niedziela, 9 marca 2014

I Zjazd Winnej Blogosfery by Winicjatywa

(W)inicjatywa, by wirtual
spotkał się w realu

Za stołem prezydialnym Tim Atkin, Wojciech Bońkowski i Marta Wrześniewska z Winicjatywy, a reszta - blogerzy

Dziś trochę nudniej, bo o branży. Każdy pasjonat wina sobie pisze, publikuje, ocenia tylko lub przy okazji opowiada pasjonujące historie. Z winem, o winach, o ludziach wina... Prowadząc winiarskie blogi w wirtualnej przestrzeni. Ale w sobotę na parę godzin - dzięki Winicjatywie - mieliśmy okazję spotkać się w jednym czasie i miejscu, w hotelu Le Regina.

Trochę można było poczuć się jak na zjeździe zaocznych studiów, bo były wykłady i ćwiczenia, ale za to ciekawe. Specjalny gość - Tim Atkin, guru w świecie winnych ekspertów i dziennikarzy (a może właściwiej: winopisarzy), opowiadał dowcipnie, udzielił wielu rad, które warto rozpatrzyć. Wśród nich były i te górnolotne: opowiadaj ciekawe historie i te przyziemne: nie rzucaj pracy, wierząc, że utrzymasz się z pisania o winie! Płacą coraz gorzej!

Tim Atkin: pisz ciekawie i nie rzucaj normalnej roboty

Było trochę o dylematach - czy jesteśmy sprzedawczykami, którzy dobrze o winie napiszą za butelkę, czy w zasadzie dziennikarzami, czy subiektywnymi "wine-communicatorami". Dylematy to oczywiście ważne, bo stoimy u progu, na samym początku w zasadzie, świata nowych mediów. Upada stary świat dziennikarski, spada drastycznie poczytność tradycyjnej prasy, czytelnik, widz - czy po prostu użytkownik - internetu może być też autorem i zbierać audytorium większe niż gazety czy tygodniki.

Tomasz Machała, red. naczelny Natemat.pl

Nie ma od tego odwrotu, a to, co liczy się teraz najbardziej, to szybka, unikalna  informacja przekazana z emocjami - przekonywał Tomasz Machała, szef natemat.pl. Sam przyznał, że największego kopa w karierze dostał w zasadzie dzięki swojemu politycznemu blogowi kampania na żywo.

Wojciech Bońkowski bezskutecznie usiłował się dowiedzieć, czy i gdzie teraz jest granica między "prawdziwym dziennikarstwem", a wolnym blogowaniem bez konsekwencji. Ewa Wieleżyńska z Magazynu Wino wyrażała obawy o to, co się stanie ze światem, gdy owo prawdziwe dziennikarstwo upadnie. Ot, granica będzie się zacierać, a świat nie upadnie!

Było też trochę o tym, jak robić zdjęcia, jak lepiej się "pozycjonować" w sieci, ale były też jeszcze bardziej fascynujące rzeczy - jak rozpoznać typowe szczepy białych i czerwonych win, jak poznać wady, jak dobrać wina do potraw. Swoje typy do czterech smakowitych przystawek proponowali mistrzowie-sommelierzy Michał Jancik i Paweł Białęcki.

Michał Jancik (z lewej) i Paweł Białęcki

Ten pierwszy wygrał moim zdaniem konkurencję z "dorszem z łuską ziemniaczaną, salsą pomidorowo-imbirową i świeżą kolendrą" proponując Riesling Grand Cru Alsace Moenschberg 2012, a drugi za to wybrał trafniej wino (rieslinga Weingut Max Ferdinand Richter Graacher Himmelreich Kabinett 2011) do "pieczonej piersi z kaczki barbaryjskiej z sosem śliwkowo-imbirowym. Panowie przyznali, że... improwizowali nieco, nie znając naprawdę smaku przystawek, tylko ich skład. Ale widać, że riesling się broni!

