czwartek, 12 czerwca 2014

Włoch o solidnych garbnikach - 5 pkt.

La Mirandola Ticchiolo
Chianti Classico 2011

Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Dobre Wina i promocja 32,90 zł (poza 54,90 zł). Próbka nadesłana
Do Ideału? - Już ciut, ciut!!

Nie jest wtorek, tylko środa, i to potwornie upalna, ale i tak czas na chianti classico! Tym razem z dobrewina.pl - sklepu internetowego (ale jest też sieć sklepów stacjonarnych w całej Polsce), w którym ostatnio sporo promocji i win w przystępnych cenach. W takiej też - obniżonej o 22 zł - jako "Wino Dnia" za 32,90 zł będzie właśnie La Mirandola Ticchiolo Chianti Classico 2011.

To chianti jest w 100 proc. z sangiovese, z parceli na północny wschód od Sieny. Nie ma żadnych innych domieszek. Stąd może czysty, piękny kolor w stylu Rosso di Montalcino i regularne łzy na ściankach kielicha. Pierwsze, co się rzuca w nos, to pewna "zieloność" - wino jakby jeszcze młode, cierpkie, leciutko tytoniowe, troszkę jakby ziemiste i zwierzęce, z obecną zamszową skórą. Ale też nutkami kwiatowymi.

Owoc zdecydowanie stoi na drugim planie. Troszeczkę jest wyparty przez spore garbniki. Nie są one może aż tak dębowe, jak piszą inni blogerzy (np. Przy Winie), ale dość ładnie tworzą szkielet tego wina. W smaku jest nie tylko dość mocno taniczne, ale także ładnie kwasowe. Finisz jest długi.

Wyśmienite do jedzenia - czerwonych mięs! Nie zapomnijcie otworzyć długo przed próbowaniem i dajcie pooddychać. Nie przegrzewajcie. Odwdzięczy się wam niebanalnym smakiem!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

wtorek, 10 czerwca 2014

Włoch z bąbelkami na 5 proc. - i 6 pkt.

Sparkletini Elderflower by Verdi

Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Alkohole Winoteka (próbka od importera)
Do Ideału? - Już ciut, ciut!!

 
Upał i upał - na to czekaliśmy. No, w sumie może nie aż na taki wielki, ale jak już jest, to jest też coś lekkiego, akurat na skwar większy niż w Afryce - to zaskakujące, bo po praz pierwszy w Winiaczu nie wino, tylko krewniak - musujący napój na bazie wina - Sparkletini Elderflower by Verdi.

Do nas sprowadza je Win-Cin z Olsztyna, firma prowadząca sieć sklepów Alkohole-Winoteka. I z jednego z najnowszych sklepów przywiozłem kartonik - a w nim gwiazdeczkę upalnego wieczoru.

Alkoholu tu tylko 5 proc., tyle co w piwie, ale o ile piwo to często chłop pańszczyźniany (choć czasem przystojny gospodarz), to Sparkletini to paź królowej! Pachnie istotnie kwiatami dzikiego bzu i to tak intensywnie, że kwiaty jawią się nam przed oczyma jak żywe (choć czujemy je w nosie!).

Niemal słomkowe, z dużymi bąblami

Korek najłatwiejszy na świecie - po prostu obła zakrętka. Odkręcamy i delikatne pyknięcie, może troszkę mocniejsze niż z frizzante. W kielichu średnie bąble, ten wszechobecny zapach i słodki smak. Ale nie jest to na szczęście słodycz obezwładniająca czy prostacka, tylko adekwatna do aromatu. Ot, przyjemny - oczywiście gdy schłodzony - napój tarasowy. Dla tych, którym zwykłe wino w lato za ciężkie!


Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

 

Vini Folies 2014

Jeszcze o uśmiechu i Francji z 10. piętra

Ach te Francuzki i ich butelki...

Są takie winne degustacje, które bywają dziwne. Ale mają swoje uroki. Na taką wjechałem windą z Gabrielem, znawcą tokajów, na dziewiąte piętro, a potem jeszcze schodkami wspięliśmy się na 10. piętro warszawskiego hotelu Grand i weszliśmy od... zaplecza. Prosto w wir francuskiej degustacji Vini Folies 2014.

Dziwi mnie to, z jaką niedbałością niektórzy Francuzi (właściciele hotelu Victoria czy Grandu) traktują kwestie kieliszków... Te w Hotelu Grand były nieodpowiednie do tego, by pozachwycać się winem, które przywieźli, pokonując niemal 2 tys. km winiarze z Francji czy importerzy. Z tego szkła, które zaoferował hotel, da się wypić chłodne sherry fino, a nie burgunda, Bordeaux czy białą Dolinę Loary. Ale trudno. Tym mniej dziwi mnie własny kielich Wojciecha Bońkowskiego, szefa Winicjatywy.

Cheverny 2013

Ale wróćmy do degustacji. Wszystko się odbywało ponad 2 tygodnie temu, więc filtr pamięci pozostawił najlepsze kąski - jak choćby Pascal Bellier AOC Cheverny 2013 (Dolina Loary). Białe wino, bardzo kwasowe, ale zarazem bardzo ładnie i bogato zbudowane. Rose 2012 jeszcze lepsze - żadnych poziomek, żadnych truskawek. Czysta grejpfrutowość w aromacie i smaku!

Royal Rose - doskonałość

Ale najlepsze róże pokazał Olivier Brun z Château de Brigue (próbowałem niektórych już na The Culture and Art of Wine). Z nich najlepszy był stanowczo Brigue Royal w matowej białej butelce! Wyobraźcie sobie różowe wino, które w aromacie ma białą czekoladę, kakao, a w smaku pełnię kwiatowości i szałwię 

Delphine Colin ze swoim dziełem - Blanc de Blancs 2004

Z szampanów wrażenie robił Colin. Madame Delphine Colin o niebieskich oczach i pięknym uśmiechu objaśniała, że Extra Dry ma 17 g dosage - choć sprawiał wrażenie mineralnego i lekko kwiatowego. Orzechy były, ale w trzecim rzędzie. Osobiste dzieło Colin - Coup de Coeur Blanc de Blanc 2004 z 60-letnich krzewów chardonnay - bez dosage, jest ekspresją mineralności, chłodu i powściągliwości, okraszonej cząstką cytrusa. Ale 2006 Extra Dry to jest dopiero klasa! Ma gorzkie migdały, orzechy i olbrzymią kwasowość!

Millesime 2008 Champagne Baudry

Mniej migdałowy, ale za to bardziej orzechowy i grzybowy wydał mi się Millesime 2008 Champagne Baudry Brut. Bardzo kwasowy, z wielkimi bąblami, sprawiał na początku wrażenie słodkiego, ale to pozory - i konsekwencja próbowania innych białych win. Co za złożoność!

Champagne Baudry Brut Rosé

Baudry - w wersji Rosé - utwierdził mnie w pewnym odkryciu sprzed kilku tygodni. Że szampan w wersji Rosé właśnie to murowany kandydat na mistrzostwo świata. Ten od Kruga był wspaniały i najdroższy. Ten od Baudry - bardzo mineralny i wyważony, bez absolutnie żadnego przegięcia.

Picpoul de Pinet Greyssels

Na stoliku Laurent Kumisz Goalwines spodobał mi się niezwykle delikatny picpoul de pinet Greyssels (tylko 3,6 tys. butelek) - bardzo aromatyczny, kwasowy, elegancki. To złoto w kieliszku dokładnie smakuje tak, jak wygląda! Saint-Bris Sauvignon Blanc 2012 ujmował bardzo długim finiszem i delikatnym kocim żwirkiem.

Haut-Blanville Syrah 2009

Win czerwonych miałem okazję spróbować niewiele, ale sporo z nich okazało się rozczarowujących albo po prostu średnich, takich akademickich. Szkoda. Te, które przykuły moją uwagę, to Haut-Blanville Syrah 2009 - mocne w smaku, kredowo-owocowe, mocarne wręcz!

Courtin Pauillac 2010

Château Béhèré Courtin Pauillac 2010 z oferty Borderac Crus & Vins (30 euro w sklepie - parcele winnicy sąsiadują z ziemiami Château Lafite Rotschild) zachwycało - piękne taniny, łagodne, choć wino ma dopiero 4 lata, ładny smak - krągły i kompleksowy, złożony, ogarnięty.

2011: Château Graves de Pez Saint-Estephe i Grand Bertin de Saint Clair Medoc

Château Graves de Pez Saint-Estephe i Grand Bertin de Saint Clair Medoc z 2011 też były dobre. Pierwsze - kraina łagodności, takie kobieco trochę wino. Z lekkimi taninami jak muśnięcia drewnianej klatki, drugi - już poważniejszy. Z większymi taninami, dziedzictwem czy też ciężarem lekkiej beczki (60 proc. cabernet sauvignon i 40 proc. merlot). Wino jest dziełem Antoine Medeville'a, który współpracuje z takimi winnicami jak wspomniamy już Lafite Rotschild czy Château Lascombes.
Bardzo pozytywne wrażenie robiło jeszcze Expression od Domain des Deux Arcs z Doliny Loary. W aromacie bogactwo czarnej porzeczki, czekolady, drobnej wanilii...

Expression od Domain des Deux Arcs
Wnioski? Dobrze próbować win z portfolio producentów czy ich przedstawicieli, którzy szukają u nas importerów. Wielkie plusy za świetne białe, różowe i szampany, a szkoda, że czerwone nie dopisały. No i jeszcze te fatalne kieliszki...

Degustowałem na zaproszenie Vini Folies i Ubi-France

sobota, 7 czerwca 2014

Care - hiszpańskie wina i perełki Atlantiki

Hiszpania niejedną ma twarz!

Trzy odcienie Care - Chardonnay, Rosado i Garnacha

Upalne trzecie mgnienie majowej wiosny przyniosło zaproszenie od Manuela Maiorala, szefa Atlantiki. Na obiecane jeszcze zimą - kiedy miałem przyjemność w restauracji Portucale spróbować win z etykietą Care - spotkanie z przedstawicielem Bodegas Anadas - Nacho Lazaro Delgado. Nadarzyła się okazja do spróbowania win z serii Care, które są rodzynkiem dostępnym na degustacjach czy w restauracjach, a tańsze można kupić w dobrych osiedlowych sklepach!

Niemal przejrzyste Macabeo/Chardonnay

Na upał fajne jest białe, niemal przezroczyste Macabeo/Chardonnay (12 proc. alk, ok. 30 zł w sklepach), ma o dziwo sporo ciała, jest sprawia wrażenie ciężkiego, jest za to lekko owocowo-kwiatowe, choć nie tak mocno jak Blanco Chardonnay! Tu już wchodzi intensywny kolor i mocny, średnio wyrazisty zapach kandyzowanych owoców, melonów, ananasów. W smaku nieco goryczki. Nie było tu beczki. Cena Chardonnay w detalu ok. 45 zł.

Chardonnay - wyraziste i owocowe

Amatorom różowości - ale takiej nie landrynkowej (nie lubię), tylko orzeźwiającej latem (toleruję) może podobać się Rosado. Więcej wiśni w aromacie, a melona czy arbuza w smaku. Wściekle intensywny kolor - rzadko spotykany we współczesnych różowych - raczej przywodzi na myśl pinot noir niż klasyczne róże.

Rosado o intensywnym mocno różowym kolorze

Zaletą tego różu jest ładna kwasowość i bezsprzecznie kolor - może ładnie wyglądać przy wściekle czerwonym dywanie na raucie w Cannes czy innych Międzyzdrojach. Ale to zaledwie wstęp do czerwieni. Tinto Joven 2012 (13,5 proc. Grenache i Syrah) wydało mi się może nieco wodniste, w aromacie dominują leśne owoce, a w smaku lekko kredowe. Ale to dobre szczere i proste wino - też będzie przyjemne na upał. Jak ktoś woli beczkę czy ciężkość, to lepiej nich sięgnie po Tinto Roble.

Care Tinto Joven - Garnacha i Syrah

Roble to już w aromacie i smaku o klasę wyższa etykieta - wino okrąglejsze, jak i bardziej charakterna twarz (maska) na etykiecie. Pojawia się zdecydowana truskawa w nosie, czarna porzeczka, czekolada. Ona lekko dominuje też w pierwszym smaku, a wychodzi najbardziej w finiszu. Są też małe krągłe taniny, bardzo przyjemne.

Tinto Roble - leciutka beczka

70 proc. tempranillo i 30 proc. merlot, rok w beczce z amerykańskiego dębu, ok. 45 zł w detalu - oto Tinto Crianza 2010. Owocowa i to jak! Ale choć czarne i czerwone owoce i lekka nuta wanilii, to mimo to na podniebieniu wino delikatne, eleganckie, jedwabiste. Taniny jeszcze mniejsze niż w crianzie. Ale wyższa też kwasowość. 


Finca Bancales 2009 to już poważny kaliber. 14 proc. alkoholu. 80-letnie krzewy garnacha rosną na wysokości 600 m nad poziomem morza. A sfermentowane dojrzewają w beczce 14 miesięcy. Buraczkowe aż w kolorze, nieprzeniknione.

Finca Bancales 2009

Jest w tym winie moc i pełnia - czekolada i skóra, dojrzałe owoce nieco pod spodem. Pojawiają się też lekkie nuty ziołowe. Ładnie złożone wino. Jest już pełne, a jednocześnie jeszcze nie zabite klepkami beczki. Wciąż jeszcze przyjemnie kwasowe i taniczne.


Care XCLNT - tylko 2000 butelek rocznie

Zdecydowana dżemistość - na szczęście podszyta równoważnikową kwasowością - już wkrada się w Care XCLNT. Garnacha (40 proc.), Syrah (20 proc.) i Cabernet Sauvignon (40 proc.) zebrano w 2008 r. Produkcja to tylko ok. 2000 butelek. 16 miesięcy w baryłkach z francuskiego dębu. Cena w Hiszpanii jeszcze byłaby do zniesienia - 25 euro. U nas w Polsce niestety niemal dwa razy tyle - 190 zł. Mnóstwo intensywnej wiśni, ale jest też pieprzność, nie ma prostackiego walnięcia. Warto otworzyć godzinę, a najlepiej ze trzy przed piciem. W smaku po prostu Viva Espana! Słońce, gorąco - idealne na zimowe depresyjne wieczory. W aromacie czuć nawet troszkę nutek kościelnego kadzidła. - Jest trochę w międzynarodowym stylu - przyznaje Nacho Lazaro Delgado. - Ale świetne, cenione u nas. Takie wina określa się mianem Reserva de la Familia.

Moscatel de Alejandra
 
Na deser Moscatel de Alejandria (ok. 80-90 zł). Intensywnie złote wino, kwiatowe w aromacie, dla amatorów słodkości. Piękne regularne łzy, słodycz w pigule. Zbiory to tylko 600 kg gron z hektara - cukru 60 g na litr. Ale w smaku, choć oleiste i gęste, zadziwiająco wytrawne i kwasowe! Podawać w 6-8 stopniach.
 
Care - szczególnie z tych wyższych segmentów - bardzo dobre, niektóre z nich wręcz świetne. Jednego tylko szkoda - choć to przez nasze położenie (Hiszpania to dla nas koniec Europy), i podatki - wysokich cen. Ech...
 
 
Degustowałem na zaproszenie importera.

środa, 4 czerwca 2014

Winne Wtorki: Vinho Verde na szóstkę!

Adega de Monção 2013 DOC Vinho Verde


Półka - na wysokości pasa
Gdzie i czemu tak drogo - WinoSeco i 33 zł (importer Vininova - zakup własny)
Do Ideału? - Już ciut, ciut!!

Opuściłem jeden już winny wtorek (blogerzy piszą tego dnia o jakimś konkretnym winie) z powodu natłoku różnych rzeczy, ale koniec z tym! Czas na mobilizację, słońce, lato. Zaklinamy więc rzeczywistość za pomocą vinho verde! Żeby nastało od teraz gorąco możliwe do schłodzenia tylko kieliszkiem "zielonego"wina.

Nie jest wcale tak łatwo kupić, ale na szczęście jest taki przyjemny sklepik w pobliżu, w którym verde były aż trzy sztuki! W tym Adega de Monção 2013 DOC Vinho Verde od Vininowy. To jest to! Nalane do kielicha jeszcze troszkę musuje, robi się białe jak mleko, po czym uspokaja się, jak nastolatek na swoje 52. urodziny...

Wino ze szlachetnego alvarinho i trajadury - ma mieć niby idealne 10 stopni, by pić. Nie wierzcie. Uda się nawet z przyjemnością pić, i nie ma żadnych fałszywych czy chemicznych posmaków, jeśli nawet nam się troszkę ogrzeje. W nosie czujemy mokre kamienie, obmywane strumieniem, w którym rośnie mnóstwo traw, a w smaku przyjemną goryczkę, lekkie szczypanie w język, fajną kwasowość schodzącą po policzkach w stronę przełyku! 

Jest leciutkie (11,5 proc.), a jednocześnie bardzo ładnie zbudowane, o boskim finiszu, który nie rodzi potwora-smakowego mutanta gdzieś w okolicach migdałków! Wino, któremu do ideału już zostało tylko ciut, ciut! 
 
Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

Inni wtorkowicze próbowali też verde:

>>> Białe nad Czerwonym: rozczarowanie!

>>> Czerwone czy białe: zadowolenie na krótko 

>>> Nasz świat win: na piątkę!

>>> Winne przygody: słowa o verde, chaosie i... soli

>>> Winniczek: pił i jadł


Langwedocja i Roussillon "Na Czerwono"

W czerwieni jest do twarzy i do smaku!

Red. Marta Wrześniewska z Winicjatywy i czerwone (w większości) wina

Najwyższy czas wrócić do jednej z najbardziej ekscytujących wiosennych degustacji w Warszawie - Langwedocji i Roussillon, zorganizowanej przez Winicjatywę jeszcze w kwietniu. O winach białych już pisałem, teraz czas na kilka refleksji o czerwonych.

Do hotelu Mamaison Le Regina powrócili jak przed rokiem (o czym wówczas także miałem przyjemność poczynić wpis na Winiaczu) winiarze, którzy klasy udowadniać nie muszą, ale byli także i nowi, w większości nie mający jeszcze importerów w Polsce. 



Wśród nich Domaine Saint Hilaire z m.in. przyjemnymi Advocat 2011 (100 proc. syrah - 3,50 euro we Francji) i Silk 2010 (70 proc. cabernet sauvignon i 30 proc. merlot). Pierwsze bardzo ciemne, delikatne, ze świetną kwasowością, choć w finiszu wyczuwalne nuty czekoladowe; a drugie młode jeszcze, typu bordoskiego, choć już świetne i w aromacie czarno-porzeczkowe, to jeszcze trawiaste w tle, zielonkawe. Silk 2010 (syrah i grenache) jest nie tylko intensywnie porzeczkowe w "nosie", ale także ujawnia pierwiastki chlebowe, w smaku jest pieprzne, ma lekko kakaowy posmak.

Nostalgia od Domaine Bassac

Beczkowego, świetnego Manpot (produkowanego w niemal unikalnej ilości 6,5 tys. butelek rocznie) miałem okazję próbować w zeszłym roku. Wówczas był to rocznik 2010. W tym roku Louis-Adrien Delhon przywiózł rocznik 2011. Zero lipnej wody, mistrzowsko grający nutami czarnych owoców. Zasługa pewnie merlot, który na terroir Bassac (szuka importera) wychodzi nie jako "wątłusz", tylko mocarz! Nostalgia 2012 (7,5 tys. butelek) nie jest nostalgiczna, tylko pokazuje obcas i przytup. Mocny ekstrakt, ze stalowej kadzi, ale jest troszkę skór i tytoniu W smaku piękne taniny!

Louis-Adrien Delhon i Manpot 2011

Nicolas Mollard z Domaine Le Clos du Serres (importer DeliWina) przywiózł kilka czerwonych okazów. Tańsze - Le Clos 2012 i Les Maros 2012 wydały mi się nieco zbyt subtelne (Le Clos ma ciekawe benzynowo-naftowe nuty i pierwiastek truskawek), ale imponowały bardzo La Blaca 2012 (syrah, grenache i old carignan) oraz wspaniały Humeur Vagabonde 2012 (ten ostatni to butikowa produkcja rzędu 3 tys. butelek rocznie).

Nicolas Mollard z Domaine Le Clos du Serres i Humeur Vagabonde

Humeur to świetne wino! 70 proc. gron to carignan ze stuletnich krzewów. Jest esencją czarnych i czerwonych owoców, doprawionych lukrecją i pieprzem, w smaku pięknie taniczne, takim maciupeńkimi drobinkami, o wdzięcznej kwasowości. Można sobie wyobrazić, jak będzie smakowało za jakieś 4 lata...

Larmanela Pic Saint Loup 2011 z Bergerie du Capucin - wyśmienite!

Także piękna okazała się Larmanela Pic Saint Loup 2011 z Bergerie du Capucin (importer poszukiwany). 90 proc. syrah i 10 proc. carignan. Wydajność tylko 25 hl z hektara (5 tys. butelek rocznie) skutkuje świetnym koncentratem, winem o aromacie czekolady, czarnej porzeczki, kwaskowym, wyśmienitym!

Magdalena Bogucka-Jolie i wspaniałe Rouge 2006

Eksplozję także cudownej porzeczki poczułem w Rouge 2006 Virgile Jolie (importer poszukiwany). Tu obecna ociupinka żelazistości, ale reszta smakowita jak porzeczka paluchem ściągnęta z patelni babci przygotowującej konfitury) i w Minervois La Liviniere 2010 z Domaines La Rouviole (DeliWina) - tu w aromacie owocowość i skórka od chleba, a w smaku lekka kwasowość, jeszcze pełnia ekstraktu i pieprzność. Rocznik 2009 to wino subtelniejsze, szczuplejsze, o wielkich taninach i sporym ładunku kwasowości. - Po prostu 2009 był rokiem bardziej suchym, tak wyszło - kwituje Frank Leonor.


Minervois La Liviniere 2009 i 2010 z Domaines La Rouviole

Odmienną filozofię wina - z dala od konfitur - pokazał John Bojanowski z Le Clos du Gravillas (DeliWina). W jego Lo Vielh Carignan 2011 czuć świeże owoce, ale i nutki lasu, grzybów, pewną lekkość. Całość jest pięknie zestrojona - są i piękne drobniusieńkie taniny, i niewielki - acz wyrazisty - kwas, i pieprzność.

La Chapelle 2008 z Saint Jacques d'Albas

Graham Nutter z Saint Jacques d'Albas (szuka importera) grona do wina La Chapelle zbiera z parceli leżących tuż koło 1000-letniego kościółka romańskiego, który stoi na jego ziemi. Wyjątkowo owocowy smak (mimo 18 mies. beczki) wino pewnie zawdzięcza temu, że wokół kościółka rozpościerało się cmentarzysko Wizygotów! Czuć ziemię w smaku i wyważoną kwasowość. Rocznik 2003 jest oczywiście jeszcze mocniejszy - pełen ekstraktu i to takiego, który pierwszym dotykiem sprawia wrażenie czekoladowego dotyku (cukru tylko 1,5 g/l).

Larmes de Fées 2007 od Laurent Miquel

Szczyt beczkowości - choć moim zdaniem jeszcze przyjemnie akceptowalny - miały "łzy wróżek" - Larmes de Fées 2007 od Laurent Miquel (importer DeliWina). W nosie już nie owoc, ale kakao, czekolada, razowy chleb, ale w smaku nie dżem czy ulepek, ale te nieco zagubione owoce i piękne taniny. 

John Bojanowski i jego Lo Vielh Carignan 2011

Odmienne także - ale nie mniej mi smakowało - okazało się młode dość wino Le Ciel Vide 2011 z Domaine Treloar (DeliWina). W nos buchnęły z kielicha pierniki, jeżyny, czekolada. Język zaś i podniebienie zasmakowały w eleganckich garbnikach pięknie ułożonych mimo młodego wieku wina.

Le Ciel Vide 2011 z Domaine Treloar

Nieco mniejsze garbniki miało o rok młodsze wino - Prestige de Château Guilhem 2012 (importer poszukiwany!). Przyjemne, z kredowym posmakiem, mają więcej jaja niż bordoskie odpowiedniki. Znajdziemy tu merlot, cabernet sauvignon, cabernet franc i malbec. To wino w aromacie bogate jeżynami, czarną porzeczką, pieprzem, czekoladą i skórką od razowca! Grand Vin wydało mi się z pewnością pyszniejsze, ale w przyszłości - na razie w smaku dominują bardzo zielone taniny nieco drutujące podniebienie. 

Prestige de Château Guilhem 2012

Wyjątkowe są wina skromnej (co roku stawiają ją w kącie) Brigitte Chevalier z Domaine de Cebene (DeliWina). Każde pyszne, każde odmienne - Belle Lurette wycofane; Ex Arena liściaste, jakby było esencją dżungli; Les Bancels mocne jak kamień. A Felgaria 2011 (3 tys. butelek rocznie) pełne ciała, ekstraktu i tanin. Otwierające się godzinami!

Brigitte Chevalier z Domaine de Cebene i jej czerwone wina

Inne kobieta - Liz Bowen z Sainte Croix (także DeliWina) - pokazała świetne Carignan 2011 (tu tak naprawdę jeszcze 10 proc. grenache i 10 proc. mourvedre). 100-letnie krzewy i odpowiednie zabiegi dają superkoncentrat, nute starej piwnicy, balsamiczność, pierwiastki madery, pewną trudno uchwytną "włoskość"...

Liz Bowen z Sainte Croix i fajny Carignan

Jak już wszyscy są znudzeni, to teraz będzie o ciągu quasi-geometrycznym i perełkach-zabytkach. A propos ciągu - to taki, w którym wartości rosną (w uproszczeniu tłumacząc) lawinowo, podwajając się. Przedstawiciele Domaine du Clos des Fees - interes prowadzi były dziennikarz z Paryża (zna się na interesach) - przywieźli pięć win. Najtańsze kosztuje 6,50 euro, drugie 12, trzecie 25, czwarte oczywiście 50, a piąte już nie tam sto, tylko 200 euro! To Mała Syberia - najdroższe - i zdaniem wielu gości - najlepsze wino degustacji.

La Petit Syberie 2011. 200 euro!!!

Nie sposób odmówić oczywiście klasy (grenache, syrah, mourvedre - bez siarki). Wszystko tu jest tak pięknie zrobione, tak krągłe, że chce się wzdychać, aromatem oddychać i smakiem napychać. Cena i niska produkcja (3 tys. butelek) sprawią, że wielu będzie o tym tylko marzyć. Pomyśleć, że za 200 euro można by kupić z 7-8 wspaniałych win od innych producentów obecnych na sali...

17-letnie Guigniers de Centeilles od Clos Centeilles

A kto chce poobcować z zabytkowymi perełkami, powinien poczekać aż polski importer Kanato ruszy pełną parą. Bo Kanato ma sprowadzać wyjątkowo ciekawe wina z Clos Centeilles - jedno było szczególnie fascynujące. 17-letni pinot noir o brązowej już, rdzawej barwie. Ciężkie do opisania, stareńkie, lekko metaliczne, wciąż skoncentrowane, ze ślicznym kwasem! Z gron wyciskanych... stopami. Produkcja - tylko 500 butelek!

Wszystkich tych win próbowałem z taką przyjemnością, że pisać o nich wydawało się trochę syzyfową pracą. Na szczęście, miejmy nadzieję, za rok też będziemy mogli mieć podobne rozterki!

Wojciech Bońkowski podczas seminarium o Langwedocji i Roussillon

Degustowałem u gości - a także na porywającym seminarium - na zaproszenie organizatora - portalu Winicjatywa!

sobota, 31 maja 2014

Delikatny "białas" od Scarbolo z Friuli Venezia Giulia&Piemonte 2014 - cz. 2

Scarbolo Pinot Grigio 2013



Wina z Friuli - apelacji w północno-wschodnich Włoszech, regionie sąsiadującym ze Słowenią i Austrią, są u nas stosunkowo mało znane. Dlatego cieszę się, że miałem szansę spróbować ich na imprezie Magazynu Wino Friuli Venezia Giulia&Piemonte 2014 (inna nazwa Barolo i Przyjaciele).

Skromnymi wystawcami, którzy nie przykuwali sobą uwagi, było małżeństwo - Maria Grazzia i Valter Scarbolo. To ojciec Valtera założył winnicę Scarbolo w latach 60. XX wieku. Uwagę za to przykuły ich wina z kołami na etykietach.

Historia ma się toczyć kołem (albo nowocześniej - show must go on) - stąd koła na etykiecie win. Cztery koła - z rzymskiego rydwanu - jak można się domyślać, są też na kartce zdobiącej bardzo dobrego Pinot Grigio 2013.

Wino może nie ma wyszukanej finezji, ale za to jest proste, świeże, zarazem bardzo przyjemne. W aromacie - nieco schowanym - czuć delikatne nuty żółtych jabłek, miodu, czy może nawet bardzo dalekie echa powściągliwego ananasa. W smaku jest już inne - bardziej oleiste, o pełnej, dobrze wyważonej strukturze. Ma też wyraźne cząsteczki kwasowości, które lokują się na podniebieniu na chwilę, by pomieszkać tam przez czas średnio długiego finiszu, wyszumieć się i odejść z godnością. Szkoda, bo wino bardzo dobre!