wtorek, 8 listopada 2016

Winne Wtorki: Hiszpania nieoczywista

Wisdom & Warter Sherry Pedro Ximenez Anejo



Tematem dzisiejszych WW, nieco przesuniętych względem oryginału jest, jak wymyślił Gustaw, Hiszpania nieoczywista: wszystko poza Rioją, Riberą i Katalonią. I bardzo dobrze, bo właśnie 7 listopada, kiedy piszę te słowa, zaczęliśmy Międzynarodowy Tydzień Sherry! A Jerez de la Frontera to zupełnie "inna beczka" niż taka choćby Katalonia!

Butla, którą widzimy na zdjęciu czekała u mnie bodaj od roku, może nieco dłużej, może od dwóch lat. Wszystko dlatego, że z sherry wolę rosołowe fino albo choćby wyciskające łzy z oczu i ślinę ze ślinianek oloroso... A bursztynowe PX, szczep z urodzenia biały, ale na starość ciemniejący (jak ja, bo mając trzy lata byłem blondynem!) wydaje się powszechnie nieco gorszym bratem Palomino, ale niesłusznie!

Pedro daje wina długowieczne. I to jakie! Szukacie wina dla córki, która urodziła się dwa tygodnie temu? Kupcie PX z jej rocznika. Wypiją jej prawnuki i będą się rozkoszować! Jedno miałem okazję spróbować dzięki uprzejmości Sebastiana (prowadzi bloga Zdegustowany). Ale ono było młode, bo z 1983 r. Było gęste, ciemne wino, niemal czarne! Smoliste! Zachwycające orzechem, wanilią, nutką pomarańczy... I to pomyśleć za 99 zł (0,375 l)!!!

Już takich win nie ma. Ja swoją, z dobrewina.pl kupiłem za ok. 40 zł, ale gdzie jej tam do takich doznań, jakie dawał 1983! Mimo wszystko jest skupisko orzechowe, niewielka (choć bynajmniej nie śladowa!) kwasowość w finiszu, bogate nuty suszonych daktyli, pomarańczy, moreli, fig... Jest oleistość rozgrzewająca swoim ciepłem (choć jest tu tylko 15 proc. alkoholu, mniej niż w wielu współczesnych "bordoszczakach"!).

Na taką pogodę nie ma chyba nic lepszego - jeśli mamy na myśli wino z Hiszpanii dziś tak nieoczywistej.

Wszystkich fanów takich win koniecznie zapraszam na fejsbukową stronę Sherry, Porto, Madera!

A taką Hiszpanię odkrywali inni Wtorkowicze:

- Blurppp: wino z Bullas

- Enowersytet: wino z Alta Allela

- Italianizzato: Wino Wysp Szczęśliwych

- Jongleur: Monastrell z Murcji

- Korek od wina: wina po byku!

- Nasz Świat Win: o winie prosto z... Barcelony!

- Przy Winie: wino z Utiel Requena

niedziela, 6 listopada 2016

Wina jednoszczepowe z Biedronki

Wina jednoszczepowe z Biedronki


Na półkach Biedronki znajdziecie wina z Francji, Chile, Słowenii, Nowej Zelandii, Australii, Niemiec, Chorwacji... Wspólne mianowniki są tak naprawdę dwa, a pewnikiem i trzy - oficjalnie wina jednoszczepowe (choć ile w nich 15-procentowej dozwolonej domieszki, Bóg jeden wie), ale też upłynnianie zapasów z poprzednich zakupów oraz wszystkie wina są z rocznika 2015! Tu i ówdzie spotkacie głosy krytyki, ale jest kilka win dobrych!

Pfaff Riesling 2015 (29,99 zł)

Jedna z droższych etykiet - Pfaff Riesling 2015 (29,99 zł). To dla mnie po jednej degustacji dziwne wino. Grejpfrutowe, ale z domieszką czegoś dziwnego w aromacie, warto napowietrzyć jakieś 15 minut. Ma pewne nuty egzotyczne, lekko gumowate, potem wraz z napływem powietrza robi się lepsze. Wysoka kwasowość, ale generalnie nie porywa. Na Winiaczową 3+.

Konigsmosel Riesling 2015 (16,99 zł)

Tańszy Konigsmosel Riesling 2015 (16,99 zł) z dojrzałymi jabłkami w aromacie, wyciągniętymi z kosza, gdzie spoczywały też przejrzałe. W smaku inny niż Pfaff - nieco bardziej pokomplikowany, z dojrzalszą, doroślejszą strukturą. Ma dość ładną kwasowość, gastronomiczną. Na 4- Winiacza.