To już za moment - degustacja komentowana 12 win włoskich. Butle ustawia Wojciech Bońkowski, zdjęcia robi Jacek Taranko

Potem było to, na co czekałem z ekscytacją od dłuższego czasu - degustacja win włoskich prowadzona przez Wojciecha Bońkowskiego. Mówił, będąc w świetnej formie dwie godziny i osiem minut. Ale o tym w następnym poście!

piątek, 7 marca 2014

Garażowe włoskie smakołyki w Winosferze (na czerwono)

Czerwienie z butli i karafek
 
Mariusz Jasiura z Winosfery w akcji

O białych winach, które w Winosferze pokazał Marco Negro ze stowarzyszenia Associazione Legami, już pisałem w poprzednim poście, teraz czas na czerwień. Ten rozdział otworzyło piemonckie Sant Ambrogio Nebbiolo d'Alba 2011 Lodali.

Sant Ambrogio Nebbiolo d'Alba 2011 Lodali. 8 euro w detalu

Młode jeszcze, lekkie, świeże w aromacie. Zielonkawe nawet tuż po nalaniu, choć po chwili czuć jak się "rozpędza". Dość kwasowe, ale wszystko jeszcze jakby słabo ułożone. Za to Alchimia 2012 tegoż producenta to już wino stojące o trzy klasy wyżej. Kupaż nebbiolo i petit verdot, 15 miesięcy dojrzewania w beczce, a potem jeszcze pół roku w butli robią swoje - stąd wysoka złożoność wina, dość "gęste" - ekstraktywne, w aromatach trochę smoły, balsamiczności, w głębokim smaku czerwone owoce, wiśnie, takie mocno dojrzałe i pięknie wtopione taniny i kwasowość - mieszanka, która wychodzi w długaśnym finiszu, atakując tylne podniebienie.

Alchima 2012 Lodali. 20 euro w detalu

Całość świetnie złożona, krągła, ewoluująca. Stanowczo wino na 6 punktów Winiacza, a może i jeszcze lepsze. Lepsze niż Barolo Bric Sant Ambrogio 2009 Lodali, które owszem, ma jasno ceglastą barwę, aromaty balsamiczno-smoliste, moc i bardzo ściągające taniny - niemal sprawiające, że jama ustna zmienia kształt na sześcian, ale może 2,5 godziny dekantacji i nieco za wysoka temperatura sprawiły, że nie imponowało tak, jak Alchimia.

Barolo Bric Sant Ambrogio 2009 Lodali. We Włoszech ok. 22 euro

Czerwienie Franzoni otworzyło Ronco del Gallo DOC Botticino 2009 (ok. 6-7 euro we Włoszech). Dzięki temu, że złożone jest ze szczepów barbera, marzemino, sangiovese (po 30 proc.) i schiava Gentile (10 proc.) sprawia dobre wrażenie - z jednej strony ma głęboki aromat o kilku obliczach - jest skóra, czekolada, śliwka, ale też lekkość czerwonych owoców, ale z drugiej strony w smaku jest lekkie, mało kwasowe, słabo taniczne. No i ten kolor głębokiej purpury ze złotymi refleksami... 5 pkt. Winiacza!

Ronco del Gallo DOC Botticino 2009. 6 - 7 euro w Italii

Dwa razy droższa jest butla La Foja DOC Botticino 2009. Na mieszankę składaja się te same szczepy co przy poprzedniczce, choć w innych proporcjach - barbera (40 proc.), marzemino (30 proc.), sangiovese (20 proc.) i schiava Gentile (10 proc.). 40 proc. gron jest podsuszaych przez 2 miesiące. Wino ma ekscentryczną etykietę - nie pasuje charakterem do innych etykietę przywodzącą na myśl raczej jakieś tanie produkty, choć całość tania nie jest. We Włoszech kosztuje ok. 15 euro.

Agnieszka Monika Liwińska i La Foja DOC Botticino 2009

Co w butli? Aromaty o średniej intensywności (ale może za krótko było dekantowane), atakujące nutą słodkości, czerwonych owoców, sprawiło na mnie wrażenie jeszcze albo zamkniętego, albo zbyt płaskiego, jednorodnego. Wolałbym wierzyć, że chodzi o tę pierwszą możliwość.

Piedirosso Pompeiano 2012

Za to Piedirosso Pompeiano 2012 od Sorrentino (ok. 7-8 euro w detalu) wyrosłe na wulkanicznych piaszczystych glebach jest ciekawym okazem. Najpierw wychodzą zwierzęce aromaty, a potem zostaje czerwony owoc, lekki, w smaku całość mocno jeszcze niedojrzała, drewniana, ściągająca, garbnikowa. Jak się ułoży za 3-4 lata, będzie pewnie wyśmienita.

