Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alzacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alzacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 września 2019

Winne wspaniałości ze Strasbourga. Vins d'un Cantalou à Strasbourg

Un Cantalou à Strasbourg

Ludzi nie ma na zdjęciu tylko dlatego, że bar jest już zamykany. O północy w powszedni dzień!

Niedawna służbowa wizyta w Alzacji była dla mnie okazją do spaceru po pięknym Strasbourgu. I oczywiście okazją do zauważenia - trochę przypadkiem - jednego z najlepszych (przynajmniej według internetowych przewodników) winebarów w tym mieście - Un Cantalou à Strasbourg.

Kilka stolików przed lokalem, w środku także. Wina sprzedawane na butelki, ale także i na kieliszki z enomatików na kartę - zupełnie jak w nieodżałowanym Win'sky w naszej Warszawie. Można próbować w trzech różnych pojemnościach: 30, 60 i 100 ml. Oczywiście z kieliszków drogich i luksusowych - Riedla! 

Po niedawnej mojej wizycie w jednym z krakowskich winebarów, który nie zachwycił ofertą wina na kieliszki, godzina z okładem spędzona w Un Cantalou była jak objawienie. Choć próbowałem tylko i wyłącznie win już załadowanych przez obsługę baru. Opisuję kilka najlepszych win z Alzacji, choć dla porównania spróbowałem także i coś z Burgundii. Ale wiadomo, co Alzacja, to Alzacja! No, dobrze, dodam jeszcze perełkę z Niemiec. Tylko dlatego, że jest to szczep, który w tanim wydaniu nie robi na mnie absolutnie żadnego wrażenia. Ale po kolei...


Domaine Loew Riesling Grand Cru Altenberg de Bergbieten 2017
2,70 euro za 30 ml. Złoty riesling - pełny w smaku i aromacie. Czuć lekkie utlenienie, ale jednocześnie na języku rozrabia bardzo wysoka kwasowość. Jest poza tym akcent rustykalny - trochę słomy i siana, trawy. Taki trawiasty sierpień, a nie zimowy magazyn szkła (jak to w przypadku wielu rieslingów znad Renu). To wino jest lekkie i pełne powietrza, choć ma też sporo ciała.


Josmeyer Grand Cru Hengst Riesling 2014. Ceny nie zanotowałem, ale coś koło 4 euro za 30 ml. W aromacie także zielono-trawiasto-tropikalny. Szparagi i trawa. W smaku bardzo wyraźne nawiązanie do gorzkiego grejpfruta i nieco ciała. Wolałbym poprzednika, choć ten ma wyraźnie więcej świeżości.


Florian et Mathilde Beck-Hartweg Cuvee Lily Grand Cru Frankstein 2017
To wino biologiczne, niefiltrowane. W zasadzie biała reprezentacja Alzacji w środku: Riesling (30 proc.), Pinot Gris (30 proc.), Gewurztraminer (20 proc.) i Pinot Blanc (20 proc.). Fajne. W wyglądzie jak lemoniada. Mętne. W smaku zadziwiająco pełne. Ale i czyste. Biały melon, jabłko, grejpfrut (ten dojrzały). Nazwane Cuvee Lily na cześć córki winiarzy. To częsta praktyka - że wspomnieć TiTi Tibora Gala. I tak się złożyło, że... Florian i Matylda Hartwig byli właśnie na zewnątrz baru. Udało mi się z nimi porozmawiać i namówić do zdjęcia. Oczywiście wraz z samą Lily!

Florian, Lily (w chuście) i Matylda Hartwig ze swoim winem

Najlepszy z rieslingów - Kientzler Riesling Grand Cru Geisberg 2016. Tylko 4,20 euro za 30 ml. Mistrzowski, mega kwasowy riesling jako diament w pierścionku zaręczynowym miejscowej księżniczki. Żadnej miękkiej gry. Żadnej trawiastości. Mega kwasowość. Czystość i szkielet wina. Zaledwie trzyletnie, ale sądzę, że po 20 latach będzie świetne. W Londynie za równowartość 200 zł butelka.