Palatium Riesling Halbtrocken 2015 (11,99 zł)

Jeden ze stałych biedronkowych gości - Palatium Riesling Halbtrocken 2015. Za 11,99 zł mamy wino lekkie (11,5 proc. alkoholu). Ale czy dobre? Kiedyś mi bardziej smakowało. To jest dość powściągliwe, bez szałowej treści w aromacie, o lekkiej kwasowości. Nieco przypomina Ice Tea, lekkie i szału nie robi. Ciężko oczywiście o świetny Riesling w tej cenie. Ten na Winiaczową 3+.

Wild River Sauvignon Blanc 2015 (19,99 zł)

Słoweński Wild River Sauvignon Blanc 2015 (19,99 zł), z portfolio Jeruzalem Ormoz. Całkiem przyjemne, sporo zieloności, ale i wapiennej mineralności, w smaku troszkę rozczarowuje - mniejsza kwasowość niż się spodziewamy, więcej białego melona i grejpfrutu. Ale to jest całkiem dobre wino! Na Winiaczową 4+

Honore de Berticot Sauvignon Blanc 2015 (14,99 zł)

Jeśli ktoś chce jeszcze na SB zaoszczędzić, to może śmiało wybrać Honore de Berticot Sauvignon Blanc 2015 (14,99 zł). Mniej ma w sobie zieloności, lasu, ziołowości, a więcej oceanu i wiatru. Jest nieco w smaku słone, ma dość wysoką pieprzność. Do krewetek w czosnkowym sosie dobre! Na 4 Winiacza.

Greyrock Sauvignon Blanc 2015 (24,99 zł)

Greyrock Sauvignon Blanc 2015 (24,99 zł) to w zasadzie stały gość na półkach owadziego dyskontu. Częściej chyba jest, niż go nie ma. W aromacie ładna zieloność, liście czarnej porzeczki, czarnego bzu, ziołowość. Piękna kwasowość, z mineralną podbudową, w strukturze całkiem poważne, mocne! Bardzo dobre. Na Winiaczową 5+!


France Unplugged Chardonnay 2015 (12,99 zł)

Francja bez prądu czyli France Unplugged Chardonnay 2015 (12,99 zł). Gdzieś w tle można wyczuć kwiaty i jabłka, choć treści i struktury ma mało. W finiszu ma coś poważniejszego, miodowego. Ale istotnie bez prądu. Na Winiaczową 3+.

Kiwi Cuvee Bin 068 Chardonnay 2015 (16,99 zł)

Kto myśli, że dołoży cztery złote - np. do Kiwi Cuvee Bin 068 Chardonnay 2015 (16,99 zł), ten srogo się myli. Bo to wino bezpłciowe, bez zapachu, słabiutkie. Nie warto. Jest jakaś kwasowość, ale generalnie ocena w mojej skali: trója z mocnym minusem!

Casillero del Diablo Chardonnay 2015 (26,99 zł)

W zasadzie nie zdążyło zejść z półek po winach obu Ameryk - Casillero del Diablo Chardonnay 2015 (26,99 zł). Cóż tu mówić - bogate, nowoświatowe, pełne. W nosie mocne kwiaty, troszkę warzyw, ale jest mocna struktura, sporo kwasu. Winiaczowa 5!

Sanvito Merlot Venezie 2015 (12,99 zł)

Tani, za 12,99 zł Sanvito Merlot Venezie 2015 ma niestety cechy taniej i takiej sobie przemysłówki. Ma nieco stajenny posmak i trochę nieprzyjemnej kwasowości. Winiaczowa dwója. Nie warto!

Chenoncey Merlot Medium Dry 2015 (14,99 zł)

Czy dołożenie dwójeczki ratuje sytuację? Chenoncey Merlot Medium Dry 2015 - za 14,99 zł mamy w aromacie pewną owocowość z tłem, które przepowiada, że w smaku nie będzie najlepiej (choć z początku, tuż po odkorkowaniu była pewna szlachetność). I rzeczywiście - jest półwytrawność. Ale właściwszym terminem byłaby "wodnista półsłodkość". 3 Winiacza.

Villa Laguna Merlot 2015 (19,99 zł)

Villa Laguna Merlot 2015 (19,99 zł) to 13-procentowe wino z Chorwacji. Choć młode, owoc jakby już zmiażdżony na płasko, wino jakby bez charakteru, dość cienkie, z suchawą taniną, niewielką kwasowością. Na Winiaczową 3++.