Melograno Rosso 2011 od Podere Concori

Toskańskie Melograno Rosso 2011 od Podere Concori (ok. 16 euro w detalu) to smaczne bio-szaleństwo. A może raczej bio-granat. W nosie owoce czarnej porzeczki, dżemistości, śliwki. W smaku skoncentrowane, wyborne i rozgrzewające - choć alkoholu "tylko" 13 proc. Złożone z syrah i małej ilości niesprecyzowanych innych winogron. Starzone 10 miesięcy w beczkach Produkcja dość niewielka - 8 tys. butelek rocznie. Chyba drugie miejsce degustacji po Alchimii.

Pinot Nero Rosso 2011

Pinot Nero Rosso 2011 tegoż producenta trochę rozczarowuje, choć cena podobna. W nosie trochę bekon, wiśni, odrobina pieprzu, ale w smaku mocne tylko na początku. Finisz staje się wodnisty, cienki, kwaskowy, a nie kwasowy. Jeszcze mniejsza produkcja (1600 butelek), ale chyba 16 euro we włoskim sklepie wydałbym jednak na Melograno.

Ostatnim zdaniem podsumowania? Super, że Marco Negro przywiózł te okazy, a Winosfera stworzyła dobrą atmosferę do próbowania. Szkoda, że tych win nie ma w Polsce. A jeśli będą, to niestety nie za włoskie ceny!

Garażowe włoskie smakołyki w Winosferze (na biało)

Białe wspaniałości Marco Negro

Marco Negro przywiózł próbki z rodzinnych i małych winnic

Przedwiośnie oznacza jedno - po zimie, kiedy degustowało się hiszpańskie okazy produkowane masowo - czas na próbowanie okazów garażowych i rodzinnych z Włoch. Win produkowanych w ilościach niezbyt śladowych - kilku tysięcy rocznie. Przywiózł je Marco Negro ze stowarzyszenia Associazione Legami, reprezentujący niewielkich producentów z różnych regionów Włoch, którzy nie mają swoich importerów w Polsce. Miałem okazję spróbować większości z nich - 14 win, z których większość robi imponujące wrażenie. Nie tylko smakiem, ale i ceną. W tym poście opiszę białe - wytrawne i dwa słodkie musujące.

Żałuję, że nie zdążyłem na początek degustacji, by cieszyć się wzorcowo schłodzonymi białymi okazami - np. Roero Arneis Langhe od Lodali (zdążyłem na inne okazje tego piemonckiego producenta). Ale nawet jeszcze ciepłe imponowało super kwasowością. Nieco więcej (i było zimniejsze) zostało młodego świetnego wina Franzoni - Lugana 2013.

Tych win nie zdążyłem posmakować, gdy były chłodne, ech

Butelkowane zaledwie miesiąc temu, zupełnie młode, żywiołowe. Powstaje w Veneto, na południe od jeziora Garda, w 100 proc. ze szczepu Trebbiano di Lugana. Aromat przywodzi na myśl sauvignon blanc, ale to zwodnicze, w smaku ciało wina jest "tłustsze", nieco słone. Dałbym spokojnie 6 punktów w skali Winiacza, a może i 7! Podejrzewam, że to było najlepsze spokojne białe wieczoru.

Jeszcze bardziej "szalony" smak ma Podere Concori Bianco IGT 2012 (ok. 15 euro). Wino bio (choć nie ma widocznego oznaczenia) ma bardzo pyszne aromaty zielonych jabłek, których w smaku już brak. Ale jest esencja ziemi, w zasadzie słoność i mineralność. Producent robi zaledwie 1,5 tys. butelek rocznie! 

Versacrum Coda di Volpe Pompeiano IGT. Tylko 6 euro!

Zdążyłem za to na wzorcowo zimne Versacrum Coda di Volpe Pompeiano IGT. Z winnic Sorrentino. Wino z gron szczepu coda di volpe, rosnących niemal w cieniu Wezuwiusza, na wulkanicznych glebach. O średnim, choć pięknym aromacie, nieco kwiatowym i migdałowym, ale też z mineralną, zimną nutą. W smaku gorzkie, lekko kwasowe na początku, ale w finiszu już BARDZO! Świetne wino na 6 punktów Winiacza w dodatku za... 6 euro w detalu! Niestety, nie u nas...

