Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chile. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 września 2017

Pinot noir w ciemno by Wine Mike

Stary to czy nowy Świat?

Michał Wine Mike Misior prowadzi bloga Wine Trip Into Your Soul

O tych winach mawia się, że są ucieleśnieniem absolutu. Jedni mówią, że są zwiewne, bo lekko owocowe, inni biorą te same cechy jako dowód na wręcz przeciwną tezę - że to mocarze struktury i bogacze aromatów. Przy czym pewne nuworyszostwo ma być cechą Nowego Świata, a pewna powściągliwość, taka "Francja-elegancja" ma być - nomen-omen - cechą Starego Świata.

Jak to rzeczywiście jest - i czy da się tę różnicę wyczuć - sprawdziliśmy podczas kolejnej degustacji Michała Wine Mike'a Misiora z bloga Wine Trip Into Your Soul. Ostatni dzień sierpnia - nad wyraz ciepły i lekki - był doskonałym dniem na to porównanie.

 
Domaine Albert Bichot Savigny-Les-Beaune Premier Cru - Les Peuillets 2012

Pierwsze wino miało od razu po nalaniu lekko duszący i alkoholowy aromat - owszem, owoc był, ale jeszcze ściśnięty jak nadmuchiwany materac, z którego spuszczono powietrze pół roku temu. Ach, gdybyśmy mogli posiedzieć nad winem z pół godziny… Mimo pewnej napastliwości postawiłbym na Stary Świat, a konkretnie na Węgry. Wydało mi się zbyt mało finezyjne jak na Francję. Owoc był troszkę przygaszony, garbniki dość już lekkie, mogło mieć jakieś cztery lata. Myliłem się o rok - wino okazało się być prawdziwym Burgundem - Domaine Albert Bichot Savigny-Les-Beaune Premier Cru - Les Peuillets 2012 (import Wine Avenue - 189 zł). W domu, następnego dnia już otworzyło się ładnie. Miało miękki, ale szeroki aromat, skomplikowany, elegancki. Choć cena wciąż pozostaje zaporowa. Ale z drugiej strony - to wina z najdroższego regionu świata!

 
 Lawson's Dry Hills Pinot Noir 2014

Druga etykieta - a raczej butla w srebrnej folii - kryła wino bardziej kwasowe, z taniną bardziej szorstką, o ciemniejszej sukni. Po chwili - i to krótkiej - wino się "przeciera" i staje się gładsze, jakby kontakt z powietrzem je błyskawicznie rozkompresowywał. Postawiłem na 2014 rocznik, cenę niższą o co najmniej 50 zł. Obstawiłbym Nową Zelandię. I rzeczywiście. Trafiłem i w rocznik, i w kraj! Bo butelka nr 2 to - Lawson's Dry Hills Pinot Noir 2014 (import Vininova - 74 zł).

 
Vinarstvi Krasna Hora Pinot Noir 2014

Trójka - inne niż wszystkie. Ceglaste, mętne, bardziej przypomina pomarańczowe niż czerwone. Nos zdumiewający jednak i świetny - ładne kwiaty i owoce, a garbników o dziwo mało, kwasowość też stosunkowo niewielka. Obstawiłem staroć z 2007 roku, a wino o siedem lat młodsze! Z Moraw - Vinarstvi Krasna Hora Pinot Noir 2014 (import Lutomski Wino - 65 zł). Wino powstałe w wyniku dość niezwykłych - jak na czasy współczesne - zabiegów. Jest tu fermentacja przez miesiąc w otwartej kadzi, jest częsty pigeage (czyli mieszanie czapy ze skórek pokrywającej fermentujący moszcz), nie ma klarowania, nie ma filtracji. To zapewne takie wino, jakie pito w średniowieczu. Bardzo fajne, nawet jak na morawskie wina niezbyt drogie, a uwierzcie - mają tam wina znakomite!

 
Concilio Mokner Pinot Nero 2013

Czwórka była już bardziej tym, z czym kojarzy nam się PN - jest czerwony owoc, jest też czekolada, i kawa, i nieco pieprzu, ziołowość, spora kwasowość, bardzo długi finisz. Ta intensywność przekonywała mnie do Chile z 2014 r. Ale to Włochy z 2013! Concilio Mokner Pinot Nero 2013 (import Trezor Wines - 57 zł).



 Ironstone Pinot Noir 2015

"To wino ja już piłem!" - przemknęła mi myśl. I rzeczywiście, miałem rację. Piłem je cztery miesiące temu! W aromacie było cukierkowo, a smak wskazywał na wino półwytrawne. Ale zamroczony czymś nawet nie skojarzyłem tych dwóch cech - ale trudno, mądry Polak po szkodzie. Powątpiewałem nawet w to, że to Pinot Noir. I wszystko się zgadza - cukierkowość i półwytrawność to Kalifornia! Ironstone Pinot Noir 2015 (import Wine Avenue - 59 zł). To, że nie było to PN, też prawda - bo to jedyny kupaż w degustacji - 83 proc. Pinot Noir, 11 proc. Syrah i 6 proc. Petit Syrah.