Berger des Abeilles Merlot 2015 (16,99 zł)
Lepszym Merlotem jest Berger des Abeilles 2015. Za 16,99 zł dostajemy czerwone półwytrawne, które w aromacie ujawnia dominację sporej dawki zielonej papryki, warzywność, choć jest też w tle coś szlachetnego, przyjemnego, owocowego. Szkoda, że to tylko tło! Na 4--
 
Santa Luz Cabernet Sauvignon 2015 (34,99 zł)

Najdroższe wino oferty - Santa Luz Cabernet Sauvignon 2015 (34,99 zł). W  aromacie jest bardzo przyjemnie - czarna porzeczka, czekolada, trochę skóry. W smaku nieco gorzej - jest pewne tchnienie warzywnego ogródka, jest pewna zieloność. Ale kwasowość jest bardzo przyjemna. Całość elegancka na 5!

Bastion de Garille Cuvee Fruite Cabernet Sauvignon 2015 (16,99 zł)

Bastion de Garille Cuvee Fruite Cabernet Sauvignon 2015 (16,99 zł) już kiedyś było w Biedronce. W aromacie czarna porzeczka, choć niezbyt głęboka, ale i kawa, biała czekolada. Jest trochę przypraw, kwasowość dość przyjemna, choć zespolenie z garbnikiem nieco "ścierniste", szorstkie. Ale wino dobre. Na 4+

France Unplugged Cabernet Sauvignon 2015 (12,99 zł)

Czerwony brat słabej siostry - France Unplugged Cabernet Sauvignon 2015. Cena ta sama - 12,99 zł - ale doznanie lepsze. Tanie i za tę cenę zapewniające minimum doznań. Żadnej finezji. Muszę przyznać, że kiedyś podobało mi się bardziej, ten rocznik jest jednak zbyt bezpłciowy. Choć bez wątpienia jest lepsze niż Chardonnay. Dałbym 4, może z lekkim minusikiem...

Casillero del Diablo Cabernet Sauvignon 2015 (26,99 zł)

Tu też spadochroniarz z niedawnej oferty amerykańskiej - Casillero del Diablo Cabernet Sauvignon 2015 (26,99 zł). W aromacie soczysta czarna porzeczka, aż chce się zębami zerwać ten brązowy pypeć, który wieńczy jagodę... Znakomite wino jak na swoją cenę. Lekka tanina, zdominowana lekko dżemistym kwaskiem. Ocena? Zasłużona piątka z dużym plusem!

Hardy's Shiraz 2015 (14,99 zł)

Shiraz za 14,99 zł to będzie coś dobrego? Hmm... Hardy's Shiraz 2015 to jednak po pierwszym nalaniu - słabizna. Ale potem zaskakujący. Znaczy czuć potencjał, jest pewna apteczność, jest głębia, ale to wszystko jakby tak obok, na rozklekotanych nogach. Jest syropowa złożoność, jest kwasowość, ale ona wychodzi w finiszu tak jak spóźniony niedźwiedź po za długim śnie zimowym. W skali Winiacza 4---!

Kiwi Cuvee Bin 062 Shiraz 2016 (16,99 zł)

Kiwi Cuvee Bin 062 Shiraz 2016 (16,99 zł) to wino anonimowe, lekko plastikowe. Nie przykre, ale słabe po prostu. W skali od 1 do 7 zasługuje na dwójkę. Nie warto.

Monte de Ravasqueira Syrah 2015 (24,99 zł)

Ale wystarczy dołożyć 8 zł, by znaleźć bardzo dobre Syrah. To Monte de Ravasqueira Syrah 2015 (24,99 zł). W aromacie jeżyna, czarne owoce, ładnie poskładane, ciepłe. Aromat jednak nie oddaje smaku - tu w strukturze wyraźnie lżejsze, ale wciąż fajne. Na 5 z małym minusem!


Wina do degustacji: 18 otrzymałem od Jeronimo Martins, dwa - zakup własny
 
 

wtorek, 1 listopada 2016

Château Pesquié Terrasses 2010 - cień swojej wielkiej siostry...

Do Artemii daleko, oj daleko...