Greco di Tufo 2012. W tle Mariusz Jasiura z Winosfery

Greco di Tufo 2012 DOCG tego producenta było nieco inne. Wydało mi się bardziej wycofane, ale było też bardziej "cywilizowane", bardziej ułożone. Miało mniejszą kwasowość, ciało było też bardziej owocowe, może gruszkowe... Ale i tak dałbym 5 punktów na 7 możliwych.

Moscato D'Asti Lodali - cukierek z piękną sikorką na etykiecie

Dwa słodkie musujące podano na koniec. Pierwsze Moscato D'Asti Lodali (tylko 5,5 proc. alkoholu) buchało z kielicha aromatem przesłodkich nagietków. Miało maleńkie bąbelki, a słodycz tak skoncentrowaną, że wydawać by się mogło, że tylko ją wyjąć z kielicha i kroić na kawałki jak galaretkę! Troszkę szkoda, że kwasowości mało, ale co tam! Jest za to cukiereczek opakowany w szkło z piękną sikorką! We Włoszech za ok. 9-10 euro.

La Versa Oltrepò Pavese Volpara Moscato

Kto nie chce cukierków z sikorką, może spróbować La Versa Oltrepò Pavese Volpara Moscato. Ten musiak ma już więcej bąbelków, mniej słodyczy, za to więcej alkoholu (7 proc.), więcej owoców, jest bardziej złożony. Ale czy złożoność jest lepsza od pysznej galaretki?

O winach czerwonych w kolejnym poście już niedługo!

czwartek, 6 marca 2014

Nowe wina czyli marzec w Centrum Wina

Winna ósemka z przewagą aromatów

Prezentowane wina - jeszcze na początku degustacji

Od marca Centrum Wina wprowadziło do oferty kilka nowości. Osiem zaprezentowano na degustacji przy ul. Puławskiej w Warszawie, na którą miałem szczęście się wyrwać.

Pierwsze - L'Avenir Sauvignon Blanc 2012 ze Stellenbosch z RPA (46,90 zł) ma mocny, wyrazisty aromat. Naprawdę fajny - bardzo tropikalno owocowy, ananasowo-melonowy. Kwasowość tak mocna, że od razu przyjemnie atakuje wnętrze. Bardzo dobre wino (na 5 pkt. Winiacza), szkoda, że jednak w dość wysokiej cenie.

L'Avenir Sauvignon Blanc 2012 - szkoda, że niemal 50 zł

Cena L'Avenir może wysoka, ale za to wino lepsze niż drugie droższe - Angel Cove Sauvignon Blanc 2013 z Nowej Zelandii (56,90 zł). Od produkcyjnego giganta - koncernu Treasury Wine Estates (32 mln butelek wina rocznie!). Wino aromatyczne inaczej, może troszkę poważniej pachnące marakują, trochę mango. Kwasowość nieco niższa niż w poprzednim, mi wydało się bardziej wystudiowane, mniej żywiołowe.

Angel Cove Sauvignon Blanc 2013 z Nowej Zelandii (56,90 zł)

Najmniejszą finezję wśród białych win miał Peter&Peter Zeller Riesling 2011 (39,90 zł). Lekko półsłodki, prosty, nieco nijaki. Nie ma tu ewolucji po kręceniu kielichem i napowietrzaniu - ot taki aromat jaki jest na początku, taki jest i na końcu. W posmaku dziwne nuty. Winiacz dałby może dwa i pół punkta.

Peter&Peter Zeller Riesling 2011 (39,90 zł)

Różowe Chilano Merlot Rose 2011 Ventisquero to cenowo przystępny (24,90 zł) okaz bez landryny w aromacie i smaku, choć pewna doza truskawy jest. Ale całość ma też nutę dziwną, lekko zakręconą może naftową, może trochę kapuścianą. W smaku dość wyraźna goryczka w finiszu, a alkohol niewyczuwalny (istotnie - tylko 11,5 proc.). O rety, już tęsknię do gorącego lata!!!