Teraz trochę z innej beczki - czyli alzacka czerwień. Domaine Albert Mann Alsace Pinot Noir "Clos de la Faille" 2012. 8,50 euro za 30 ml. Internet wskazuje, że wino do Polski sprowadza Winoteka13, ale w ofercie brak. Bardzo, ale to bardzo dobre wino. W aromacie jest anyżek, cukier, jest lekko palony karmel. Po chwili dopiero wychodzi waniliowa beczka. Może jest jej pozornie za dużo, ale wino zrobione wspaniale! Bo oto po chwili pojawia się też rustykalna stajenka. W smaku wytrawna, lekko drzewna tanina.


Teraz wino, przy którym odpadłem. Veronique & Thomas Mure Clos Saint Landelin Pinot Noir 2012. Według portalu Winesearcher kosztuje ok. 138 zł. Ale doznania oferuje jak za 5 razy więcej! Są w aromacie truskawki i śliwki. I balsamico. Wino w barwie już brązowe. Jak brunello. Kwasowość dojmująco szkieletowa - punktowo wbijająca się w kubki smakowe mojego podniebienia. Jest też lekka obórka. Jest tanina akuratna. Jest głębia. Wszystko ułożone w punkt!!! To Kontemplacyjne wino. To takie Pinot Noir, które pokazuje prawdziwą klasę tego szczepu.



I teraz czas na wisienkę na torcie. Na niemieckiego Spatburgundera. Czyli Pinot Noir, tyle że w niemieckiej wersji. Zazwyczaj te wina dostępne w Polsce za znośne pieniądze (do 100 zł) są dla mnie niepojętym fenomenem. Ludzie się nimi zachwycają, a ja wącham, piję i działa to na mnie jak marihuana. Czyli wcale. Ale Weingut Friedrich Becker Rechtenbacher Spatburgunder 2013 uderzył we mnie jak Gołota tego tam (nie pamiętam) w krocze. 14 euro za 100 ml. Dużo, ale wrażenia nieziemskie. Nie-niemieckie. Z początku truskawka i tanina. Przyjemna i lekka. Ale potem cała feeria aromatów: boczek, anyżek, skóra, mech, biblioteczka w starym domu... Kontemplacyjne wino, jakiego nigdy pewnie nie spotkacie!



I żałujcie! No, chyba że odwiedzicie Un Cantalou à Strasbourg. W samym sercu miasta. 

 Ech, ta piękna Alzacja...




niedziela, 6 sierpnia 2017

Alzacja w Odkupieniu Win

5 x Maurice Schoech

Maurice Schoech Cremant d'Alsace (99 zł)

O winach na sierpniowe upały już było całkiem niedawno. A w zasadzie o jednym. Ale jeśli myślicie o czymś bardziej wyrafinowany, bo proste Verdejo wam nie starczy, to może inspiracją będzie coś, co zdarzyło mi się posmakować w warszawskim Odkupieniu Win? To pięć win z Alzacji, z których cztery to bardzo dobre okazy!

To wina Marice Schoech, alzackich winiarzy, którzy zajmują się tym od pokoleń. Większość produkcji to wina białe (na Pinot Noir importer się na razie nie zdecydował), mają od 2014 certyfikat win ekologicznych. Portfolio Domaine Schoech jest bogate - są tu wina AOC Alsace, ale też Grand Cru - choć te są w wyższych cenach. Jak smakuje podstawowa piątka?

Cremant d'Alsace (99 zł, foto u góry) czyli bąbelki - to przykład wina bardzo czystego. Robione metodą tradycyjną, podobnie jak szampany. W butelce pół na pół
Pinot Blanc i Chardonnay. W aromacie najpierw owoce lekkie jabłko i lekka brzoskwinia, a potem już charakterystyczna drożdżowość i chlebowa skórka. Jest poza tym ładne ciałko. Wino ma ładne meandry kwasowości. Gdy ulecą owoce, zostaje ciasto i chleb. Jest drożdżowe w aromacie mocne dość. Ale ma bardzo długi finisz.


Pinot Blanc 2016 AOC Alsace (78 zł) 

Pinot Blanc 2016 AOC Alsace (78 zł) - jest bardzo kwiatowe tuż po nalaniu pierwszego kieliszka. Ale i owocowe - czuć biały melon, lekką gruszkę. Jest miękkie i oleiste. Ma sporo ciała! Kwasowość sprawia niespodziankę - wydaje się być całkiem spora, choć wcale nie ma tu dużo cukru - bo ok. 3 g/litr - ale wino sprawia wrażenie bardzo ładnie zbalansowanego! To jeden z moich typów, któremu dałbym śmiało winiaczową szóstkę z lekkim minusem.
 

