wtorek, 12 marca 2013

Francuski południowiec, a taki dostojny - 6 pkt


Saint Chinian 2009
Chateau Michel Cazevieille
 
 


Półka - na wysokości piersi

Gdzie i czemu tak drogo - Cabernet Restaurant & Wine Bar i 39 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Już ciut ciut!! (6 pkt.)

 
Gdyby konklawe było w Awinionie, to kardynałowie pewnie by wybrali - ze względu na cudny kolor - właśnie to wino. Barszcz i nuty purpury czyli Saint Chinian 2009 Chateau Michel Cazevieille. Bo zaiste niebiańskie ma refleksy - ale ponieważ jest w Rzymie, to na stoły wjeżdża pewnie barolo albo supertoskany…

Południowa Francja dziś to świetne miejsce nie tyle na konklawe, ile na ucieczkę przed paskudną zimą. Stąd wybór - Langwedocja. Wino zbudowane ze szczepów Syrah i Grenache ma ciekawy owocowy, ale i nieco czekoladowy zapach!

Jeśli poobracamy nieco kieliszkiem, to najpierw zobaczymy na ściankach barszczowy nieco kolorek, a potem? Potem ujrzymy, jak po ściankach winiacz ów schodzi regularnymi nogami. I to tak regularnymi, że można by pewnie wyliczyć liczbę Pi z wewnętrznego obwodu czaszy. To wskazówka - mamy do czynienia prawdopodobnie z winiaczem bardzo bliskim ideału.

To samo mówi aromat - gdy ulatują owoce, pozostaje dostojeństwo. Nad kielich wychodzą zapachy ciężkich wiśni, śliwek w czekoladzie, skóry, aromaty pieczeni… Te same smaki - ładnie zbalansowanego wina długo pozostają na podniebieniu.

Jest polecane do czerwonych mięs, południowoamerykańskiej kuchni (pewnie argentyńskich steków), ale można je śmiało smakować zupełnie solo. I cieszyć się tym, że obcujemy z czymś świetnym, gdzie do ideału już tylko ciut ciut!!

 
Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

piątek, 8 marca 2013

Hiszpan Pio zupełnie jak nie Bio - 6 pkt

Pio Tinto Ecologico 2010 Jumilla

 


Półka - na wysokości piersi
 
Gdzie i czemu tak drogo - Kondrat Wina Wybrane i 35 zł (zakup własny)
 
Do Ideału? - Może nawet być (3 pkt.)
 

Dzień dziś powykręcany na wszystkie strony. Szaleństwo po prostu, a jak biało i zimno, to na pewno wiadomo jedno: nie zrobimy czegoś takiego jak młoda dziennikarka Ewa zrobiła w równie szalony dzień. Co zrobiła Ewa?

Tuż po wyprawie Marka Kamińskiego i Wojciecha Moskala (zimowi badacze biegunów) ten drugi zawitał jako gość do jednej z trójmiejskich gazet. Wchodzi, zdejmuje czapkę i rękawice, kurtki na razie nie (rozpina tylko), a młoda dziennikarka pyta rozbrajająco: - Napije się Pan czegoś zimnego? Mina Moskala i uśmiech bezcenne. Poprosił o… gorącą herbatę. Dziś więc na pewno nie szukam winiacza doskonałego ani wśród białych, ani wśród różowych.

W grę wchodzi tylko czerwona gorąca Hiszpania! Bio, Pio? A, raz kozie śmierć. Pio Tinto Ecologico Jumilla. Ale pan Jacek z Cultura y Vino obiecał, że w tym winie nie ma jakiegoś szalonego ekologicznego dżina, tylko przyzwoite wino. Miał rację? Winiacza zamyka czarny korek, zwyklaśny syntetyk, bez oddychającej membrany. Słabo.



Ale za to w środku… Pięknego koloru czerwone wino. Na początku jest zapach mokrego psa. Ulatuje po chwili, by ustąpić kolejnym małym szaleństwom. Trochę olejów jak z dna kanału samochodowego krytego starymi deskami (czytaj: ślady beczki?), kakao, wanilia, ciemne wiśnie.