Château Pesquié Terrasses 2010

Zamiast Sowy i Przyjaciele (tak, tak, to tam, gdzie kelnerzy podsłuchiwali ministrów) jest teraz supermarket, ale jedno wino, którego tam spróbowałem, zrobiło na mnie ogromne wrażenie - otóż to Château Pesquié Artemia 2009. Wyjątkowe, zarówno pod względem jakości, jak i ceny (dwa lata temu 270 zł!). Miękkie, pełne, owocowe, zawiesiste, imponujące. Pisałem o nim zresztą tutaj, ale potem już nie miałem okazji spróbować. Szkoda...

Douloufakis Alargo Syrah (Siga Siga)

Podobne nieco w charakterze, w odczuciu wino spotkałem przypadkiem latem w cudownym barze "na dzielni" - Siga Siga! Pan Jacek, zapaleniec na punkcie Grecji, Krety i Sycylii (innych pasji nie wymieniłem, a jest ich mnóstwo) sprowadził Douloufakis Alargo Syrah z Krety. Nie pamiętam, który rocznik, ale wino jest znakomite. Stworzone w 100 proc. z Syrah. Pachnie gorącem, śliwką, wiśnią, jeżyną, czekoladą, mięsem, skórą... Ekstrakt niesie słoność morza. Taniny są ładnie skrojone, uzupełniają całość, a nie przeszkadzają. Beczki, w której leżało rok, nie czuć nadmiernie, może dlatego, że producent używa nowej, "drugiej" i "trzeciej"...

Aż tu Jurek z bloga Winne Okolice poznał tajemniczego człowieka, który ma w zasobach "ciekawe Ventoux". Jurek wysłał zdjęcie, a tam... Château Pesquié! Co prawda Terrasses, a nie Artemia (ta ma fioletową etykietę, a Terrasses w kolorze Bordeaux), ale wiedziałem jedno - muszę spróbować, bo jestem przecież (z dewizy) poszukiwaczem win doskonałych!

W aromacie jest truskawka, jest jeżyna, jest pewna pieprzność, las, ściółka, a w smaku kwasowość starta na wiórek z taniną, ale nie ma tego czegoś, co miała Artemia... Jest tu więcej Grenache niż Syrah (80/20 proc.), a Artemia miała proporcje pół na pół. Już pewnym kwantyfikatorem jest cena - Artemię kupimy w firmowym sklepie za 30 euro, a Terrasses za jedyne 10 z kawałkiem. No cóż, tym razem trafiłem na cień Wielkiej Siostry. Zdarza się...

poniedziałek, 31 października 2016

Jak smakuje stara Graševina z archiwum wina Kutjevo?

Bo złoto się nie starzeje?

Piękne złoto - tak wygląda rocznik 1970!

Podczas ostatniego Wine Expo Poland & Warsaw Oil Festival miałem przyjemność uczestniczyć w degustacji niezwykłej - starych roczników Graševiny - najsłynniejszego białego szczepu w Chorwacji - z archiwum win Kutjeva.

Szczep znamy także jako Welschriesling, Lasky Riesling, Olaszrisling, Riesling Italico - ten rieslingowy źródłosłów nie bez kozery, bo Graševina przypomina trochę Rieslinga - za młodu jest lekki ekstrakt, wysoka kwasowość, w aromacie owoce (od jabłek i gruszek, bez egzotyki jednak). Późno dojrzewa w klimacie niezbyt gorącym, a lubi zimno.

Wojtek Bońkowski przybliżył historię winnicy, która swoje początki wywodzi od cysterskich piwnic z 1232 r. Tych samych mnichów, którzy zaczynali uprawę winorośli i produkcję wina w Burgundii.

Winnice przetrwały trwająca dwa wieki okupację turecką, a potem nacjonalizację w 1945 r. Dziś wciąż Kutjevo produkuje wina - i to o wysokiej jakości. A przy tym to wielki winny kombinat, produkujący osiem milionów butelek wina w Chorwacji.

Stare roczniki, jakie próbowaliśmy, pochodzą z Archiwum win, które liczy ok. 70 tys. butelek. Najstarsze pochodzi z 1946 r. Były starsze, ale za socjalizmu zniknęły te z początku wieku. No nic, z każdym rokiem będą przybywać nowe...
 
Najpierw jednak spróbowaliśmy od wina z 2015, udanego rocznika w całej Europie.

Graševina kvalitetno vino 2015

Graševina kvalitetno vino 2015 - to podstawowy poziom. W aromacie jabłka i pieprzyk, mineralne, ekstrakt średni, ale długie w finiszu! Do wypicia na szybko, może w dwa lata po zbiorach, do lekkiej kuchni. Polskiej? Jak najbardziej!