Riesling 2016 AOC Alsace (89 zł)

Także bardzo dobrym winem jest nieco droższy Riesling 2016 AOC Alsace. Robiony z gron zbieranych z 35-letnich winorośli - nie jest, jak sporo alzackich Rieslingów, miękki. Może trochę w aromacie. Po pewnym czasie robi się troszeczkę miodowy i brzoskwiniowy. Ale w smaku jest mocno kwasowy i bardzo "szklisty".

 

Pinot Gris 2015 AOC Alsace (96 zł)

Z Pinot Gris 2015 mam już pewien problem - smakuje jak półwytrawne wino, ma mnóstwo ciała i chyba troszkę za niską kwasowość. W aromacie jest bogactwo - kandyzowane owoce tropikalne, trochę lasu, dojrzała gruszka... Bardziej gastronomiczne niż kontemplacyjne!

Gewurztraminer 2015 AOC Alsace (99 zł)

Za to ładnie wypada z rocznika 2015 Gewurztraminer. Tu nos pomylić się nie może. Jest różą, jest liczi. Ale w smaku jest o dziwo całkiem spora wytrawność i czystość. Nie ma tej oleistości, którą mają czasem wina z tego szczepu. Jest pewna szczupłość i zdecydowana wytrawność (z tego co pamiętam cukru jest niewiele, na pewno poniżej 10 g/l). To chyba jeden z niewielu "gewurzów", których można - bez deseru - wychylić więcej niż kieliszek w ciągu godziny!


Win próbowałem na publicznej degustacji

poniedziałek, 28 marca 2016

Riesling z Alzacji, ale o dziwo kamienny!

Rieffel Riesling Zotzenberg Grand Cru 2012


Kto nie kocha dostawać prezentów? Nie ma takiej osoby. Nie trzeba do tego św. Mikołaja na Boże Narodzenie czy zająca na Wielkanoc. Wystarczą... wakacje i podróże znajomych. Z takiej właśnie podróży Sebastian z bloga Zdegustowany przywiózł mi trzy butle, a jedna z nich okazała złamać rieslingowy stereotyp.

Większość alzackich rieslingów (Artur Metz jest choćby przykładem wzorcowym) charakteryzuje się pewną miękkością, w opozycji do niemieckich - twardych, krystalicznych. Oczywiście to nie dogmat, ale pewien wyznacznik. Który w alzackim prezencie od Sebastiana wziął w łeb. Bo tu od razu po wyjęciu korka (bardzo dobrej zresztą jakości) - czuć po prostu szkiełko, okruchy kryształów, kwarcu. Podobnie jak w wielu niemieckich, które choćby ma w swej ofercie Jung&Lecker.

Gdzie ta alzacka miękkość? Brak! Jest też trochę cytrusów i owoców tropikalnych. Od razu ma pewne nuty naftowe, petrolowe (choć wielu ludzi wina nie lubi tego słowa). Za nic w świecie nie robi się ciastowaty. Ładnie się napowietrza i ewoluuje. Drugiego dnia jest bardziej lniany, tleniony, choć kwasowość jest wciąż jak sztormowa fala. Struktura o dziwo dość mocna, choć ażurowa.

Winnica Rieffel od 2009 r. postawiła na organikę, wino ma istotnie certyfikat Bio, a zawartość cukru ok. 2-3 g/l. Bardzo, ale to bardzo dobre wino. Gdybym miał oceniać, pewnie dałbym 6 i pół punkta, a może i 7!!! Piłem z przyjemnością "solo", bo czyż trzeba czymś zakłócać przekonanie, że Alzacja nie jest zupełnie francuska?