Frederic Magnien Bourgogne 2014

Szóstka sprawiała klasyczne wrażenie młodego wina - najwyższa kwasowość do tej pory. Jest nawet warzywność, pewna łodygowość w smaku, wysoka tanina. Według mnie najwyżej dwuletnie. I trochę się zgadza: Burgundia trzyletnia - Frederic Magnien Bourgogne 2014 (import Mielżyński - 87 zł). Wino jeszcze moim zdaniem o 5 lat za młode. 



William Cole Bill Pinot Noir 2011
 
Nowy Świat za to bił z siódemki pełną gębą! Mocno warzywne, nawozowe wręcz, kawa była odczuwalna lekko w aromacie, a mocno w smaku. Choć po chwili doszła bardzo fajna komplikacja - włączyła się mocna wiśnia. Oczywiście Chile. William Cole Bill Pinot Noir 2011 (import Wine Avenue - 99 zł).



Louis Latour Bourgogne Pinot Noir 2014 

"Klasyka" - pomyślałem, próbujący wina o jasnym ceglastym kolorze, niezbyt lepkiego, o subtelnym aromacie - niemal nieistniejącym - czerwonej porzeczki. Obstawiłem Stary Świat za 80 zł, choć nie spodziewałem się tak delikatnej Burgudnii. A to Louis Latour Bourgogne Pinot Noir 2014 (Vininova - 79,90 zł).


Aurelia Vinisinescu Anima Pinot Noir 2011

Najsłabszy chyba Pinot degustacji skrywał się za nr 9. Wino dżemiste, aroniowe, mało przypominające Pinot Noir. Syropowe, ciemne, choć z wysoką kwasowością i całkiem zgrabnym garbnikiem. Wino krajów gorących. I rzeczywiście - Rumunia - Aurelia Vinisinescu Anima Pinot Noir 2011 (import TrezorWines - 69 zł).



F. Schatz C Pinot Noir 2011

Ale największym - poza oczywistą trójką - była dziesiątka. To wino też już piłem, choć może inny rocznik, ze dwa lata temu, może trzy. I z całej palety sygnowanej literkami nazwiska winiarza smakowało mi najsłabiej. To wino było benzynowe, o mocnym kolorze, obórkowe, mocne, za mocne! To dzieło Niemca tworzącego w Hiszpanii - F. Schatz C Pinot Noir 2011 (import Wine And You - 112 zł).


Jak się nie dać zaskoczyć w degustacji w ciemno? Nie ma reguł. Ale na pewno warto oddać się pewnej chwili refleksji, cofnąć kojarzenie i na zimno spojrzeć w notatki, a nie tylko notować. Choć jeśli natkniecie się na takiego Schatza, to nie ma siły! 

O degustacji napisali także:

wtorek, 7 lutego 2017

Winne Wtorki: Pinot Noir z Nowej Zelandii. I nie tylko...

Dwa Pinoty z Nowego Świata

Nelson Pinot Noir 2015 (48,99 zł w M&S)

Tematem Winnego Wtorku - w takie dni blogerzy piszą na jeden temat - jest Pinot Noir z Nowej Zelandii. Oraz - o ile ktoś lubi, chce, ma możliwość - porównanie z "wzorcem metra" czyli Pinotem z Burgundii. Cóż, postanowiłem pójść troszkę na przekór. Troszkę, bo Pinot Noir z Nowej Zelandii mam właśnie w kieliszku, ale nie porównuję go z bratem z Francji, ale z... Chile! Obydwa wina zakupiłem w Marks&Spencer w sumie za 74,58 zł.

Nową Zelandię reprezentuje Nelson 2015 - jak zobaczycie czytając inne blogi nie był to tylko mój wybór. Wino jest dziełem (to blend różnych win - jak można przeczytać na kontretykiecie) pani winemakerki Jeneve Williams. Jak wynika z krótkiego śledztwa w google, twórczyni jest nieco podobna do naszej Małgorzaty Rozenek (Sami sprawdźcie - jest tu pierwsza od góry). Ale wino to nie odkurzanie - na szczęście jest zrobione bardzo fajnie!

Gdy nalałem sobie do specjalnego pinotowego kieliszka,całkiem małą ilość, wino okazało się dość jasne. W większej masie ma jednak ciemne, przyjemne zabarwienie. W pierwszym aromacie jest jak wiśnia wyjęta z kompotu. Z całkiem ładnym owocowo-warzywnym tłem, dość zimne w odbiorze, z pewną ziołowością. Potem, po pewnym czasie napowietrzania, do głosu dochodzą truskawki i jeżyny. 

W smaku truskawka jest jeszcze wyraźniejsza. Taka zebrana nad ranem, z liśćmi tu i ówdzie poprzylepianymi. Wino ma kwasowość całkiem żwawą, struktura strzelistą, niezbyt opasłą. Raczej wąską w barach.