Graševina vrhunsko vino 2015

Graševina vrhunsko vino 2015 - to wyższy poziom. Mniej złote, ma też w aromacie mniej jabłek, a więcej moreli i brzoskwini. Ale wciąż jest podobne do Chablis - bardzo stalowe, ma po chwili mniej owocu, dojrzalszą kwasowość, sporo pieprzności. O jest bardziej mineralne niż pierwsze.

Graševina de Gotho 2015

Graševina de Gotho 2015 - to już próba międzynarodowej interpretacji. Połowa objętości wina dojrzewała w beczkach, a winogrona były selekcjonowane. Mniej kwasowe wino, bardziej powściągliwe w aromacie. Trochę nie przypomina Graševiny. Ale dobre gastronomiczne wino.

Graševina Turković 2015

Graševina Turković (niby półwytrawne) 2015 - ma aromaty dojrzałych gruszki i jabłka i bardzo długi finisz! To jeszcze bardziej mineralne wino niż pozostałe. Ma niby 14 g cukry na litr, ale nie sprawia wrażenia półwytrawnego.

A teraz czas na "rodzynki". Żałuję, że nie sfotografowałem całych butelek, ale wyglądały nieapetycznie: owinięte w folię, z przytroczonymi brązowymi karteczkami. W cieczy unosił się jakby osad. Byłem przekonany, że to, co znajdzie się w kieliszkach będzie dziwolągiem i ciekawostką, a tu... Taka niespodzianka!!! 

Graševina Kasna Berba 1993

Graševina Kasna Berba (późny zbiór) 1993 - zaskoczyła złotym kolorkiem i świetnym aromatem moreli i brzoskwini. Pojawiło się też dojrzałe jabłko w tle i dużo, zaskakująco dużo kwasowości! Finisz średnio długi, ale to 23-letnie wino i to ze szczepu, który nie jest Mount Everestem kwasowości czy koncentracji wśród białych!

Wino, które powstało, kiedy byłem w 7. klasie podstawówki - Graševina Kasna Berba 1985. Po nalaniu do kieliszka uderza w nos lekki akcencik woskowy, świecowy wręcz i grzybowy. Owoców nie ma już wcale. Jest za to lekka kasztanowa mączka, ale w smaku 31-letnie wino jest zadziwiająco młode! Ma leciutką, naiwną bym rzekł, kwasowość: lekką, trochę w finiszu podobną do tej z sherry fino. Wino ma 10 proc. alkoholu i jest jak na białe cholernie stare, a tu taka niespodzianka! Żadnych zielonych refleksów, żadnych nieczystości, zmętnienia...


Od lewej roczniki: 1993, 1985, 1970 i 1963

Największe jednak zaskoczenie przyniosła Graševina z 1970. Urodzę się za dwa lata, no dobrze, za półtora roku. W kieliszku najpierw zadziwiająca zieloność - tatarak, podmokła łąka, coś jakby soczyste liście wodorostów. Po chwili cała masa przypraw - z dominacją szafranu, ale też akcentem figowym. To 46-letnie wino wbija w ziemię! W smaku mnóstwo kwasu, wciąż świeże, struktura gładka, odsłaniająca lekkie utlenienie jedynie w finiszu. I 12,2 proc. alkoholu.

53-letnie wino - Graševina Kasna Berba 1963!

Wino 53-letnie - Graševina 1963. Na jej przykładzie widać, a raczej czuć podobieństwo do Rieslingów - jest pewna bliźniacza nuta w aromacie, pięknie złożone wino, także przyprawowe, w całości bardzo spójne, integralne, ale jak poprzednie młode, choć tu już ma kwasowość jest niższa.

Po tych doznaniach Graševina Ledena Berba (wino lodowe) 2009 - mające w sobie 150 g cukru/litr, odsłania nieco płaski aromat, choć słodycz jest ładnie ułożona. Oleiste wręcz, emanujące suszonym owocem, dżemistością...

Ale wróćmy do uroczych staruszek spod znaku złota. Odniosłem wrażenie, że żaden z tych roczników nie zbliżył się nawet do szczytu swojego żywota. Może jeśli nawet aromat rocznika 1970 nie miał owoców, podobnie jak i 1963, to ich smak zaskakiwał, jakby złoto się nie starzało także w kieliszku. A może był jak pensjonarka, co przebrała się w suknię prababci i tylko czasem odsłaniała karnawałową maskę, ukazując swoje prawdziwe młodzieńcze oblicze?


