sobota, 29 marca 2014

Hiszpan słomkowy, z "piłkarskiej" winnicy - 5 pkt.

Bodega Iniesta Finca El Carril Valeria 2011



Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - La Manita i 47,90 zł w hurcie (próbka nadesłana przez importera)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)

O czerwonych winach Iniesty, tego Iniesty - gwiazdy futbolu - już blogerzy winni pisali. Jakieś dwa lata temu Blurppp pisał o czerwonym Finca el Carril, a teraz próbkę do recenzji przysłał importer - firma La Manita.

Wino pochodzi z regionu Kastylia La Mancha. Andres Iniesta kupił - a w zasadzie dokupił i sfinansował rozbudowę małej winnicy (w apelacji La Manchuela), którą prowadził jego ojciec - José Antonio Iniesta. Teraz winnica to już ok. 120 hektarów upraw regionalnych i międzynarodowych odmian winorośli i własne hale produkcyjne, z których wychodzi kilka linii win. 

Valeria (takie imię ma także córka piłkarza) ma kolor nieco blady, słomkowy, aromat średniointensywny, ale przyjemny - są nuty egzotycznych owoców, cytrusów, trochę drożdży. Etykieta ładna, choć szczerze powiem, że przypomina mi bardziej etykietkę oliwy, a nie wina. I, o dziwo, coś z oliwy jednak jest - pewna "lepkość", pełnia ciała - to zasługa tej odrobiny chardonnay (75 proc.), którego jest więcej niż macabeo (25 proc.). Za to temu drugiemu szczepowi wino zawdzięcza dobrą orzeźwiającą cierpkość i pewną goryczkę.

Z pozoru, z wrażenie pierwszego nosa tuż po odkorkowaniu (korek ma ładny inicjał), wino może sprawiać wrażenie utlenionego - ma w sobie coś takiego, jak stary węgrzyn, którego próbowałem niedawno. Ale to szybko mija.

W smaku okazuje się pięknie kwasowe, ma bardzo długi finisz. Gdy się w nim zapomnimy albo w niego się "wsłuchamy", odnajdziemy nutki drożdżowo-chlebowe. To dobre wino, o czym świadczy choćby to, że po podgrzaniu nie staje się paskudne. Jednego tylko szkoda - że jest to jednak dość drogie wino. Bo np. krakowski Prados sprzedaje to wino za 68 zł. Importer sprzedaje je - tylko partnerom z koncesjami - za niecałe 48 zł! 


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

wtorek, 25 marca 2014

Wina z Urugwaju w Warszawie 2014

W objęciach ekstraktu, choć nie tylko...

Nikolas Kovalenko reprezentujący Bodega Garzon częstuje białym albarino

20 marca był bogatym dniem. Po południu było Chile, a wieczorem przyszedł czas na sąsiada z kontynentu - Urugwaj. Wina stosunkowo jeszcze u nas mało znane, a szkoda! Wines of Uruguay - organizacja popularyzująca wina na świecie - oraz ambasada sprowadziły do nas przedstawicieli kilkunastu winnic. Miałem okazję spróbować kilku bardzo dobrych okazów!

Cabernet Franc Reserva

Alto de la Balena miało najładniejsze etykiety - z wielorybim ogonem. To nie wymysł, tylko taki widok właśnie mają pracownicy winnicy, kiedy wieloryby przepływają w pobliżu. Wina korzenne, skoncentrowane - najbardziej podobało mi się Cabernet Franc Reserva. Jest i skóra razowca, i czekolada, i tytoń. Do tego kwasowość i piękne taniny. Starzone przez rok w beczkach z francuskiego dębu nowych i używanych już raz.  

Traversa Cabernet Sauvignon Roble Reserva 2010 (po lewej)

Wina od Grupa Traverso (importer M&P Alkohole Świata) wydały mi się jakby metaliczne w smaku, ale za to świeże w aromatach, pozbawione beczkowo-waniliowych naleciałości. Dość dobra okazała się Traversa Cabernet Sauvignon Roble Reserva 2010. Bardzo korzenne wino, ze sporymi taninami, małą kwasowością i tylko 12,5 proc. alkoholu. Cena w Polsce ok. 40 zł. 

