środa, 27 lutego 2013

Nieco jodynowy Hiszpan potrafi uspokoić - 5 pkt

Enate Somontano 2009



Półka - na wysokości głowy

Gdzie i czemu tak drogo - Biedronka i 24,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje (5 pkt.)

 
W poszukiwaniu ukojenia po szaleństwach spod znaku malbec i syrah (ten ostatni to podstępny szczep, że hej!) sięgnąłem po wino, które obiecywało składem spokój, umiar i wyważenie. Składem, bo mazaj na etykiecie - kobieta w japońskim kimono (?) - raczej ostrzega, że może się tu dziać coś niepokojącego.

Czy wino spokojne może się okazać winiaczem doskonałym? Kolor niby rubinowy, ale pod pewnym kątem ma lekkie brązowe refleksy. W zapachu nos najpierw atakuje alkohol (aż 14,5 proc. - to pewnie ten niepokojący akcent w kimono), ale później jest troszkę dżemiku - przez ten alkohol takiego na skraju fermentacji.

Wystarczy potrzymać parę kwadransów w kielichu i wyraźnie łagodnieje - alkohol troszkę paruje, pozostawiając samą słodycz i kandyzowane owoce.

W smaku ten winiacz jest rzeczywiście spokojny, choć zarazem charakterny. Nie atakuje ślinianek, nie ściąga ust. Są dżemowe aromaty, słodycze lekko jakby waniliowe i troszkę jagód. Na końcu coś jakby octowego… Wyczuwam też troszkę jodyny - pachniała nią apteczka babci. Na szczęście tym winem nikt nie każe smarować zadrapań czy skaleczeń. Uff...

Najpyszniej mi się piło to wino, gdy pozostawiłem na dnie kieliszka maleńki łyczek i porządnie rozkręciłem. To winiacz doskonały? Bez wątpienia dobry, chociaż do doskonałości mu brakuje - tak z ośmiu godzin napowietrzania (na butelkę) i co najmniej dwóch punktów w mojej skali.

 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

wtorek, 26 lutego 2013

Kulturalna degustacja nie tylko w ciemno

Jak Francja z Hiszpanią walczyła

Kieliszki i przekąski na beczkach, wokół amatorzy-klubowicze niedrogich, choć pysznych win, atmosfera "stojącego" rautu - zupełnie jak w ambasadzie! Taki był winny poniedziałek czyli czwarte spotkanie miłośników dotrzechdych. W miejscu niezwykłym, bo scenerią był Winebar Tapas y vino w Warszawie przy Ogrodowej 58. Niezwykłym, bo to kameralny bar, w którym można usiąść, wybrać spośród wielkiej ściany butelek jedną i - w tej samej cenie, bez upiornego korkowego - skosztować na miejscu! A wybór win - z oferty Kondrat Wina Wybrane - jest imponujący.



Pięć win - liczba już chyba tradycyjna dla tych spotkań. Pierwsze wino? Niespodzianka do "zdemaskowania" podczas ślepej degustacji.
Ładne białe wino, o bardzo jasnym słomkowym kolorze, ale zaskakujące, bo lekko kwaskowate, owocowe. O nieco stłumionym i dyskretnym zapachu. Idealne może nie tyle na stojący raut, ile na picie letnim wieczorem na tarasie z widokiem na las. Do tłustego sera i owoców morza… To Picpoul de Pinet Beauvignac z Langwedocji. Bardzo pyszny francuski winiacz na 3 punkty w naszej skali!


Jego kuzyn, smakowany w drugiej kolejności - Sauvignon Blanc Beauvignac - ma więcej "ciała", niemal jak chardonnay! Ma wyraźniejszy zapach, czuć ananasy, trochę brzoskwiń, nieco miodu gdzieś w tle. Zostaje w ustach na nieco dłużej. Jeśli tak smakują wina z południowej Francji, to smakują na 5 punktów w naszej skali, wyraźnie stały obok Winiacza Doskonałego!