Degustowałem na zaproszenie Winicjatywy, Kutjeva i Wine Expo Poland & Warsaw Oil Festival

sobota, 29 października 2016

Wino i jedzenie: Art de Vivre duetu Maciejewski & Pawłowski

Le diner.
Maciej Maciejewski i Adam Pawłowski

Maciej Maciejewski i Adam Pawłowski (fot. Olaf Kuziemka)

Gdy tam, we francuskich winnicach winobranie pełną parą, u nas czas na prezentację francuskiej Art de Vivre - sztuki życia. A to jak wiadomo sztuka zupełnie inna niż nasza: świetne jedzenie, świetne wino... Jak to połączyć? Tę tajemnicę posiedli Maciej Maciejewski, executive chef w La Brasserie Moderne (mieszczącej się w Warsaw Sofitel Victoria) i Master Sommelier Adam Pawłowski. Może nie tyle się tą tajemnicą podzielili, ile dali nam jej posmakować! A był to koncert na pięć dań, deser oraz na sześć francuskich do szpiku kości win!

Ostryga Rockefeler na ciepło, ale do niej był Mumm Cordon Rouge blanc! (fot. Olaf Kuziemka)

Na przystawkę - do szampana championów Formuły 1 (Mumm Brut Cordon Rouge, który został też podany jako aperitif) każdy z gości dostał Ostrygę Rockefeller - nazwaną tak na cześć najbogatszego niegdyś Amerykanina. Podana na szczycie gustownego pudełeczka, na ciepło z bułeczką i szpinakiem. Akurat na zaostrzenie apetytu! Co tu dużo mówić - słona zielona faktura krewetki pięknie stapiała się z musującym Szampanem!

Escabeche z tuńczyka z bakłażanem i ziołami (fot. Olaf Kuziemka)

Z kolei miałem wrażenie, że Champagne Mumm Rosé troszeczkę dominował swoim mocnym charakterem nad Escabeche z tuńczyka z bakłażanem i ziołami. Tuńczyk pokrojony w kosteczkę rozpływał się w ustach, zioła go pięknie uzupełniały, a bakłażan w postaci musu stanowił miękki akcent. Ale kto powiedział, że wino zawsze ma chować się pod potrawą?
Zapiekanka z makaronu z foie gras i truflą (fot. Olaf Kuziemka)

Do czego pasuje Chablis Premier Cru "Vaillons"? Do zapiekanki z makaronu z foie gras i truflą. Całość nieco grzybowa, gładka, świetna. Samo Chablis zielone, trawiaste, ale i leciutko maślane.
Okoń morski z karczochami oraz krewetką piaskową (fot. Olaf Kuziemka)

Druga ryba - okoń morski z karczochami oraz krewetką piaskową i cytrynowym sosem do Pouilly Fumé Laporte Les Duchesses 2014 była według mnie najlepszym zestawieniem wieczoru!!! Sam okoń rozpływał się w ustach, brązowy sos z kości stapiał się z cytrusowo-mineralnym winem, tworząc wspaniałą całość o zupełnie innym charakterze niż ryba i wino traktowane osobno! Warto w życiu posmakować właśnie takiej potrawy z tym winem!
Jagnięcina z czerwoną kapustą oraz "ziemniakami Anny" (fot. Olaf Kuziemka)

Jak mięso, to Bordeaux! W tym wypadku Chateau Villa Bel-Air Graves 2011 do jagnięciny z czerwoną kapustą oraz "ziemniakami Anny". Samo bordeaux w aromacie kawowe, czekoladowe, jeżynowe, lukrecjowe, z lekką choć dobrze zarysowaną kwasowością, znakomicie zagrało z chrupkim mięsem i jedwabistymi maślanymi ziemniakami. 
 

Mus z białej czekolady z yuzu i galaretką z liczi (fot. Olaf Kuziemka)

Chwilo trwaj! - chciało by się zakrzyknąć... Ale czas na deser. Na mus z białej czekolady z yuzu oraz liczi. Oraz alzacki Gewurztraminer Dopf Reserve 2015. Połączenie znakomite - wino niezbyt obezwładniające słodkością, raczej chrupkie, z cytrynowym pazurkiem. Dla takich chwil warto żyć!