Tannat Viejo 2011

Okazji do degustacji fenomenologicznej dostarczyły dwa okazy H.Stagnari. Goście ujrzeli karteczkę o treści: "nie mogliśmy przyjechać, proszę się częstować naszym winem". A wina były dwa - Tannat Viejo 2011 i Tannat Terroir Salto 2013. Etykieta pierwszego jak szyja wystawowego buldoga! Obwieszona medalami. Butla stoi, ludzie omijają, próbuję. O żesz! 

W bogatym aromacie wanilia, czekolada, mnóstwo czarnych owoców. Piękna ciemna barwa, a w ustach owoc, słodycz. Zwolennicy słabiutkich pinotów będą się krzywić, ale inni docenią "szyję wystawowego buldoga" z medalami. Młodszy brat - czyli Tannat Premier Terroir Salto 2013 - mniej zachwycał. Zero kwasowości, taniny delikatne - jakieś takie naiwne wino - zapisałem sobie.

Pinot Noir Tannat Reserve Collection 2011

Mniej owocu było w winie Marichal. Dobre wino, choć oczywiście nie jesteśmy we Francji, tylko na Saskiej Kępie i smakujemy nie "burgunda", tylko Pinot Noir Tannat Reserve Collection 2011. Pinot noir aż 70 proc., ale i tak tannat zakrywa sporą jego część, choć czarnych owoców jest wyraźnie mniej, dochodzi przyjemna śliwka, nieco lekkości. Same tannaty tego producenta też dobre, ale troszkę jakby jednostronne. 

Toscanini Adagio Espressivo 2006

Win produkcji Toscanini e Hijos oraz J. Carrau można szukać u krakowskiego importera Dom Wina. Solidne, choć troszkę za mocno beczkowe Toscanini Cabernet Sauvignon Reserva 2010 sąsiadowało z jednym z najbardziej oryginalnych win degustacji - Adagio Espressivo 2006 (91 zł).

Kielich z Adagio przy zwykłych tannatach

Owocu już niewiele, zostaje sama ziemia - wino jest z osadem, ceglaste, bardzo kwasowe, jasne, rześkie dzięki wielkiej kwasowości. Brak oczywiście głębi barolo, ale jest w tym jakiś taki przyszywany grubymi nićmi krewny. I jest coś w tym winie absolutnie nie nowoświatowego.



Na przeciwległym biegunie zauważyłem za to wina Filgueira. Czysty owoc, bez żadnej beczki - Tannat Cabernet Franc (po połowie) wymaga odstania. Pół godziny mija i jest dobre - lekko waniliowe, ale wciąż owocowe pełną gębą! Pinot Noir od tegoż producenta razi mocą (14 proc.), pieprznością i zerową delikatnością.

Select Blend Reserva 2011

Nieco lepsze były dwa okazy z winnicy Pizzorno - Select Blend 2011 i Tannat Reserva 2011. Pierwszy (60 proc. tannat, 30 proc. cabernet sauvignon i 10 proc. merlot) o sukni w barwie głębokiej purpury, z dominującą czarną porzeczką, ale obecne też skóra, śliwki i nutka ziemistości. Tannat Reserva 2011 z czarną etykietą to już poważne pełne ekstraktu, ciemne wino o długaśnym finiszu.

Pueblo del Sol Tannat 2011

W Centrum Wina można kupić proste, niedrogie wina Pueblo del Sol. Miałem wrażenie, że mogą być jakby przedsmakiem Urugwaju, może aperitifem, nie mają do końca takiej mocy, jak inne okazy. Tannat 2011 typowy - porzeczkowe konfitury złamane wyraźną śliwką. Do win Juanico stąd daleko!

Juanico Preludio Barrel Select Lote nr 92 2009

Z Juanico właśnie bardzo dobre było szczególnie Juanico Preludio Barrel Select Lote nr 92 2009. Tu mamy całą masę innych doznań. Są czarne i czerwone owoce, może troszkę fig, wanilia. Taniny są pięknie ułożone, wtopione, imponujące.