Tierra y Hombre Pinot Noir Casablanca Valley 2015 (25,59 zł w M&S)

Zupełnie inne wrażenia zapewnia Tierra y Hombre Pinot Noir Casablanca Valley 2015. Także wino z Nowego Świata, i także dzieło naszej Jeneve, choć wespół z chilijskim winemakerem Roberto Carrancá (robi on także wina w Indomita). Ale to wino już bardziej przysadziste, szersze, tęższe w barach. Po pewnym czasie napowietrzania emanuje trochę aromatem garażu, warsztatu samochodowego z otwartym kanałem. Jest czerwony owoc, ale nieco rozlazły, żurawinowy, trzymany jednak "spinaczem" rozmarynu. Już się obawiałem, że to wino bez właściwości, ale...

... w smaku jest za to o wiele przyjemniej! Struktura jest już bardziej rozbudowana, czuć truskawkę z żurawiną, ale kwasowość jest tutaj wyraźną dominantą. Nie taką przykrą, jak w niektórych polskich winach, ale jest bardzo wyraźna!

Jeśli miałbym wybrać jedno z win, postawiłbym na Nową Zelandię. Choć wolałbym, by nie były to marketowe Pinoty, ale takie okazy, jak te od Seresina, których próbowałem podczas wizyty mistrza kamery w Warszawie!

A takie spostrzeżenia o swoich Pinot Noirach mieli inni blogerzy:

- Czerwone czy Białe

- Nasz Świat Win

- Pisane Winem

- Winne Przygody

- Winniczek

środa, 13 maja 2015

Niespodzianka nr 1. Chilijczyk z "Paczki Wina" - 6 pkt

Casas del Bosque
Sauvignon Blanc Reserva 2014



Zwykle jest taka kolejność: przeliczenie, wejście do sklepu, wybór etykiety i zakup. Potem degustacja. O ile sami kupujemy. Bo jeśli dostajemy, to z pewnego rodzaju ekscytacją rozrywamy/rozwijamy papier prezentu - żeby zobaczyć etykietkę i przeżyć zaskoczenie. Z tego też założenia wyszli Kamil i Marcin, uruchamiając projekt Paczka Wina.

W czasach bogactwa etykiet (chodzi o ilość, niekoniecznie jakość) na sklepowych półkach - i dezorientacji nawet średnio zaawansowanych amatorów wina - sommelierskie przewodnictwo może być jak różdżka Gandalfa w Morii (że podoprę się tolkienowskim porównaniem). Takim Gandalfem - młodym wiekiem - jest właśnie Kamil Śladewski. Zasady Paczki Wina są proste. Wybierasz wersję otrzymywania paczki z winem (białe czerwone, mieszane) w liczbie sztuk 6 (300 zł/miesiąc) lub 12 butelek (590 zł/miesiąc). A potem wybierasz jeszcze długość abonamentu.

Tak wygląda otwarta Paczka Wina

Co jest w paczce? Tego się nie dowiesz, bo to niespodzianka. I dobrze! Ja ze swojego pudełka jako pierwsze wyciągnąłem chilijskie Casas del Bosque Sauvignon Blance Reserva 2014.

Dolina Casablanca, skąd pochodzi wino, specjalizuje się w Chardonnay (ponad 2200 ha) i Sauvignon Blanc (ok. 1950 hektarów). Casas del Bosque to jeden z czołowych producentów - 245 hektarów winnic, 85 proc. produkcji idzie na eksport.

Jak wino? Nie zawiodło. Po odkręceniu nakrętki i nalaniu do kieliszka wina z maleńkimi pęcherzykami wyczuwamy od razu odległe Europie nuty Nowego Świata! W tym wydaniu jest mocno cytrusowe, wręcz grejpfrutowo-pestkowe, momentami lekko eukaliptusowe. Wydaje się gęste, lepkie. Struktura obfita, nie jakiś europejski cienkusz.

W smaku pieprzne, z nutą ciepłego imbiru, ale też trawiaste. Ale nie tak trawiaste jak niektóre Rieslingi... Tu jest intensywna, świeża, mięsista, z pokrzywą, jakby przed chwilą skoszona. Gdybym miał oceniać według skali Winiacza, dałbym 6 punktów.

Oby Gandalf zawsze wiódł we właściwe regiony Morii... przepraszam, w najciekawsze apelacje i winnice.


Paczkę Wina otrzymałem w ramach wysyłki do blogerów. O Paczce poczytasz także na Fejsie

sobota, 14 lutego 2015

Cimarosa z Chile. Na pierwszy rzut Carmenere - 4 pkt.

Cimarosa Reserva Privada Carmenere 2012


Półka - na wysokości pasa
Gdzie i czemu tak drogo - Lidl i 24,99 zł (próbka importera)
Do Ideału? - W połowie doskonałe

Od kilku dni w Lidlu można napotkać skrzynki wypełnione winami marki własnej Lidla - Cimarosa. To - według zapewnień sieci - limitowana seria. Przedstawiciele dyskontu nadesłali mi reprezentację do degustacji - a na pierwszy rzut poszło Carmenere 2012, chilijska specjalność. 