wtorek, 16 czerwca 2015

Winne Wtorki: Alzacja akurat na Tydzień Rieslinga

Arthur Metz Riesling 2013 AOP Alsace



Dziś w Winnych Wtorkach (czyli inicjatywie blogerów, by w każdy drugi i czwarty wtorek miesiąca opisywać określony rodzaj wina) temat po trzykroć na połowę czerwca uniwersalny - po pierwsze: na gorące lato wino białe i rześkie. Po drugie (dedykowany temat): Alzacja w wersji białej. I wreszcie po trzecie: Na Tydzień Rieslinga jest i... Riesling! Co prawda nie niemiecki, choć Alzacja kiedyś tam do Niemców należała... 
To wino pochodzi z marketu i kosztuje 39,99 zł. Niezbyt drogo jak na Rieslinga - ale pamiętajmy, że nie jest to Riesling niemiecki, ale odmiana nieco bardziej miękka, wielu osobom wyda się bardziej uniwersalna... W kieliszku jest ciekawie. Nawet nie wiem do końca czy to zieleń z odcieniami złota czy złoto z refleksami zieleni - absolutnie zrównoważony kolor zależny od pory dnia, w jakiej go pijemy i w jakim kolorze słońca pada na ściany, zasłony czy podłogę.
Wzorcowe 12 proc. alkoholu, choć absolutnie tego nie czuć. Ładnie roślinny, łagodny. Otwiera się tak z 12 dni… No nie, przesadzam. Ale długo. Warto potrzymać trochę dłużej i spróbować w wyższej temperaturze niż 12 stopni.

Jeśli tak zrobimy, ujawnia nam się wino z wyraźną dominantą brzoskwini, choć pod spodem można wyczuć grejpfruta i inne cytrusy, a także delikatne liście porzeczki. Ale po chwili te aromaty ulatują. W smaku jest ładnie bogaty, dostojny. Kwasowość jest tak wysoka, że wydaje się jakbyśmy próbowali… szkła!
Jeśli nie chcemy się napawać na tarasie, pod rondem kapelusza, schłodzić i podawać do grillowanej ryby, risotto i kuchni orientalnej.


Wino otrzymałem od sieci Piotr i Paweł 

Tu info o imprezach i degustacja rieslingowych w Polsce

A tak wybrali inni wtorkowicze:

Dolina Mozeli: Pinot Blanc!

Italianizzato odwiedził Lidla!

Nasz Świat Win postawił na Rieslinga

Przy Winie: Edelzwicker

piątek, 2 maja 2014

French Wine Discoveries 2014 - na biało

Odkrywamy Francję od białej strony

 Frederic Gauthier, Domaine Poiron Dabin, i jego wina
Ależ ja się nie mogę zebrać! Minęło kilkanaście dobrych dni od ciekawej wielkiej degustacji francuskich win zorganizowanej przez Wine4Trade w warszawskim hotelu Regent (dawny Hyatt). 22 producentów w różnych regionów - począwszy od Alyacji i Burgundii, poprzez Szampanię, Bordeaux i Dolinę Loary, po Cahors, Gaskonię i Langwedocję-Roussillon.
Spotkanie było raczej przeznaczone dla branżowców - zwłaszcza potencjalnych importerów - bo znakomita większość producentów nie ma w Polsce swoich przedstawicieli. A wina niektóre naprawdę ciekawe. Peregrynację zacząłem od białości i nielicznych różowości.

Pierwszych spróbowałem muscadetów. W Polsce na razie słabo obecne (o jednym pisałem tutaj). Muscadet-Sèvre et Maine sur Lie 2013 od Domaine Poiron Dabin z Doliny Loary (6 euro w sklepie) przykułby uwagę amatorów kwasowości. I może tych, co chcą potrzymać wino w piwnicy śmiało parę lat. Piękne butelki z ważką. Wino świeże, orzeźwiające bardziej niż starszy o trzy lata brat (we Francji wino jest mężczyzną). Bo Muscadet-Sèvre et Maine sur Lie 2010 z eksportowej linii (we Francji 5,80 euro w detalu) to wino o już małej kwasowości, za to z piękną brzoskwinią w aromacie!

Muscadet-Sèvre et Maine sur Lie 2010 z Domaine Poiron Dabin

Kto szuka starszego wina, to może wybrać Muscadet-Sèvre et Maine Haute Resolution Grande Reserve 2006. Co za kwasowość! A przy tym intensywność brzoskwiniowych aromatów! Bardzo już pełne, ciężkie, skoncetrowane, a przy tym wciąż megakwasowe i jednocześnie mineralne.

Muscadet-Sèvre et Maine Haute Resolution Grande Reserve 2006. Co za głębia!