To zresztą wino szczególne, robione z różnych szczepów (tannat, cabernet sauvignon, cabernet franc, merlot, petit verdot i raz marselan) nasadzanych w różnych parcelach. Wybór, wino z których beczek otrzyma etykietę Preludio, podejmuje mała grupa kiperów. Z początkowej liczby 600 beczek po eliminacjach zostaje jedna trzecia, testowane są co pół roku. Bywały lata (np. 1993 i 2003), że nie było Preludio (rocznik 2002 był w beczkach 34 miesiące). Za to w 2004 r. wypuszczono 44,2 tys. butelek, ale w 1992 było ich nieco powyżej 2 tysięcy.

Garzon Tannat - perła urugwajskiej degustacji

A na koniec prawdziwa perełka - Garzon Tannat 2012. Nicolas Kovalenko mówi, że to dopiero drugie wino w historii Bodega Garzon, dzieło "latającego winemakera" Alberto Antoniniego, toskańczyka, specjalisty od Brunello di Montalcino i innych włoskich specjałów. Leżakowało zaledwie pół roku w beczce, ale to dało wino wyważone, skoncentrowane, ale pozbawione ociężałości, pełne czerwonych owoców, z pięknym, długim finiszem. W Polsce jeszcze go nie ma, choć już niedługo, bo rozmowy z polskim importerem są - jak zapewnił Nicolas Kovalenko, który wino przywiózł - już w finalnej fazie. W Wielkiej Brytanii butelka kosztuje ok. 10 funtów. Oby u nas nie kosztowała czterdziestu!


Wina degustowałem na publicznej degustacji Wines of Uruguay.

niedziela, 23 marca 2014

Chile w Warszawie AD 2014

Nie tylko carmenere Chile świeci!

Tomasz Budyta (Hoża by Mondovino) testuje

31 producentów, wielka sala, chyba ze 250 etykiet - a czasu niewiele! Wolę moją peregrynację w dniu wielkiej degustacji win z Chile (organizowanej przez Pro Chile) uznać za poznawczą wycieczkę. Stąd ten wpis to nie tyle relacja, ile pewna impresja. Warto było być choćby po to, by się przekonać, że chilijskie wina to nie żadne "potworki" z nadętymi aromatami - jak często się je przedstawia!

Białe Chile mnie w swej masie nie porwało. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami. Na przykład Trisquel Sauvignon Blanc 2012 z winnicy Aresti (importuje Winkolekcja). Świeże, ale mocarne. W smaku jest jak stojące na pomoście między stalą a beczką (choć żadnej beczki tu nie ma!). 

Trisquel Sauvignon Blanc 2012

Z chardonnay wrażenie robiły wina Carta Vieja - Since 1825 (rok założenia winnicy). Wino bez beczki, aromat ukryty nieco (może troszkę za zimne było), ale dość mocno kwasowe jak na inne chardonnay z Chile. Wino importuje AN.KA Wines. Drugim niezłym winem jest Marques de Casa Choncha Chardonnay 2011 znanej u nas wytwórni Concha y Toro (robią Casillero del Diablo 0 importer PWW). Zbiór 8 ton z 1 hektara, pięknie złożone, nieco ziołowe, pełniutkie w smaku.

Marques de Casa Choncha Chardonnay 2011

Zaskakujące pozytywnie wino pokazała winnica Morande (importer poszukiwany!): Maravilla Reserva Chardonnay z doliny Casablanca było pół roku w beczce. Superkwasowe, naprawdę dobre, choć to wino masowe. Producent sprzedaje 6 mln butelek rocznie. Wino w detalu kosztuje ok. 7-8 dolarów. Czyli świetne wino "do trzech dych!".
Maravilla Reserva Chardonnay 2012. Pół roku beczki i pycha!

Pysznie chlebowe - ale tylko w smaku - było na stoliku nr 12 - Hugo Casanova Reserva Chardonnay 2011 z doliny Maule. Aromaty o dziwo owocowe, ale smak już całkiem drożdżowy, z lekką wanilią. Importer City Wine.

Hugo Casanova Reserva Chardonnay 2011

Ale było nie tylko sauvignon blanc i chardonnay. Cono Sur znane z win z wizerunkiem roweru - wina sprowadza TIM SA - pokazało m.in. dość dobrego gewurztraminera, półsłodkiego. Mało w nim było róży, więcej innych kwiatów. Wyraźnie mniej podobał mi się riesling (w cenie powyżej 30 zł). Z "rieslingowatości" miał tylko nieco stalowych nut. Ale gdzie ta kwasowość będąca tak często domeną austriackich czy niemieckich odpowiedników?

