wtorek, 18 marca 2014

Win (ko) lekcja: jak łączyć sery z winem?

Winne smaki i niesmaki

Szkolenie z dobierania serów do wina - to dopiero początek!

Ser i wino - zdawać by się mogło para idealna. No, nie zawsze - jak pokazało szkolenie (a raczej spotkanie miłośników wina), w którym miałem przyjemność uczestniczyć. O serach oczywiście nikt nie pisze z taką pasją i miłością, jak Marta Wrześniewska z Winicjatywy, ale ja opiszę kilka osobistych wrażeń i spostrzeżeń z lekcji, jakiej udzielili Sławomir Chrzczonowicz i Łukasz Bester z Winkolekcji.

Sery i wina. Słodziaka - Barsac Sauternes Chateau Broustet jeszcze nie ma w kieliszku

Ucz się na własnych błędach - to naprawdę dobra idea przewodnia. Każdy mógł własnym podniebieniem sprawdzić jak smakuje pięć różnych win - podanych w "ciemno" - dopiero potem poznaliśmy ich nazwy - w połączeniu z pięcioma serami - dojrzewającą kozią roladką (nr 1), Comté (nr 2), camembert (nr 3), Talleggio (nr 4) i Fourme d'Ambert (nr 5).

 Sławomir Chrzczonowicz uchyla rąbka wiedzy

Dojrzewający ser kozi, Comté i camembert - dobrze mi się komponowały do białych win. Pierwszy pasował idealnie zarówno do sauvignon blanc z Doliny Loary Menetou-Salon Les Bornes Domaine Henry Pelle 2012 (wino A - 66 zł w Winkolekcji), jak i do chardonnay z Burgundii Macon Villages 2011, Maison Chanson (B - 62 zł). Wraz z sauternes Chateau Broustet 2010 (125 zł) też tworzył udaną parę!

Łukasz Bester i Baigorri Maceration Carbonica 2012 - wino C. (fot. Winkolekcja)

Aromatyczny Tallegio o pomarańczowej skórce tworzył dobre pary z czerwonymi winami - świeżą lekką rioją Baigorri Maceration Carbonica 2012 (C - 49 zł) - choć według kanonów to wino powinno się komponować z serem camembert. Ale moje język, policzki i podniebienie odebrały to zestawienie całkowicie separatystycznie! Coś jak sąsiedztwo Rosjan i Ukraińców na Krymie.

To dowód na to - co podkreślał Sławomir Chrzczonowicz - że smak bywa absolutnie subiektywny! - Zresztą spróbujcie ser podać wraz z bagietką. Chleb odmieni smak sera - doradzał. - Może się okazać, że całość pasuje do zupełnie innego wina!

Sauvignon blanc z Doliny Loary - Menetou-Salon Les Bornes, Domaine Henry Pelle 2012. Wino A (fot. Winkolekcja)

Sauvignon blanc (A) podkreśliło zbyt mocno w Comté orzechowe nuty, za to chardonnay (B) z tym serem stworzyło idealną parę. Podobnie jak Fourme d'Ambert z Sauternes. Francuski niebieski pleśniak nie podszedł mi do czerwonych win. Po chwili dowiedziałem się, dlaczego - taniny potęgują słoność pleśniaka! 


Burgund - Macon Villages 2011, Maison Chanson (62 zł). Wino B (fot. Winkolekcja)

Do dobrego Gagliasso Langhe Nebbiolo 2011 Ciabot Russ (wino D - 89 zł), z piękną śliwką w aromacie, pasowały mi Comté i Taleggio. Co ciekawe, Taleggio był w stanie zdominować niemal całkowicie Macon Villages 2011 (wino B) i w moim odczuciu pasował najsłabiej do Barsac Sauternes Chateau Broustet 2010.

Zawsze jest dobrze wynieść wnioski z każdej degustacji. Ja wyniosłem dwa: wina białe dają przez swą delikatność zaskakujące połączenia z różnymi serami. Wydają mi się lepsze do eksperymentów. Drugi wniosek - wina słodkie wysokiej klasy (sauternes i zapewne dobre tokaje) nie będą się za bardzo gryźć z różnymi serami, a na pewno nie zostaną przez nie "przysłonięte". Trzeci wniosek nasuwa się sam: eksperymentujcie sami śmiało, bo warto!