Jak wypada? Nie jest źle - w kieliszku czerwień z fioletowym odcieniem, wino niefiltrowane, atramentowe wręcz, nieprzeniknione. Aromaty czarnych owoców złamane nieco nutką ziemistą, z pewnym echem apteczki babci, w której niepodzielnie rządzi jodyna.

W smaku nie za bardzo kwasowe, z garbnikiem połowicznym. Czuć tę ziemistość na podniebieniu, czuć nieco żelazistości. Struktura dość dziwna jak na "nowoświatowca" z Chile, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Nie ma intensywnej perfumy (jak niektórych świetnych winach prezentowanych na degustacjach), nie można też powiedzieć, że jest nadmiernie ekstraktywne. Akurat tego żałuję, bo w chłodnym lutym aromatyczny Nowy Świat jak znalazł!

 
Winiacz na 4 punkty w 7-punktowej skali!

niedziela, 23 marca 2014

Chile w Warszawie AD 2014

Nie tylko carmenere Chile świeci!

Tomasz Budyta (Hoża by Mondovino) testuje

31 producentów, wielka sala, chyba ze 250 etykiet - a czasu niewiele! Wolę moją peregrynację w dniu wielkiej degustacji win z Chile (organizowanej przez Pro Chile) uznać za poznawczą wycieczkę. Stąd ten wpis to nie tyle relacja, ile pewna impresja. Warto było być choćby po to, by się przekonać, że chilijskie wina to nie żadne "potworki" z nadętymi aromatami - jak często się je przedstawia!

Białe Chile mnie w swej masie nie porwało. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami. Na przykład Trisquel Sauvignon Blanc 2012 z winnicy Aresti (importuje Winkolekcja). Świeże, ale mocarne. W smaku jest jak stojące na pomoście między stalą a beczką (choć żadnej beczki tu nie ma!). 

Trisquel Sauvignon Blanc 2012

Z chardonnay wrażenie robiły wina Carta Vieja - Since 1825 (rok założenia winnicy). Wino bez beczki, aromat ukryty nieco (może troszkę za zimne było), ale dość mocno kwasowe jak na inne chardonnay z Chile. Wino importuje AN.KA Wines. Drugim niezłym winem jest Marques de Casa Choncha Chardonnay 2011 znanej u nas wytwórni Concha y Toro (robią Casillero del Diablo 0 importer PWW). Zbiór 8 ton z 1 hektara, pięknie złożone, nieco ziołowe, pełniutkie w smaku.

Marques de Casa Choncha Chardonnay 2011

Zaskakujące pozytywnie wino pokazała winnica Morande (importer poszukiwany!): Maravilla Reserva Chardonnay z doliny Casablanca było pół roku w beczce. Superkwasowe, naprawdę dobre, choć to wino masowe. Producent sprzedaje 6 mln butelek rocznie. Wino w detalu kosztuje ok. 7-8 dolarów. Czyli świetne wino "do trzech dych!".
Maravilla Reserva Chardonnay 2012. Pół roku beczki i pycha!

Pysznie chlebowe - ale tylko w smaku - było na stoliku nr 12 - Hugo Casanova Reserva Chardonnay 2011 z doliny Maule. Aromaty o dziwo owocowe, ale smak już całkiem drożdżowy, z lekką wanilią. Importer City Wine.

Hugo Casanova Reserva Chardonnay 2011

Ale było nie tylko sauvignon blanc i chardonnay. Cono Sur znane z win z wizerunkiem roweru - wina sprowadza TIM SA - pokazało m.in. dość dobrego gewurztraminera, półsłodkiego. Mało w nim było róży, więcej innych kwiatów. Wyraźnie mniej podobał mi się riesling (w cenie powyżej 30 zł). Z "rieslingowatości" miał tylko nieco stalowych nut. Ale gdzie ta kwasowość będąca tak często domeną austriackich czy niemieckich odpowiedników?

Riesling Cono Sur. Cena powyżej 30 zł

Chyba lepszego rieslinga miał Cousino Macul (importer poszukiwany!). Całość lekko słodkawa, ale bardziej kwasowa niż Cono Sur. Z delikatnymi aromatami kwiatowymi. Chyba jednak ciekawsza była Isidora Sauvignon Gris 2013. Lekko gorzka.

Cremaschi Furlotti - Single Vineyards Carmenere 2012

Carmenere - najpowszechniej reprezentowane - były w odmianach "nieco na słodkawo" i tanicznie. Z tego drugiego nurtu było m.in. Single Vineyards Carmenere 2012 z winiarni Cremaschi Furlotti. Wino naładowane taninami, może jeszcze zbyt "zielone", ale nie ma przegięcia w słodką stronę. Wytwórca tego wina także szuka importera.
Nieco inny nurt reprezentuje Since 1825 Carmenere Reserva Carta Vieja 2012 (import AN.KA). Daje się tu wyczuć nuty wanilii, chlebowe, w smaku krągłe, ciepłe, taniny są już świetnie wtopione, nie atakują od środka. Wino kosztuje w Polsce ok. 40 zł. Warto!