Riesling Cono Sur. Cena powyżej 30 zł

Chyba lepszego rieslinga miał Cousino Macul (importer poszukiwany!). Całość lekko słodkawa, ale bardziej kwasowa niż Cono Sur. Z delikatnymi aromatami kwiatowymi. Chyba jednak ciekawsza była Isidora Sauvignon Gris 2013. Lekko gorzka.

Cremaschi Furlotti - Single Vineyards Carmenere 2012

Carmenere - najpowszechniej reprezentowane - były w odmianach "nieco na słodkawo" i tanicznie. Z tego drugiego nurtu było m.in. Single Vineyards Carmenere 2012 z winiarni Cremaschi Furlotti. Wino naładowane taninami, może jeszcze zbyt "zielone", ale nie ma przegięcia w słodką stronę. Wytwórca tego wina także szuka importera.
Nieco inny nurt reprezentuje Since 1825 Carmenere Reserva Carta Vieja 2012 (import AN.KA). Daje się tu wyczuć nuty wanilii, chlebowe, w smaku krągłe, ciepłe, taniny są już świetnie wtopione, nie atakują od środka. Wino kosztuje w Polsce ok. 40 zł. Warto!

Wina G7 i Since 1825

Prawdziwą klasą jest El Incidente Carmenere 2010 z rodzinnej winnicy Viu Manent. W zasadzie pełne wino, idealnie zrównoważone i pełne. Delikatne. Warto spróbować w życiu tego wina. Są dwie wiadomości dla wszystkich, którzy mają na to chrapkę - jedna dobra, druga zła. Dobra - importuje je sopocki Festus. Zła wiadomość - kosztuje aż 219 złotych!

El Incidente Carmenere 2010. U sopockiego importera aż 219 zł. Ale pycha!

Kto chce troszkę innego absolutu, może skorzystać z oferty Mielżyńskiego, który importuje wina El Principal. Calicanto 2012 pełne czarnej porzeczki i leśnych aromatów w smaku jest pieprzne i nie usypia (65,40 zł), a owocem w aromacie imponuje Memorias 2010 (125 zł za rocznik 2009). Aromat nie jest nachalny, tylko na poły europejski. W smaku - bomba! Wspaniała koncentracja, taniny dość mocne, ale nie wiążące ust w amerykańskie lasso. Jest jeszcze sporo kwasowości, może nieco mniej niż w niemal dwukrotnie droższym El Principal (245 zł u Mielżyńskiego za 2009 rocznik).

Calicanto, Memorias i El Principal

Gdybyście chcieli kupić prezent, bierzcie Memorias. Ale jeśli będzie ktoś was częstował El Principal, skorzystajecie z okazji koniecznie!

Z poszukujących importera w Polsce bardzo dobre okazy pokazały m.in. Tres Palacios i Montgras. Pierwsza winnica ma delikatne, zwiewne merloty (po ok. 50 dolarów!), o nieco benzynowych aromatach, a Montgras świetne wina z wyższej półki. Podstawowy cabernet sauvignon był płytki, ale już Quatro (kupaż cabernet sauvignon, syrah, carmenere i malbec) poważne, taniczne, mocne.

Intriga i Ninquen z Montgras. Świetne!

Cudowne były jednak Intriga i Ninquen. Pierwsza etykieta jest przedsionkiem do krainy łagodności. Ninquen jest jej salonem. Kupaż 75 proc. cabernet sauvignon; 25 proc. syrah. Krzewy winorośli mają 30 lat, a wino leży 19 miesięcy w beczkach (85 proc. francuskiego, 15 proc. amerykańskiego) z dębu. Ale wino dobrze ułożone, "nie przebeczkowane". Intriga w Niemczech kosztuje ok. 20 euro, a Ninquen aż 50 euro!