Pewnie fajny potencjał starzenia ma Muscadet-Sèvre et Maine sur Lie 2012 White Clos Perraud (Domaine du Moulin Camus) o bardzo długim finiszu i kwasowości tak sporej, że zdawała się atakować małymi bąblami moje podniebienie. Rocznik 2013 nie zachwyca dziś. Pewnie stan przejściowy.

Fajne i proste muscadety pokazał producent Domaine de la Foliette. Wszystkie wina bardzo kwasowe, lekkie. W większości mineralne - ale był jeden szczególny rodzynek. 1926-l'Origine Muscadet-Sèvre et Maine sur Lie 2013. To bardzo kwiatowe wino o średniej cenie (2,60 euro dla importera), z najlepszych parceli z winnicy. Bardzo kwiatowy w aromacie, a mało kwasowy.

1926-l'Origine Muscadet-Sèvre et Maine sur Lie 2013 od Domaine de la Foliette

Na przeciwnym biegunie leżą Vieilles Vignes Clos de la Fontaine Muscadet-Sèvre et Maine sur Lie 2013 (krzewy starsze niż 55 lat) i "Chateau" 2010. Obydwa kamienno-mokre, jeszcze młode, pełne świeżości, choć "Chateau" ma także aromaty bogatej łąki, kwiatowe i mnóstwo ciała, pełni!

"Chateau" i La Haye-Fouassiere. Tanie, ale pyszne. 3,50 i 7,50 euro za butelkę w hurcie

Jakie inne przykuwały uwagę? Ot, choćby Colombard Ugni blanc 2013 (Domaine des Persenades). Sam krzem i kwas do drugiej potęgi. Od tego producenta ciekawy było też "słodko brzmiący" (po tych muscadetach odczucie) Gros Manseng/sauvignon 2013.

Gros Manseng/sauvignon 2013 i Colombard Ugni blanc 2013 (Domaine des Persenades)

Co mnie zachwyciło? Kreacja skromnej winnicy Domaine de Tara. Większość etykiet zdominowana przez niebieski kolor. Czemu? Na degustacji winnicę reprezentowała dyr. zarządzająca Michele Folea, żona właściciela. - O, niebieski to po prostu mój ulubiony kolor - odparła z uśmiechem. Lepsze miała czerwone wina, ale z białych wielkie wrażenie zrobiło Hautes Pierres Blanc 2012 AOP Ventoux.

 
Błękitna etykieta to butelka Hautes Pierres Blanc 2012 AOP Ventoux

Wino rok dojrzewało w beczce, ale nie zdominowała całości. Grenache blanc 56 proc., roussanne 44 proc. Czuć leciutki miód, gruszkę, jest pełne w ustach, ale nie przegięte. Świetne wino do sushi na przykład. Albo szparagów.

Co pokazała Alzacja? Świetne wina. Domaine Louis Hauller lepiej idzie na froncie słodkości niż wytrawności. Bo ich gewurztraminer ma więcej aromatu niż tęcza kolorów - jest i cebulka, i kwiaty, i zielona łąka. W smaku mało "wurziga". Pieprzny charakter poszedł w pieruny i została słodycz. Etykieta też słodka zresztą. I nieładna. Taka wyglądająca na tanią. Ale może to i zaleta?

Wina Domaine Louis Hauller. Gewurz z prawej. Etykiety ja bym poprawił, bo z wyglądu paskudne

Ale marność etykiet niech was nie zwiedzie. Bo Rose okazuje się pyszne, bez landryny, za to z małą truskawką i delikatną naftą w tle; Sylvaner 2013 ma świetny finisz i pełną strukturę, a Edelzwicker 2012 (kojarzy mi się z późną wiosną) choć skryty, ma i kwiaty dla nas i słodkość pełną!