Wina G7 i Since 1825

Prawdziwą klasą jest El Incidente Carmenere 2010 z rodzinnej winnicy Viu Manent. W zasadzie pełne wino, idealnie zrównoważone i pełne. Delikatne. Warto spróbować w życiu tego wina. Są dwie wiadomości dla wszystkich, którzy mają na to chrapkę - jedna dobra, druga zła. Dobra - importuje je sopocki Festus. Zła wiadomość - kosztuje aż 219 złotych!

El Incidente Carmenere 2010. U sopockiego importera aż 219 zł. Ale pycha!

Kto chce troszkę innego absolutu, może skorzystać z oferty Mielżyńskiego, który importuje wina El Principal. Calicanto 2012 pełne czarnej porzeczki i leśnych aromatów w smaku jest pieprzne i nie usypia (65,40 zł), a owocem w aromacie imponuje Memorias 2010 (125 zł za rocznik 2009). Aromat nie jest nachalny, tylko na poły europejski. W smaku - bomba! Wspaniała koncentracja, taniny dość mocne, ale nie wiążące ust w amerykańskie lasso. Jest jeszcze sporo kwasowości, może nieco mniej niż w niemal dwukrotnie droższym El Principal (245 zł u Mielżyńskiego za 2009 rocznik).

Calicanto, Memorias i El Principal

Gdybyście chcieli kupić prezent, bierzcie Memorias. Ale jeśli będzie ktoś was częstował El Principal, skorzystajecie z okazji koniecznie!

Z poszukujących importera w Polsce bardzo dobre okazy pokazały m.in. Tres Palacios i Montgras. Pierwsza winnica ma delikatne, zwiewne merloty (po ok. 50 dolarów!), o nieco benzynowych aromatach, a Montgras świetne wina z wyższej półki. Podstawowy cabernet sauvignon był płytki, ale już Quatro (kupaż cabernet sauvignon, syrah, carmenere i malbec) poważne, taniczne, mocne.

Intriga i Ninquen z Montgras. Świetne!

Cudowne były jednak Intriga i Ninquen. Pierwsza etykieta jest przedsionkiem do krainy łagodności. Ninquen jest jej salonem. Kupaż 75 proc. cabernet sauvignon; 25 proc. syrah. Krzewy winorośli mają 30 lat, a wino leży 19 miesięcy w beczkach (85 proc. francuskiego, 15 proc. amerykańskiego) z dębu. Ale wino dobrze ułożone, "nie przebeczkowane". Intriga w Niemczech kosztuje ok. 20 euro, a Ninquen aż 50 euro!

P.S.
O polskim akcencie w Chile - Alta Alcurnia - prowadzonej przez panią Małgorzatę Wawruch i jej męża Tomasza pisał już Mariusz Kapczyński. Wina sprowadza La Cosecha de Vino. Etykietki w linii Lineas del Sol wyglądające jak etykiety od soku z Herbapolu, ale to, co kryje butelka, jest pysznym winem! Najbardziej smakowały mi Syrah Gran Reserva 2011 (masa czerwonego owocu, zdecydowane taniny wychodzące w finiszu) i Cabernet Franc Gran Reserva 2011 - tu w aromacie mamy czekoladę, chleb razowy. Szczerze powiedziawszy, smakowało mi bardziej niż flagowy Illustris.

Syrah Gran Reserva 2011 i Cabernet Franc Gran Reserva 2011
 
 
Wina degustowałem na zaproszenie organizatora

czwartek, 6 marca 2014

Nowe wina czyli marzec w Centrum Wina

Winna ósemka z przewagą aromatów

Prezentowane wina - jeszcze na początku degustacji

Od marca Centrum Wina wprowadziło do oferty kilka nowości. Osiem zaprezentowano na degustacji przy ul. Puławskiej w Warszawie, na którą miałem szczęście się wyrwać.

Pierwsze - L'Avenir Sauvignon Blanc 2012 ze Stellenbosch z RPA (46,90 zł) ma mocny, wyrazisty aromat. Naprawdę fajny - bardzo tropikalno owocowy, ananasowo-melonowy. Kwasowość tak mocna, że od razu przyjemnie atakuje wnętrze. Bardzo dobre wino (na 5 pkt. Winiacza), szkoda, że jednak w dość wysokiej cenie.

L'Avenir Sauvignon Blanc 2012 - szkoda, że niemal 50 zł

Cena L'Avenir może wysoka, ale za to wino lepsze niż drugie droższe - Angel Cove Sauvignon Blanc 2013 z Nowej Zelandii (56,90 zł). Od produkcyjnego giganta - koncernu Treasury Wine Estates (32 mln butelek wina rocznie!). Wino aromatyczne inaczej, może troszkę poważniej pachnące marakują, trochę mango. Kwasowość nieco niższa niż w poprzednim, mi wydało się bardziej wystudiowane, mniej żywiołowe.