P.S.
O polskim akcencie w Chile - Alta Alcurnia - prowadzonej przez panią Małgorzatę Wawruch i jej męża Tomasza pisał już Mariusz Kapczyński. Wina sprowadza La Cosecha de Vino. Etykietki w linii Lineas del Sol wyglądające jak etykiety od soku z Herbapolu, ale to, co kryje butelka, jest pysznym winem! Najbardziej smakowały mi Syrah Gran Reserva 2011 (masa czerwonego owocu, zdecydowane taniny wychodzące w finiszu) i Cabernet Franc Gran Reserva 2011 - tu w aromacie mamy czekoladę, chleb razowy. Szczerze powiedziawszy, smakowało mi bardziej niż flagowy Illustris.

Syrah Gran Reserva 2011 i Cabernet Franc Gran Reserva 2011
 
 
Wina degustowałem na zaproszenie organizatora

czwartek, 20 marca 2014

Bracia giganci. Jeden dobry, drugi nie. Marne 2 i 5 pkt.

Giganci taniego primitivo

 Dwie butle. Zawartość dzieli przepaść

Gdyby wychodzić od korporacyjnych liczb, to można by owo porównanie nazwać "starciem gigantów" - bo oto na warsztacie - troszkę przypadkiem - znalazły się dwie butelki Primitivo del Salento pochodzące od wielkich wytwórni. Caleo Primitivo Salento IGT 2012 od wielkiego koncernu sprzedającego w 80 krajach świata 52 mln butelek włoskich win rocznie (Casa Vinicola Botter Carlo & C. Spa) oraz Primitivo Salento IGP 2012 od wytwórcy V.E.B. Loc. Colombara, który zaopatruje Lidla (podobno ok. 70 mln butelek rocznie).

Ale zejdźmy na ziemię, wolę je traktować jako dwa wina "dla każdego", bo oto można je kupić u nas w cenie do 30 zł. Caleo sprowadza olsztyński Win-Cin czyli sklepy Alkohole-Winoteka (ja kupiłem w Cabernet Wine & Restaurant Bar), a Primitivo Salento IGP 2012 - jak wspomniałem - sprzedaje Lidl.

Nikt rozsądny nie będzie porównywał dwóch win, tylko wariaci. Ale jakby ktoś chciał, to ma do wyboru: wejść na stopień, rozejrzeć się z wysokości, a potem runąć z cembrowiny do drugiego powiedzmy kręgu piekła Dantego (wszak jesteśmy we Włoszech) albo wejść na pierwszy stopień drabiny, a potem wspiąć się o jeszcze dwa wyżej.

 Primitivo Salento IGP 2012 od V.E.B. Loc. Colombara (Lidl)

Wszystko dlatego, że mamy dwa różne wina. Pierwsze - lidlowe - jest efemeryczne, mało skoncentrowane. Słabo aromatyczne, żwawe kręcenie kielichem wznosi trochę aromatów czerwonych owoców, z nutką dzikiej róży, ostatni nos z pustego szkła trąci żelazistością. Niby to charakterystyczne dla primitivo i zinfandela, ale w tym wydaniu żelazistość przywodzi mi na myśl… zapotniałą pachę! W smaku wino kwaskowe, lekko taniczne - ale cienkie, generalnie przytłaczające wodnistością. Normalnie mnie kusi, by wstawić do garnka i odparować trochę wody, ostudzić i zobaczyć, co z tego wyjdzie.

Caleo Primitivo Salento IGT 2012 (Casa Vinicola Botter Carlo & C. Spa) sprowadza Win-Cin

O ile lidlowe primitivo miało z chlebowo-czekoladowych aromatów jakiś ślad przywodzący raczej bułkę w mleku, taką z przedszkola, to primitivo Caleo ma już moc razowca, owocu czarnej porzeczki, jeżyn, palonego drewna, czekolady! Może to drewno troszkę za bardzo dominuje, ale wolę to niż pachę. W smaku jest to, czego nie ma tamto wino - jest koncentrat, są taniny ładnie atakujące w finiszu i kwasowość.

Wnioski? Lidlowe primitivo przegrywa i to z kretesem. Daję słabe dwa punkty w skali Winiacza, ale tylko dlatego, że jeden mam zarezerwowany dla wyjątkowych kiepściaków. Caleo zasługuje w tym towarzystwie na 5 punktów - głównie za to, jakim towarzyszem jest dla swojego brata - giganta. Brata brzydala!


Wina w cenie 29 zł (Caleo) i chyba 21 zł (Lidl) kupiłem sam

wtorek, 18 marca 2014

Win (ko) lekcja: jak łączyć sery z winem?

Winne smaki i niesmaki

Szkolenie z dobierania serów do wina - to dopiero początek!

Ser i wino - zdawać by się mogło para idealna. No, nie zawsze - jak pokazało szkolenie (a raczej spotkanie miłośników wina), w którym miałem przyjemność uczestniczyć. O serach oczywiście nikt nie pisze z taką pasją i miłością, jak Marta Wrześniewska z Winicjatywy, ale ja opiszę kilka osobistych wrażeń i spostrzeżeń z lekcji, jakiej udzielili Sławomir Chrzczonowicz i Łukasz Bester z Winkolekcji.

Sery i wina. Słodziaka - Barsac Sauternes Chateau Broustet jeszcze nie ma w kieliszku

Ucz się na własnych błędach - to naprawdę dobra idea przewodnia. Każdy mógł własnym podniebieniem sprawdzić jak smakuje pięć różnych win - podanych w "ciemno" - dopiero potem poznaliśmy ich nazwy - w połączeniu z pięcioma serami - dojrzewającą kozią roladką (nr 1), Comté (nr 2), camembert (nr 3), Talleggio (nr 4) i Fourme d'Ambert (nr 5).

 Sławomir Chrzczonowicz uchyla rąbka wiedzy

Dojrzewający ser kozi, Comté i camembert - dobrze mi się komponowały do białych win. Pierwszy pasował idealnie zarówno do sauvignon blanc z Doliny Loary Menetou-Salon Les Bornes Domaine Henry Pelle 2012 (wino A - 66 zł w Winkolekcji), jak i do chardonnay z Burgundii Macon Villages 2011, Maison Chanson (B - 62 zł). Wraz z sauternes Chateau Broustet 2010 (125 zł) też tworzył udaną parę!

Łukasz Bester i Baigorri Maceration Carbonica 2012 - wino C. (fot. Winkolekcja)

Aromatyczny Tallegio o pomarańczowej skórce tworzył dobre pary z czerwonymi winami - świeżą lekką rioją Baigorri Maceration Carbonica 2012 (C - 49 zł) - choć według kanonów to wino powinno się komponować z serem camembert. Ale moje język, policzki i podniebienie odebrały to zestawienie całkowicie separatystycznie! Coś jak sąsiedztwo Rosjan i Ukraińców na Krymie.

To dowód na to - co podkreślał Sławomir Chrzczonowicz - że smak bywa absolutnie subiektywny! - Zresztą spróbujcie ser podać wraz z bagietką. Chleb odmieni smak sera - doradzał. - Może się okazać, że całość pasuje do zupełnie innego wina!

Sauvignon blanc z Doliny Loary - Menetou-Salon Les Bornes, Domaine Henry Pelle 2012. Wino A (fot. Winkolekcja)

Sauvignon blanc (A) podkreśliło zbyt mocno w Comté orzechowe nuty, za to chardonnay (B) z tym serem stworzyło idealną parę. Podobnie jak Fourme d'Ambert z Sauternes. Francuski niebieski pleśniak nie podszedł mi do czerwonych win. Po chwili dowiedziałem się, dlaczego - taniny potęgują słoność pleśniaka! 


Burgund - Macon Villages 2011, Maison Chanson (62 zł). Wino B (fot. Winkolekcja)

Do dobrego Gagliasso Langhe Nebbiolo 2011 Ciabot Russ (wino D - 89 zł), z piękną śliwką w aromacie, pasowały mi Comté i Taleggio. Co ciekawe, Taleggio był w stanie zdominować niemal całkowicie Macon Villages 2011 (wino B) i w moim odczuciu pasował najsłabiej do Barsac Sauternes Chateau Broustet 2010.

Zawsze jest dobrze wynieść wnioski z każdej degustacji. Ja wyniosłem dwa: wina białe dają przez swą delikatność zaskakujące połączenia z różnymi serami. Wydają mi się lepsze do eksperymentów. Drugi wniosek - wina słodkie wysokiej klasy (sauternes i zapewne dobre tokaje) nie będą się za bardzo gryźć z różnymi serami, a na pewno nie zostaną przez nie "przysłonięte". Trzeci wniosek nasuwa się sam: eksperymentujcie sami śmiało, bo warto!