Sery i wina degustowałem na zaproszenie Winkolekcji

Winne Wtorki: Biały burgund - 5 pkt.

Charles Thomas 2010 Rully

Półka - na wysokości piersi

Gdzie i czemu tak drogo - Vinotrio i 58 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje! (5 pkt.)


Dziś wiosna czyli chardonnay w kielichu! Biały burgund z apelacji Rully z Côte Chalonnaise wydawał mi się lepszym wyborem niż coś czerwonego. Zresztą, taka pora nieco wiosenna sprawia, że czerwień czerwienią, ale biel rządzi! A tu nawet nie sama biel, ale czyste złoto!

Co chlupie w kielichu? Zawartość średnio aromatyczna, poza cembrowinę wystaje nieznacznie, ale gdy tylko ją wzburzyć, to okazuje rześkość. Na początku - gdy jeszcze zimniejsze niż zalecane 10 stopni - czuć więcej cytryny i zimnego kamienia. Ale dajmy się chwilę rozgrzać!

Ewolucja jest może krótka, jak schody w gierkowskiej willi typu "pudełko", ale jest. Po chwili nadchodzą głębsze, cięższe nuty - trochę migdałów, miodu, echo moreli. Jeszcze po chwili wychodzą echa lasu, nieco grzybowej, mokrej ściółki. Nie jest tak źle! Alkohol wyczuwalny pod koniec, gdy już wino zbliża się do granicy ostatecznie akceptowalnego ciepła.

W ustach przyjemna kwasowość, zupełnie nieagresywna. Całość ładnie ułożona, owocowa. Żadnej wodnistości. To wino jest po prostu dobre i pobudza przepięknie apetyt. I to jak! Jejciu, do kurczaka w pieczarkach byłby ten burgund idealny! A tak, na solo, do ideału jeszcze mu troszkę brakuje!


Wino oceniam na 5 punktów w 7-punktowej skali Winiacza! A inni blogerzy swoje burgundy oceniają tak (linki będę uzupełniał):



poniedziałek, 17 marca 2014

Prosty Włoch "z obcasa" - 6 pkt.

Primitivo di Manduria Soloperto 2012


Półka - na wysokości piersi
Gdzie i czemu tak drogo - Wine Case i 47 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Już ciut, ciut!! (6 pkt.)


Dyskretny napis "Wine Case" na parterze szklanego biurowca w warszawskim korporacyjnym zagłębiu zaintrygował mnie na tyle, by zatrzymać rower. I wstąpić. Nowy sklep na winiarskiej mapie stolicy. Na półkach stoją ciekawe butle (o nich na pewno w przyszłości), a tymczasem wybór mój padł na Włochy, tak jeszcze z sentymentu po włoskiej degustacji na zjeździe blogerów.

Pani Małgorzata doradziła Primitivo di Manduria Soloperto - okaz rodem z "obcasa" włoskiego buta. Zimy łagodne, mrozy rzadkie, za to upały 40-stopniowe. Stąd w kielichu mnóstwo słońca!

Producent - Soloperto - poleca to jako codzienne wino do posiłków. Na polskie warunki cena trochę wysoka, ale za to jaka jakość! Głęboki czerwony kolor, z fioletowymi refleksami. Nos niezbyt wylewny, nieco ociężale leżący w kielichu, ale gdy się nóżkę szkła rozbuja, to mamy feerię czerwonego owocu, nieco korzennych przypraw, śliwki i echo nocnych prac drogowców (które niebawem ruszą w stolicy) - gorącego asfaltu.

Mimo że mocne (14 proc.) alkohol nie dominuje w nosie - o ile utrzymamy przyzwoite 16-17 stopni. W smaku czuć pięknie utarte taniny - dochodzące do głosu w długim finiszu. Na początku ściąga nas lekko, ale potem mocniej! Ale w przyjemny sposób. Struktura zrównoważona - z jednej strony nie ma wodnistości, ale też brak zdecydowanego koncentratu! Można śmiało pić zarówno w zimne deszczowe przedwiośnie, jak i troszkę cieplejszą wiosną.


Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

wtorek, 11 marca 2014

Dotknięcie absolutu - wina włoskie na I Zjeździe Winnej Blogosfery

Żaden smak już nie będzie taki sam...