Angel Cove Sauvignon Blanc 2013 z Nowej Zelandii (56,90 zł)

Najmniejszą finezję wśród białych win miał Peter&Peter Zeller Riesling 2011 (39,90 zł). Lekko półsłodki, prosty, nieco nijaki. Nie ma tu ewolucji po kręceniu kielichem i napowietrzaniu - ot taki aromat jaki jest na początku, taki jest i na końcu. W posmaku dziwne nuty. Winiacz dałby może dwa i pół punkta.

Peter&Peter Zeller Riesling 2011 (39,90 zł)

Różowe Chilano Merlot Rose 2011 Ventisquero to cenowo przystępny (24,90 zł) okaz bez landryny w aromacie i smaku, choć pewna doza truskawy jest. Ale całość ma też nutę dziwną, lekko zakręconą może naftową, może trochę kapuścianą. W smaku dość wyraźna goryczka w finiszu, a alkohol niewyczuwalny (istotnie - tylko 11,5 proc.). O rety, już tęsknię do gorącego lata!!!

Chilano Merlot Rose 2011 Ventisquero (24,90 zł)

L'Avenir Pinotage (46,90 zł) ma bardzo piękną, ciemną "suknię". Aromat średni, przyjemnie wiśniowy, nieco kredowy. Jest w tym winie z RPA pewna doza ciemnej czekolady, trochę korzeni. Nie było beczkowane i to czuć w lekkości. Ładnie dobrane taniczność i kwasowość - delikatnie tylko zarysowane. Słabo ściągajęce. Ot, na wiosnę może być dobre, choć ta cena...

L'Avenir Pinotage (46,90 zł)

Więcej charakteru ma wino z Chile - ot taki "nowoświatowy wariat". Chilano Merlot Syrah 2011 od Ventisquero (24,90 zł) jest bardzo owocowe w aromacie. Czuć wanilię, dżemistość - ale to przez beczkę. 15 proc. merlota było w beczkach z francuskiego dębu, a kolejne 15 proc. w beczkach z francuskiego. Shiraz nie był beczkowany. Wyszło coś ciekawego w aromacie, choć w smaku już może mniej. Brak wielkiego ciała, kwasowość niewielka, a tanina średnia. Ale jak na wino "dotrzechdych" całkiem, całkiem! Na pewno na 4 punkty Winiacza.

Chilano Merlot Syrah 2011 od Ventisquero (24,90 zł)

Coralto z Curatolo Arini już opisywałem (Grillo). Teraz przyszedł czas na sycylijską specjalność - Nero d'Avola tego samego producenta. Tu się pojawia moc 8-miesięcznej beczki. Wino niemal czarne w kielichu, o długich "nogach" na ściankach. Są w nosie jeżyny i śliwki. Wszystko z posmakiem lukrecji albo takiego specyficznego (ale przyjemnego) lekarstwa z babcinej apteczki. Bardzo garbnikowe i przyjemnie taniczne. Do pikantnych serów i mocnego steka! I przede wszystkim to najlepsze, ale i najdroższe, wino z nowej oferty - 56,90 zł. Na 6 punktów w skali Winiacza!

Coralto Nero d'Avola 2011 Curatolo Arini (56,90 zł)

Ostatnia - ósma już sztuka degustacji to południowoafrykańska wariacja na temat Bordeaux. L’Avenir Stellenbosch Classic 2011 (46,90 zł) z bordoskich szczepów - cabernet sauvignon (70 proc.), merlot (20 proc.) i cabernet franc (10 proc.). Średni aromat, ale piękna kwasowość. Prawdziwe Bordeaux to to nie jest, bo czuć w tym więcej słońca, dużo czarnego owocu, nawet wręcz momentami asfaltowość.

L’Avenir Stellenbosch Classic 2011 (46,90 zł)

Ale są też lekko zielone szypułki i nuty tytoniu. Daję jeden punkt mniej niż Coralto, bo L'Avenir jest dość ładnie złożone. Na 5 punktów Winiacza!


Degustowałem na zaproszenie Centrum Wina!

środa, 22 stycznia 2014

Chilijczyk zmienny - 4 pkt.

Chilano Cabernet Sauvignon
Winemaker's Choice Ventisquero 2011
 


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Centrum Wina i 24,90 (próbka dystrybutora)
Do Ideału? - W połowie doskonałe (4 pkt.)

Zima najlepsza na czerwone wina - szczególnie na takie - na Chilano Cabernet Sauvignon Winemaker's Choice Ventisquero 2011. Czemu zima? Bo to wino otwórzmy i próbujmy, kiedy jest jeszcze zimne!
Trzecie wino z paczki od Centrum Wina.
Na początku - pierwszego dnia - przeżyłem rozczarowanie. A to dlatego, że gdy otworzyłem, miało może z 18 stopni. Wlałem do kieliszka i… na początku w aromacie się pojawia coś jak landryna, słodycz z dużego czerwonego lizaka. Roztaczają się mocne aromaty - nieco za mocne. Może i zwierzęce mokra trawa, Alkohol wyraźnie wyczuwalny, choć wino ma tylko 13 proc. i nie jest za ciepłe.