Pazur - niejako koci - pokazało trzecie białe wino. Koci, bo nieco pachnące właśnie kotem. Albo wilgotnymi ścianami starej rudery. W smaku już nie tak szalone jak w zapachu. Bardzo treściwe i bogate w różne aromaty, nieco agrestu, ale też ociupinkę słodyczy. Rueda Vasallo 2011 ma z pewnością wielbicieli wśród amatorów win nieco szalonych, jeśli ktoś szuka spokoju, to taki winiacz nie dla niego. Ale może pyszne spagetti w sosie carbonara mogłoby z łatwością to wino okiełznać.


Pierwsze z czerwonych win - może podane nieco za gorące - od razu uderza feerią zapachów czereśniowo-wiśniowych, mocno ściąga usta, gdyby je podać w temp. do 19 stopni, pewnie byłoby winiaczem na 5 punktów. Les Trois Chemins Ventoux ze szczepów grenache, cinsault, syrah ma mocny smak, mocny kolor i jest mimo kompotowych lekko aromatów wyraziście wytrawnym winem.


Podobnie jak Les Trois Chemins, piąte wino - które również degustowaliśmy w ciemno - jest w smaku jak stary Francuz. Ale to nie jest francuskie wino, tylko… hiszpańskie!
 
To, że pyszne, to w sumie nic dziwnego, bo stały Czytelnik Winiacza zauważył, że testowane przeze mnie Hiszpany są zazwyczaj na piątki. Pyszne wino nieco kwaskowate, ale także pełne. Czuć w nim beczkę (tylko 4 miesiące), w smaku troszkę waniliowych akcentów. Dominio de Manciles Arlanza Tinto Roble 2011 także by dostało 5 punktów, a może nawet i 6!

poniedziałek, 25 lutego 2013

Różowy Portugalczyk bez landryny - 3 pkt

Monte da Serra Vinho Rose
 
 
 
Półka - na wysokości kolan
Gdzie i czemu tak drogo - Biedronka i 9,99 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Nawet może być (3 pkt.)
 
- Różowe, różowe, piję tylko różowe! - odparła znajoma na pytanie, jakie wina najbardziej lubi. No tak. Jedno poszukiwanie winiacza doskonałego na półce z różowym skończyło się doznaniem posmaku upiornej landryny. Bo Quinta EssentiaTempranillo Rose było tak słodkim winem, że ufff.
Ale z kolei ostatnie próbowanie taniego białego wina przyniosło niezłą niespodziankę. Bo winiacz z Biedronki (kosztujący poniżej 20 zł) okazał się wspaniałym zaskakującym winem! W takim razie powrót do dyskontu z uśmiechniętym psychodelicznie robalem.
Monte da Serra za 9,99 zł stało tak nieco schowane obok francuskich tanich bordeaux. No, może nie będzie takie landrynkowe - skoro według kontretykiety półwytrawne.
Zapach? Hmm, trudno mówić o czymś co jest zapachem soku z winogron. Ma nieco kwaskowatości. W smaku - jak się okazuje po chwili - także. Chociaż, gdybym degustował z czarną opaską na oczach, to bym dał głowę, że piję białe wino, takie z rodzaju bardzo cielistych.
Ale po pierwszym wrażeniu pozostaje troszkę cukru - może nie tak wyraźnie landrynkowego jak w innych różowościach, ale jednak… Po chwili przytrzymania na języku przychodzi nawet trochę kwiatowości. Może nagietkowej? Czuć dość wyraźnie suszone morele i trochę miodu. Jest też troszkę cebulki, takiej z ostrza noża - gdy najpierw przekroicie cebulę, a potem tym samym nożem cytrynę i plasterek tej ostatniej wrzucicie do herbaty.
Po degustacji wiemy trzy rzeczy na pewno: 1. Winiacz doskonały to nie jest. 2. Jeśli ktoś nie lubi różowej słodkości i kupił Monte da Serra Rose, nawet trafił. 3. Jeśli za 9,99 zł, to nawet może być!