Wojciech Bońkowski i jego wybór włoskich win

Ma gadane. Bez wątpienia. Może mówić - i to pasjonująco, wciągając słuchacza, co najmniej dwie godziny. I osiem minut. A potem milczeć, co doceniają inni winomaniacy, smakując to, co czuli dwa tysiące lat temu Rzymianie... Wojciech Bońkowski, red. naczelny Winicjatywy, pokazał podczas I Zlotu winnej Blogosfery tuzin win włoskich. Smaków w większości niezapomnianych, w pewnych jednostkowych przypadkach (może w porównianiu z sąsiadami) troszkę rozczarowujących.

Malibran Prosecco Superriore Valdobbiadene 5 Grammi

Punktem odniesienia - pierwszym winem - było "proste" Malibran Prosecco Superiore Valdobbiadene 5 Grammi (nr 1) z ofert Vini e Affini. Z historycznej krainy Prosecco. Ma wyczuwalne nuty drożdżowe, świeże, z super bąbelkami i ociupinką landrynek; bez ordynarnego kwasu - jakim nas raczą producenci tańszych, masowych okazów.

Pieropan Soave, Schiopetto Collio Pinot Grigio i Cantina Terlano Alto Adige Chardonnay 1992

Pieropan Soave Classico Calvarino 2010 (nr 2) to już mega aromatyczne wino (z oferty Wino646.pl - ok. 70 zł). Średnio żółte, ze strefy klasycznej uprawy Soave. W butelce szczepy garganega i trebbiano di soave (10 proc.). Trochę migdałowe na ustach, akacjowe w dość bladym aromacie. Mario Schiopetto Collio Pinot Grigio 2010 (nr 3). W tym winie jest moc. Wojciech Bońkowski porównał je wręcz do kanclerza Schroedera u szczytu sławy, ja z Jackiem Taranko (wino i oliwa) raczej do Dolpha Lundgrena. W nosie kwiaty. Cena już wysoka - bo coś koło 100 zł. A Cantina Terlano Alto Adige Chardonnay 1992 (nr 4) to już doskonałe wino. Nie dość, że najbardziej intensywne złoto w kielichu, to jeszcze wyłażą z niego chlebowe zapachy. Jak na białe to staruszek, ale jeszcze może i to jak! Dojrzewało w stalowej kadzi, bez żadnej beczki! Jeszcze spokojnie mogłoby tam leżakować kolejne 10 lat! To jest wino na 7 punktów Winiacza bez żadnego "ale".
 

COS Sicilia Pithos 2011 i dwa Barolo - Elvio Cogno Elena 2004 i Luciano Sandrone Le Vigne 1999

COS Sicilia Pithos 2011 (nr 5). 40 proc. frapatto i 60 proc. nero d’avola. BYło zamknięte w amforach - nie tylko po ceglastym kolorze widać, że to wino z całkiem innej metody. Czuć w smaku świetną pikantność, zamiast tępej beczki, trochę na początku ogóry i geranium, ale potem łagodnieje. Długi finisz kończy się troszkę dziwnie, pewną włosowatą cienkością. Ale i tak dałbym Winiaczową 6-tkę! Z kolei nietypowe Barolo (ze szczepu nebbiolo rose) - Elvio Cogno Barolo Vigna Elena 2004 (nr 6), użyczone z prywatnej kolekcji przez panią Beatę Gawędę z Vini e Affini, ma łagodny kwas, jest bardzo lekkie i dość nietypowe. Troszkę wydało się cierpkie, ale garbników tu niewiele. Zupełnie inne jest Luciano Sandrone Barolo Le Vigne 1999 (nr 7). Tu już jest i wyczuwalna beczka, i widzialna "cegła" ze złotymi refleksami. Doskonałe, super wtopione garbniki i kwas. Ma 15 lat u jeszcze jakby zostało otwarte za kolejnych 10 lat, byłoby świetne! Kiedyś kosztowało ok. 250 zł, teraz pewnie więcej - okaz z prywatnej kolekcji. 