Seria Collection Cave de Ribeauvillé: Riesling, Larghetto, Gewurztraminer, Andante

Pyszną Alzację przywiózł Willem Schicks z Cave de Ribeauville. O Zahnackerze już pisałem tuż po wystawie, ale warto też wspomnieć o dwóch liniach - Collection i Grand Cru. W pierwszej niezbyt udany był Alsace Pinot Blanc 2012 (z posmakiem słodkiej landrynki i takim sztucznie brzmiącym kwasem), ale stanowczo lepsze były Riesling 2012 (bardziej mineralny niż cytrusowy), Pinot Gris 2013 (kwaskowe, a jednocześnie bardzo pięknie zbudowane) i półwytrawne Andante 2013 - z gewurztraminera i muscata. Kompleksowe - pełne owocu i lekko kwiatowe. Znakomicie zbalansowane, lekko pieprzne, w głębi mineralne. Sam Gewurztraminer 2013 wydał się mega aromatyczny, słodziuchny, z piękną goryczką w finiszu, niezbyt kwasowy. Larghetto złożone pół na pół z rieslinga i pinot gris podąża w stronę mineralności i kwasu.

Riesling Grand Cru Osterberg 2010, Zahnacker, Grand Cru Altenberg de Bergheim Gewurztraminer 2010 i Gloeskerberg Pinot Gris 2008

Riesling Grand Cru Osterberg 2010 ma obok naftowych nut aromaty zielonego stawu, trawy, łąki. I wielką kwasowość! To był chyba najlepszy riesling tej degustacji. A Grand Cru Altenberg de Bergheim Gewurztraminer 2010 ma świetne nuty kandyzowanych owoców, a w smaku tak zrównoważoną kwasowością słodycz, że zupełnie ta drobina cukru nie przeszkadza!  

Gewurztraminer Grand Cru Marckrain Mambourg

Przyjemnymi "gewurzami" błysnął Michel Fonne. Słodkie i przyjemne okazały się Gewurztraminer Tradition 2012 oraz Gewurztraminer Grand Cru Marckrain Mambourg 2010 - cudownie słodki. Jeśli w niebie piją gewurza, to właśnie tego!  


Pouilly Fume z Domaine du Moulin Camus

Pouilly Fume? Stanowczo Domaine du Moulin Camus - 10 euro w detalu. Co tu mamy? Wielki finisz i świetne kwiatowe wino. Z nutami spalonych tostów. Ale do ostryg bardziej nadaje się Sancerre 2012. W zasadzie to wino ma ostrygę już wkomponowaną w aromat i smak. Ostre, męskie białe wino! A przy tym pamiętajmy, że mamy do czynienia z winem za 12-15 euro...

Sancerre 2012 z Domaine du Moulin Camus. Do ostryg idealne!

Białego Bordeaux było stosunkowo niewiele, a jak już, to w cenach dość wysokich. Z Chateau Morlan-Tuiliere godne uwagi było wytrawne Laubarit AOC Entre deux Mers Haut Benauge 2011 (muscadell 20 proc., sauvignon blanc 60 proc., semillon 20 proc. - 11 euro w detalu), owocowe, w ustach pełne, choć mało już kwasowe. Do ryb i owoców morza.

Laubarit AOC Entre deux Mers HT-Benauge 2011, Moulleux sweet, Laubarit AOC Entre deux Mers HT-Benauge 2012

Ale wolałbym słodkie Chateau Morlan Tuiliere Bordeaux Haut Benauge 2010. To pyszne białe złożone z semillon (80 proc.), musacadelle (10 proc.) i sauvignon blanc (10 proc.). W nosie miodowo-owocowe. Czuć kandyzowane brzoskwinie i figi, a w smaku pełniutki, miodowe o wyrazistym finiszu. Z serem pleśniowym na pewno wyjątkowe. Można trzymać ze 30 lat w piwnicy!

Każdą podobną degustację zaczynam od białych. Tak zrobiłem i tym razem. Czasem żałuję, że nie starczyło mi czasu dla czerwonych. Ale w tym przypadku wcale tak nie było. Co nie znaczy absolutnie, że czerwone były gorsze. To po prostu dwa inne światy! A trzeci to musujące, o których mam nadzieję już wkrótce!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Alzatczyk z legendy o Ludwiku XIV - 6 pkt.

Cave de Ribeauvillé
Clos du Zahnacker 2010


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Próbka producenta, ok. 20 euro
Do Ideału?
- Już ciut, ciut!!

Nie mogę jakoś przestać myśleć o Francji klasycznej, Francji wyklętej (ostatnio pisałem o świetnym szampanie). Wszystko przez dobre wspomnienia z French Wine Discoveries Trade Show. Dziś na półce do zdjęć wyjątkowe dość wino złożone z trzech szczepów. Ale nie mieszanka gotowych win, tylko wino, które powstało z fermentacji gron rieslinga, gewurztraminera i pinot gris.