Winiacz na 3 punkty w 7-punktowej skali!
 


sobota, 23 lutego 2013

Zaskakujący Argentyńczyk o długim finiszu - 3 pkt

Alta Vista Finca Monte Lindo Malbec 2008
 
 

Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo -Vino Seco i 36 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Nawet może być (3 pkt.)

Pamiętam jak kiedyś pierwszy Malbec mnie powalił. Na kolana oczywiście - swoim fioletem w kolorze i smaku, tak wyrazistym i innym niż mdławe i delikatne Francje czy subtelne Włochy. Pamiętam, że wówczas wydawał mi się doskonałym winem. Problem w tym, że… nie zapisałem sobie nigdzie co to było za wino! Może jeszcze uda się kiedyś je odnaleźć, a może w innym Malbecu odnajdę Winiacza Doskonałego?

Na pierwszy rzut Finca Monte Lindo ze sklepu Vino Seco. Niespodzianka na samym początku - czarny jak noc korek. Syntetyczny oczywiście, szkoda. Bo czy taki syntetyk może zamykać butlę skrywającą doskonałość? Hmm…

 
Co kryje się za czarnym korkiem?
 
Kolor bardziej rubinowy niż fioletowy, ale zapach malbekowski. Zapach jeżyn, czarnych owoców pozbawionych cukru od razu atakuje nos. Trochę wanilii też tu jest. I troszkę tego, co było kiedyś w zapachu chińskiego atramentu Hero Ink. A smak?

 
O rany, co za zdziwienie! Alkohol całkowicie schowany (choć wino ma go 13,5 proc.), ale smak nie do końca prosty. Jest specyficznie złamany: na początku trochę śliw i jeżyn, a potem zmiana. Pojawia się garbnikowe wzgórze, przesuwające wszystkie doznania gdzieś w dalekie podniebienie. Ten posmak utrzymuje się bardzo bardzo długo.


Pewnie cały wapień z winogron dojrzewających w argentyńskich Andach wbił się w mój język i podniebienie, bo bardzo mu się tam podoba. Ale czy mi się podoba taki winiacz? Hmm. Trochę tak - nawet może być.


Winiacz na 3 punkty w 7-punktowej skali!

piątek, 22 lutego 2013

Biały, pyszny Włoch z dyskontu - 5 pkt

Sensi Orvieto 2012 DOC
 
 

Półka - na wysokości kolan
Gdzie i czemu tak drogo - Biedronka i 11,99 zł
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)
 