Querciabella Toscana Camartina 1999 i słynne Biondi Santi Brunello di Montalcino 2000

Querciabella Toscana Camartina 1999 (nr 8). 35 proc. cabernet-sauvignon, reszta sangiovese. W wyraźną beczkę świetnie wtopione taniny, choć troszkę czuć moc alkoholu, to po chwili w nos uderza razowy chleb, kawa. Całość znakomicie złożona - po prostu doskonała, która być może za bardzo zdominowała swojego sąsiada - Biondi Santi Brunello di Montalcino 2000 (nr 9). Uznawane za jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze, wydało mi sie nader delikatne. Może powinno po prostu stać w innej kolejności? O wiele mniej kwasowości, ciało zwarte, wyraźne, ale może po prostu nie zdołało się jeszcze otworzyć? Jestem pewien, że to wino próbowane w innych warunkach pokazałoby się zupełnie z innej strony.

Foradori Granato 2009, Quintarelli Valpolicella Classico Superiore 2005 i Meroni Amarone della Valpolicella 1990

Z delikatności nastąpił skok w czerń. A raczej w granat! Foradori Granato 2009 (nr 10) to dzieło kobiety - Elisabetty Foradori. Barwa jest tak intensywna, że przechylenie lekko napełnionego kieliszka nad białą kartką, w rzęsiście oświetlonej sali nic nie daje! Granat w aromacie tak ziemisty i zdecydowany, że przyćmiewał sobą wszystko. Na after party był rocznik 2001, także wyrazisty, choć może mniej dziki.

Nieprzeniknione Foradori Granato 2009

Jeszcze lepszy okazał się przedostatni okaz - Quintarelli Valpolicella Classico Superiore 2005 (nr 11). Wino autorskie - Giuseppe Quintarelli zadbał o to, by całość stała się po prostu świetna. 6 lat beczki, ale jest i kwas wypalający dziury niemal jak cremant (ale tylko - co zadziwiające - na początku, przy pierwszym łyku), i słodycz. W nosie są razowiec, kawa, śliwa, ziemia - całe bogactwo.
Doskonalsze mogło być tylko jedno - Meroni Amarone della Valpolicella 1990 (nr 12). To już amarone, wino spokojniejsze niż Quintarelli. Także użyczone z prywatnej kolekcji. Winifikowane metodą pewnie taką jaką znali starożytni Rzymianie, podsuszając winogrona, by się nie psuły. Stąd najstarsza na świecie śliwa w smaku? W smaku sama rozkosz - mogłyby nie istnieć już żadne słodycze świata. - To jest takie wino kontemplacyjne, które się pije i milczy - uśmiechnął się Wojciech Bońkowski i... wszyscy tak pomilczeliśmy, dotykając absolutu, znajdując się poza czasem, poza przestrzenią, zatopieni tylko w czystym smaku. 


A tak wyglądało pierwszych sześć win w kieliszkach:

Odpowiednie numery są w tekście powyżej przy winach

Tak czerwone (od nr 7 do 11)

Brakuje tylko dwunastego

A tak ostatnie, które wzbudziło tyle (niekłamanego) zachwytu - Meroni Amarone della Valpolicella 1990. Słodziak po prostu!

Meroni Amarone della Valpolicella 1990


niedziela, 9 marca 2014

I Zjazd Winnej Blogosfery by Winicjatywa

(W)inicjatywa, by wirtual
spotkał się w realu

Za stołem prezydialnym Tim Atkin, Wojciech Bońkowski i Marta Wrześniewska z Winicjatywy, a reszta - blogerzy

Dziś trochę nudniej, bo o branży. Każdy pasjonat wina sobie pisze, publikuje, ocenia tylko lub przy okazji opowiada pasjonujące historie. Z winem, o winach, o ludziach wina... Prowadząc winiarskie blogi w wirtualnej przestrzeni. Ale w sobotę na parę godzin - dzięki Winicjatywie - mieliśmy okazję spotkać się w jednym czasie i miejscu, w hotelu Le Regina.

Trochę można było poczuć się jak na zjeździe zaocznych studiów, bo były wykłady i ćwiczenia, ale za to ciekawe. Specjalny gość - Tim Atkin, guru w świecie winnych ekspertów i dziennikarzy (a może właściwiej: winopisarzy), opowiadał dowcipnie, udzielił wielu rad, które warto rozpatrzyć. Wśród nich były i te górnolotne: opowiadaj ciekawe historie i te przyziemne: nie rzucaj pracy, wierząc, że utrzymasz się z pisania o winie! Płacą coraz gorzej!