Sery i wina degustowałem na zaproszenie Winkolekcji

Winne Wtorki: Biały burgund - 5 pkt.

Charles Thomas 2010 Rully

Półka - na wysokości piersi

Gdzie i czemu tak drogo - Vinotrio i 58 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)


Dziś wiosna czyli chardonnay w kielichu! Biały burgund z apelacji Rully z Côte Chalonnaise wydawał mi się lepszym wyborem niż coś czerwonego. Zresztą, taka pora nieco wiosenna sprawia, że czerwień czerwienią, ale biel rządzi! A tu nawet nie sama biel, ale czyste złoto!

Co chlupie w kielichu? Zawartość średnio aromatyczna, poza cembrowinę wystaje nieznacznie, ale gdy tylko ją wzburzyć, to okazuje rześkość. Na początku - gdy jeszcze zimniejsze niż zalecane 10 stopni - czuć więcej cytryny i zimnego kamienia. Ale dajmy się chwilę rozgrzać!

Ewolucja jest może krótka, jak schody w gierkowskiej willi typu "pudełko", ale jest. Po chwili nadchodzą głębsze, cięższe nuty - trochę migdałów, miodu, echo moreli. Jeszcze po chwili wychodzą echa lasu, nieco grzybowej, mokrej ściółki. Nie jest tak źle! Alkohol wyczuwalny pod koniec, gdy już wino zbliża się do granicy ostatecznie akceptowalnego ciepła.

W ustach przyjemna kwasowość, zupełnie nieagresywna. Całość ładnie ułożona, owocowa. Żadnej wodnistości. To wino jest po prostu dobre i pobudza przepięknie apetyt. I to jak! Jejciu, do kurczaka w pieczarkach byłby ten burgund idealny! A tak, na solo, do ideału jeszcze mu troszkę brakuje!


Wino oceniam na 5 punktów w 7-punktowej skali Winiacza! A inni blogerzy swoje burgundy oceniają tak (linki będę uzupełniał):



poniedziałek, 17 marca 2014

Prosty Włoch "z obcasa" - 6 pkt.

Primitivo di Manduria Soloperto 2012


Półka - na wysokości piersi
Gdzie i czemu tak drogo - Wine Case i 47 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Już ciut, ciut!! (6 pkt.)


Dyskretny napis "Wine Case" na parterze szklanego biurowca w warszawskim korporacyjnym zagłębiu zaintrygował mnie na tyle, by zatrzymać rower. I wstąpić. Nowy sklep na winiarskiej mapie stolicy. Na półkach stoją ciekawe butle (o nich na pewno w przyszłości), a tymczasem wybór mój padł na Włochy, tak jeszcze z sentymentu po włoskiej degustacji na zjeździe blogerów.

Pani Małgorzata doradziła Primitivo di Manduria Soloperto - okaz rodem z "obcasa" włoskiego buta. Zimy łagodne, mrozy rzadkie, za to upały 40-stopniowe. Stąd w kielichu mnóstwo słońca!

Producent - Soloperto - poleca to jako codzienne wino do posiłków. Na polskie warunki cena trochę wysoka, ale za to jaka jakość! Głęboki czerwony kolor, z fioletowymi refleksami. Nos niezbyt wylewny, nieco ociężale leżący w kielichu, ale gdy się nóżkę szkła rozbuja, to mamy feerię czerwonego owocu, nieco korzennych przypraw, śliwki i echo nocnych prac drogowców (które niebawem ruszą w stolicy) - gorącego asfaltu.

Mimo że mocne (14 proc.) alkohol nie dominuje w nosie - o ile utrzymamy przyzwoite 16-17 stopni. W smaku czuć pięknie utarte taniny - dochodzące do głosu w długim finiszu. Na początku ściąga nas lekko, ale potem mocniej! Ale w przyjemny sposób. Struktura zrównoważona - z jednej strony nie ma wodnistości, ale też brak zdecydowanego koncentratu! Można śmiało pić zarówno w zimne deszczowe przedwiośnie, jak i troszkę cieplejszą wiosną.


Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!