- Ty, a kiedy będzie białe?! - zahaczył mnie młodszy kolega, czytelnik bloga Winiacz. Sam na Walentynki z dziewczyną wypił białe właśnie. I pozwolił, by zasnęła…
Może dlatego nie jestem (nie byłem?) dotąd jakimś specjalnym fanem win białych. Mam pewne przeświadczenie tkwiące korzeniami w kobiecej - pramatczynej, od matki-ziemi - intuicji, że winiacz doskonały to winiacz czerwony. Ale po dwóch ostatnich degustacjach - pierwszej na Żoliborzu i drugiej na Mokotowie - nie jestem tego taki pewien. Moja własna trójca (nos, język, podniebienie) same stwierdziły, że czasem biały winiacz wychodzi wytwórcom nienajgorzej, a może i lepiej niż czerwony.
Wniosek prosty - doskonałość może czaić się w słomkowym kolorze i świetnie schłodzonej butli. Tym bardziej, że nim przyjdzie wiosna, mamy jeszcze ze dwa miesiące, by chłodzić wino białe na balkonie czy w siacie za oknem.
Niepozorne wino w Bidronce omijane przez amatorów innych trunków zaintrygowało mnie gustownym herbem na etykiecie. Winiacz Biały Włoch. Hmm…
Na początek straszy "włoska elegancja" czyli brzydki sztuczny korek, który ma większe opory wewnętrzne niż zewnętrzne. Wkręcam weń korkociąg, a on się kręci w szyjce butli jakby był nasmarowanym wazeliną pracownikiem korporacji średniego szczebla!
Ale gdy już dał się wyjąć, to zapach mile zaskoczył. To co zawsze z dobrego białego - szampańska woń, pełna kwiatów, świeżości. Ogrzany zyskuje nieco miodu, ale dyskretnego.
A smak wina za niespełna 12 zł? Bałem się tego okrutnego siarkowego posmaku, który jeszcze jakieś 5-6 lat temu odrzucał mnie od białych win klasy cenowej od 9,99 zł do 35 zł. Tu nie ma śladu chemii, żadnej siarki. Jest wiosna, owoc, mocno rozwodniona brzoskwinia, trochę surowego ziemniaka w tle… Gdyby tego winiacza ktoś rozlewał z butli ubranych w  snieżnobiałe ręczniki i serwował w pałacu prezydenckim, żaden minister zorientowałby się, że pije wino z dyskontu za 12 zł. Może ze dwóch ambasadorów nabrałoby podejrzeń, ale milczeliby jak gliniany Sfinks.
Czy to winiacz doskonały? Taki na 7 punktów nie, bo wiem, że taki powali mnie na kolana. Na 6 też chyba nie, choć biję się z myślami. Ale wolę być surowym sędzią, bo jeszcze tyle smaków czeka.  
 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!
 

czwartek, 21 lutego 2013

Degustacja Groot Constantia w South Wine

Smaki z - niekoniecznie dzikiej - Afryki

Ech… Wiecie jak wygląda zima w RPA? Na Wschodzie, nad Oceanem Indyjskim o godz. 3 w nocy jest najzimniej. Plus 18 stopni i lekki wiatr. A w dzień 27 stopni i wszystko lekko zamglone. Ale Groot Constantia, których to win próbowaliśmy w South Wine na Mokotowie w polskie zimowe popołudnie (0 stopni, śnieg, ciemno, mokro, syf, brrr…) nie jest nad Oceanem Indyjskim, tylko nad Atlantykiem.
Pewnie zimniej niż w Durbanie, choć nie tak jak u nas. I dobrze, bo niewątpliwie chłodek świetnie zrobił białym winom. Sauvignon Blanc 2011 i Chardonnay 2011 to okazy pełne świeżości.

 
Pierwsze - Sauvignon Blanc (78,50 zł) - smakuje jak szampan, z którego bąbelki uleciały przed chwileczką dosłownie. Jak podlotek. Czuć piękny owoc, cierpki zielony agrest, który wyjadaliśmy wczesnym latem sąsiadce. Lekkie i rześkie. Na ciepłe lato w sam raz.


Groot Constantia Chardonnay 2011 (99 zł) jest już jak panna na wydaniu. To wino poważniejsze, bardziej żywiczne, otwierające wachlarz różnych smaków. Jest i trochę cytryny, ale i trochę skórek słodszej pomarańczy, trochę miodu.

Po białych pokazano wino-maniakom cztery czerwone wina wytrawne. Nieco mniej kwaskowe, ale świeże. Constantia Rood (59,50 zł) wyraźnie ma waniliową nutę plus truskawki, maliny, śliwki. Może gdzieś tam nieco czekolady.




Merlot 2010 (99 zł) ma więcej jagód i śliwek. Jest nieco bardziej charakterny. Im bardziej opróżniamy butlę, tym lepiej dla smaku.


Groot Constantia Shiraz 2010 (99 zł) to najlepszy Shiraz, jaki piłem od kilku lat. W zapachu najbogatsze z prezentowanych win. Czuć pieprz, drewno, czarną porzeczkę z konfitur. Naprawdę pyszne wino na wieczór. Na 5 punktów w skali Winiacza.