Tim Atkin: pisz ciekawie i nie rzucaj normalnej roboty

Było trochę o dylematach - czy jesteśmy sprzedawczykami, którzy dobrze o winie napiszą za butelkę, czy w zasadzie dziennikarzami, czy subiektywnymi "wine-communicatorami". Dylematy to oczywiście ważne, bo stoimy u progu, na samym początku w zasadzie, świata nowych mediów. Upada stary świat dziennikarski, spada drastycznie poczytność tradycyjnej prasy, czytelnik, widz - czy po prostu użytkownik - internetu może być też autorem i zbierać audytorium większe niż gazety czy tygodniki.

Tomasz Machała, red. naczelny Natemat.pl

Nie ma od tego odwrotu, a to, co liczy się teraz najbardziej, to szybka, unikalna  informacja przekazana z emocjami - przekonywał Tomasz Machała, szef natemat.pl. Sam przyznał, że największego kopa w karierze dostał w zasadzie dzięki swojemu politycznemu blogowi kampania na żywo.

Wojciech Bońkowski bezskutecznie usiłował się dowiedzieć, czy i gdzie teraz jest granica między "prawdziwym dziennikarstwem", a wolnym blogowaniem bez konsekwencji. Ewa Wieleżyńska z Magazynu Wino wyrażała obawy o to, co się stanie ze światem, gdy owo prawdziwe dziennikarstwo upadnie. Ot, granica będzie się zacierać, a świat nie upadnie!

Było też trochę o tym, jak robić zdjęcia, jak lepiej się "pozycjonować" w sieci, ale były też jeszcze bardziej fascynujące rzeczy - jak rozpoznać typowe szczepy białych i czerwonych win, jak poznać wady, jak dobrać wina do potraw. Swoje typy do czterech smakowitych przystawek proponowali mistrzowie-sommelierzy Michał Jancik i Paweł Białęcki.

Michał Jancik (z lewej) i Paweł Białęcki

Ten pierwszy wygrał moim zdaniem konkurencję z "dorszem z łuską ziemniaczaną, salsą pomidorowo-imbirową i świeżą kolendrą" proponując Riesling Grand Cru Alsace Moenschberg 2012, a drugi za to wybrał trafniej wino (rieslinga Weingut Max Ferdinand Richter Graacher Himmelreich Kabinett 2011) do "pieczonej piersi z kaczki barbaryjskiej z sosem śliwkowo-imbirowym. Panowie przyznali, że... improwizowali nieco, nie znając naprawdę smaku przystawek, tylko ich skład. Ale widać, że riesling się broni!

To już za moment - degustacja komentowana 12 win włoskich. Butle ustawia Wojciech Bońkowski, zdjęcia robi Jacek Taranko

Potem było to, na co czekałem z ekscytacją od dłuższego czasu - degustacja win włoskich prowadzona przez Wojciecha Bońkowskiego. Mówił, będąc w świetnej formie dwie godziny i osiem minut. Ale o tym w następnym poście!

piątek, 7 marca 2014

Garażowe włoskie smakołyki w Winosferze (na czerwono)

Czerwienie z butli i karafek
 
Mariusz Jasiura z Winosfery w akcji

O białych winach, które w Winosferze pokazał Marco Negro ze stowarzyszenia Associazione Legami, już pisałem w poprzednim poście, teraz czas na czerwień. Ten rozdział otworzyło piemonckie Sant Ambrogio Nebbiolo d'Alba 2011 Lodali.

Sant Ambrogio Nebbiolo d'Alba 2011 Lodali. 8 euro w detalu

Młode jeszcze, lekkie, świeże w aromacie. Zielonkawe nawet tuż po nalaniu, choć po chwili czuć jak się "rozpędza". Dość kwasowe, ale wszystko jeszcze jakby słabo ułożone. Za to Alchimia 2012 tegoż producenta to już wino stojące o trzy klasy wyżej. Kupaż nebbiolo i petit verdot, 15 miesięcy dojrzewania w beczce, a potem jeszcze pół roku w butli robią swoje - stąd wysoka złożoność wina, dość "gęste" - ekstraktywne, w aromatach trochę smoły, balsamiczności, w głębokim smaku czerwone owoce, wiśnie, takie mocno dojrzałe i pięknie wtopione taniny i kwasowość - mieszanka, która wychodzi w długaśnym finiszu, atakując tylne podniebienie.