To Cave de Ribeauvillé Clos du Zahnacker 2010. Przywiózł je do Warszawy Willem Schicks z Cave de Ribeauvillé, a ja miałem przyjemność posmakować - i od razu... przepadłem zachwycony.

Cave de Ribeauvillé to najstarsza (założona w 1895 r.) spółdzienia winiarska we Francji. Skupia 40 członków-winogrodników, którzy wnoszą swoją całą produkcję do wspólnej piwnicy (cave). Areał niemały - 265 hektarów w okolicach Ribeauvillé w Alzacji, więc produkcja też imponująca. Półtora miliona butelek rocznie. W cenach jak dla Francuza przyjemnych - po ok. 20-27 euro. U nas (na razie brak importera w Polsce) osiągnęłoby wyżyny pewnie 160 zł!

Spółdzielnia robi mnóstwo naprawdę dobrych win - mam nadzieję, że się zmobilizuję i napiszę wkrótce trochę więcej - a wśród nich wyjątkowe jest właśnie Clos du Zahnacker. Nazwa pochodzi od winnicy, której początki sięgają VIII wieku. Teraz to 124 hektary. Legenda głosi, że winnicę odwiedził Król Słońce - Ludwik XIV. Pił to wino pił ze specjalnego pucharu (pewnie szczerozłotego) i był zachwycony.

Ja tam kształt okrągły mam, choć Królem Słońcem nie jestem, ale zdanie jego podzielam. Pięknie złote wino fajnie byłoby pić w złocie, ale musi wystarczyć tylko szkło. Nie szkodzi - w aromacie czuć i róże "gewurza" i chłód rieslinga. W smaku nie wiem co mnie atakuje najpierw - czy cudowna kwasowość szczepu na "R" czy różany ogród "G"... Czy może ta cała reszta "PG"?

W smaku są piękne żółte egzotyczne owoce, cudowna kwasowość i pieprzność. Finisz trwa i trwa, stapiając w sobie pięknie całość. Przy czym początek jest zaskakujący, bo to roztrojenie, jakiego doświadczam czasem przy bordeaux, tu jest także odczuwalne i to namacalnie, ale potem wybrzmiewa i łagodnieje. Bo oczywiście cała mieszanka - jak przystała na Francję (mimo królewskiego rodowodu) została złożona z równych części rieslinga, gewurztraminera i pinot gris. Czyli wiadomo: liberté, égalité, fraternité!


Wino na 6 punktów w 7-stopniowej skali!

środa, 11 grudnia 2013

Francuz z Alzacji, z ciałem! - 5 pkt.

Domaine Rieflé Riesling 2012


Półka - nieznana

Gdzie i czemu tak drogo - Dom Wina i ok. 60 zł (próbka importera)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)


Paczka niemal Mikołajkowa przyszła niespodziewanie - i odczekała akurat na rodzinne przyrządzanie krewetek. Bo w środku paczki tkwił alzacki riesling Domaine Riefle sprowadzany do nas przez krakowski Dom Wina.

Żadnej nakrętki, tylko uczciwy korek. Po jego usunięciu wino jakoś w nos nie uderzyło - w sumie wzorcowo schłodzone, więc z drugiej strony nic dziwnego. Ale nawet w miarę nagrzewania się aromat do najbujniejszych nie należał.

Był raczej średnio intensywny. Ale za to całkiem przyjemny - i wzorcowo letni! Trochę trawy, trochę kamienia. Na końcu, po opróżnieniu kielicha i częściowym odparowaniu resztek, zostały nuty południowych owoców, może też jabłek. Ale bardzo odległe.

Smak był za to bardziej sugestywny, nieco mocniejszy. Były tu i zielone jabłka, i cytrusy. Ten riesling nie jest tak "stalowy" w smaku jak austriaccy kuzyni (nie jest też na szczęście tak kosztowny), tylko bardziej kwiatowy, mocno cielisty. Kwasowość nie jest z cyklu kwasów-alfa - wyżerających jaskinie w podniebieniu, ale raczej grzeczna, bardziej obecna jako "przyjaciel rodziny" niż gospodarz domu.