Po kwadransie w kieliszku pozostaje już tylko czyste ciekawe wino. Ma 14 proc. alkoholu, czego nie czuć. Dlatego, że degustuję w wyższej niż zalecana temperaturze - 14 st. C (dziwnie mało)? Ale jest tak dobre, że wierzę, że w czternastu stopniach może być świetne.

W pokojowej temperaturze w smaku jest łagodne, w zapachu przekornie zadziorne. Pozostawia po sobie długi posmak delikatnego pieprzu. Musi być idealne do steków albo chociaż karkówki. Do żadnego tam posiłku jarosza. Bo konia z rzędem - albo mokrego psa myśliwskiego - komuś, kto by poznał, że to wino z eko winnicy. Jeśli nawet tak rzeczywiście jest, to PIO-BIO za 35 zł bije na głowę wiele win nawet o 20 zł droższych. Do idealnego winiacza po prostu ciut ciut!!
 
Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 7 marca 2013

Porzeczkowe Minervois przypomina o lecie - 3 pkt

Château la Chouppe Taillefer Minervois

 


Półka - na wysokości piersi
 
Gdzie i czemu tak drogo - Cabernet Restaurant & Wine Bar i 39 zł (zakup własny)
 
Do Ideału? - Może nawet być (3 pkt.)
 
 
Jaki kraj, jakie czasy, takie ideały - twierdzi z przekąsem mój kolega. Idealne lofty to lofty nówka sztuka, nie tam zbudowane w jakichś tam magazynach starych w New Yorku czy elektrowniach, młynach albo i stajniach w Londynie. No i nie nad Tamizą, w centrum ale w idealnej odległości od korporacji. No to jeśli mamy takie zgromadzenie ideałów, to może i tu się skrywa winny ideał?

W nowym lokalu mijanym codziennie niezły wybór winiaczy. Sporo francuskich, trochę włoskich, hiszpańskie… Hmm, może niedroga Francja jest idealna, bo niedroga i dość rzadko spotykana. Może to tu stoi na półce winiacz ideał? W dodatku południowiec - bo z okolic Carcassone.

W zapachu dziwny, jak to czerwony winiacz południowiec - charakterny, a nie jakiś delikacik jak burgund. Ciemny rubinowy kolor paruje prosto w nos zadziwiającą mieszanką. Czuć mocno leśną owocowość (jeżyny, jagody, czarna porzeczka), ale mocniejsze zioła. I nieco benzyny w nosie.

W smaku jeszcze mocniej owocowe. Jeżyny z ogródka babci - takie z późnego lata, mocno spalone słońcem, już rozlatujące się oraz owoce czarnej porzeczki z mięsistą skórą. Im bliżej siatki, tym lepsze. Mniam. Alkohol niemal niewyczuwalny, choć jest go w butli 13,5 proc. Czerwone krople tego wina zostają na ściankach kielicha, a smak długo na podniebieniu.

Ta wszechobecna owocowość sprawia, że mam wrażenie, że nie obcuję z winem. I wiem, że do doskonałego winiacza tu daleko. Ale za to, że to wino przywraca smak zapamiętany z dzieciństwa, może nawet być.


Winiacz na 3 punkty w 7-punktowej skali!

środa, 6 marca 2013

Białemu Francuzowi dobrze na chłodnym balkonie - 4 pkt

Vin d'Alsace Gewurztraminer 2011

 


Półka - na wysokości kolan

Gdzie i czemu tak drogo - Lidl i 27,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - W połowie doskonałe (4 pkt.)

 

Dziś taki słodki dzień - to raz! Słoneczny i pogodny - to dwa! Późny wieczór bardzo chłodny - to trzy. A co schłodzi nam białe wino na balkonie lepiej niż prawie zero stopni? Nic. Czas więc to wykorzystać, nim gorąco zrobi się na balkonie niemiłosierne.

Biały słodki Gewurztraminer z Lidla idealnie komponował się do wtorkowych urodzinowych ciastek. Im więcej ich było, tym bardziej wiem, że idealnie by się też komponował do ryby, może łososia na karbowanej patelni… Bo ileż ciastek można zjeść, jeśli się lubi czerwone wytrawne wina? Natury nie oszukasz.