Alchima 2012 Lodali. 20 euro w detalu

Całość świetnie złożona, krągła, ewoluująca. Stanowczo wino na 6 punktów Winiacza, a może i jeszcze lepsze. Lepsze niż Barolo Bric Sant Ambrogio 2009 Lodali, które owszem, ma jasno ceglastą barwę, aromaty balsamiczno-smoliste, moc i bardzo ściągające taniny - niemal sprawiające, że jama ustna zmienia kształt na sześcian, ale może 2,5 godziny dekantacji i nieco za wysoka temperatura sprawiły, że nie imponowało tak, jak Alchimia.

Barolo Bric Sant Ambrogio 2009 Lodali. We Włoszech ok. 22 euro

Czerwienie Franzoni otworzyło Ronco del Gallo DOC Botticino 2009 (ok. 6-7 euro we Włoszech). Dzięki temu, że złożone jest ze szczepów barbera, marzemino, sangiovese (po 30 proc.) i schiava Gentile (10 proc.) sprawia dobre wrażenie - z jednej strony ma głęboki aromat o kilku obliczach - jest skóra, czekolada, śliwka, ale też lekkość czerwonych owoców, ale z drugiej strony w smaku jest lekkie, mało kwasowe, słabo taniczne. No i ten kolor głębokiej purpury ze złotymi refleksami... 5 pkt. Winiacza!

Ronco del Gallo DOC Botticino 2009. 6 - 7 euro w Italii

Dwa razy droższa jest butla La Foja DOC Botticino 2009. Na mieszankę składaja się te same szczepy co przy poprzedniczce, choć w innych proporcjach - barbera (40 proc.), marzemino (30 proc.), sangiovese (20 proc.) i schiava Gentile (10 proc.). 40 proc. gron jest podsuszaych przez 2 miesiące. Wino ma ekscentryczną etykietę - nie pasuje charakterem do innych etykietę przywodzącą na myśl raczej jakieś tanie produkty, choć całość tania nie jest. We Włoszech kosztuje ok. 15 euro.

Agnieszka Monika Liwińska i La Foja DOC Botticino 2009

Co w butli? Aromaty o średniej intensywności (ale może za krótko było dekantowane), atakujące nutą słodkości, czerwonych owoców, sprawiło na mnie wrażenie jeszcze albo zamkniętego, albo zbyt płaskiego, jednorodnego. Wolałbym wierzyć, że chodzi o tę pierwszą możliwość.

Piedirosso Pompeiano 2012

Za to Piedirosso Pompeiano 2012 od Sorrentino (ok. 7-8 euro w detalu) wyrosłe na wulkanicznych piaszczystych glebach jest ciekawym okazem. Najpierw wychodzą zwierzęce aromaty, a potem zostaje czerwony owoc, lekki, w smaku całość mocno jeszcze niedojrzała, drewniana, ściągająca, garbnikowa. Jak się ułoży za 3-4 lata, będzie pewnie wyśmienita.

Melograno Rosso 2011 od Podere Concori

Toskańskie Melograno Rosso 2011 od Podere Concori (ok. 16 euro w detalu) to smaczne bio-szaleństwo. A może raczej bio-granat. W nosie owoce czarnej porzeczki, dżemistości, śliwki. W smaku skoncentrowane, wyborne i rozgrzewające - choć alkoholu "tylko" 13 proc. Złożone z syrah i małej ilości niesprecyzowanych innych winogron. Starzone 10 miesięcy w beczkach Produkcja dość niewielka - 8 tys. butelek rocznie. Chyba drugie miejsce degustacji po Alchimii.

Pinot Nero Rosso 2011

Pinot Nero Rosso 2011 tegoż producenta trochę rozczarowuje, choć cena podobna. W nosie trochę bekon, wiśni, odrobina pieprzu, ale w smaku mocne tylko na początku. Finisz staje się wodnisty, cienki, kwaskowy, a nie kwasowy. Jeszcze mniejsza produkcja (1600 butelek), ale chyba 16 euro we włoskim sklepie wydałbym jednak na Melograno.

Ostatnim zdaniem podsumowania? Super, że Marco Negro przywiózł te okazy, a Winosfera stworzyła dobrą atmosferę do próbowania. Szkoda, że tych win nie ma w Polsce. A jeśli będą, to niestety nie za włoskie ceny!