Ale o niebo lepiej jest poczekać kilka kwadransów. A wino schłodzić nawet do 14-15 stopni. Od razu robi się lepiej! Po godzinie Chilano dochodzi do siebie, przestaje być takie słodko-dzikie. Staje się dostojniejsze - są śliwki i czarna porzeczka, jest z lekka czekoladowe, waniliowe. Landryna znika na szczęście. 
Smak pierwotnie także mocny, staje się teraz bardziej uładzony, ale "charakterek" nie znika. Taniny krążą po obrzeżach mocy, są dyskretne, dobrze wmontowane w ciało wina, nie wyrywają się do głosu.  

Test drugiego dnia Chilano pokonuje zwycięsko. Nie jest tak dobre, jak niemiecki Dornfelder czy włoskie Paccamora, ale za niecałe 25 zł można - aczkolwiek trzeba wykazać cierpliwość - mieć całkiem dobre wino, które zasługuje na miejsce w solidnym środku stawki.


Winiacz na 4 punkty w 7-punktowej skali!

sobota, 28 września 2013

Biała jesienna degustacja Winkolekcji 2013

Białe perełki i szmaragdy
Chateau Puy Servain Montravel 2011


Tłumy, trochę mało światła, trochę damskich perfum  (ech, trudno), ale kilka win wspaniałych - warto było w piątkowy wieczór odwiedzić Winkolekcję - choćby po to, by na jesiennej degustacji wyłowić kilka wspaniałości!
Perły Winkolekcja odkryła w Starym Świecie i w Nowym też. Na przykład Biała Francja jest dobra. Bo i niedroga. Weźmy takie Chateau Puy Servain Montravel 2011. Złożone z trzech szczepów: sauvignon blanc, semillon i muscadelle zachwyca kwasową kwiatowością. Jest tu świeży grejfrut, są w smaku owoce i kwiaty. 38 zł wydaje się ceną niezbyt wygórowaną za taką jakość.



Chateau Chantegrive blanc - Graves 2010
Wyraźnie lepsze (na 6 pkt. w skali Winiacza) jest Chateau Chantegrive blanc - Graves 2010. Bardzo aromatyczne, z długim finiszem, niezbyt beczkowe, grejfrutowo-owocowe. Ale niestety i cena wysoka - 58,40 zł! Smakowało mi bardziej niż Chablis 2011 Maison Chanson - 71,20 zł. Za tę cenę lepsze jest już chardonnay Rully 2011 Maison Chanson. Nieco miodowo-migdałowe, pełne ciała, z wyraźną beczką, ale i lekkim mineralnym kamieniem.
Rully 2011 Maison Chanson
Nowy Świat zachwycił mnie dwoma świetnymi winami - Casa Marin Sauvignon Blanc Cipreses 2012 jest lekko agrestowe, mineralne, ale i ma ziołowy ciekawy posmak. Zwraca uwagę, ale niestety kosztuje 87,20 zł! Jak ktoś lubi pozostawać w cieniu - czy raczej posmaku - świeżych zielonych agrestów czy niedojrzałej jeszcze porzeczki, warto spróbować Trisquel sauvignon blanc 2012 za 39,92 zł. Mega kwasowe, z długim finiszem, cudownie mineralne.
Trisquel sauvignon blanc 2012 - kwasowe, że uch!
Ale prawdziwe perełki to miał przystojny Austriak z Wachau - Martin Mittelbach. Pokazał skrzyneczkę, a w niej stały jego białe wina - dwa rieslingi i dwa Grüner veltlinery. Pyszne - to osłoda. Drogie - to nuta pieprzu...
Riesling Terrassen Federspiel 2012 (79 zł) kwiatowy, bardzo zrównoważony, pysznie delikatnie kwasowy, z miodowo-jabłkowymi echami. Jego odmiana szmaragdowa z 2009 (nazwa przyjęta od jaszczurek wygrzewających się w słońcu na kamieniach tarasów) jest nieco bardziej mięsista, bardziej ananasowa i droższa (185 zł!). Ale różnicy jakości nie widać w przypadku rieslinga tak dobrze, jak w przypadku Grüner Veltlinerw.
Wina zwykłe i szmaragdowe Martina Mittelbacha - ciemna fotka, ale cud, że wyszła, bo ciemno było jak w Wachau w nocy
Podstawowy Grüner Veltliner Federspiel 2012 (79 zł) jeszcze bardziej owocowy, tropikalny, rześki. Ponad dwa razy droższy szmaragd za 185 zł jest rzeczywiście dwa razy lepszy! ma więcej ananasa, orzechów, białego pieprzu, traw. To tak kompleksowe wino, że warto byłoby czasem wysupłać prawie dwie stówki na TAAAKIE wino!
 


sobota, 31 sierpnia 2013

Chilijczyk całkiem przyjemny - 5 pkt.

Monte y Rosa Gran Reserva Cachapoal
 
Carmenere 2011

 
 
Półka - na wysokości pasa
Gdzie i czemu tak drogo - Biedronka i 17,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)

Rzekomo wielki atak win Nowego Świata w owadzim dyskoncie, ale w moim najbliższym raczej strategia ostrożnego rzucania posiłków na front wschodni. Z kilkunastu opisanych przez Winicjatywę winnych nowości w mojej macierzystej Biedrze jakiś papierek lakmusowy oferty. Z białych nic, ale to mnie akurat nie martwi.
Za to jest kilka czerwonych, w tym Monte y Rosa Cachapoal. Aromatyczne dżemowo Chile. Nawet jak na Nowy Świat niezbyt mocne, bo standardowe 13,5 proc. W aromacie pierwszym mocne, wyraziste, charakterne. Trochę przyjemnej śliwy, trochę czarnej porzeczki, czarnej czekolady, pieprzu.

W smaku nieco już inne: owoc nieco przyćmiony, cierpkie w finiszu. Szkoda, że im dłużej stoi otwarte, tym szybciej się utlenia i ewoluuje w stronę goryczy. Dlatego śpieszmy się pić, tak szybko Monte odchodzi. Do picia warto nieco schłodzić!

 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

niedziela, 7 kwietnia 2013

Chilijczyk, co szczypie w język - 5 pkt.

Raiz Varietal Sauvignon Blanc




Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Alkohole Winoteka i 18,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)



No w końcu! Jakieś przebłyski ciepłej wiosny czyli można próbować zimne wino. Białe z Chile. Raiz Varietal Sauvignon Blanc nalane do kieliszka ma z początku kolor wody - jest niemal niedostrzegalnie żółte. Niemal bezbarwne (o ile nalejemy centymetr). Ale gdy jest go więcej, widać zielonkawe refleksy.

Aromat? Niezły. Prosty, ale jakże wiosenno przyjemny. Kwiaty, troszkę żółtych cytrusów, może limonki, nutkę soku z ananasa. Żadnych niespodzianek. Potem, przy cieplejszym winie zapach staje się bardziej kwiatowy - łąkowy nawet!

Smak na początku kwaskowaty - Raiz szczypie troszkę w język, jakby miał bąbelki. A może nawet troszkę pieprzu. Zostaje przy tym długo jeszcze po przełknięciu.

Za niespełna 19 zł (w sklepach innych niż importera jest droższe - widziałem nawet za 28 zł!) możemy mieć bardzo dobre białe wino środka. Pełniejsze niż niejedno inne sauvignon blanc, choć oczywiście nie chardonnay. No i zauważyć warto jedno - że do idealnego winiacza białemu Raiz tylko troszkę brakuje!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 28 marca 2013

Chilijczyk tostem pachnący - 6 pkt.

Raiz Gran Reserva Maule Valley 2010



Półka - na wysokości piersi

Gdzie i czemu tak drogo - Alkohole Winoteka i 65,99 zł (próbka importera)

Do Ideału? - Już ciut ciut!! (6 pkt.)

 

Zawodowi degustatorzy win - najwidoczniej nie tylko doskonałych (bo nimi siorbią, mlaskają i wypluwają) - używają tzw. fiszek do określania, notowania aromatów, smaków, wrażeń itp. To takie ściągi. W nich mają zapisane, że wino może być owocowe albo kwiatowe (i tu wymieniają kilka bardziej szczegółowych aromatów). To pomocne, prawda. Szczególnie, gdy już próbują trzydziestego wina.

Mnie w takich fiszkach intrygował aromat spieczonych tostów. Jak ktoś przypali ciasto czy bułkę, to raczej w kuchni dramat. A w winie? Przeciwnie. Dowód - Raiz Gran Reserva 2010 (dostępne w sklepie sieci Alkohole Winoteka, Warszawa ul. Żelazna 67).

Pierwsze, co wyczuwamy po wysunięciu długaśnego korka z butli to zapach torcika marcello: czekoladowe ciasto, gorzkie kakao, wiśnie. Potem jest nutka ziołowości, a po chwili w kielichu pojawia się właśnie ów tost.

W smaku chilijski winiacz jest okrągły, harmonijny. I dostojny. Jest nieco czerwonych owoców (rany, zdanie jak z fiszki), ale jest także i czekolada, nieco dębu (w końcu leżakował w beczkach 18 miesięcy).

Choć niby taki nowoświatowy, to świetnie pasuje do francuskiego camemberta czy niebieskiego pleśniaka. Musi być wyborny do pieczonej wołowiny! Alkohol jak na Nowy Świat niewielki (13,5 proc.) i słabo wyczuwalny.

Takie na przykład wina z Argentyny z czystego cabernet sauvignon potrafią walnąć w nos alkoholem jak chłop cepem (dopiero potem odsłaniają czekoladowo-wiśniowe aromaty). A Raiz jest na zupełnie innym biegunie. To znaczy jest tuż przed nim. Od doskonałości tylko ciut ciut!!
 

Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!