Z krewetkami w czosnkowych nutach komponował się wyśmienicie. A smakowany solo jakby pytał: - Hmm, a nie zostało tych krewetek jeszcze odrobina? Nic dziwnego, bo taki riesling to winiacz, któremu do ideału jeszcze tylko troszkę brakuje!

 

Wino na 5 pkt. w 7-stopniowej skali

czwartek, 25 lipca 2013

Francuz, trochę niemiecki, pachnący kwiatami - 6 pkt.


Edelzwicker Alsace Leon Boesch



Półka - na wysokości piersi
Gdzie i czemu tak drogo - VinoTrio i 53 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Już ciut ciut!! (6 pkt.)

- To podstawowe wino producenta. Schłódź, spróbuj, opisz - poradził pan Dariusz z VinoTrio. Wydaje się to takie proste… Trochę myślałem, że jak z Alzacji, to taki będzie "Francuz z niemieckim przegięciem". A tu proszę - już z tropu zbił mnie korek. Prawdziwy, nie kapsel. No i nie żadna pianka. Prawdziwy twardy korek.
 
Piękny korek - twardy, męski! Nie jakiś tam flaczek!!!
A pod nim… łąka pełna kwiecia! Nie jakaś tam chłodne nordyckie gołoborze, mega mineralne (no, może troszkę), przywodzące na myśl zroszony nad ranem kamień graniczny na Linii Maginota.
Piękny złoty kolor, a poza tym sama radość, wiosna, kwiaty, zielona trawa, słońce. Mógłbym białe piersi ssać i gryźć po prostu i zapijać tym winem! Z kurczaka oczywiście te piersi…
Edelzwicker to taka mieszanka sylvanera, pinot blanc i muscata. Z francuskiej Alzacji. Jedyne mieszane w różnych proporcjach, nierocznikowane. Tu wyraźnie czuć, że ton nadaje muscat. Ale to dobrze. Polecane do drobiu ryb i sałatek. Rzeczywiście - do sałatek wyborne. Takich, co to pomidory i oliwki… Z nimi - albo i bez - mamy wino, któremu do ideału już tylko ciut, ciut!!

Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

środa, 6 marca 2013

Białemu Francuzowi dobrze na chłodnym balkonie - 4 pkt

Vin d'Alsace Gewurztraminer 2011

 


Półka - na wysokości kolan

Gdzie i czemu tak drogo - Lidl i 27,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - W połowie doskonałe (4 pkt.)

 

Dziś taki słodki dzień - to raz! Słoneczny i pogodny - to dwa! Późny wieczór bardzo chłodny - to trzy. A co schłodzi nam białe wino na balkonie lepiej niż prawie zero stopni? Nic. Czas więc to wykorzystać, nim gorąco zrobi się na balkonie niemiłosierne.

Biały słodki Gewurztraminer z Lidla idealnie komponował się do wtorkowych urodzinowych ciastek. Im więcej ich było, tym bardziej wiem, że idealnie by się też komponował do ryby, może łososia na karbowanej patelni… Bo ileż ciastek można zjeść, jeśli się lubi czerwone wytrawne wina? Natury nie oszukasz.

Kwiatowy w zapachu i egzotyczno-owocowy. Nie od razu czuć z zapachu, że słodki. Zresztą, tej słodyczy to tyle wyczuwam, ile w zdecydowanym Chardonnay. Nawet barwa podobna. Tak to oto wygląda jeden z ostatnich białych winiaczy, jakie stały jeszcze na półce w Lidlu. Alzacki, trochę francuski, trochę niemiecki - może jakaś doskonałość w butli z brązową etykietą znajdę?

Zapach miły, a smak iście łagodny. Ładnie się to wino pije nawet samo, lepiej niż do ciastek. Bo czuć to, co zazwyczaj na ciastkach - kawałki ananasa, morelki, grejfruta, pomarańczy - pokrycie takiej pysznej owocowej babeczki. Do tego zostaje w ustach na długo, kończy się lekkim pieprzykiem…

Doskonałość? Taka może nieco za słodka. Brak w tym winiaczu jakiegoś haczyka, który by sprawił, że złapałbym go raz jeszcze. Ale gdy już je mam i chłodzi się na balkonie, to wiem, że to wino w połowie doskonałe!


Winiacz na 4 punkty w 7-punktowej skali!