Kwiatowy w zapachu i egzotyczno-owocowy. Nie od razu czuć z zapachu, że słodki. Zresztą, tej słodyczy to tyle wyczuwam, ile w zdecydowanym Chardonnay. Nawet barwa podobna. Tak to oto wygląda jeden z ostatnich białych winiaczy, jakie stały jeszcze na półce w Lidlu. Alzacki, trochę francuski, trochę niemiecki - może jakaś doskonałość w butli z brązową etykietą znajdę?

Zapach miły, a smak iście łagodny. Ładnie się to wino pije nawet samo, lepiej niż do ciastek. Bo czuć to, co zazwyczaj na ciastkach - kawałki ananasa, morelki, grejfruta, pomarańczy - pokrycie takiej pysznej owocowej babeczki. Do tego zostaje w ustach na długo, kończy się lekkim pieprzykiem…

Doskonałość? Taka może nieco za słodka. Brak w tym winiaczu jakiegoś haczyka, który by sprawił, że złapałbym go raz jeszcze. Ale gdy już je mam i chłodzi się na balkonie, to wiem, że to wino w połowie doskonałe!


Winiacz na 4 punkty w 7-punktowej skali!

poniedziałek, 4 marca 2013

Malbec, który zbyt szybko kończy - 2 pkt

Trapiche Malbec 2011

 


Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Centrum Wina i 34,90 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Lepiej niż gorzej (2 pkt.)

 
Nie tyle ptak na etykiecie przykuł moją uwagę, ile cena argentyńskiego malbeka. Bo nieco tańszy od ostatniego Argentyńczyka, i o trzy lata młodszy. A kto powiedział, że im starsze, tym lepsze? Degustujmy!

Korek zwykły, ot syntetyk wyskakujący jak pocisk z akacjowej pukawki. A zapach? Ciekawy, świeży - wiśniowy kompocik i kolor także kompotowo-wiśniowy. Głęboki i klarowny. Wrażenie zapachu jest o tyle ciekawe, że oddaje jakby ciepło - troszkę jest w nim nie tylko owoców, śliwek, ale i grzybów.

W smaku intensywne, mocne - czuć alkohol (13,5 proc.), w środku czuć wyraźnie owoce - szczególnie właśnie wiśnie i jagódki. Szukam tego, co w zapachu, ale jest już tylko rozczarowanie - bo poza owocami nie znajduję już tych grzybów, nie ma wanilii, zostaje coś takiego cienkiego jakby. Producent/importer poleca do grilla i pieczeni. Pewnie tak - będzie pasować do przypieczonych kiełbasek, bo z mocnymi serami (otwarcie pojemnika z lodówki było jak otwarcie Puszki Pandory - mocna rzecz!) komponuje się średnio. Raczej łagodzi.

Jak na mój nos to dobre wino do średnio szybkiego wypicia. Na sześć osób - czyli na jedną turę kieliszków - będzie w sam raz. Odstawione na dłużej zyskuje tylko wzrost ciepłych, wiśniowych aromatów. Tu, gdzie zwykle zaczyna się jakieś Bordeaux za 35 zł, kończy się Trapiche Malbec za taką samą cenę. Szkoda. Winiacz doskonały to to nie jest. Ale jest jakiś pozytyw: jest lepiej niż gorzej.

 
Winiacz na 2 punkty w 7-punktowej skali!

Jedwabisty choć skromny Hiszpan - 6 pkt

De Muller Tarragona Muscat 2011
 




Półka - na wysokości pasa
 
Gdzie i czemu tak drogo - Winosfera i 31 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Już ciut ciut!! (6 pkt.)


Raz w obecności amatora win na jednej z degustacji przyznałem, że o ile jeszcze do niedawna preferowałem czerwone, to ostatnio coraz bardziej toleruję, a nawet przekonuję się do białych. - Albo się zmieniła technologia wobec tej sprzed siedmiu lat, albo mi się zmienił smak - doprecyzowałem. On się tylko uśmiechnął.