Na sam koniec gwiazda - oblepiona medalami butla Gouverneurs Reserve 2010 (178 zł). Kosztuje niemal dwa razy więcej niż Shiraz czy Merlot i ja - szczerze mówiąc - nie kupiłbym tego wina za tę cenę. Jest bardziej uładzone niże Shiraz, w zapachu bardziej skryte, w smaku bardziej gładkie - bo też jakby skryte smaki zaczerpnięte ze Shiraza i Merlota.
 
Co mnie w tym winie nieco razi? Że to taki naśladowca francuskiego stylu, pozbawiony tego czegoś (pstryknięcie palcami) - dzikości i żywiołowości Afryki. Może, gdybym chciał przyjąć ministra albo radcę stanu, to poczęstowałbym go i sprezentował mu to wino. Może bym kupił, by potrzymać z 7 lat w piwniczce (pewnie po leżakowaniu błyśnie). Ale żeby kupić i pić na świeżo?

Wnioski? Białe nad czerwonym. A Shiraz może spokojnie zamienić się ceną z Gouverneurs-em. Choć wina o takich cenach nie są dla nas, szaraków zanurzonych w polską zimę!

Chianti wcale a wcale nie cierpkie - 5 pkt

Monrosso Chianti 2009 Monsanto
 
 
 
Półka - na nieznanej wysokości
Gdzie i czemu tak drogo - Podarunek świąteczny otrzymała ukochana żona
Do Ideału? - W połowie doskonałe (4 pkt.)

 
Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby? E tam, Winiacz zagląda. Ba, mało tego - zagląda, obwąchuje, nalewa (do kieliszka o klasycznym kształcie) i smakuje. Bo wciąż szuka winiacza doskonałego. A ten mógł się kryć właśnie w gustownej skrzyneczce z siankiem (takie wióry drewniane), od świąt czekającej w domowej - że tak powiem - piwniczce.


Monrosso 2009. Chianti czyli czerwony cienki kwasiorek z założenia.
Wyprodukowany w Barberino Val d'Elsa - google earth pokazuje ładną wioskę w górzystym terenie otoczoną krzaczorami winorośli jakieś 20 km na południe od Florencji. Hmm, no to stamtąd to może będzie jakaś doskonałość? Słońce, Toskania, Florencja, Michał Anioł, wino… no wiadomo!!!
Piękna butelka, etykietka klasyczna, rzymski krój liter, a wrażenie po otwarciu? Owoc, cieńkuszek taki. Jestem przygotowany na uderzającą wytrawność. Ale potem robi się dojrzalsze jakby, bardziej żelaziste w woni, pachnie lekko pieprzem, ziołami.
Kolor chianti nie jest dla mnie kolorem wina doskonałego, ale akurat pal sześć kolor. Liczy się smak - bo to z nim obcujemy najdłużej. Smak doskonałości? Hmm. Pierwszy smak jest na 2 punkty. Ale po chwili robi się ciekawie. Czasem wina (na razie większość z tych świadomie testowanych) mają tę cechę - albo to ja tylko zauważam - że smakują lepiej w wyższej o 2 stopnie temperaturze niż zalecana.
Monrosso też! Eleganckie wino, jednolite w owocowym posmaku. Nieco kwasku atakuje język, ale po chwili pojawia się gładka jedwabistość. Świetnie komponuje się ze słodkim cheddarem z Biedronki! Pojawiają się aromaty skóry, może świeżej ziemi o poranku. To chianti naprawdę jest niezłym winem. Zagraniczne strony www podają, że osiąga cenę ok. 12 dolarów. Gdyby istotnie płacić u nas jakieś 36-38 zł za butelkę, byłby to winiacz bardzo bardzo godny polecenia. Bo to winiacz nawet nie w połowie doskonały. To winiacz, któremu do doskonałości tylko jeszcze troszkę brakuje.
 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali