sobota, 16 listopada 2013

The Culture and Art of Wine po raz pierwszy

W pałacowych wnętrzach z duszą

Anna Pakula i Michael Malat przy swoich winach

Królewskie wnętrza, królewskie wina i takież przekąski… Szkoda tylko, że na pierwszym spotkaniu Anny Pakuli i jej gości - z cyklu The Culture and Art of Wine - mogłem być tak krótko! A ucztę miały wszystkie zmysły - była barokowa muzyka, zaskakujące zdjęcia Anny z winnic. A goście - znakomici, choć skromni winiarze, zaprezentowali prawdziwe wspaniałości!
83 Rue de Saint Tropez 2012 z Chateau de Brigue

Olivier Brun częstował pysznymi różami z rodzinnej winnicy - Chateau de Brigue - w Prowansji. 83 Rue de Saint Tropez 2012 - kwiatowa pycha, ale prosta, ot taka podstawowa. Aha - zero landrynki. Za to Brigue Prestige (Cinsault 60% Grenache 40%) to już wyższa półka - porzeczki i truskawki. Skoncentrowana różowość o długim finiszu.

Gama różów Chateau de Brigue, a w środku jej perła

Ale jeszcze "dłuższe" było Rosé Signature 2012 A.O.C Côtes de Provence (Grenache 40% Cinsault 35% Syrah 25%). Okrągłe i pieprzne, skupione, wyraźnie cięższe, ale świetne.

Michael Malat - współczesne wcielenie księcia (świetnie wyglądałby na portrecie w pancerzu kirasjera, zawieszonym na ścianie Pałacu) przywiózł też swoje perełki. Każde terroroistyczne - wyrabiane z gron z oddzielnych winnic, co wyraźnie czuć. Niestety, żałuję, że zakosztowałem tylko jednego jego czerwonego wina. Spróbowałem za to trzech białych, jakże wspaniałych!

Grüner Veltliner Reserve Gottschelle Erste Lage Kremstal wydał mi się kwiatowo mięsisty (choć przy rieslingu wymięka), z długaśnym finiszem, bardzo mineralnym, ziemistym winem. A przy tym też lekko pieprznym.

Michael Malat i Grüner Veltliner Reserve Gottschelle Erste Lage Kremstal

Silberbichl Riesling Erste Kremstal Reserve jest jeszcze bardziej kwiatowy. Jakbym nos włożył w filiżanki nagietek albo innego kwiecia. Rześkie, przyjemne, kwasowe - po prostu klasa! A już do innego wymiaru przenosi nas Hochrain Chardonnay Reserve. Aromaty beczkowe, chlebowe. W ustach pełne - zero oszustwa, jedność aromatu i smaku. Szczerze mówiąc, poczułem, jakbym jadł to wino, a nie je pił.

Biele Michaela Malat


Potem miałem okazję spróbować także Zweigelta Göttweiger Berg. W aromatach okazuje się aksamitny, goździkowy, kamienisty. W smaku lekko kwasowy, żelazisty, ale okrągły, nie męczący.
Pół kroku po prawej był już Piemont. Erica Gallardo z Michelle Chiarlo miała nie tylko pyszne grejfrutowe Gavi Rovereto (100% Cortese), ale także orzeźwiające morelowo-lipowe Arneis. Szczypiące w podniebienie.

Arneis z Michelle Chiarlo

Chardonnay Vigne di Chiarlo. Bardziej mineralne od austriackiego sąsiada, mimo 6 miesięcy beczki, smakujące bardziej stalą (90% chardonnay i 10% sauvignon blanc). Biele zakończyłem 5-procentowym zaledwie Moscato d'Asti Nivole o zgrabnej brzoskwiniowej i kwaskowatej słodyczy.

Moscato d'Asti Nivole Michelle Chiarlo

Jak czerwień, to Toskania. Boscarelli. Nocio dei Boscarelli po tych białych słodkościach urzekał szczerą rozmarynową cierpkością. Subtelny, może za bardzo. Ale za to jego sąsiedzi ze stolika... Ooo! Nobile di Montepulciano 2010 pycha. Czekoladowe troszkę. Ale ociupinkę. 

Nocio dei Boscarelli

Za to wyjątkowe wino to Nobile di Montepulciano Riserva 2009. Czego tu nie ma?! Są i tosty, i czekolada, i świeży razowiec. W smaku jest urzekająca moc, która sprawia, że przestają istnieć jakieś francuskie merlociki i tego typu lajtowe produkty. W takich chwilach rozumiem kogoś, kto mówi o wyższości win włoskich nad resztą świata.

Boscarelli Nobile di Montepulciano Riserva 2009. Po prostu... 7-mka Winiacza

Inne włoskie pyszności też imponowały. Szczególnie te znad jeziora Garda, Zenato. Valpolicella Superiore Zenato z winnic w zabytkowej części miasta Sant’Ambrogio (80% Corvina, 10% Rondinella i 10% Sangiovese) była jeszcze subtelna, delikatna. Trochę migdałowa.

Valpolicella Superiore Zenato

Ale Cormi jest jeszcze lepsze. To po prostu koncentrat. W smaku okrągłe, miękkie, pełne, ale jednocześnie świeże. A w aromatach czerwone owoce, czekolada, tosty. Sama przyjemność.

Ripassa

Stopień wyżej w smakach i aromatach wznoszę się smakując Ripassa. To dopiero ekstraktywne wino! Ma dżemistość, czerwone owoce. Złożoność. Problem w tym, że... to co imponujące, miało dopiero nadejść.

Cresasso 2007

Niepozorne Cresasso 2007 to owoc ziemi, który bucha jeszcze większym bogactwem - jest jeszcze więcej tostów i czekolady, mocnych aromatów. W smaku nie odstaje, nikogo nie oszukuje. Pełnia, aksamit.

Amarone della Valpolicella 2009 DOC Classico

Koniec wieńczy dzieło. Amarone della Valpolicella DOC Classico. Spodziewałem się jakiejś beczki, lukru - przez nazwę może. Ale całkowite zaskoczenie i czapka z głowy leci. Bo tu największe zaskoczenie w smaku - okrągłe, ale zarazem lekko kwaskowe, z długim finiszem. Szczerze powiedziawszy, miałbym ogromny problem, które z trzech ostatnich win wskazać jako najlepsze i jedyne. Cała trójca to niebo w gębie!

Pałacowe wnętrza i goście

sobota, 9 listopada 2013

Serb mocno owocowy i tytoniowy - 6 pkt.

Orden Cabernet Sauvignon 2010

 
Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Wino Bałkańskie i ok. 50 zł (próbka importera)
Do Ideału? - Już ciut ciut!! (6 pkt.)

Te nuty i aromaty: hmm, jakbym nosem dotykał Węgier, tyle że… intensywniejszych. Bo oto po raz pierwszy w Winiaczu… Serb z Vojvodiny! A konkretnie Orden Cabernet Sauvignon 2010 dzieło Kuća vina Živković. Wino z oferty gdańskiego sklepu Wino Bałkańskie.
Winnice w regionie należą do najstarszych w Europie, pierwsze nasadzenia były rzymskie, ale oczywiście Kuća vina Živković nie jest tak wiekowa. Założona w 2006 r. liczy ponad 41 hektarów. Rosną tu cabernet sauvignon, merlot, syrah, sauvignon blanc i chardonnay. Roczna produkcja to 300 tys. butelek.

Jedna z nich trafiła do Winiacza! Po wykręceniu solidnego korka w nos uderza owoc - czerwony, intensywny. Potem owoc ustępuje innym nutom. Aromat staje się nieco tytoniowy, geranijno-ziołowy, w głębi tostowy, czekoladowy.
Nalane do kieliszka zachęca głęboką purpurą, wspaniale buraczkową. A na podniebieniu? Najlepsze jest to, że w smaku nie ma rozczarowania! Nie ma tu mowy o żadnym rozwodnieniu - pije się Orden z prawdziwą przyjemnością.

Charakter jest zdecydowany, nieco przyprawowy, nieco ziołowy. Wyraźnie jest najpierw bardziej kwasowy, a potem, po chwili taniczny. Mam wrażenie, że na początku taniny nie narzucają się zupełnie, ot tak wędrują troszkę poboczem. Ale potem uwalniają się w finiszu, jakby gdzieś tam głęboko w podniebieniu wbiły się czekanami i trzymają mocno.

Orden ma "to coś". Co sprawia, że nie jest ot, kolejnym winem, które tak przelatuje i znika. Na początku zastanawiałem się, czy nie dać 5 punktów w skali Winiacza. Ale Orden jest ciekawy, intrygujący. Ma taki pierwiastek, który znajdziemy w S2 czy S1 z Bodega Somonte (choć Orden nie jest aż tak doskonały jak S1). Cena serbskiego wina może nie jest zbyt niska, ale warto spróbować wina o bałkańskiej duszy. Takiego, któremu do ideału już tylko ciut, ciut!!

Wino na 6 punktów w 7-stopniowej skali!
P.S.
Wino z rocznika 2010 kosztuje 49,90 zł, ale dla Czytelników Winiacza jest specjalna zniżka przy zamawianiu w internetowym sklepie. Nie tylko tego wina, ale i innych! Tekst kodu zniżkowego (blog.winiacz) należy wpisać po złożeniu zamówienia, kwota do zapłaty obniżana jest automatycznie o 10 proc.

piątek, 8 listopada 2013

Jesienne medalowe wina Biedronki 2013 r.

Ofensywa Biedry na zimę
Taka instalacja. Wina, sery itp.


Za niespełna tydzień mają się pojawić w ofercie Biedronki nowe wina. Będą dobre? Miałem właśnie dziś - znaczy wczoraj - spróbować niektórych. Większość jest warta uwagi, jak zawsze. Choć może będzie tych wartych uwagi więcej, bo poza degustowanymi pokazano fotki innych win - Tomasz Kolecki-Majewicz, sommelier współpracujący z Biedronką, je zna, a blogerzy jeszcze nie...

Tomasz Kolecki-Majewicz - sommelier współpracujący z Biedronką

Co wejdzie pysznego do Biedronki za tydzień? Goście - a wśród nich i ja - spróbowali 8 win. Dwa nie zrobiły na mnie wrażenia. A raczej, precyzyjnie rzecz ujmując, nie powaliły mnie na kolana, nie mam o nich lepszego zdania niż o innych. To dwa wina za 19,99 zł: Francuz - Mosaic Buzet AOC i... Portualczyk: Animus Douro DOC.

Buzet. Szału nie wyczułem tak na szybko

Dlaczego jestem na nie? Pierwsze od razu uderza alkoholem. Mosaic wydał mi się płaski, bez polotu. Ma, owszem, konfitury owocowe, ale nie ma tego "czegoś". W smaku nawet czuję rozczarowanie - bo kwasowość jest, ale owocu mało. Jest woda, alkohol i aromat. Zapisałem w notesie, że jakby było za 10-12 zł, to byłbym uradowany. Jest o 7,90 zł droższe od wyższej ceny. Hmm...
(Uwaga - degustowałem w warunkach ekspresowych, więc nie wiem, jak wino zachowa się po godzinie czy dwóch. Ani na drugi dzień).

Animus Douro DOC. Może być, ale gdzie iskra?!

Czemu nie leży mi drugie wino? Animus Douro DOC nie jest złe. Ma równowagę ziemi i czerwonych owoców. W aromacie. W smaku nie jest rozwodnione, jest nawet dość skoncentrowane, dość wyważone. Ale wolę Portugalię z poprzedniej oferty - szczególnie te butle za 14,99 zł.

Niedostatki zrównoważą za to perełki: Wolfberger Riesling Cremant d'Alsace AOC. Bardzo dobre wino musujące białe za 29,99 zł. Bardzo lekkie, ma mikrobąbelki - miliony, nie znikają! To wina ma najdłuższy finisz na świecie. Bąbelki nie kończą się, tylko wypalają jaskinie. W nich znów zostawiają pamiątkę po bąbelkach. To trwa miliony lat albo... 5 minut. Gdy wino staje się ciepłe, traci urok. Śpieszmy więc...


Wolfberger Riesling Cremant d'Alsace AOC

Białe Vineas VDLT Castilla to pyszne wino za 16,99 zł. Tchnie i kwiatami, i kocim żwirkiem. Jest mocne w aromacie i w smaku! Jeśli pamiętacie niektóre dziecięce leki w zawiesinach, to odnajdziecie tu ich echa. Brzoskwiniowe, owocowe, syropowe... Smakowało mi.

Masą i swoją solidnością powala kilka czerwonych. Ale to zła wróżba. Bo może nie znajdziecie tego wina w Warszawie. Może będzie w Lidzbarku, może w Grójcu... Żartuję. Oby było tu i ówdzie!

Vineas VDLT Castilla - biała pycha

Świetnym winem jest Calle Principal VDLT Castilla (13,99 zł). Są i czerwone owoce, i te suszone, trochę tostów, trochę czekolady... W smaku mało tanicznie, finisz nie jest długi, ale ten aromat... Dałbym 5 albo i 6 punktów Winiacza.

Calle Principal VDLT Castilla (13,99 zł)

Najbardziej niedocenione tej degustacji (jeden z barmanów powiedział mi, że goście prosili najrzadziej o to właśnie wino) - Duc de Belmonde IGP Pays d'Oc (14,99 zł) z Langwedocji. Jest tu owoc, bo ktoś widział Langwedocję bez owoców? Jest jagoda, jest tościk, jest czekolada. Trochę burgund mięsisty, a zarazem delikatny... To wino zyskuje po otwarciu. Im dłużej (w granicach godzin), tym lepiej. Dałbym 5 albo i 6 Winiacza!

Duc de Belmonde IGP Pays d'Oc (14,99 zł)

Teraz o absolutnej perełce. Quinta das Setencostas Alenquer DOC 2009 (24,99 zł). Pyszny Portugalczyk jak Włoch. Nuty idą w kakao - powiedział sommelier. I miał rację. Jest tu tost, jest coś wspaniałego. Są czereśnie, choć wytrawne w smaku. Są nuty balsamiczne... Zdjęcia nie zrobiłem sam. Musiałem ukraść. Ale wino kupię! Zresztą, zajęło 2. miejsce w konkursie uczestników degustacji.

Quinta das Setencostas Alenquer DOC 2009P

Pierwsze miejce w degustacji miało porto. Sandeman 1999 Vau Vintage Porto. 20 proc. alkoholu. To już prawie nie wino, ale... są w aromacie aptekarskie klimaty, balsamiczne, dojrzałe. Aromaty jest suuuuper (było w butli 12 lat!). Smak troszkę gorzej - w takim sensie, że jest delikatność, mała oleistość, krótki finisz, przyjemne do szarlotki... Ale czy dam 19,99 zł za pół standardowej butrlki wina?
Sandeman 1999 Vau Vintage Porto

poniedziałek, 4 listopada 2013

Węgier jaśniejący złotem - 5 pkt.

Egri Leányka Joseph Hagymasi 2011

 
Półka - na wysokości kolan
Gdzie i czemu tak drogo - Łup z Egeru i ok. 30 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje ! (5 pkt.)

Mówią, że nie wszystko złoto, co się świeci. A węgierskie? Sciślej mówiąc Egri Leányka Hagymasi 2011 to złote wino. Przynajmniej z koloru. Jeden z łupów węgierskiej letniej wyprawy. Butelka przeleżała w kartonie szmat czasu, ale w końcu ujrzała to nasze polskie, przydymione nieco, jesienne światło dzienne.
Aromat po wyjęciu korka wydał się nieco siarkowy. Taki pudełkowo-zapałczany. Ale po godzinie zapałkowa draska znika bez śladu. Zostają może tylko echa. To, co dochodzi po godzinie, jest już kwiatowe, nieco miodowe, a nawet odrobinę cedrowe nawet. Na drugi dzień jest najlepsze - i wtedy słychać ostatni dzwonek. Trzeci dzień to już wyraźny zmierzch tego wina.

Ale o ile aromaty są dobrą stroną, to smak jest jeszcze lepszą - mocno kwasowe, ale także dodatkowo i słone. Ale dobrze wyważone, nie sprawia wrażenia cienkiego. Gdy się lekko ociepla, robi się lekko oleiste. Wielka szkoda, że w Polsce nie do kupienia. Bo tak dobre, że do ideału jeszcze trochę brakuje!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

piątek, 1 listopada 2013

Australijczyk, a ma coś z Węgra - 6 pkt.

Cumulus Climbing Shiraz 2010

 
Półka - na wysokości kolan
Gdzie i czemu tak drogo - Wine O'clock i 51 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Już ciut ciut!! (6 pkt.)