A tu autor podczas krótkiej pogawędki z MS Adamem Pawłowskim (fot. Olaf Kuziemka)
 
 
Degustowałem na zaproszenie organizatorów, za co bardzo dziękuję!

poniedziałek, 24 października 2016

Wino w plastikowych szklankach. Warto?

Forma ciekawa, tylko błagamy o treść!!!

Riesling w leżącej szklance

Pamiętam pierwsze wrażenie, kiedy kalifornijskie wino - beczkowe, a jakże, kosztujące w Polsce grubo ponad sto złotych (te cła, transport i marże...) - trafiło do moich ust z równie drogiego kieliszka z cieniutkiego jak papier i lekkiego jak łydki komara szkła... Wiele osób sądzi, że cała ta "snobistyczno-celebracyjna" otoczka degustacji działa tak sugestywnie, że podbija czy wręcz zabija prawdziwe winne wrażenia. 

Czy rzeczywiście? Już oczywiście sama technologia produkcji sprawia, że wino to napój elitarny, robiony raz w roku. W przeciwieństwie do takiego Sznapsu, który Bauer z Badenii w moich studenckich czasach robił wówczas, gdy kończyły mu się puste beczki na jabłkowe spady. Po trzech-czterech tygodniach fermentacji zawartość plastikowych pojemników ładowaliśmy do destylarki i z chłodnicy po pewnym czasie kapała wódka. Z ogryzków, zgniłków, os, robaczków, a czasem nawet i ślimaczków!

W winie cenimy oczywiście to, że jest mitologicznym nektarem, ale tęsknimy za tym, by stało się bardziej przystępnym, a raczej dostępnym. Idzie, powoli, ale idzie: zamiast pubów powstają wine bary, wino z bordoskich winnic Cru Classé trafia na półki dyskontów, a polskie wina stają się w końcu dobre i mają cenę bliższą 30 zł niż stówce! Świetne czasy!

Jedną z takich inicjatyw jest wino w plastiku. Rzecz nieco z literatury sci-fi (jeden z bohaterów opowiadań Henry Kuttnera raczył się piwem z plastikowej puszki, choć tęsknił za tym z metalowej), choć podobnych wynalazków już było kilka. Na polski rynek wino w plastikowych jednorazowych kubkach wprowadziła firma Copa Di Vino.

Zerwij i wypij!

Koncept prosty: kupujesz kubek, zrywasz aluminiową folię, pijesz i wyrzucasz. Importer zapewnia, że to przebój za oceanem. Dostępnych jest 7 odmian - do mnie trafiły trzy: Riesling, różowy White Zinfandel i Merlot. Przyznam, że win próbowałem i z kubeczka, i z kieliszka. Bo ten pierwszy jest tak szeroki, że o wychwyceniu aromatów mowy nie ma. To bardzo dobrze w przypadku pierwszych dwóch win. Moje odczucia są następujące:

Riesling (cena netto 9,76 zł - foto na górze) to najzupełniej anonimowy, słodkawy napój. W życiu bym nie powiedział, że to Riesling! Owszem, jest kwasowość, ale nade wszystko jest pewien posmak gumowego węża... Gdybym takie wino kupił w butelce, reklamowałbym jako wadliwe.

Rosé - White Zinfandel

Jak rosé? Schłodziłem je według wszelkich reguł, spójrzcie na skroploną parę na ściankach. Nalałem do kieliszka i... no niestety, tu było jeszcze gorzej. Landryny, które wyzierają z niektórych marketowych win za 6,99 zł to bukiet niebiański. Stąd wychodzi raczej inferno. Tworzywo sztuczne i guma. Posmak gumowego węża straszny plus warzywna przegrzana biomasa. Nie, nie, nie!!! 

Merlot. Z Chile

Honor jeszcze trochę ratuje Merlot z Chile. Ratuje, o tyle, że punktem odniesienia były dla mnie tamte dwa. Tu nawet czuć lekką wiśnię, troszkę z warzywnym ogródkiem, ale ze sporą kwasowością (choć podszytą czymś dziwnym), i z wyraźną taniną. Chociaż na tle merlotów jakie były choćby w Biedronce, to się wydaje słodkawe i dżemowe, bez finezji. 

Czy chciałbym, pić takie wina? Forma jest ciekawa i jest dla mnie jedynym plusem konceptu. Nic nam się nie stłucze, ilość całkiem niezła (kubek to dwa kieliszki wypełnione jak na degustacji), cena wydaje się też przyjemna - o ile przyłożymy "wine barową" taryfę. W barze zapłacimy często i 18 zł za jeden kieliszek, a tu mamy dwa w cenie 15 zł (za tyle widziano na półkach Copa di Vino).