Chilano Merlot Rose 2011 Ventisquero (24,90 zł)

L'Avenir Pinotage (46,90 zł) ma bardzo piękną, ciemną "suknię". Aromat średni, przyjemnie wiśniowy, nieco kredowy. Jest w tym winie z RPA pewna doza ciemnej czekolady, trochę korzeni. Nie było beczkowane i to czuć w lekkości. Ładnie dobrane taniczność i kwasowość - delikatnie tylko zarysowane. Słabo ściągajęce. Ot, na wiosnę może być dobre, choć ta cena...

L'Avenir Pinotage (46,90 zł)

Więcej charakteru ma wino z Chile - ot taki "nowoświatowy wariat". Chilano Merlot Syrah 2011 od Ventisquero (24,90 zł) jest bardzo owocowe w aromacie. Czuć wanilię, dżemistość - ale to przez beczkę. 15 proc. merlota było w beczkach z francuskiego dębu, a kolejne 15 proc. w beczkach z francuskiego. Shiraz nie był beczkowany. Wyszło coś ciekawego w aromacie, choć w smaku już może mniej. Brak wielkiego ciała, kwasowość niewielka, a tanina średnia. Ale jak na wino "dotrzechdych" całkiem, całkiem! Na pewno na 4 punkty Winiacza.

Chilano Merlot Syrah 2011 od Ventisquero (24,90 zł)

Coralto z Curatolo Arini już opisywałem (Grillo). Teraz przyszedł czas na sycylijską specjalność - Nero d'Avola tego samego producenta. Tu się pojawia moc 8-miesięcznej beczki. Wino niemal czarne w kielichu, o długich "nogach" na ściankach. Są w nosie jeżyny i śliwki. Wszystko z posmakiem lukrecji albo takiego specyficznego (ale przyjemnego) lekarstwa z babcinej apteczki. Bardzo garbnikowe i przyjemnie taniczne. Do pikantnych serów i mocnego steka! I przede wszystkim to najlepsze, ale i najdroższe, wino z nowej oferty - 56,90 zł. Na 6 punktów w skali Winiacza!

Coralto Nero d'Avola 2011 Curatolo Arini (56,90 zł)

Ostatnia - ósma już sztuka degustacji to południowoafrykańska wariacja na temat Bordeaux. L’Avenir Stellenbosch Classic 2011 (46,90 zł) z bordoskich szczepów - cabernet sauvignon (70 proc.), merlot (20 proc.) i cabernet franc (10 proc.). Średni aromat, ale piękna kwasowość. Prawdziwe Bordeaux to to nie jest, bo czuć w tym więcej słońca, dużo czarnego owocu, nawet wręcz momentami asfaltowość.

L’Avenir Stellenbosch Classic 2011 (46,90 zł)

Ale są też lekko zielone szypułki i nuty tytoniu. Daję jeden punkt mniej niż Coralto, bo L'Avenir jest dość ładnie złożone. Na 5 punktów Winiacza!


Degustowałem na zaproszenie Centrum Wina!

poniedziałek, 3 marca 2014

Węgier, złoty staruszek - 6 pkt.

Szent Vince Egri Cuvee 2007
 

Półka - nie pamiętam
Gdzie i czemu tak drogo - Łup z Egeru, cena - nie zapisałem
Do Ideału? - Już ciut, ciut (6 pkt.)
 
Miałem obawy od samego początku, ale i ciekawość - (czy) i jak przetrwało, jak będzie smakować białe wino po niemal 7 latach, jeśli nie jest szlachetnym rieslingiem albo słodziakiem - tokajem czy sauternes.

Szent Vince Egri Cuvee 2007 kupiłem w sierpniu, w Egerze, w Szépasszonyvölgy (Dolinie Pięknej Pani). Za jakieś niewielkie pieniądze (rachunek wyrzuciłem, szkoda!). Zdecydowałem się otworzyć dopiero teraz!
Etykieta rzeczywiście chyba znak tamtych czasów - z podrzędnej drukarki. Pewnie dom w Egerze w 2007 roku kosztował więcej niż porządna maszyna drukarska. Kolor - piękna głęboka złota żółć, mocna - taka typowa dla białego staruszka.

