w zawrotnej liczbie egzemplarzy. Produkt 150-hektarowej winnicy.
Winni spece każą trzymać to wino najlepiej jeszcze ze trzy albo i cztery lata. Chciałbym z jednej strony, ale z drugiej jakoś nie mam na to ochoty. Szczerze powiedziawszy, zżera mnie ciekawość. Co mamy w środku?
Piękny dłuuugaśny korek
Korek jest przyjemnie długaśny. Ukrywa typową dość bordoską mieszankę: cabernet sauvignon, merlot, trochę cabernet franc i malbeca - piękny ciemny kolor. Aromat mocny, mało owocowy (może gdzieś daleko, w głębi - już przepada powoli). Więcej tu mocy: skóry, zdecydowanie upieczonego tosta. Smak z początku gorzki nieco. Ale wystarczy potrzymać z pół godziny i wspaniale się otwiera. Taniny są świetnie zbalansowane, nie dominują.
Całość pozostaje nieco garbnikowa, goryczkowa. Mocno wytrawna. Producent zaleca do kaczki, mięs czerwonych, ale ja takie bordeaux uwielbiam solo. Może ewentualnie do pleśniaka. Bo do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!

Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!