Natomiast treść jest niestety - nawet za tę cenę - czymś nieakceptowalnym. Nawet Merlot, który bije na głowę Rieslinga i White Zinfandela, na tle marketowych win odjeżdża na tarczy. Copa Di Vino, wróć z lepszą duszą. Piękną. Bo takiej w winie szukamy!


Wina do degustacji otrzymałem od importera
  

wtorek, 18 października 2016

Winne Wtorki: "Bordeaux" z Ameryki Północnej: z Kanady!

Osoyoos Larose Le Grand Vin 2012



Dzisiejszy temat Winnych Wtorków to mój wybór. Wino z Ameryki Północnej... Jak go dokonałem? Hmm, przyznam, dość karkołomnie łącząc pewne myśli i wydarzenia. Maciek, z którym służbowo spędziłem kilka dni w zeszłym roku racząc się (w wieczorowych przerwach) Bordeaux, był na rodzinnym wyjeździe w Kanadzie. I przywiózł mi stamtąd miejscowe wino. A gdy dowiedziałem się, że 18 października wybieram temat WW, zacząłem poszukiwania łączącego te fakty ogniwa. Wino, Ameryka, 18.10... Znalazłem!

O. Leopold Moczygemba (fot. Wikipedia)

18 października 1824 r. urodził się Leopold Moczygemba, syn Leopolda, karczmarza ze wsi Płużnica Wielka koło Toszka. To pewnie była profesja z dziada pradziada, bo dała źródłosłów nazwisku. Nazwisko zacne - pasuje na patrona winopijców, choć niewykluczone, że sam Leopold junior wina nie nadużywał. Został zakonnikiem, franciszkaninem. Pijał na pewno symboliczne ilości, a jako że we Włoszech studiował, na pewno miał kontakt z tamtejszymi butelkami. Drogę życiową obrała mu familia duchowną, bo bieda w domu aż piszczała (był Leopold jednym z siódemki latorośli Leopolda seniora).

Ojciec Leopold zawędrował przez Niemcy do Ameryki, do Teksasu, gdzie był zresztą zaczął ściągać ziomków spod Opola i Śląska, założył osadę Panna Maria... - jego życiorys pewnie posłużyłby za scenariusz niezłego westernu. Dość, że zmarł w stanie Michigan, to może i w Kanadzie kiedyś był? Stąd więc dochodzimy do wina z Kanady!

Osoyoos Larose 2012 to oczywiście zupełnie inna bajka niż ta o polskim zakonniku. To butla z zachodniego krańca Kanady, z Okanagan Valley, leżącej w Kolumbii Brytyjskiej, na północ od stanu Washington (USA). Winnica jest własnością grupy Taillan, mającej winnice w Bordeaux (m.in. Chateau Broustet, Chateau Citran i Chateau Gruaud Larose) - stąd bordoski styl. To widać nawet już w składzie. W roczniku 2012 (twórcy określają to lato jako idealne) jako 50 proc. Merlot, 24 proc. Cabernet Sauvignon, 13 proc. Petit Verdot, 9 proc. Cabernet Franc i 4 proc. Malbeca. Maceracja na skórkach przez 25 dni, starzenie w beczkach (60 proc. nowych, 40 proc. jednorocznych) z francuskiego dębu od 18 do 20 miesięcy! A potem półroczne układanie w butelkach.

Wychodzi pięknie skoncentrowane, ciemne wino! Pełne elegancji. Pachnące czarną porzeczką, jeżyną, z domieszką tytoniu, pieprznością, nutką wanilii... Na dnie spójnego owocowego smaku czuć pieprzność oraz zaokrągloną - ale dojmującą w finiszu - taninę, współgrającą z dobrze ułożoną kwasowością. Hugh Johnson daje tym winom 3 gwiazdki w Pocket Wine Book 2017, nie jest więc źle! Warto dodać, że cztery mają m.in. Angelus, Haut-Brion i Lafite-Rotschild.

Dla mnie jedno z win bliskich doskonałości. Troch żal, że otworzyłem, bo według producenta śmiało można trzymać do 2023 roku. No tak, ale ja wtedy będę miał... 51 lat! Wtedy w Winnych Wtorkach będziemy pisać o czymś zupełnie innym...

A tak pisali inni blogerzy:

- Czerwone czy białe: wino z Oregonu

- Enowersytet: wino z Meksyku!