Pierwszy aromat jabłuszka i to jakie! Mocne, buchające na 15 cm od kielicha. Potem niestety szybko opadają. Zostaje coś, co ewoluuje. Nuty stają się głębsze - nieco stalowe, surowe, troszkę eukaliptusowe, ale też dochodzą dyskretne aromaty kandyzowanych tropikalnych owoców. Wino nabiera też ciała, troszkę cieplejsze jest lekko oleiste, pełne!
Najciekawsze w tym winie są dwie rzeczy: że aromat się ciągle zmienia - po pierwsze: po godzinie stalowość znika, po drugie: całość ma cudowną kwasowość, schowaną w głębi. Czuć ją najmocniej dopiero w finiszu, który jest cudownie długi. Jak droga z Warszawy do Egeru. Do ideału "stary węgrzyn" ma już tylko ciut ciut!!

 
Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

sobota, 1 marca 2014

Francuz bez zadziora, ale na marzec dobry - 5 pkt.

Beaumirail Vacqueyras
Gigondas La Cave 2011


Półka - nieznana

Gdzie i czemu tak drogo - Dobre Wina i 69,90 zł (prezent, ale nie od dystrybutora!)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)

 
Butla przyszła dość nieoczekiwanie - nie dość, że do małżonki, to jeszcze nie była prezentem od firmy związanej w jakikolwiek sposób z winem. Trzeba więc jak najbardziej spróbować!

Kolor piękny - głęboka ciemna czerwień. Aromat trochę wystaje znad kielicha, ale tylko trochę, w takim rozmiarze, jakiego się spodziewam. W aromacie owoce bardziej czarne niż czerwone: wiśnie, porzeczki, jeżyny. Wino jest kupażem szczepów Grenache, Mourvèdre i Syrah. Na języku i na podniebieniu czuję właściwie konsekwencję tego zestawienia - jest łagodność, mała kwasowość, średnie, acz przyjemne garbniki i taniny.

Alkohol niemal niewyczuwalny, całość dość nieinwazyjna. Może komuś, kto szuka "zadziora" (charakterystycznego dla mocnych czerwonych win) wydać się nawet momentami bezpłciowa, ale na wiosenny marcowy dzień jest w sam raz. Do ideału jednak jeszcze troszkę brakuje!

 
Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

czwartek, 27 lutego 2014

Portugalka niedoceniona! - 4 pkt.

Dona Carla Douro 2011


Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Biedronka i 14,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - W połowie doskonała (4 pkt.)


W owadzim dyskoncie króluje Hiszpania, ale w niektórych placówkach napotkamy jeszcze resztki Portugalii, która znika w szybkim tempie. Dona Carla była w ofercie win na jesień. Wówczas nie zwróciła mojej szczególnej uwagi smakowo, wręcz się zniechęciłem, bo za pierwszym razem trafiłem na korkową butlę.

O dziwo, będąc pod wrażeniem "Zakorkowanych" udało mi się bez problemów wymienić butlę, choć pani kierownik sklepu z rozbrajającą szczerością wyznała, że na "winach to ona się nie zna". Ale od czego paragon! Paragon okazał się kluczem do sukcesu - warto go trzymać.

A wino okazało się zaskakująco dobre, tylko jakoś niczego wówczas o nim nie napisałem. Teraz widok butli na półce zainspirował mnie do powrotu. Kupiłem. Co w nosie? Aromaty nieco dyskretne, cokolwiek ciężkie, ale raczej przyjemne. Są i zioła, i przyciężka ziemia. Gdzieś tam coś na kształt skórki chleba. W ustach drewno, pewna suchość i krótkość.

Winicjatywa określiła to wino raczej "na nie", porównując do win portugalskich sprzed 10 lat. Dla mnie żadna to ujma. Ani ja nie mam 12-letniego wina portugalskiego w piwniczce, a innych Polaków takie wina ma może z 8 osób. Albo już góra 18. Zupełnie mi ich nie szkoda.

Nie szkoda mi, bo Dona Carla wydaje się lepsza niż kilka win z obecnej oferty hiszpańskiej. I tylko ta garbnikowa suchość i krótkość sprawia, że plasuje się gdzieś w połowie mojej stawki. Aczkolwiek z otwartym biletem na wyższe rzędy.


Winiacz na 4 punkty w 7-punktowej skali!