A ja spróbowałem winiacza doskonałego poszukać właśnie z tego powodu (zmiany gustu, a nie uśmiechu znawcy) wśród białych tym razem win. Butelka De Muller Tarragona Muscat zachęca skromną szczerością.

I zapachem zielonego jabłuszka, który bije od razu po odkorkowaniu. Kolor jak to typowy muscat - żółciutki z zielonymi połyskami, gęste wino. Po zamieszaniu ananas, trochę mango. Pięknie i słodkawo. Podobnie ze smakiem. Ale ta słodycz nie ma nic wspólnego z namolnością różowych landryn. O, nie!

Tu czuć mięsisty jedwab. Atakujący morelowymi smakami, może lekko pieczonym jabłkiem. Wino, które długo zostaje na podniebieniu - może nieco za długo. Bo potem ten posmak zmienia się w coś dziwnego. Lepiej chyba zjeść trochę ryby, by zrównoważyć to wrażenie.

Ale ten winiacz przekonuje do białego wszystkich sceptyków. O ile spróbują i nie za bardzo przejmą się puentą, którą zaserwował mi na koniec refleksji o guście ów miłośnik win. - To nie technologia win się zmieniła. To na starość człowiek zaczyna preferować białe.

Starość czy młodość - jeden wniosek: taki muscat jest tylko ciut ciut od doskonałości!

 

Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

sobota, 2 marca 2013

Francuz, który nie zawiódł - 6 pkt

Bordeaux Comte de Beylac 2009

 
 
Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Kondrat Wina Wybrane i 29 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Już ciut ciut (6 pkt.)
 

Tyle narzekania, tyle mocnych wyrazów rozczarowania, tyle utyskiwania… Że seryjnie zawodzi pokładane nadzieje, że przereklamowana, że gdy tania, to do wylania, a gdy droga, to nieobliczalna (czytaj: na 90 proc. będzie do wylania) - Francja.

Ale jestem przekorny. Wielu się zachwyca włoskimi winami, ja mam o nich takie zdanie jak inni o Francji (ale pewnie te droższe niż po 200 zł za butelkę są lepsze). Francja więc dziś idzie na tapetę (do kieliszka) Winiacza.

Brązowa (bordowa) etykieta, złoty chateau na niej i białe litery - Bordeaux Comte de Beylac 2009. Piękny prawdziwy korek, mocno tkwiący w szyjce wyskakuje z trudem, jakby wino prosiło: ej, czekaj z otwarciem! Ale na co tu czekać?

Żywy rubinowy kolor i od razu czuć spokojny zapach. Wyraźna wanilia, trochę mokrych traw, wyraźnie wyczuwalny liść mięty, gdzieś w głębi nutka suszonej śliwki. I białych prześcieradeł rozwieszonych na sznurze w letni poranek. Pewnie na dziedzińcu klasycznego "szato", dość blisko kamiennego muru, za którym już tylko krzewy winorośli...

Gdyby punkty miał dawać sam mój nos, to dałby pewnie 6 a może i nawet 7! Ale język też ocenia i tu jest nieco gorzej. Smak jest nieco inny niż zapach - dość cierpki, ściągający. Bardzo wytrawne wino. Lekkie ziółka, nieco żelazistej ziemi, średnio kwaskowate, po przełknięciu nie pozostaje zbyt długo na podniebieniu. Bordeaux moich wspomnień, marzeń i wyobrażeń - takie idealne na 7 punktów - jest nieco bardziej szerokie, otwarte, o szerokim wachlarzu, gdzie są i kwiaty, i ziemia, i nieco pieprzu. Na początku brak czegoś w smakowym widmie. Brak, gdy pije się tylko wino, bez przekąsek. Ale wystarczy przegryźć kawałeczkiem cheddara i mamy wspaniałego winiacza. Wiem już, co będzie, jeśli podamy go do obiadu, do wieprzowinki w pieprzowym sosie albo na wegetariański stół do serowej pizzy. To jest dowód, że Francja za 29 zł jest jednak smakowita. I do doskonałości jest ciut ciut!
 

Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!