Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwone. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 marca 2014

Win (ko) lekcja: jak łączyć sery z winem?

Winne smaki i niesmaki

Szkolenie z dobierania serów do wina - to dopiero początek!

Ser i wino - zdawać by się mogło para idealna. No, nie zawsze - jak pokazało szkolenie (a raczej spotkanie miłośników wina), w którym miałem przyjemność uczestniczyć. O serach oczywiście nikt nie pisze z taką pasją i miłością, jak Marta Wrześniewska z Winicjatywy, ale ja opiszę kilka osobistych wrażeń i spostrzeżeń z lekcji, jakiej udzielili Sławomir Chrzczonowicz i Łukasz Bester z Winkolekcji.

Sery i wina. Słodziaka - Barsac Sauternes Chateau Broustet jeszcze nie ma w kieliszku

Ucz się na własnych błędach - to naprawdę dobra idea przewodnia. Każdy mógł własnym podniebieniem sprawdzić jak smakuje pięć różnych win - podanych w "ciemno" - dopiero potem poznaliśmy ich nazwy - w połączeniu z pięcioma serami - dojrzewającą kozią roladką (nr 1), Comté (nr 2), camembert (nr 3), Talleggio (nr 4) i Fourme d'Ambert (nr 5).

 Sławomir Chrzczonowicz uchyla rąbka wiedzy

Dojrzewający ser kozi, Comté i camembert - dobrze mi się komponowały do białych win. Pierwszy pasował idealnie zarówno do sauvignon blanc z Doliny Loary Menetou-Salon Les Bornes Domaine Henry Pelle 2012 (wino A - 66 zł w Winkolekcji), jak i do chardonnay z Burgundii Macon Villages 2011, Maison Chanson (B - 62 zł). Wraz z sauternes Chateau Broustet 2010 (125 zł) też tworzył udaną parę!

Łukasz Bester i Baigorri Maceration Carbonica 2012 - wino C. (fot. Winkolekcja)

Aromatyczny Tallegio o pomarańczowej skórce tworzył dobre pary z czerwonymi winami - świeżą lekką rioją Baigorri Maceration Carbonica 2012 (C - 49 zł) - choć według kanonów to wino powinno się komponować z serem camembert. Ale moje język, policzki i podniebienie odebrały to zestawienie całkowicie separatystycznie! Coś jak sąsiedztwo Rosjan i Ukraińców na Krymie.

To dowód na to - co podkreślał Sławomir Chrzczonowicz - że smak bywa absolutnie subiektywny! - Zresztą spróbujcie ser podać wraz z bagietką. Chleb odmieni smak sera - doradzał. - Może się okazać, że całość pasuje do zupełnie innego wina!

Sauvignon blanc z Doliny Loary - Menetou-Salon Les Bornes, Domaine Henry Pelle 2012. Wino A (fot. Winkolekcja)

Sauvignon blanc (A) podkreśliło zbyt mocno w Comté orzechowe nuty, za to chardonnay (B) z tym serem stworzyło idealną parę. Podobnie jak Fourme d'Ambert z Sauternes. Francuski niebieski pleśniak nie podszedł mi do czerwonych win. Po chwili dowiedziałem się, dlaczego - taniny potęgują słoność pleśniaka! 


Burgund - Macon Villages 2011, Maison Chanson (62 zł). Wino B (fot. Winkolekcja)

Do dobrego Gagliasso Langhe Nebbiolo 2011 Ciabot Russ (wino D - 89 zł), z piękną śliwką w aromacie, pasowały mi Comté i Taleggio. Co ciekawe, Taleggio był w stanie zdominować niemal całkowicie Macon Villages 2011 (wino B) i w moim odczuciu pasował najsłabiej do Barsac Sauternes Chateau Broustet 2010.

Zawsze jest dobrze wynieść wnioski z każdej degustacji. Ja wyniosłem dwa: wina białe dają przez swą delikatność zaskakujące połączenia z różnymi serami. Wydają mi się lepsze do eksperymentów. Drugi wniosek - wina słodkie wysokiej klasy (sauternes i zapewne dobre tokaje) nie będą się za bardzo gryźć z różnymi serami, a na pewno nie zostaną przez nie "przysłonięte". Trzeci wniosek nasuwa się sam: eksperymentujcie sami śmiało, bo warto!


Sery i wina degustowałem na zaproszenie Winkolekcji

sobota, 22 lutego 2014

Węgier do kitu. Stefan by się załamał! - 1 pkt.

Bathory Villanyi Dry Red Merlot 2011



Półka - jakakolwiek by była=przeszacowana
Gdzie i czemu tak drogo - Łup z Egeru i (niestety) ok. 12 zł

Do Ideału? - Kiepściutko (1 pkt.)

Długo się biłem z myślami, czy recenzować, pisać i już myślałem, że spasuję. Ale nie ma zmiłuj. Butla przyjechała z Węgier wraz z siostrami czy też braćmi. Prześwietnymi. To znaczy ja ją przywiozłem. Biję się w pierś.

A jak na tle sióstr i braci wypada Batory? Jak za przeproszeniem bladaczka. Aromat? Rozwodniony, trochę alkoholu i to stylu zerowego. Kolor wina - i to klaretu jaki dostawali skazańcy w Tower. Smak i finisz? Tu te pojęcia brzmią obco.

Najlepsze z tego wina jest jego zdjęcie mojego autorstwa. Nasz król Stefan w grobie się przewraca. Kicha Winiacza na całego. Druga jedynka!

 
Winiacz na 1 pkt. w 7-punktowej skali!!!

niedziela, 29 grudnia 2013

Bio-Włoch z biedronką - 5 pkt.

Sensi Chianti DOCG 2012 Vino Biologico



Półka - Na wysokości piersi
Gdzie i czemu tak drogo - Biedronka i 19,99 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje (5 pkt.)


Nieufnie podszedłem do półki. Ueee… chianti i to jeszcze biologico? „Będzie pewnie nie dość, że sikacz, to jeszcze bio-sikacz” - daję słowo - takie miałem przekonanie, kupując w owadzim markecie Sensi.

Po otworzeniu i nalaniu miałem nawet małą satysfakcję - nutki takie z wody gazowanej, kapuściano-ogórkowe. „Ot, cała bio-materia teraz mi tu będzie gazować” - podsumowałem sobie w głowie i porzuciłem butlę wina dla innych, ciekawszych zajęć. Po to, by nieufnie wrócić i spróbować po dwóch godzinach…

I to był ten czas ewolucji! W aromatach jest naprawdę już nie „bio”. Jest klasycznie, nawet lepiej niż w sikaczowym chianti. Jest czarna porzeczka, jeżyny, potem skórki ciemnego chleba, ociupinka lukrecji.

Jest w kolorze piękny rubin, są taniny dyskretne, drobnoziarniste. Jest w smaku odrobina kwasu, ale przyjemna, akuratna, narastająca, nie ma nic z taniego sikaczowego Włocha, choć ten winiacz jest z Biedronki za niecałe dwie dychy! Jeszcze cwaniaki zamówili, zamawiając etykiety - w przypadki tu nie wierzę - biedronkę na liściu!  

Na pewno kto chce szukać finezji riservy, to tu jej nie znajdzie, ale po odstaniu wino robi się naprawdę dobre! I to na tyle, że śmiało mogę polecać jako chianti, któremu do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

sobota, 23 marca 2013

Czerwony Włoch z nutą anyżku - 5 pkt

Nobil Sala Nero d'Avola

 


Półka - na wysokości piersi

Gdzie i czemu tak drogo - Kondrat Wina Wybrane i 31 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)


Była ostatnio Rumunia, było szaleństwo ziołowego geranium, poza tym dzieje się tu i ówdzie i to tak, że człowiekowi czasem głowa puchnie! Trzeba trochę spokoju - a gdzie indziej go zaznamy niż na Sycylii, obiadując niczym archetypiczny ojciec z filmów Felliniego?

Na Sycylii być nie możemy (chwilowo), ale możemy spróbować wina z tego miejsca. W okolicach winnicy jest takie słońce latem, że wszystkie domy mają zaciągnięte żaluzje, rolety i pozamykane okiennice. Słońce zgotowało tam niezłe szaleństwo, podobnie jak nam śnieg. A co do wina, to uwierzcie - W Nero d'Avola Nobil Sala szaleństwa nie ma.

Jest za to piękny rubinowy kolor w kieliszku i sporo czerwonych owoców - wiśni i jagód. Ale to nie wszystko, bo są wyraźne zioła. Całkiem przyjemna mieszanka.

Tego winiacza naprawdę się przyjemnie smakuje. Jest miękki, nie ściąga ust swoją wytrawnością, lekko jedynie szczypie policzki. Po przełknięciu (albo wypluciu - jak kto woli) zostaje owoc, trochę pieprzu i anyżek. Żadnych udziwnionych posmaków! Winiacz doskonały?

Nobil Sala nie ma dostojeństwa ciężkiego wina, ale nie ma też nic z sikaczowatości tanich włochów. Pokazuje, że takie wino jest niemal idealne - do doskonałości brakuje jeszcze tylko troszkę!

 

 

Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 21 marca 2013

Rumuński nomad o zapachu... geranium - 5 pkt

Nomad Feteasca Neagra 2009

 

Półka - na wysokości kolan

Gdzie i czemu tak drogo - Czerwone Wino i 29 zł (zakup własny)

Do Ideału? - W połowie doskonałe (5 pkt.)

 
Znów wino czerwone, znów wytrawne, znów kobiece. Ale tym razem wino niby z Rumunii, ale tak naprawdę prosto z kosmosu. Gdy się już zjeżdża z wysokich rumuńskich Karpat na południe, to robi się nudnawo - płasko jak na Mazowszu. I kto by pomyślał, że tam powstaje wino tak oryginalne?!

Nomad Feteasca Neagra 2009 to produkcja winiarni Săhăteni. Autorem wina jest Aurelia Visinescu. Krótkie śledztwo w google pozwala stwierdzić, że to kobieta konkretna, związana ze swoim regionem - z terroir - jak by to napisali wytrawni znawcy. Pani Aurelia deklaruje, że jest związana z ziemią, przyrodą, naturą. Nic więc dziwnego, że i Nomada stworzyła, zaklinając to, z czego czerpie siły.

Czy stworzyła winiacza doskonałego? Jest niesamowite, to fakt. Po otworzeniu butelki czuć geranium. I to z jaką mocą! Potem jest skoszona trawa, jakieś zioła! Jak zostaje mało w kielichu, to czuć wiśnie i śliwki. I wszechobecne zioła. Te, które płożą się wzdłuż dróg wiodących przez Karpaty.
 
Ziołowe aromaty są pewnie planowe - może w zamyśle twórczyni miały odstraszyć Drakulę? Może tych ziół jest za dużo - pijąc to wino mam chwilami wrażenie, że nie wino to, a wermut. Choć alkoholu jest "tylko" 13,5 proc. Gdy wywietrzeje, w ustach czuć czereśnię, a po przełknięciu cały smak zostaje na długo.

Jedno jest pewne - nie da się tego wina pomylić z żadnym innym. Wielki plus za niebanalność. No bo porzeczkę, śliwkę i wiśnię ma co drugie wino. Ale geranium? Jeśli jeszcze uwzględnimy dobrą cenę, to wychodzi na to, że geranijnej Feteasce do doskonałości brakuje jeszcze tylko troszkę!

 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

środa, 20 marca 2013

Degustacja win Andeluna z ojczyzny papieża

Argentyńskie wina z wysokości 1300 m

Skoro mamy papieża z Argentyny, promocja win argentyńskich nie dziwi - tym bardziej, że za oknem śnieg, a z trzeciej strony folderu winnic Andeluna - założonych w 2003 r. przez Amerykanów, którzy i Pepsi rządzili i chipsy nawet wymyślili - spoglądają na nas krzewy winorośli spod śniegu. I to wszystko 1300 metrów nad poziomem morza.

Degustację win argentyńskich ze śniegiem w tle urządziła Winosfera przy Chłodnej w Warszawie. W kameralnej sali, w której z uwagi na grubość ścian i tłumienie sygnału komórek mogliby się spotykać szpiedzy. Zresztą, jak się dowiedziałem od właściciela p. Karola Działoszyńskiego, jest coś na rzeczy… W sensie nie szpiedzy będą się tam spotykać, tylko amatorzy win francuskich! Ale tymczasem amatorzy win argentyńskich mieli okazję spróbować zawartości sześciu butelek.

Andeluna Torrontes
Na pierwszy ogień poszło białe Andeluna 1300 Torrontes 2011 (39 zł). Wino o zadziwiających różnicach w aromacie i w smaku. Koloru ten winiacz niemal nie ma. Tak jasny żółty, że prawie biały. Ma za to unoszący się znad kieliszka zapach słodkawego ananasa, ale też coś, co przypomina farbę do malowania ścian. Smak diametralnie inny - kwiatowy, rześki, ożywczy. W skali Winiacza dałbym 3 punkty.

Andeluna 1300 Chardonnay
Wyraźnie lepsze jest Andeluna 1300 Chardonnay 2011 (39 zł). Nieco ciemniejsze, czuć nieco dziwny zapach - przypominający pachnące chińskie gumki do wycierania. Trochę też zielonych jabłek, kwiatów. W smaku wyśmienite - nawet na 5 punktów.
Malbec Rose 2011

Różowy Malbec Rose 2011 (39 zł) z tej samej serii to dopiero jest heca. Słodkość czuć w zapachu. Taką landrynę. Ale co najciekawsze, to nie jest nawet półsłodkie wino, tylko wytrawne. Ma mniej cukry resztkowego niż najbardziej wytrawny z merlotów Andeluny. W aromacie troszkę róż i truskawek. Ale jakby chemicznych. Co do smaku dwie obserwacje - smakuje niemal jak białe, ale dochodzi "landrynek" oraz nie czuć w nim alkoholu. Choć według etykiety ma go aż 14,9 proc.! Winiacz by dał może 2 punkty, bo to ani nie białe, ani nie czerwone wino. Ono nawet nie stało nigdy obok winiacza doskonałego.

Cabernet Sauvignon 2011

Cabernet Sauvignon 2011 Andeluna 1300 (39 zł) ma mniej alkoholu, bo 14,5 proc., ale od razu atakuje nim nos wrażony do kielicha. Wiśnie, czereśnie, kakao i czekolada. W smaku ściągające - na podniebieniu i języku także czuć czereśnie, ale to wino zadziwia swoistą cienkością, lekkością. Można chyba samym smakiem "kroić" jakąś tłustą pieczeń. Gdy pooddycha w kielichu łagodnieje. Winiacz na 4 punkty.
Malbec Altitude 2009

Dostojny, spokojny smak ma Malbec Altitude 2009 (65 zł), choć w aromacie atakuje aromatem szpitalnego (w sterylnym znaczeniu) korytarza. To wino ma aż 15,5 proc. alkoholu. Gdy alkohol odpływa, wychodzą jakieś czekoladki, troszkę jodyny, śliwki, wanilia. Ale smak jest tak łagodny, że dałbym temu malbekowi 5 pkt w skali winiacza.

Wyśmienita była gwiazda wieczoru - Andeluna Passionado 4 Cepas 2005. Cena niewąska, bo 150 zł, ale butla może być leżakowane podobno nawet i 20 lat. Wino stworzone z Cabernet Sauvignon, Merlota, Malbeca i Cabernet Franc. Rozlane do karafki zostało 3 godziny przed podaniem, ale wciąż nie było "otwarte". Pije się zupełnie inaczej niż malbeka. Ale najpierw trzeba zaskoczyc nos… zapachem słodkiej galaretki z ciastek (wiadomo - kruche dookoła, w środku pycha galaretka), wanilią i ziołami. Jest też czekolada. A smak?
Andeluna Passionado 4 Cepas 2005

Zaczyna się łagodnie, a kończy lekkim ściąganiem i zdecydowaną goryczką na samym końcu. Pierwsze wrażenie nie jest agresywne zupełnie. To winiacz zasługujący na 6 punktów!
Degustowałem na zaproszenie Winosfery

poniedziałek, 18 marca 2013

Wytrawny Francuz ze skórzaną nutą - 4 pkt

Château Naujan Lapereyre
 
Bordeaux Supérieur 2009

 
 

Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Lidl i 19,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - W połowie doskonałe (4 pkt.)

 
Znów wino czerwone wytrawne, znów wino francuskie. Ale co zrobić? Stało tak i stało w środku ciemnej szafki, że trzeba było się zlitować. Tym bardziej, że w dyskoncie, który wprowadził to i inne wina do oferty kilka miesięcy temu, mozna je ponownie odnaleźć (ściąga pewnie z magazynów albo z tych sklepów, gdzie klienci woleli jednak coś innego). A Naujan warte jest o tyle uwagi, że cena nie przekracza 20 zł.

W kolorze średnio-rubinowym, dość przejrzystym, nic nadzwyczajnego nie ma - ot, ten winiacz trzyma francuską normę. Za to w zapachu jest przyjemnie. Czarna porzeczka, wanilia i… - dygresja - pamiętacie sklepy Składnic Harcerskich?

Otóż tam za grosze można było kupić solidne skórzane paski. Solidne, bo jasna skóra była gruba i z wiekiem dopiero stawała się ciemna, cieńsza - taki ciemny pasek nosili weterani. Nowiutkie skórzane paski miały charakterystyczny zapach. Tę skórzaną nutę wyczuwam właśnie w Château Naujan Lapereyre Bordeaux Supérieur 2009.

Skóra w smaku jest? Trochę tak! Na szczęście. Ściąga nam lekko, jak ten pasek mundurek. Jest też trochę ziołowości, może nutka anyżku… Dzięki temu wino ma charakter inny niż klasyczne łagodne bordeaux. Winiaczem doskonałym nie jest, ale jest dobrym winem, dobrym na czwórkę. W połowie doskonałym.

 
Winiacz na 4 punkty w 7-punktowej skali!

wtorek, 12 marca 2013

Francuski południowiec, a taki dostojny - 6 pkt


Saint Chinian 2009
Chateau Michel Cazevieille
 
 


Półka - na wysokości piersi

Gdzie i czemu tak drogo - Cabernet Restaurant & Wine Bar i 39 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Już ciut ciut!! (6 pkt.)

 
Gdyby konklawe było w Awinionie, to kardynałowie pewnie by wybrali - ze względu na cudny kolor - właśnie to wino. Barszcz i nuty purpury czyli Saint Chinian 2009 Chateau Michel Cazevieille. Bo zaiste niebiańskie ma refleksy - ale ponieważ jest w Rzymie, to na stoły wjeżdża pewnie barolo albo supertoskany…

Południowa Francja dziś to świetne miejsce nie tyle na konklawe, ile na ucieczkę przed paskudną zimą. Stąd wybór - Langwedocja. Wino zbudowane ze szczepów Syrah i Grenache ma ciekawy owocowy, ale i nieco czekoladowy zapach!

Jeśli poobracamy nieco kieliszkiem, to najpierw zobaczymy na ściankach barszczowy nieco kolorek, a potem? Potem ujrzymy, jak po ściankach winiacz ów schodzi regularnymi nogami. I to tak regularnymi, że można by pewnie wyliczyć liczbę Pi z wewnętrznego obwodu czaszy. To wskazówka - mamy do czynienia prawdopodobnie z winiaczem bardzo bliskim ideału.

To samo mówi aromat - gdy ulatują owoce, pozostaje dostojeństwo. Nad kielich wychodzą zapachy ciężkich wiśni, śliwek w czekoladzie, skóry, aromaty pieczeni… Te same smaki - ładnie zbalansowanego wina długo pozostają na podniebieniu.

Jest polecane do czerwonych mięs, południowoamerykańskiej kuchni (pewnie argentyńskich steków), ale można je śmiało smakować zupełnie solo. I cieszyć się tym, że obcujemy z czymś świetnym, gdzie do ideału już tylko ciut ciut!!

 
Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

piątek, 8 marca 2013

Hiszpan Pio zupełnie jak nie Bio - 6 pkt

Pio Tinto Ecologico 2010 Jumilla

 


Półka - na wysokości piersi
 
Gdzie i czemu tak drogo - Kondrat Wina Wybrane i 35 zł (zakup własny)
 
Do Ideału? - Może nawet być (3 pkt.)
 

Dzień dziś powykręcany na wszystkie strony. Szaleństwo po prostu, a jak biało i zimno, to na pewno wiadomo jedno: nie zrobimy czegoś takiego jak młoda dziennikarka Ewa zrobiła w równie szalony dzień. Co zrobiła Ewa?

Tuż po wyprawie Marka Kamińskiego i Wojciecha Moskala (zimowi badacze biegunów) ten drugi zawitał jako gość do jednej z trójmiejskich gazet. Wchodzi, zdejmuje czapkę i rękawice, kurtki na razie nie (rozpina tylko), a młoda dziennikarka pyta rozbrajająco: - Napije się Pan czegoś zimnego? Mina Moskala i uśmiech bezcenne. Poprosił o… gorącą herbatę. Dziś więc na pewno nie szukam winiacza doskonałego ani wśród białych, ani wśród różowych.

W grę wchodzi tylko czerwona gorąca Hiszpania! Bio, Pio? A, raz kozie śmierć. Pio Tinto Ecologico Jumilla. Ale pan Jacek z Cultura y Vino obiecał, że w tym winie nie ma jakiegoś szalonego ekologicznego dżina, tylko przyzwoite wino. Miał rację? Winiacza zamyka czarny korek, zwyklaśny syntetyk, bez oddychającej membrany. Słabo.



Ale za to w środku… Pięknego koloru czerwone wino. Na początku jest zapach mokrego psa. Ulatuje po chwili, by ustąpić kolejnym małym szaleństwom. Trochę olejów jak z dna kanału samochodowego krytego starymi deskami (czytaj: ślady beczki?), kakao, wanilia, ciemne wiśnie.

Po kwadransie w kieliszku pozostaje już tylko czyste ciekawe wino. Ma 14 proc. alkoholu, czego nie czuć. Dlatego, że degustuję w wyższej niż zalecana temperaturze - 14 st. C (dziwnie mało)? Ale jest tak dobre, że wierzę, że w czternastu stopniach może być świetne.

W pokojowej temperaturze w smaku jest łagodne, w zapachu przekornie zadziorne. Pozostawia po sobie długi posmak delikatnego pieprzu. Musi być idealne do steków albo chociaż karkówki. Do żadnego tam posiłku jarosza. Bo konia z rzędem - albo mokrego psa myśliwskiego - komuś, kto by poznał, że to wino z eko winnicy. Jeśli nawet tak rzeczywiście jest, to PIO-BIO za 35 zł bije na głowę wiele win nawet o 20 zł droższych. Do idealnego winiacza po prostu ciut ciut!!
 
Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 7 marca 2013

Porzeczkowe Minervois przypomina o lecie - 3 pkt

Château la Chouppe Taillefer Minervois

 


Półka - na wysokości piersi
 
Gdzie i czemu tak drogo - Cabernet Restaurant & Wine Bar i 39 zł (zakup własny)
 
Do Ideału? - Może nawet być (3 pkt.)
 
 
Jaki kraj, jakie czasy, takie ideały - twierdzi z przekąsem mój kolega. Idealne lofty to lofty nówka sztuka, nie tam zbudowane w jakichś tam magazynach starych w New Yorku czy elektrowniach, młynach albo i stajniach w Londynie. No i nie nad Tamizą, w centrum ale w idealnej odległości od korporacji. No to jeśli mamy takie zgromadzenie ideałów, to może i tu się skrywa winny ideał?

W nowym lokalu mijanym codziennie niezły wybór winiaczy. Sporo francuskich, trochę włoskich, hiszpańskie… Hmm, może niedroga Francja jest idealna, bo niedroga i dość rzadko spotykana. Może to tu stoi na półce winiacz ideał? W dodatku południowiec - bo z okolic Carcassone.

W zapachu dziwny, jak to czerwony winiacz południowiec - charakterny, a nie jakiś delikacik jak burgund. Ciemny rubinowy kolor paruje prosto w nos zadziwiającą mieszanką. Czuć mocno leśną owocowość (jeżyny, jagody, czarna porzeczka), ale mocniejsze zioła. I nieco benzyny w nosie.

W smaku jeszcze mocniej owocowe. Jeżyny z ogródka babci - takie z późnego lata, mocno spalone słońcem, już rozlatujące się oraz owoce czarnej porzeczki z mięsistą skórą. Im bliżej siatki, tym lepsze. Mniam. Alkohol niemal niewyczuwalny, choć jest go w butli 13,5 proc. Czerwone krople tego wina zostają na ściankach kielicha, a smak długo na podniebieniu.

Ta wszechobecna owocowość sprawia, że mam wrażenie, że nie obcuję z winem. I wiem, że do doskonałego winiacza tu daleko. Ale za to, że to wino przywraca smak zapamiętany z dzieciństwa, może nawet być.


Winiacz na 3 punkty w 7-punktowej skali!

poniedziałek, 4 marca 2013

Malbec, który zbyt szybko kończy - 2 pkt

Trapiche Malbec 2011

 


Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Centrum Wina i 34,90 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Lepiej niż gorzej (2 pkt.)

 
Nie tyle ptak na etykiecie przykuł moją uwagę, ile cena argentyńskiego malbeka. Bo nieco tańszy od ostatniego Argentyńczyka, i o trzy lata młodszy. A kto powiedział, że im starsze, tym lepsze? Degustujmy!

Korek zwykły, ot syntetyk wyskakujący jak pocisk z akacjowej pukawki. A zapach? Ciekawy, świeży - wiśniowy kompocik i kolor także kompotowo-wiśniowy. Głęboki i klarowny. Wrażenie zapachu jest o tyle ciekawe, że oddaje jakby ciepło - troszkę jest w nim nie tylko owoców, śliwek, ale i grzybów.

W smaku intensywne, mocne - czuć alkohol (13,5 proc.), w środku czuć wyraźnie owoce - szczególnie właśnie wiśnie i jagódki. Szukam tego, co w zapachu, ale jest już tylko rozczarowanie - bo poza owocami nie znajduję już tych grzybów, nie ma wanilii, zostaje coś takiego cienkiego jakby. Producent/importer poleca do grilla i pieczeni. Pewnie tak - będzie pasować do przypieczonych kiełbasek, bo z mocnymi serami (otwarcie pojemnika z lodówki było jak otwarcie Puszki Pandory - mocna rzecz!) komponuje się średnio. Raczej łagodzi.

Jak na mój nos to dobre wino do średnio szybkiego wypicia. Na sześć osób - czyli na jedną turę kieliszków - będzie w sam raz. Odstawione na dłużej zyskuje tylko wzrost ciepłych, wiśniowych aromatów. Tu, gdzie zwykle zaczyna się jakieś Bordeaux za 35 zł, kończy się Trapiche Malbec za taką samą cenę. Szkoda. Winiacz doskonały to to nie jest. Ale jest jakiś pozytyw: jest lepiej niż gorzej.

 
Winiacz na 2 punkty w 7-punktowej skali!

sobota, 2 marca 2013

Francuz, który nie zawiódł - 6 pkt

Bordeaux Comte de Beylac 2009

 
 
Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Kondrat Wina Wybrane i 29 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Już ciut ciut (6 pkt.)
 

Tyle narzekania, tyle mocnych wyrazów rozczarowania, tyle utyskiwania… Że seryjnie zawodzi pokładane nadzieje, że przereklamowana, że gdy tania, to do wylania, a gdy droga, to nieobliczalna (czytaj: na 90 proc. będzie do wylania) - Francja.

Ale jestem przekorny. Wielu się zachwyca włoskimi winami, ja mam o nich takie zdanie jak inni o Francji (ale pewnie te droższe niż po 200 zł za butelkę są lepsze). Francja więc dziś idzie na tapetę (do kieliszka) Winiacza.

Brązowa (bordowa) etykieta, złoty chateau na niej i białe litery - Bordeaux Comte de Beylac 2009. Piękny prawdziwy korek, mocno tkwiący w szyjce wyskakuje z trudem, jakby wino prosiło: ej, czekaj z otwarciem! Ale na co tu czekać?

Żywy rubinowy kolor i od razu czuć spokojny zapach. Wyraźna wanilia, trochę mokrych traw, wyraźnie wyczuwalny liść mięty, gdzieś w głębi nutka suszonej śliwki. I białych prześcieradeł rozwieszonych na sznurze w letni poranek. Pewnie na dziedzińcu klasycznego "szato", dość blisko kamiennego muru, za którym już tylko krzewy winorośli...

Gdyby punkty miał dawać sam mój nos, to dałby pewnie 6 a może i nawet 7! Ale język też ocenia i tu jest nieco gorzej. Smak jest nieco inny niż zapach - dość cierpki, ściągający. Bardzo wytrawne wino. Lekkie ziółka, nieco żelazistej ziemi, średnio kwaskowate, po przełknięciu nie pozostaje zbyt długo na podniebieniu. Bordeaux moich wspomnień, marzeń i wyobrażeń - takie idealne na 7 punktów - jest nieco bardziej szerokie, otwarte, o szerokim wachlarzu, gdzie są i kwiaty, i ziemia, i nieco pieprzu. Na początku brak czegoś w smakowym widmie. Brak, gdy pije się tylko wino, bez przekąsek. Ale wystarczy przegryźć kawałeczkiem cheddara i mamy wspaniałego winiacza. Wiem już, co będzie, jeśli podamy go do obiadu, do wieprzowinki w pieprzowym sosie albo na wegetariański stół do serowej pizzy. To jest dowód, że Francja za 29 zł jest jednak smakowita. I do doskonałości jest ciut ciut!
 

Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 28 lutego 2013

Rześki Afrykańczyk przed półmetkiem - 3 pkt

Hill & Dale Pinotage 2011






Półka - na wysokości głowy

Gdzie i czemu tak drogo - Winosfera i 39 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Może nawet być (3 pkt.)



Dzika winna doskonałość z gorącej wyspy byłaby wspaniałym remedium na tę wiosnę, co tak nie chce przychodzić. To skoro gorąco nie chce przyjść do nas, ja muszę wyciągnąć rękę po nią. Australia czy Afryka? Hmm. Afryka i jej nieodrodny "synek" - Pinotage z RPA.

Hill & Dale Pinotage 2011 stał na wysokości kolan i ma dopiero dwa latka niecałe, więc charakteru nie nabrał. Albo raczej zachował - jak okazało się po odkorkowaniu - świeży i nieco cierpki. Bo tak po pierwszym już łyku czuć, że ten winiacz nie ma dużo z mocy "klasycznych" pinotaży.

Ma za to przyjemny rubinowy kolor z biskupimi refleksami. Jeśli ktoś nie lubi cierpkości, to dobrze trafił. To wino jest wyraźnie mięsiste, smakuje nieco jeżynowo, nieco wiśniowo, może gdzieś tam w głębi tłuczą się jakieś echa lodów waniliowych. Po przełknięciu pozostają przyjemne słodkie wrażenia…

Co najlepsze - alkohol, którego tu mamy pod dostatkiem (14 proc.), wcale nie dominuje ani w zapachu, ani na podniebieniu. Całość dobrze smakuje z mocnym wyrazistym serem, ba, z pleśniakiem także! Ale czegoś mi zdecydowanie brakuje? Może pewnej "mocy", którą chowają w zanadrzu inne pinotaże, o bardziej zdecydowanej barwie, bardziej skoncentrowanym, gęstszym jakby smaku.

Tamte uważałbym za lepsze. Niewykluczone, że są starsze. Ten taki zły nie jest, ale zostawia nas tak w niedosycie tuż przed półmetkiem do doskonałości. Jakbyśmy chcieli przejść przez mur, ale utknęli tuż przed jego szczytem i nawet nie zobaczyli, co się dzieje po drugiej stronie. A to oznacza, że jest to…
 

Winiacz na 3 punkty w 7-punktowej skali!

czwartek, 21 lutego 2013

Chianti wcale a wcale nie cierpkie - 5 pkt

Monrosso Chianti 2009 Monsanto
 
 
 
Półka - na nieznanej wysokości
Gdzie i czemu tak drogo - Podarunek świąteczny otrzymała ukochana żona
Do Ideału? - W połowie doskonałe (4 pkt.)

 
Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby? E tam, Winiacz zagląda. Ba, mało tego - zagląda, obwąchuje, nalewa (do kieliszka o klasycznym kształcie) i smakuje. Bo wciąż szuka winiacza doskonałego. A ten mógł się kryć właśnie w gustownej skrzyneczce z siankiem (takie wióry drewniane), od świąt czekającej w domowej - że tak powiem - piwniczce.


Monrosso 2009. Chianti czyli czerwony cienki kwasiorek z założenia.
Wyprodukowany w Barberino Val d'Elsa - google earth pokazuje ładną wioskę w górzystym terenie otoczoną krzaczorami winorośli jakieś 20 km na południe od Florencji. Hmm, no to stamtąd to może będzie jakaś doskonałość? Słońce, Toskania, Florencja, Michał Anioł, wino… no wiadomo!!!
Piękna butelka, etykietka klasyczna, rzymski krój liter, a wrażenie po otwarciu? Owoc, cieńkuszek taki. Jestem przygotowany na uderzającą wytrawność. Ale potem robi się dojrzalsze jakby, bardziej żelaziste w woni, pachnie lekko pieprzem, ziołami.
Kolor chianti nie jest dla mnie kolorem wina doskonałego, ale akurat pal sześć kolor. Liczy się smak - bo to z nim obcujemy najdłużej. Smak doskonałości? Hmm. Pierwszy smak jest na 2 punkty. Ale po chwili robi się ciekawie. Czasem wina (na razie większość z tych świadomie testowanych) mają tę cechę - albo to ja tylko zauważam - że smakują lepiej w wyższej o 2 stopnie temperaturze niż zalecana.
Monrosso też! Eleganckie wino, jednolite w owocowym posmaku. Nieco kwasku atakuje język, ale po chwili pojawia się gładka jedwabistość. Świetnie komponuje się ze słodkim cheddarem z Biedronki! Pojawiają się aromaty skóry, może świeżej ziemi o poranku. To chianti naprawdę jest niezłym winem. Zagraniczne strony www podają, że osiąga cenę ok. 12 dolarów. Gdyby istotnie płacić u nas jakieś 36-38 zł za butelkę, byłby to winiacz bardzo bardzo godny polecenia. Bo to winiacz nawet nie w połowie doskonały. To winiacz, któremu do doskonałości tylko jeszcze troszkę brakuje.
 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali

środa, 20 lutego 2013

Degustacja półdoskonała w Guciu win różnych

Degustacja w połowie doskonała

Zagrało wszystko. Tak się wydaje - bo uruchomić foto, nos, smak, pamięć i zapis w jednej chwili - to nie lada sztuka. Udało się wszystko zachować dla potomności.

Mam na myśli trzecie spotkanie miłośników dotrzechdych.pl, w żoliborskim Guccio Domagoj. Pięć win do degustacji było dobrym wyborem. Bo zróżnicowane - pod względem barwy i smaku. Zaprzeczenie klasycznej degustacji - pomieszanie państw i apelacji, barw kolorystyczny i  smaków! A efekt? Jest-li tu winiacz doskonały?
Atmosfera kameralna. Kilkanaście osób. Światła rampy pokazują pierwsze wino. To Il Balbo z maleńkiej winnicy, której butelki można kupić w sklepie Czerwone wino na Mokotowie. Gdy nie wytłumaczono mi, że zawijas na etykiecie to "E" od nazwiska twórcy, to byłem przekonany, że to taki szlaczek. A wino?



Mniam. Za 29 zł butla winiacza, który skrywa w sobie woń szampańską (choć bez bąbelków), ma pełno owoców w zapachu i smaku! Są jeszcze kwiaty wiosenne i jest trochę ciała. Czyli czegoś, co nie ulatuje z końcem degustacji. Winiacz by dał 4 punkty. O ile pijemy zimne wino.
Drugie? Białe Moonwine (białe, 33 zł w sklepie "Czerwone wino" na Mokotowie). Bio wino. Nie wiecie, co znaczy bio-organiczne itp. wino? Ten termin oznacza NNN. nieprzewidywalność, niespodziankę, niewiadomą.

Białe wino o zapachu czystego ananasa z puszki. Ale w smaku inne niż sok. Bo czuć zaskakujące smaki: benzynę, cebulę (część szczypiora), może troszkę mango. Na plus zapisałbym to, że podczas ocieplania się zachowuje tężyznę. Nie zmienia się diametralnie. Poszukiwacz Winiacza Doskonałego dałby trzy punkty.


Potem Il Tirano piękne wino czerwone. Smaki piernikowe i słodkie. (29 zł), a po chwili Moonwine także czerwone. Także bio-wino, ale ładne, równe, w zapachu rodzynkowe, w smaku dżemowe. Z piwnicy babci.



Czerwone półsłodkie. Zaskakujące, bo niosące smak kompotu wiśniowego. Owoce, lato, siano, słońsce. Trochę rodzynek. Trzy punkty, bo ładne i okrągłe, choć nie porywa. Ale PYCHA jest!

Moonwine czerwone różni się od białego. Dobre, fajne, choć też bio-wino. Bardzo rodzynkowe w zapachu. Szlachetniejszy winiacz niż koledzy, drugie miejsce w czerwonych, a w smaku? Hmm - piwnica babci, którą wszystkie śliwki w okolicy włożyła do weków i zalała cukrem. Dałbym trzy punkty, bo pyszne.



A na koniec sam też bio-organic-dynamic. Macatele półsłodka. W zapachu ismaku kompotowa, czereśniowo-wiśniowa. Głębi niewiele, ale przyjemnie się pije w dobrym towarzystwie. Winiacz doskonały to nie jest, ale na trzy punkty zasługuje. :)

 
Winiacza doskonałego nie było. Stąd nazwa posta - degustacja półdoskonała. Ale samo spotkanie, atmosfera i przepyszna papryka faszerowana z delikatnym puree były zaiste DO-SKO-NA-ŁE!