U nas zacznie się zima, a tam lato… Australia. Dziś na tapecie Climbing Shiraz 2010 z australijskiej winnicy Cumulus (ok. 500 hektarów, właścicielem są portugalscy inwestorzy) kupione - latem jeszcze, a jakże - w wilanowskim Wine O'clock. Korka brak, jest metalowa zakrętka, nie ma celebry przy otwieraniu. Szkoda. Za to, jak dobrze jest potem…
Od razu po otwarciu - pierwszy nos - przywodzi na myśl Europę. A ściślej rzecz biorąc - Węgry. To jest o tyle lepsze, że tańsze o jakieś 10 zł, no i dostępne w Polsce.

Uderzają w nos czarne porzeczki, śliwki, charakterystyczna cierpkość, jaką miało ostatnio smakowane wino z Egeru. W sumie nic dziwnego, że miało, bo w Föld és Lelek 2007 było 16 proc. shirazu.

W Climbingu czuć podobne nuty. Tyle, że tu są po dłuższym natlenianiu bardziej goździkowe, choć wcześniej pojawia się tost, echa czekolady... W smaku najpierw sprawia wrażenie jakby niedojrzałego - lekko jest cierpkie, ale to znika i to szybko. Ściągające wnętrze taniny są fajnie ułożone, wyraźne, ale nie dominują nad całością. Całość świetnie zaostrza apetyt na pyszną pieczeń.

Nazwa Climbing (wspinaczka) wzięła się stąd, że winnice są położone powyżej 600 m, na stokach. I czuć, że wino świetnie się wspina do ideału. Zostało już tylko ciut ciut!!



Wino na 6 pkt. w 7-stopniowej skali

wtorek, 29 października 2013

Węgier owocem i ziemią pachnący - 6 pkt.

Hagymási Föld és Lelek 2007


Półka - na wysokości głowy
Gdzie i czemu tak drogo - Łup z Węgier i ok. 4000 forintów (60 zł; zakup własny)
Do Ideału? - Już ciut ciut!! (6 pkt.)

Ta notka jest hołdem dla odchodzącego słońca, bo jest gorącego słońca Egeru wspomnieniem. Jeden z łupów węgierskiej wakacyjnej wyprawy. Föld és Lelek - znaczy tyle co ziemia i dusza. Dusza, a może duch definiowana jako "spirit" - i słusznie, bo wino ma 14 proc. alkoholu. Ale ciężko go wyczuć. Przynajmniej w aromacie.
W kupażu cabernet franc (75%), shirazu (16%) i kadarki (9%) wyczuć można to, co wspaniałe - są aromaty czerwonych owoców, granat, wiśnia; są i aromaty głębokie - dymy, tosty, gdzieś głęboko jest ziemia.
Wspaniałe wino. Jest w smaku i kwasowe, i jednocześnie gładkie. Przebija zeń pewna szorstkość egerskich bikaverów (których dziś niestety nie miałem okazji popróbować), ale też i zadziorny charakter shiraza.
Producent zapewnia, że wino można trzymać jeszcze i 10 lat. Otworzyłem teraz. Trudno, ale się cieszę. Było to jedno z droższych win, jakie przywiozłem z Egeru, ale wiem jedno - warto. Bo Föld és Lelek to wino, które do ideału ma już tylko ciut, ciut!!
 

Wino na 6 punktów w 7-stopniowej skali!

niedziela, 27 października 2013

Portugalczyk czyli pamiątka lata - 5 pkt.

Cruzeiro Minhoto Vinho Verde, Branco


Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Auchan i 11,99 zł (zakup własny)

Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje!! (5 pkt.)


Rok temu leżał śnieg, a dziś wyjechałem na rower w… krótkim rękawku!!! Było jak latem! Trzeba więc lato kultywować i wspominać wielopłaszczyznowo - choćby pijąc vinho verde. Lekkie, łatwe i przyjemne - jak zielone jabłuszka w wiklinowym koszyku. Są tu też nuty limonkowe, może i delikatnej niedojrzałej brzoskwini.
Cruzeiro Minhoto Branco świeżo nalane pokrywa ścianki kielicha mikrobąbelkami, które łączą się w coraz większe. A potem znikają. Ale na języku posmak zostaje - taki szczypiący, rześki. Wino jest mocno kwasowe, a przy tym jeszcze pieprzne w finiszu, gdzieś daleko na końcu gardła.

Świetnie pasuje do kurczaka orientalnego, do gładkiego brie, a nawet do kalafiora! Bo to wino, któremu do idealnego jeszcze tylko troszkę brakuje!

 
Wino na 5 punktów w 7-stopniowej skali!