Garażowe włoskie smakołyki w Winosferze (na biało)

Białe wspaniałości Marco Negro

Marco Negro przywiózł próbki z rodzinnych i małych winnic

Przedwiośnie oznacza jedno - po zimie, kiedy degustowało się hiszpańskie okazy produkowane masowo - czas na próbowanie okazów garażowych i rodzinnych z Włoch. Win produkowanych w ilościach niezbyt śladowych - kilku tysięcy rocznie. Przywiózł je Marco Negro ze stowarzyszenia Associazione Legami, reprezentujący niewielkich producentów z różnych regionów Włoch, którzy nie mają swoich importerów w Polsce. Miałem okazję spróbować większości z nich - 14 win, z których większość robi imponujące wrażenie. Nie tylko smakiem, ale i ceną. W tym poście opiszę białe - wytrawne i dwa słodkie musujące.

Żałuję, że nie zdążyłem na początek degustacji, by cieszyć się wzorcowo schłodzonymi białymi okazami - np. Roero Arneis Langhe od Lodali (zdążyłem na inne okazje tego piemonckiego producenta). Ale nawet jeszcze ciepłe imponowało super kwasowością. Nieco więcej (i było zimniejsze) zostało młodego świetnego wina Franzoni - Lugana 2013.

Tych win nie zdążyłem posmakować, gdy były chłodne, ech

Butelkowane zaledwie miesiąc temu, zupełnie młode, żywiołowe. Powstaje w Veneto, na południe od jeziora Garda, w 100 proc. ze szczepu Trebbiano di Lugana. Aromat przywodzi na myśl sauvignon blanc, ale to zwodnicze, w smaku ciało wina jest "tłustsze", nieco słone. Dałbym spokojnie 6 punktów w skali Winiacza, a może i 7! Podejrzewam, że to było najlepsze spokojne białe wieczoru.

Jeszcze bardziej "szalony" smak ma Podere Concori Bianco IGT 2012 (ok. 15 euro). Wino bio (choć nie ma widocznego oznaczenia) ma bardzo pyszne aromaty zielonych jabłek, których w smaku już brak. Ale jest esencja ziemi, w zasadzie słoność i mineralność. Producent robi zaledwie 1,5 tys. butelek rocznie! 

Versacrum Coda di Volpe Pompeiano IGT. Tylko 6 euro!

Zdążyłem za to na wzorcowo zimne Versacrum Coda di Volpe Pompeiano IGT. Z winnic Sorrentino. Wino z gron szczepu coda di volpe, rosnących niemal w cieniu Wezuwiusza, na wulkanicznych glebach. O średnim, choć pięknym aromacie, nieco kwiatowym i migdałowym, ale też z mineralną, zimną nutą. W smaku gorzkie, lekko kwasowe na początku, ale w finiszu już BARDZO! Świetne wino na 6 punktów Winiacza w dodatku za... 6 euro w detalu! Niestety, nie u nas...

Greco di Tufo 2012. W tle Mariusz Jasiura z Winosfery

Greco di Tufo 2012 DOCG tego producenta było nieco inne. Wydało mi się bardziej wycofane, ale było też bardziej "cywilizowane", bardziej ułożone. Miało mniejszą kwasowość, ciało było też bardziej owocowe, może gruszkowe... Ale i tak dałbym 5 punktów na 7 możliwych.

Moscato D'Asti Lodali - cukierek z piękną sikorką na etykiecie

Dwa słodkie musujące podano na koniec. Pierwsze Moscato D'Asti Lodali (tylko 5,5 proc. alkoholu) buchało z kielicha aromatem przesłodkich nagietków. Miało maleńkie bąbelki, a słodycz tak skoncentrowaną, że wydawać by się mogło, że tylko ją wyjąć z kielicha i kroić na kawałki jak galaretkę! Troszkę szkoda, że kwasowości mało, ale co tam! Jest za to cukiereczek opakowany w szkło z piękną sikorką! We Włoszech za ok. 9-10 euro.

La Versa Oltrepò Pavese Volpara Moscato

Kto nie chce cukierków z sikorką, może spróbować La Versa Oltrepò Pavese Volpara Moscato. Ten musiak ma już więcej bąbelków, mniej słodyczy, za to więcej alkoholu (7 proc.), więcej owoców, jest bardziej złożony. Ale czy złożoność jest lepsza od pysznej galaretki?

O winach czerwonych w kolejnym poście już niedługo!